AKT 4. Byle nie być ostatnim 2/3

0

C/ maj 2017 – KIERAT – 100 km

A jaaaak….. No nie cały, bo nie mam wolnych 30 godzin w jednym kawałku, ani zdrowia w nadmiarze. Ale połowa musi paść. Idę i idę. Bieganie nie wchodzi w rachubę. Dotarłem. Na 55 km mam 67 w nogach. Taki ze mnie nawigator.

Odkrycie roku 2017 nr 3 – ach, jakby tak kiedyś całe 100 km, no no ……..

D/ czerwiec 2017 – DG Triathlon – sprint

Przeglądając pierdoły w necie natrafiam na Joannę Jabłczyńską zachwalającą sportowy tryb życia i jej szczere wyrazy miłości do sportu ukierunkowane na triathlon. Pani gorąco poleca Dąbrowę Górniczą na swój debiut w tej dyscyplinie. OK. Podejmuję decyzję o debiucie w tri.

Dwa warunki: 1-brak treningu specjalistycznego (biegam sobie dalej), 2-nie będę jechał na turystycznym rowerze ani na góralu– musi być szosa! Dajcie mi szosę.

Czas niepostrzeżenie mijał. Szosa używana zakupiona. Sprzęt skompletowany. Jestem gotowy. Ogarnęły mnie jednak wątpliwości co do moich zdolności pływackich. W końcu nie pływało się tak na jakiś dystans. Żeby je rozwiać należało się udać na basen. Najlepiej to zrobić na tydzień przed startem. Bo zawsze coś wypadało. Umiejętne rozłożenie sił pozwoliło dostojną żabą doprowadzić test pływacki do pozytywnego zakończenia.

Pozostało wyznaczenie celu na zawody. Wyznaczyłem dwa, żeby było trudniej.

1/ Ukończenie 2/ Jak w tytule

Biuro zawodów. Znowu niemiła niespodzianka. Sami trójkątni goście, bary szerokie, chudzi w dupce. Wszystkie żyły na wierzchu. Susi jacyś tacy. Testosteron kipi. A miała być impreza dla amatorów-debiutantów. Nerwowe poszukiwanie osób do pokonania. Jest, pan Zbyszek. Trochę to straszne, ale wybór padł na osobnika z rocznika 1938.

Start. Do wody wchodzę ostatni zgodnie z obraną asekurancką strategią. Żaba robi dobrą robotę tylko dziwnie się płynie w tej piance, jakoś tak z tyłkiem nad wodą. Wychodzę z wody wypoczęty jak po SPA. Fajny ten triathlon. W strefie zmian coś pustawo, rowerów kilka. Ruszam. Kolejno mijają mnie goście i babki na szosówkach i miejskich rowerach. Ja nie łykam nikogo. Drafting dozwolony, a ja nie mam z kim drafcić. Liderzy kręcą już drugie kółko. Mijają mnie jakbym jechał na hulajnodze. Fajny ten rower szosowy, ale chyba trzeba jednak potrenować. Mijam dwie osoby na góralach. Plus pięć do morale, plus dwa do mocy. W T2 dwie osoby i prawie wszystkie rowery. Teraz przede mną koronna dyscyplina. Do przebiegnięcia 4 kółeczka. Spokoju nie daje mi ciągły brak kontaktu wzrokowego z panem Zbyszkiem. Dopadam go dopiero na drugiej pętli. Szacunek dla niego i ciche łkanie nad własną słabością zajmuje mój umysł do końca biegu. Zbieram gumeczki na rączkę ja dziecko, żeby mi się kółeczka nie pokiełbasiły. Na ostatniej prostej toczę pasjonujący finisz, którego już prawie nikt nie ogląda. Pierwsze tri ukończone.

Miejsce: 235 na 276

Odkrycie roku 2017 nr 4 – triathlon daje mi satysfakcję, było super, chcę więcej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here