Bieganie, pływanie, rower. Z tych trzech najważniejszy jest… rower.

8
38

Kolejność, mimo, że nie triathlonową, zastosowałem tu nie przez przypadek. Rok temu, zaczynając przygodę z tym szaleństwem, mogłem o sobie powiedzieć, że jestem niezłym biegaczem. Z przekonaniem twierdziłem, że rower to pestka, najważniejsze, to opanować pływanie i tu mocno postawić akcenty w treningach i samodoskonaleniu. Mój brak pokory do roweru mści się przez cały sezon. Co z tego, że z dumą mogę powiedzieć, że wypływane baseny opłaciły się i to mocno. Patrząc na swoje czasy, jakość techniki i przede wszystkim przyjemność z samego pływania, nie mam wątpliwości, że w ciągu jednego roku można zdziałać niemal cuda. Postęp widać przede wszystkim, gdy porównuję czasy z tamtego i tego roku. Ale, ale… No właśnie. Nawet jeśli na dystansie IM 70.3 jestem w stanie urwać 5-7 minut, to w żaden sposób nie poprawia to znacząco czasu całego wyścigu. Bo czas urywa się podczas jazdy na rowerze.

 

Stara zasada, wpajana mi jakieś 25 lat temu przez mojego pierwszego trenera, że jeśli ktoś solidnie nie przebiega zimy, to latem na zawodach nie bardzo ma czego szukać, w przypadku roweru sprawdza się jeszcze bardziej. Na rower wsiadłem tak naprawdę w maju. Zimą… wiadomo, na czasówce się nie pojeździ, a innego nie mam. Trenażera też się jeszcze nie dorobiłem. Zamiast chociażby siedzieć na siłowni i kręcić na rowerze stacjonarnym, zawsze wolałem iść do lasu pobiegać, czy iść na pływalnię. Wydawało
mi się, że skoro jestem w stanie w kwietniowym maratonie zbliżyć się do założonego czasu 3:30, to siła w nogach jest. Już teraz wiem, jak bardzo się myliłem. Braki odczuwam za każdym razem. I nawet nie chodzi o moje samopoczucie, czy o porównywanie się do innych. Brak wytrenowanej jednej dyscypliny od razu ma odzwierciedlenie w wynikach. Wystarczyło prześledzić tylko mój ostatni start – ten w Górznie. Pływanie w kategorii open około setnego miejsca, bieganie około setnego miejsca, rower miejsce dwieście trzydzieste któreś. Nie mogło być inaczej, skoro od samego początku mam wrażenie, że tylko mnie ktoś wyprzedza, a ja wyprzedzać nie mam siły.

 

Fotografia7

 

Dotkliwie na własnej skórze, a właściwie nogach, przekonuję się, że jeżdżenie z dobrą kadencją nie wystarcza. Do zrobienia jest znacznie więcej. Od ustawienia dobrej sylwetki podczas jazdy, przez opanowanie techniki zjazdów i wchodzenia w zakręty począwszy, przez wypracowanie siły, której nie braknie na długich i stromych podjazdach, na zbudowaniu mocnego progu aerobowego skończywszy. Na szczęście już niedługo koniec sezonu i będzie czas na to, by całą jesień i zimę kręcić długo i wolno w pierwszym zakresie tętna. Jeśli plan się powiedzie i nic nie stanie na przeszkodzie, by wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów, to w przyszłym roku będę mógł cieszyć się z kolejnych życiowych rekordów i poprawiającej się pozycji w klasyfikacji generalnej. Bo niby wiadomo, że najbardziej w triathlonie cieszy sam start, ale im wyższa pozycja i lepszy czas, tym ta radość jest większa. My triahloniści tak mamy. Zawsze jest coś do poprawy.

 

Marek Kacprzak 

Dziennikarz Telewizji Polsat News

 

kacprzak

8 KOMENTARZE

  1. Marek, kwintesencja jest na końcu. Zawsze jest coś do poprawy. I pewnie zawsze warto najciężej trenować tą dyscyplinę / elementy, które są najsłabsze. Rower jest i owszem najdłuższy ale zerwanie kilku minut z roweru może kosztować więcej czasu niż zerwanie kilku minut z biegania czy pływania. BTW to co napisał Marcin – zamień jeden trening pływacki na 2 rowerowe – odczytałbym jako dołóż 2-3 godziny treningu tygodniowo.

  2. Dokładnie tak samo jest w moim przypadku. Panicznie bałam się pływania i tym treningom poświęciłam najwięcej czasu i zaangażowania. W późniejszych treningach traciłam na biegu, nie przejmując się rowerem.Niby jeździłam km, ale nie tak jak miałam tj.wysoka kadencja itp. Ból przyszedł na drugim starcie kiedy uświadomiłam sobie swoje błędy, a sezon startowy już mamy 🙁

  3. @Marcin! Jestem z Toba !!!
    Z mojego doswiadczenia, powiem to tak : zmien jedno plywanie na trening biegowy(podbiegi) a bedzie szybciej na rowerze i na biegu.
    Jestem przekonany , ze podbiegi w treningu tri (dlugi dystans), przynosza o wiele lepsze efekty niz np kilometrowki.
    W moim ostatnim IM, najlepszy plywak w grupie „dal mi” 8 min( 1:01 , ja 1:09 } a w biegu, ja jemu 17 min ( 3:57 ja 3:40) Bilans, 9 min na moja korzysc.

  4. Pewnie wszyscy trenerzy tri zabiją mnie za to co napiszę (miałem to napisać na koniec sezonu) ale po Roth stawiam taką tezę: Triathlonisto startujący na 1/2 i w Ironmanie. Zamień 1 trening pływacki tygodniowo na 2 rowerowe – wynikowo wyjdzie ci to na zdrowie 🙂 Pozdrawiam pływaków 😉 To pisałem ja. Mr gumowa kaczka

  5. Tak! Ten nieszczęsny rower też jest moim słabym punktem a przecież można właśnie w tej konkurencji ,,ugrać” najwięcej! Nic tylko rękawy a w zasadzie nogawki podkasać i do roboty! 🙂
    Liczę i z pewnością nie tylko ja na kolejne wpisy…. Powodzenia!

  6. @Marek…dokładnie tak jak piszesz. TO tak jakbym czytał swoje przemyślenia po 5 latach biegania i 8 miesięcy treningów rowerowych. Tez jako biegacz uważałem się za mocarza ale na pierwszych jazdach przecierałem oczy ze zdumienia jak nie moglem sie zbliżyć do 28km/h. Trenażer w zimie obowiązkowy…..najlepiej z funkcją virtual. Wtedy przy filmach DVD łatwiej zabić nudę chociaż każdy ma to swój sposób. Trenazer Tracx kupiłem w Holandii w sklepie internetowym za pół ceny tego co w Polsce z 2 filmami DVD gratis.

  7. Bo na rowerze kazdy jezdzic moze…:)) Nawet Panie ze sklepu spozywczego komentowaly dystans polowki IMa: plywanie to moze klopot, bieg jakos sie da a rower to co tam… Jakies tam 90km… Phi! No przeciez jezdza z rodzina w weekend 40km bez wysilku i do pracy 10km! Taaa, tyle, ze do pracy to 7 a nie dziesiec i 10 tazy stoja na swiatlach, a 40km z rodzina w sobote to robia od 10 rano do 19-tej z przerwa na obiad i 3 odpoczynki:)))
    Marku, dobry tekst, w Gorznie bywa roznie:))) A Ty na wymagajacej trasie rowerowej dales rade:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here