„Biegiem na pomoc” – refleksje po gdyńskim triathlonie.

8
2

Są takie relacje, których nie można pisać na gorąco. Trzeba ochłonąć. Na spokojnie pomyśleć o tym, co się przeżyło. Jakie to miało znaczenie? O Herbalife Triatlon Gdynia powiedziano już i napisano bardzo dużo, może nawet wszystko. Zarówno o organizacji, atmosferze, sportowym wymiarze tej imprezy i wszystkim, co ze zmaganiem się na tym dystansie jest związane. Ja chciałbym powiedzieć kilka słów o wzruszeniach. A tych nie brakowało. Mówię to ja – już teraz facet ze stali, facet po czterdziestce. Oprócz fal, wiatru, słońca, podbiegów i bólu mięśni musiałem się zmagać z tym, by się na trasie triatlonu nie rozpłakać. A okazji ku temu było wiele. Pokonać triathlon i to na dystansie połówki Iron Mana to marzenie wielu. Robiłem to, bo chciałem tego dokonać. Ale robiłem to też dlatego, że zaangażowałem się w team biegiem na pomoc, by zrobić dobry wynik dla dzieci z autyzmem. Dwa debiuty w jednym. I ten sportowy i ten społeczny. A pomaganie ma sens. I to głęboki. Przekonywałem się o tym za każdym razem, gdy prowadząc swoją zbiórkę otrzymywałem głosy wsparcia, zachęty, gdy wpływały kolejne kwoty. Czasem niewielkie, czasem spore.

 

Za każdym razem jednak miałem poczucie ogromnej życzliwości ze strony wszystkich, którzy akcję obserwowali, albo w niej czynnie uczestniczyli. Mógłbym długo cytować te listy, które dostawałem. I za każdym razem mnie one zadziwiały, umacniały, i nakręcały do większej aktywności. Skarbonka, do której podobnie jak inni ambasadorzy miałem nazbierać 3 tysiące złotych, zapełniała się powoli, ale zapełniała się cały czas. I w tym czasie działy się rzeczy wielkie. Coś, co miało być szczytną, bo szczytną, ale jednak zabawą, niepostrzeżenie zaczęło się przeradzać w poważną zażyłość, budowanie świadomości, czym jest autyzm, jak ważne jest to, by z tą pomocą ruszyć i w niej nie ustawać. Już dzień przed triatlonem podczas expo na stoisku fundacji Synapsis miałem okazję zobaczyć, że logo „biegiem na pomoc” to już coś znacznie więcej, niż tylko kolorowy napis. Że nie trzeba już tłumaczyć, po co, dlaczego i komu. Zainteresowanie i chęć pomagania przez kupienie gadżetów zaskoczyła nas wszystkich. Podobnie jak zaskakiwało mnie to, gdy na trasie ktoś z tłumu krzyczał w moją stronę: „biegnij „biegiem na pomoc””. To dodawało nie tylko siły, ale wręcz uskrzydlało. Bo przecież nie dość, że mam pokonać siebie, to jeszcze mam pokazać to, jaką siłą i determinacją trzeba wspomagać tych, którym ta pomoc jest potrzebna. Po takim okrzyku, nie mogę sobie przecież pozwolić na chwilę słabości. Tak często w teamie mówiliśmy sobie, że jest siła! I tę siłę trzeba było pokazać.

 

a2

 

Brała się nie wiadomo skąd, ale się brała. A może wiadomo… Bo gdy mijałem na trasie kolejnych kibiców ubranych w koszulki z naszym logo czułem, że biorę udział w czymś ważnym, że nie mogę zawieźć nikogo. Ani tych, którym pomagamy, ani tych, którzy w tę akcję uwierzyli, ani tych, którzy ją wsparli. Stworzyła się z nas wielka rodzina. Tych bliskich i dalekich krewnych. Wzajemne zagrzewanie się do boju, gdy jeden z członków teamu wyprzedzał drugiego. Nie brakowało wtedy dobrych słów, dodawania sił i otuchy. Czasem to ja
wyprzedzałem, czasem to oni wyprzedzali mnie. Każdy chciał dać z siebie wszystko. Ogromne wsparcie dali nam też ludzie z fundacji Synapsis, którzy na trasie robili taki hałas, że aż ktoś z tłumu w końcu krzyknął: „Rany! Ale on ma świetny doping”. Dobrze, że podczas jazdy na rowerze wiał chwilami potężny wiatr, dzięki temu szybko osuszał łzy wzruszenia, które pojawiały się w oczach nagle i niespodziewanie. Nie da się opisać uczuć, które towarzyszą chwilom, gdy wiesz, że uczestniczysz w czymś naprawdę wielkim i ważnym. Ale jak w życiu, tak i na zawodach przychodzą gorsze chwile, załamania i słabości. Podczas biegu, po około dwunastym kilometrze miałem spore załamanie. Zaczęło brakować sił, oddech mocno się skrócił. Pojawia się myśl o tym, by się zatrzymać, odpocząć. No, ale jeśli robi się coś dla nich, to nie można być niekonsekwentnym. Autystyczne dzieci, ich rodzice nie mogą powiedzieć, nie che mi się już, robię przerwę w terapii, w rehabilitacji, w chorobie.

 

a3

 

Oni walczą z sobą i swoimi słabościami cała dobę, całe życie. Ja niecałe sześć godzin. Poddanie się słabościom byłoby nie w porządku, byłoby nie fair. Dobrnąłem do końca i Adrian, autystyczny nastolatek, który na mnie czekał z medalem tylko mnie umocnił w tym, że nie miałem prawa się poddać. Jego terapeutka napisała w specjalnym liście, że przełamując swoje autystyczne nadwrażliwości cierpliwie czekał w hałasie i tłumie na kolejnych członków Teamu i nawet, gdy widziała jego zmęczenie konsekwentnie odmawiał propozycji, żeby wyjść i odpocząć. Nieco nieporadnie, ale z zaangażowaniem starał się zakładać medale w podziękowaniu za wspólny wysiłek. Szczęśliwie na koniec mojego udziału zaczął padać deszcz. Nikt nie zauważył kolejnych łez wzruszenia i szczęścia zarazem. Warto brać udział w triatlonie, warto pomagać. Warto to wszystko przeżyć i tego wszystkiego doświadczyć.

 

a

 

8 KOMENTARZE

  1. Warto x100 – zwłaszcza w taki sposób i z takim finiszem. Gratuluję udanego debiutu i (pewnie) zostającego na długo w pamięci finiszu. Respect 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here