brett sutton
Home Blogi A u mnie zaczelo sie tak...

A u mnie zaczelo sie tak...

Sierpnień 18, 2014 18 Komentarze Nieskategoryzowane Andrzej Stepien

 

Od dluzszej chwili 'czaje sie' zeby cos napisac ale dzisiaj w koncu nie wytrzymalem :). Czasy takie ze ciezko przeczytac tekst dluzszy niz 160 znakow ale przegladajac blogi innych uzytkownikow znalazlem sporo przydatnych informacji i rozwiazan problemow (glownie zwiazanych z planowaniem czasu), ze moze i moje pomysly komus sie pomoga. Triathlon to dla mnie nowosc- w tym roku zrobilem swoj pierwszy ale juz wiem ze nie ostatni, sport i dlugi dystans to spora czesc mojego zycia od jakichs 5 lat- w pazdzierniku zaczne swoj 8my maraton, na koncie mam sporo polowek, dziesiatek itd plus imprezy typu duathlon i 90 km rajd na rowerze. Wszystko to oczywiscie amatorsko ale z pelnym zaangazowaniem.

 

Pierwszy maraton to pomysl stary prawie jak ja- postanowienie noworoczne przesuwane z roku na rok. W koncu jednak osiagnawszy gorna granice mojej wagi (80 kg przy wzroscie 170 cm) postanawiam w koncu sie soba zajac; jak kazdy sportowiec amator zaczynam od sprzetu- moze to tylko moja obserwacja ale ustawiajac sie za pacemakerami na maratonie im dalej od startu tym wiecej widac odtwarzaczy mp3, firmowych okularow, sluchawek, kolorowych ciuchow, pulsometorw itd. Blizej lini startu ludzie w bardzo krotkich spodenkach, wycietej koszulce i max czapce jesli pogoda dobra. Szukajac o tym jak pulsometr zrobi ze mnie mistrza mimo ze nie do konca rozumiem co pokazuje, natrafiam na strone Nike gdzie mozna sobie zaplanowac trening.

 

Tradycyjnie jak co wakacje z programami w stylu 'schudnij 10 kg w tydzien' w pierwszym tygodniu robie 200 procent normy trenigu ktory za 10 tygodni ma pozwolic mi przebiec 10 km trase. Oczywiscie juz tydzien pozniej zaczyna brakowac czasu a przybywac wymowek, dalej jednak udaje mi sie robic 'cos' a to duzy postep. Kazdy kto biega wie jak szybko robi sie postep w bieganiu na poczatku, treningi zamieniaja sie w przyjemnosc bo widac efekty a wolnosc jaka daje bieganie gdzie nie trzeba umawiac sie na konkretna godzine i mozliwosc treningu samemu pozwalaja mi dokonczyc program. Koncowka 2008 - pierwszy wyscig, pierwsza masowa impreza i przede wszystkim pierwsza meta- juz wiem ze to lubie, juz wiem ze w 2009 postanowienie o maratonie moze w koncu sie udac.

 

Nie mam jeszcze doswiadczenia ale gdzies w glebi duszy czuje ze maraton to nie przelewki, zaczynam biegac, powaznie biegac. Jeszcze nie zwracam uwagi na rzeczy typu trening interwalowy ale robie dystanse i przede wszystkim dlugie wybieganie, zapisuje sie tez na maraton w Poznaniu. Blizej terminu kocham juz trenowac, widze dlugie biegi jako czas kiedy moge 'pogadac sam ze soba', wszystkie problemy ktore wygladaja na koniec swiata po godzinnym biegu staja sie smieszne- w ten sposob powoli zakochuje sie w dlugim dystansie. Zgodnie z poradami 3 tygodnie przed robie 30km i czuje ze jestem gotowy na maraton w Poznaniu (2009).

 

Atmosfera wielkiej imprezy, energetyczna rozgrzewka plus tysiace ludzi daja troche stresu ale wiem ze trenowalem. Strzal z pistoletu i biegniemy. Pierwsze 10 km idzie super, endorfiny i ogromny zapas mocy sprawiaja ze zaczynam myslec 'moze ja po prostu jestem naturalnym talentem i z treningiem ktory zrobilem wygram ten maraton'. Biegne bez picia- pare dni wczesniej przeczytalem na jakims forum ze jesli chcesz uzyskac dobry czas zapomnij o przerwach na picie... Taka atmosfera trwa do 23 km... Powoli zaczynam rozumiec dlaczego do tej pory wszystkich wyprzedzalem, zdecydowanie jednak rozumiem dlaczego wszyscy stawali po wode.

 

Mam 2 km do najblizszego 'wodopoju', sol na mojej twarzy namalowala juz mape europy a ja trace sile. Nagle na drodze znajduje butelke z izotonikiem ktora ktos zgubil; zanim docieraja do mnie mysli ze moze trzeba najpierw srawdzic, moze to nie napoj tylko ktos na przyklad wymienial olej w samochodzie jestem juz w polowie butelki i nic nie zatrzyma mnie zeby ja dokonczyc (do tej pory najsmaczniejszy napoj w moim zyciu :)). Biegne jednak dalej, mijam 25 km i do 30go wszystko idzie niezle, na okolo 31wszym uderzam w sciane chociaz wtedy jeszcze nie wiem ze tak sie to nazywa.

 

Mijam coraz wiecej idacych ludzi, przede mna pojawia sie wizja ze zostalo jeszcze 12 km, przy moim obecnym tempie oznacza to minimum godzine walki, najgorsze jednak ze po raz pierwszy pojawia sie mysl 'jest duza szansa nie tylko ze nie zrobie go w dobrym czasie, ale ze nie ukoncze maratonu w ogole'... Ciezkie chwile, morale spadaja do zera a wiekszosc czasu musze przekonywac sie zeby dalej biec, wpadam prawie w sen ale to raczej koszmar. Nagle stacja z woda, 35 km- ktos krzyczy 'brawo, juz niedaleko', ja zjadam banana, popijam woda, budze sie i odnajduje zapas nowych sil. Zaczynam wmawiac sobie ze zostalo juz niewiele, ze za okolo 10 piosenek (mam na uszach sluchawki) bede na mecie.

 

Kilometry maleja a ja zaczynam wierzyc ze sie uda, zaczynam myslec o tym ze jeszcze odrobina cierpliwosci i bede mogl sie porzadnie napic i odpoczac, to daje sily. Finiszuje w pieknym stylu, nigdy pozniej nie zrobilem finiszu tak szybko jak na moim pierwszym maratonie. Mijam mete w czasie 3 godz 44 minuty,chwytam medal a pozniej jednym lykiem wypijam napoj izotoniczny, wode i chlone czekolade garsciami. Na bialej koszulce dwie strugi krwi- nikt nie powiedzial mi o plastrach na sutki przed startem, urwal sie maly paznokiec u nogi bo go nie obcialem, ale to wszystko niewazne, przebieglem maraton!

 

Kiedy oddech wraca do normy pojawia sie uczucie ktore od wtedy sprawia ze zapisuje sie na kolejne imprezy i stale staram poprawiac wyniki- uczucie ze wszystko w zyciu mozna osiagnac. Trwa to u mnie zykle tylko kilka dni/tygodni ale pozwala wierzyc ze moge przesuwac gory i przeklada sie na kazdy aspekt mojego zycia, trzeba marzyc i trzeba te marzenia realizowac. Oczywiscie meta maratonu to nie najlepszy czas na planowanie kolejnych biegow ale juz wiem ze to nie byl ostatni.

 

Od tamtego czasu zrobilem maratonow 6, w tej chwili kalendarz odlicza dni do nastepnego na ktorym mam szanse zrobic swoj rekor, kocham dlugie dystanse i kocham sport- ten pierwszy maraton zmienil moje zycie i spojrzenie na swiat. Moja dziewczyna mowi ze w ten sposob odrywam sie od rzeczywistosci i chyba tak faktycznie jest, z drugiej strony kazdy to robi tylko na swoj sposob, jedni siedza przed telewizorem i ogladaja film ktory widzieli juz sto razy smiejac sie mimo ze juz 99 razy sie z niego smiali, inni sie upijaja; ja wybralem sport bo tej chwili wydaje mi sie on 'najmniejszym zlem' i jeszcze mnie nie rozczarowal.

 

Dlaczego nie pisze tego bloga na forum dla maratonczykow? Dlatego ze w tym roku zrobilem swoj pierwszy triathlon i juz wiem ze w 2015 zmienia sie priorytety. W triathlonie zaczynam, bazujac jednak na doswiadczeniu z biegania chce podejsc do tego madrze i nie probowac wygrac zawodow IronMan zaczynajac trening 2 tygodnie przed. Wiem ze to wszystko inwestycja na lata i uczac sie na bledach, swietujac drobne sukcesy chce piac sie naprzod. Chcialbym jednak pilnowac zby za bardzo nie przegiac w strone kiedy trening staje sie kara. W tym momencie siedzac w pracy nie moge sie doczekac pojscia na basen, bieganie czy rower, kiedy zmieni sie to w 'o nie, jeszcze dzisiaj 10 km musze zrobic wieczorem' bedzie to znak ze czas zwolnic.

 

Zaczynam tego bloga bo czuje ze Triathlon to poczatek nowej, podobnej przygody i w podobny sposob jak do tej pory zarazilem wiele osob bieganiem chcialbym zarazic jeszcze wiecej triathlonem. Chcialbym zrobic to z perspektywy nowicjusza, opisac wszystkie bledy o jakich ktos robiacy to od lat nawet nie pomysli, ale tez wziac na siebie odpowiedzialnosc za robienie tego z glowa - Triathlon to przede swietna metafora zycia, to planowanie dlugofalowe, ustawianie sobie celow i pomimo codziennych przeciwnosci ich realizowanie rozlozone w czasie. Chcialbym pisac o sukcesach i porazkach tak jak sie pojawiaja a nie tak jak mi wygodnie. Jak wyjdzie zobaczymy ale zanim zaczne opis pierwszego Triathlonu chcialem wspomniec skad sie to u mnie wzielo.

O autorze

Maratończyk amator, w Triathlonie nowy ale zakochany od pierwszego startu.
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (18)

Bogusław Pergoł 2014-08-22 12:13:37

Dokładnie. Też podchodzę bez spiny do zakładanego czasu. Jak się uda to fajnie, jak nie to trudno. 42 km traktuje jako rozpoznanie tematu, a że jakiś czas trzeba było określić, to padło na 3,5 godziny :-)

Arkadiusz Cichecki 2014-08-22 10:26:49

Andrzeju, wiem o 30 km na dwa tyg przed planowanym maratinem. Tylko zabraknie mi tyg treningowych. Teraz nie mogę już przesadzać, za 9 dni 1/2 IM... po trzeba się zregenerować. W sumie malo czasu na przygotowanie.... ale nie ma ciśnienia! Nie kazdy zaklad można wygrać! :-)

Andrzej Stepien 2014-08-22 10:01:04

Przy czasie 3.30 kazda minuta to wiecznosc i latwo przegiac, z dlugimi dystansami jest jak z wodka- do plowy bardzo latwo powiedziec 'ale mam dzisiaj dzien, w ogole na mnie dzisiaj alkohol nie dziala :)'. Nie mam na tyle duzego doswiadczenia zeby dawac rady i nie chce psuc Waszego planu treningowego ale warto jest jest zrobic 30 km bieg na trzy, max dwa tygodnie przed startem. Tempo tego biegu pozwoli calkiem realnie zalozyc wynik. Ja osobiscie chce w pazdzierniku przekroczyc 3.30 o ile jeszcze nie wiem, bede decydowal kiedy zrobie wspomniane 30 :)

Arkadiusz Cichecki 2014-08-22 06:01:58

Bogus, dasz rade! Ty kon jesteś! ;-)
Zaklad pochopnie. ... Nic to!

Bogusław Pergoł 2014-08-22 03:37:04

@Arek, też sobie ustawiłem cel w zeszłym roku na min 3,5 godziny, ale z nikim się nie założyłem. Na szczęście :-). Niemniej nadal chcę go zrealizować. Z tymże wcześniej od Ciebie :-), bo W-wie.

Jakub Masiuk 2014-08-20 12:57:20

UUU Arku no to życzę powodzenia, ale wiem z doświadczenia, że nie ma nic lepszego niż porządny zakład, w ten sposób pobiłem rekord na 10km i to o prawie 2min :-) Tak czy inaczej dobry pomysł z tym przetarciem, ale powiem tak jak nie zdobędziesz slota na przyszły rok to zapisuj się od razu na Frankfurt IM2015 ok?

Arkadiusz Cichecki 2014-08-20 12:52:21

Jakubie i Andrzeju. Na przygotowanie się do maratonu będę miał miesiąc czsu. Po ZaS musze się porządnie zregenerować! Traktuje ten dystans w charakterze przelamania psychologicznego i ostatniego egzaminu przed IM. Nie mam parcia na wynik w tym konkretnym przypadku :-) Musze jednak przyznać, że rok temu podjąłem zakład o zlamaniu 3.30! Naiwniak! Co tu ukrywać głównie po to aby mieć motywację do treningu! Zaklad to sprawa honorowa... a w dodatku o coś o czym nie wypada pisać! Podpowiem tylko, że ma kolor czarny i jest 13-letnie :-)

Jakub Masiuk 2014-08-20 09:52:34

@Boguś spokojnie znam przypadek który eksperymentował przed maratonem i głównie przygotowywał się na zajęciach spinningowych zimą, bo nie chciało się biegać na zewnątrz a na bieżni biegał jak już musiał :-) Myślę, że na spokojne ukończenie maratonu trening do 1/2IM wystarczy. Co innego jeśli będziesz chciał ukończyć go w określonym czasie, np. poniżej 3:45 lub 3:30 wtedy faktycznie brak odpowiednich jednostek biegowych może to trochę skomplikować. @Andrzeju miło słyszeć, że ktoś czyta ten mój "bełkot" i choć trochę się inspiruje. Jeśli chodzi o powrót do formy to wolę już się nie wypowiadać co chciałbym zrobić bo to może się dla mnie źle skończyć :-)

Bogusław Pergoł 2014-08-20 09:01:48

@Andrzej, Kuba: w kwestii wyjaśnienia moich obaw uzupełnię, że sezon triathlonowy obrócił w perzynę mój program treningowy do maratonu, co nie znaczy że rezygnuję. Po prostu nie będę przygotowany tak jakbym chciał. A to znaczy, że start w maratonie będzie bardziej wyzwaniem niż egzaminem :-).

Andrzej Stepien 2014-08-20 08:32:46

@Jakub- poczytalem Twojego bloga, jestes dokladnie tam gdzie ja chce byc za kilka lat wiec na pewno bede czytal Twoje wpisy, gratuluje i dzieki za sporo dobrych rad (przy okazji- trzymam kciuki za szybki powrot do pelni formy po kontuzji). Poczatkowo tez myslalem ze dystans olimpijski to max co chce zrobic, w tej chwili czekam az otworza sie zapisy na Gdynie i min 1 olimpijke po drodze :). @Bogusław, Arek- nie chce sie wymadrzac bo to dopiero przede mna ale mysle ze po 1/2 IM jestescie gotowi robic dobry czas. Zadnej presji ale jedyne co Was moze zatrzymac to Wy sami :)- maraton potrafi byc jak jazda po autostradzie po bezsennej nocy, tego na olimpijskim TRI nie ma. Jesli jednak zrobiliscie polowke IM to mysle ze wiecie jak z tym walczyc a fizycznie jestescie gotowi.
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test