brett sutton
Home Blogi 352 Belgów, 28 ministrów i jeden Papierz

352 Belgów, 28 ministrów i jeden Papierz

Czerwiec 30, 2014 26 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

Pod koniec trzeciego tygodnia czerwca grupa osób działając w zmowie i porozumieniu wyruszyło z kilku miast Europy w jednym kierunku. Korzystali z różnych środków komunikacji a ich celem był Luxemburg, nieduże księstwo wciśnięte między Niemcy, Francję i Belgie.

 

Pierwsza grupa to Rada Ecofin - 28 ministrów finansów Unii Europejskiej, którzy w piątek 20 czerwca przyjęli rekomendację, zgodnie z którą Litwa będzie 19 państwem strefy euro. To wątek poboczny i nie będziemy go dalej rozwijać.

 

Druga grupa to uczestnicy zawodów IRONMAN 70.3. Było w niej:

• 352 Belgów

• 338 Niemców

• 208 Francuzów

• 178 Luxemburgczyków

• 135 Brytyjczyków

• 120 Holendrów

• 1 Papierz (z Berlina, nie Watykanu)

 

W gronie 1722 uczestników było:

• 15% kobiet

• 33% debiutantów na tym dystansie (w tym jeden Papierz)

• najstarszy uczestnik miał 73 lata, a uczestniczka 66.

 

Ponieważ w samym Luxemburgu, stolicy Luxemburga, gdzie mieszkańcy kiedy są trzeźwi mówią trzema językami: Grand-Duché de Luxembourg, Großherzogtum Luxemburg i Groussherzogtum Lëtzebuerg, obradowało 28 wymienionych wcześniej ministrów, zawody zostały przeniesione do Remich.

Trasa zawodów była urokliwa, ale jak napisałem na wstępie Luxemburg to kraj nieduży i dlatego:

• parking dla VIP-ów był we Francji, a dla uczestników w Niemczech

• trasa przebiegała przez trzy kraje – oprócz Francji i Niemiec był to oczywiście Luxemburg

• Biuro zawodów mieściło się na barce zacumowanej na Mozeli, bo nie było miejsca na twardym lądzie.

Była co prawda propozycja umieszczenia biura w Belgi, ale z jakiś powodów nie przeszła.

 

Przed startem miałem okazję osobiście spotkać w strefie zmian WWP („Wspominanego Wcześniej Papierza"). Przybył tuż przed startem świeży, uśmiechnięty i pięknie wycieniowany. Przepraszał, że dzień wcześniej był zajęty, coś ważnego, etc. Parę dni później się okazało, że załatwiał byłemu premierowi Luksemburga Jean-Claude Junckerowi posadę nowego szefa Komisji Europejskiej. Stało się tak mimo kategorycznego sprzeciwu Londynu, który zagroził nawet, że ta decyzja skłoni Brytyjczyków do opuszczenia Unii ale my wiemy, że Papierz dużo może, nawet jak jest z Berlina a nie Watykanu. Dowodów na to nie mam, negocjacje prowadzili w strefie zmian a nie w restauracji żeby unikną podsłuchów.

 

Zawody tradycyjnie zaczęły się pływaniem. Ruszyłem dziarsko, ale ponieważ płynęliśmy pod prąd, wkrótce popadłem w melancholię i zadumę. Obudziła mnie ławica młokosów w pomarańczowych czepkach, którzy wystartowali 10 minut poźniej. Ze względu na moje dobre wychowanie i niechęć do urazów, usunąłem się niezwłocznie w stronę drugiego brzegu. W tym momencie zdałem sobie, że zbliżam się do brzegu „niemieckiego". Tak jak na Odrze! Odżyła trauma sprzed lat, kiedy prąd zniósł mój ponton na drugi brzeg Odry. Wtedy to byli dobrzy Niemcy z DDR-u, ale i tak było wiele nieprzyjemności. Co będzie teraz ? Jak się wytłumaczę, kiedy mnie wyłowią w dziwnym gumowym stroju?!

Pytania, które sobie zadawałem świadczyły o ubytku cukru we krwi, a ponieważ zaatakował mnie druga eskadra, tym razem w błękitnych czepkach, uznałem, że czas wyjść z wody.

 

Ruszyłem na trasę rowerową. Cudownie płaska trasa wiodąca po bulwarach nad rzeką. 20km czystej przyjemności, nawrót i kolejne 20 km. Poczułem, że to może być mój wyścig, mimo że w słońcu temperatura zaczynała dochodzić do 30 stopni w skali „C". A potem na dystansie 5 km było 200m przewyższenia!! Poczułem się jak bokser, który w drugiej rundzie dostał od obrończy tytułu dwie solidne plomby i już chciałem tylko przeżyć do ostatniego gongu. Już nie chciałem nikogo nokautować. Pozostało mi delektowanie się widokami – łagodnie falujące zbocza, które okazywały się ciężkimi podjazdami. Równe szpalery winorośli i meandrująca poniżej Mozela. Przejazd przez Schengen, które okazało się sennym, małym miasteczkiem.

 

Trasa biegowa dobrze oznaczona i wyposażona w tłumy kibiców. Połowa okrążenia – w sumie było ich 3 - przebiegała w cieniu. Czyli jest dobrze.Na drugim okrążeniu kolejna miła niespodzianka. Słońce z nudów zaczęło się osuwać za wzgórza i już cała trasa była w cieniu. Pomyślałem, że choć pływanie i rower poszły słabiej niż planowałem, to mogę ratować ten start i przynajmniej spróbować pobiec szybciej. Tym bardziej, że WWP krzyknął coś zachęcającego – „Co się tak wleczesz, Gamoniu" albo „dajesz Marek, dajesz" (jedno z tych dwóch, już nie pamiętam które).

Przyjąłem podwójną dawkę cukru w postaci ciepłej Coli i ruszyłem. Tak się rozpędziłem, że poprawiłem o minutę „życiówkę" w półmaratonie – 1:43:34.

I to jest główne przesłanie tego tekstu – na szczęście triathlon składa się z trzech dyscyplin. Jeśli nawet dwie z nich Ci nie wyjdą, to zawsze możesz szukać pociechy w trzeciej. Wybór dyscypliny należy do Ciebie. A swoją drogą dziękuję WWP za jego doping i motywację i gratuluję ukończenia pierwszego IM 70.3.

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (26)

Wojciech Pająk 2014-07-02 09:57:13

Dzięki za odpowiedź :-) Miernik mocy to dla mnie daleka przyszłość:-) Na pewno jeszcze przez dwa trzy lata będę posiłkował się pulsometrem. Trzymam kciuki za Kopenhagę, cel ambitny

Wojciech Pająk 2014-07-02 09:57:13

Dzięki za odpowiedź :-) Miernik mocy to dla mnie daleka przyszłość:-) Na pewno jeszcze przez dwa trzy lata będę posiłkował się pulsometrem. Trzymam kciuki za Kopenhagę, cel ambitny

Marek Strześniewski 2014-07-02 08:29:45

@Wojtek P. - jeżdże na mierniku mocy a nie na tętnie. Założenia przedstartowe były 210-220W i pierwszy odcinek (40km) taki był. Potem górki i zjazdy wprowadziły zamieszanie.

Bogna B. 2014-07-02 07:47:57

Świetnie napisane. Gratulacje ukończenia, a przede wszystkim życiówki na połmarathonie i to po dwóch innych konkurencjach, echh. Super!

Marek Strześniewski 2014-07-01 16:58:54

O ho! Kolejny Mr. Motywator/Podpuszczacz. Piter, Ty wiesz, że tam trzeba dmuchnąć 180km na rowerze? Wzdłuż wybrzeża? A jak mocny przeciwny wiatr będzie spychał w kierunku startu to może się zrobić nawet 220km? I maratonik na końcu? Bez jedzenia? Bez drzemki popołudniowej? I tak uważam swoje zapowiedzi za buńczuczne i zuchwałe.

Piotr Papierz 2014-07-01 14:00:47

@Marek: Chce złamać 12h!
co tak cienko?

jarek 2014-07-01 13:05:37

brawo,!!! zazdroszczę Ci tej Kopenhagi,moja droga dopiero sie zaczyna moze za rok moze dwa pozd

Plati 2014-07-01 11:52:37

gratulacje :)))

Arkadiusz Cichecki 2014-07-01 11:12:44

Marku, oj niegodnym ja takich ,,przezwisk". A publiczne deklarację są bardzo dobre, motywują!!! Powodzenia!

Marek Strześniewski 2014-07-01 10:55:46

@Arek, dobrze wiesz jaki mam cel. Rozumiem, że chcesz mnie sprowokować do publicznego potwierdzenia - oto i on. Chce złamać 12h! Dzięki za motywacje, Senior Machiavelli.
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test