brett sutton
Home Blogi ,,Poznań" swoje możliwości....

,,Poznań" swoje możliwości....

Lipiec 28, 2014 35 Komentarze Triathlon Arkadiusz Cichecki

Zastanawiając się nad tytulem wpisu doszedłem do wniosku, że również dobrze brzmiałoby ,,poznańskie triopiki".

 

W końcu nadszedł czas mojej drugiej ,,połówki". Od ubiegłorocznej Gdyni przewartościowałem swoje podejście do TRI. Wcześniej przeżywałem chyba znane wszystkim debiutantom rozterki i fobie. Czy dam radę, czy się nie skompromituję, w jakim stopniu zdołam spełnić swoje oczekiwania....?!

Jakoś poszło. Nie muszę już nic sobie ani nikomu udowadniać! Dziś, w drugim sezonie, nieskromnie mówiąc mogę rozważać moją dotychczasową przygodę z tri w kategorii sukcesu. I nie chodzi tu stricte o wynik sportowy. Triathlon postrzegam a zauważyłem, że nie jestem w tym osamotniony jako szersze zjawisko społeczne, nie tylko sport i rywalizację. To dzięki niemu poznałem wspaniałych ludzi, pomocnych, życzliwych, bardzo interesujących ....niektórych nie zawahałbym się nazwać przyjaciółmi choć zdaje sobie sprawę, że tym słowem szafować się nie powinno. To dzięki takim kontaktom nasze życie staje się bogatsze... a ta pasja jest czymś więcej niż wysiłek fizyczny i rywalizacja......

Ale, ale.... rozfilozofowałem się a miałem tylko podzielić się wrażeniami z Poznania! Jak to w ostatnich wpisach odpuszczę drobiazgi....

 

Przed startem:

Nastawienie. Jak kto woli: ,, w trupa", ,,Sparta", ,,ile fabryka dała" a najlepiej na Mkona, naszego bohatera! Tak żeby choć raz mieć świadomość, że dałem z siebie wszystko!

Założenie. Złamać cholerne 5h, choćby o sekundę! Przekonałem się, że niedosyt potrafi boleć jak np. 8 sek, które zabrakło do złamania granicy 40 min na 10 km. Nie wiem dlaczego ale lubimy łamać okrągłe cyfry...

Obawy. Pewnie te, które mają wszyscy ,,samo prowadzący się". Czy czegoś nie można było zrobić inaczej, lepiej, więcej a może mniej? Jednym zapytaniem: ,,czy czegoś nie spieprzyłem"?!

To wszystko miało się rozstrzygnąć tu na Malcie! Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że PZTRI nadał imprezie status MP na dystansie długim.

Nie był to start ,,A", ten ma nastąpić pod koniec sierpnia w ZaS. Tylko ze względu na przewyższenia jakie mają być w Austrii na dobry czas nie mam co liczyć! Zatem jeżeli życiówka to właśnie Poznań!

 

Do rzeczy!

Pływanie. Nie spodobała mi się ,,klarowność" wody. Po wejściu za kolana nie widziałem już własnych stóp.

Poza tym nic szczególnego nie zaszło. Początkowy, tradycyjny kocioł który nie robi już takiego wrażenia. Wyłapałem jedną piętę i jeden łokieć na twarz. Kraul non stop, dobra nawigacja. Jedno zebranie doświadczenie – nie mijać bojki nawrotowej maksymalnie po wewnętrznej. Większość chce oszczędzić kilka metrów i robi to przy czym powstaje zator podczas którego bezradnie stajemy jak spławiki.

Prawie pod koniec złapałem niezły haust wody i wpadłem niemalże w panikę. Nie z powodu ewentualnego utonięcia ale , że połknę jakieś bakterie koli czy gronkowca , które załatwią mnie od środka...:-) Trochę to zaburzyło już niezły rytm... Z czasu 32,47 w sumie mogę być zadowolony, najważniejsze, że była para na następne konkurencje...

 

IMG 0432

 

Rower. Pierwszy raz w tym sezonie nie złorzeczyłem na wiatr. Dawał powiew świeżości, zwłaszcza w momencie polania się wodą na punktach żywieniowych. Jeden kryzys na 57 km pomogło mi złamać hasło ,,Mkona mógł"! Tak, gdy prędkość spadła do 27 km/ h zacząłem w myślach wizualizować sobie zdjęcie Marcina po ukończeniu IM, leżącego z wywalonym jęzorem... i zawzięcie powtarzać : Mkona mógł, Mkona mógł,Mkona mógł..... Zadziałało!!! W czasie jazdy zaszło jedno nieoczekiwane zdarzenie. Policjantka blondyna (autentycznie!) w pewnym momencie uznała, że kierowca auta z poprzecznej ulicy zdoła przemknąć przede mną na druga stronę i przepuściła go! Nie wiem czy niezdecydowanie kierowcy czy źle wymierzona odległość sprawiła, że musiałem ostro hamować i o mały włos nie wylądowałbym na masce samochodu! Nie omieszkałem rzucić kilka ,,ciepłych" słów w kierunku mundurowej.... I tyle mojego. Czas roweru 2.38.27 dla mnie bomba, zwłaszcza, że dużej objętości nie robiłem a raczej postawienie na trening zadaniowy...

Bieganie... No, tutaj można byłoby odrębny wpis zrobić! Założenie ambitne 1.36-1.37! Pierwsza z czterech 5 km pętli w 4.30 km. Biegło mi się lekko. Nawet podejrzewałem, że coś mnie Garmin może przekłamywać! Wyprzedzałem jednak dużo zawodników zatem szybkość wydawała się realna. Trzy rozstawione deszczownie na trasie + dwie osoby prywatne polewające z węża były w tym tropiku bezcenne! Jeszcze gdzieś do 1,5 pętli w swojej naiwności wierzyłem, że zdołam utrzymać to tempo!!! Temperatura ciała zaczęła wzrastać, diesel zaczynał powoli ale skutecznie przegrzewać się! Automatycznie zwalniałem.... Po drugiej pętli wziąłem od wolontariusza woreczek z lodem. Wsadziłem go za kostium, rozerwałem i zacząłem upychać kostki gdzie się dało! Pod czapkę, za plecy, do ust i w dłonie... Pomagało!!! Wystarczało jednak gdzieś na 3 km. Na trzeciej pętli mały kryzys. Ponownie trik z Mkoną! Mkona mógł, Mkona ,Mkona.....!!! Znowu zadziałało! Ruszyłem nieznacznie zadek ale nie był to jakiś super zryw! Dwa prozaiczne marzenia chodziły po głowie! Pierwsze to ściągnąć obuwie, miałem wrażenie, że rozgrzane podeszwy zaczynają parzyć mnie w stopy! Drugie – kufel zimnego piwa, które czekało za linią męty!

Na finiszu entuzjastycznie podgrzewał mnie jeszcze do walki (jakbym nie był rozgrzany:-)) Ludwik Sikorski, krzycząc coś o super wyniku. Gdy zobaczyłem metę i zegar z 4 z przodu gęba od ucha do ucha! Radość i niedowierzanie, że w tej gorączce udało zrealizować się śmiałe założenia!


ole ole ola la ole ole...... :-)))

 

Jedynie co nie wyszło z godnie z planem, to brak przysłowiowego padnięcia na ryja... :-)  Widocznie gdzieś w podświadomości mam blokadę na nie zarżnięcie się... może kiedyś uda się odblokować...

 

Organizacja zawodów super! Życzliwi i pomocni wolontariusze, punkty żywieniowe na bogato, piękna oprawa... och i ach! Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić to ciasnota w strefie między rzędami.

Fajnie było poznać kolejnych blogerów : Bogne, Daśkę , Dawida, Grześa i oczywiście naszego mistrza słowa pisanego Piotra Papierza!!!

Wszystkim startującym ogromne gratulacje! Udało się pokonać dystans i żar z nieba!

Kibicom i żonce serdeczne podziękowania!

 

I znowu przegiąłem z obszernością tekstu.... przepraszam!!!

O autorze

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą" Fiodor Dostojewski
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (35)

Arkadiusz Cichecki 2014-08-02 08:20:15

Bogus, raczej bylem jak Winetu...... czerwony jak cegla, rozgrzany jak piec.... :-)

Bogusław Pergoł 2014-08-02 07:41:52

No "Stary", ale teraz dorzuciłeś do pieca :-).
W takich warunkach złamać piątkę, naprawdę świadczy o Twojej mocy. Szkoda, że wcześniej nie udało nam się spotkać iwziąć Twojego autografu, bo teraz to będzie się trudno do Ciebie dopchać ;-).
Pozdrowienia i gratulacje z Lizbony.
P.S.
Mam nadzieję, że nie obraziłeś się za "Stary", bo to ma wydźwięk jak "Old Surehand" :-)

Arkadiusz Cichecki 2014-07-31 09:41:50

Jakubie, miłe to z Twojej strony. Również będę trzymał za Ciebie kciuki, kto wie może jednak dasz radę wystartowac w Malborku w pełnym!
Marku, dzięki za gratki.... :-)

Marek Strześniewski 2014-07-31 09:31:09

Podwójna Korona Mistrzowska!!! Gratuluję Arku i wyniku i miejsca. Jesteś Mocarzem!!

Jakub Masiuk 2014-07-30 09:31:22

Arek odnośnie planowania to się zgodzę, planować to sobie możemy, a jak wyjdzie to się zobaczy. Jeśli chodzi o Twoją AG to co to jest 178 zobacz ile osób w Poznaniu zostawiłeś w tyle :-) Tak czy inaczej będziemy, a przynajmniej ja na pewno, trzymać kciuki. To może się okazać bardzo udany rok dla wielu z nas, jak się czyta wpisy i osiągnięcia to aż trudno uwierzyć.

Arkadiusz Cichecki 2014-07-30 09:15:11

Jakub, jak dadzą to wezmę... ale szanse iluzoryczne! Na dzień dzisiejszy w mojej AG już 178 zawodników! Co do Twojej teorii, w momencie gdy się zapisywałem nie było jeszcze mowy gdzie będą następne MŚ :-P A zupełnie inna sprawa to wolałbym, jeżeli już zaliczyć jakieś nowe, ciekawe miejsce...
I jeszcze jedno o czym (niestety) przekonałeś się na własnym tyłku a dotyczy planowania..... :-)

Jakub Masiuk 2014-07-30 08:43:58

Dobra Arek dość tej kokieterii powiedz lepiej że jedziesz do ZaS po slota aby za rok znów zmierzyć się z tą samą trasą, ale wtedy to już będziesz miał wszystko obcykane.

Arkadiusz Cichecki 2014-07-30 07:10:37

Marcinie, nie analizowałem jeszcze nowej trasy w ZaS. Piszę nowa, bo organizatorzy zdecydowali się zmienić w momencie gdy przyznano im organizację MŚ w 2015. My będziemy robić za króliczki.... Trochę niefajnie. Jak wspominał mój przyjaciel MKB zapisał się na teren pagórkowaty a wyszły ostre górki!
Bartek, niestety w Gdyni nie startuję... jeszcze nie będziesz miał okazji skopać mi tyłka.. :-) Dzięki za gratki...

Bartek Zyntek 2014-07-30 06:46:55

Arek - po takim występie nie pozostaje nic innego jak powalczyć o podobny wynik w Gdyni. Fiu, fiu wynik poniżej 5 godzin to już jest coś. Tak zdrowo zazdroszczę, ale to daje pozytywnego kopa motywacyjnego. Jednak dla mnie to chyba jeszcze za wysokie progi. Jeszcze raz gratulacje !! Jesteś kozak i gratuluje pierwszego miejsca w kategorii.

Marcin Stajszczyk 2014-07-30 06:37:10

Tam od razu ważysz analizujesz, czasem dodam 2 do 2 i tyle:) Twoja opinia jest cenna, a z tymi super nawierzchniami to rzeczywiście przesadzają na wielu zawodach:) Ten podjazd w ZaS jest wymagający ale potem mkniesz jak pocisk z górki:) Czy te 15 km podjazdu robicie tylko raz czy są dwie pętle na rowerze?
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test