brett sutton
Home Blogi Hardkor w Zell am See

Hardkor w Zell am See

Wrzesień 03, 2014 19 Komentarze Triathlon Arkadiusz Cichecki

 

Nie będę odkrywczy twierdząc, że w sporcie bywa różnie. Nie zawsze zawody układają się po naszej myśli i to też normalka! Jednak ignorancji oraz braku wyciągania wniosków ( w skrócie IBW) nie powinniśmy sobie wybaczać! Jak to u mnie z IBW było przytoczę w tekście...

Samo Zell am See i okolice przepiękne. Majestatyczne Alpy otaczające ponoć jedno z najczystszych jezior w Europie a w to wszystko usłane domami , pensjonatami, hotelami .... o bardzo oryginalnej, doprowadzonej do perfekcji architekturze. Każde rondo, skwerek zagospodarowane zielenią, tonące w kwiatach... Jednym słowem – uroczo.

Wymarzone miejsce na stoczenie ciężkiego pojedynku z samym sobą.

Tylko ta pogoda! Ciemne chmury wiszące nad miastem niczego dobrego nie wróżyły!

Organizacja zawodów dopracowana w najmniejszych szczegółach. Nie spodobała mi się tylko idea ,,workowa" w strefie zmian. Na mój gust trochę to przekombinowane.... Trzy worki do każdej konkurencji. Stojak na woreczek rowerowy w jednym miejscu, stanowisko rowerowe w innym, stojak na rzeczy do biegania jeszcze w innym... Rozpakuj i spakuj... koszmar! Trochę przypominało mi to grę komputerową labirynt. Nie jestem mistrzem strefy ale tutaj czułem, że w moim wykonaniu potrwa to wieczność! Z sentymentem pomyślałem o naszej skrzynce postawionej przy rowerze ...

10659269 894826603880627_8697308904713423638_n

Michał Budzik, ja, Emil.



Pływanie.

Start falowy co 5 min, każda ,,fala" w innych czepkach. Jaki czort podkusił mnie abym zajął miejsce w środku stawki nie wiem (IBW 1)! Strzał i hajda do przodu.... Po jakiś 100m przepychanki wyłapuje porządną bombę w twarz, mam wrażenie, że widzę cały gwiazdozbiór , przy okazji zakrztuszam się wodą! Siłą rzeczy staje w miejscu... Trwa dłuższą chwile zanim się odkrztusiłem i złapałem normalny oddech. Płynę dalej, doganiam jakąś grupkę i przeciskam się po niej jak węgorz... Historia się powtarza – kop w łeb ( IBW 2)! Znowu się zatrzymuje i już trochę mądrzejszy kieruje się na obrzeże stawki.... Dalej już bez historii... płynę swoim rytmem, zaczynając wyprzedzać ,,czepki" z innymi kolorami. Czas 35 z hakiem... co najmniej 2 min poniżej oczekiwań.

Rower.

Ruszam z impetem. Jeszcze płasko, noga podaje ok 38km/h liczę, że się jeszcze rozkręcę.... Mam świadomość, że zaraz zacznie się ,,cień wielkiej góry"... mimowolnie odpala mi się w myślach Butka Suflera z tym pięknym tekstem              ,, Góry wysokie, co nam z  Wami walczyć każe.......?!" 

Pogoda dopisuje, doping na trasie, jakieś kapele przygrywające na nutkę bawarską, flagi IM.....utrwlił mi się obrazek babci z wysmaganą wiatrem cerą, trzymającą dzwonek i radośnie zagrzewającą do walki... :-)

Najgorsze było przede mną! Zaczynał się mozolny podjazd...na długości coś ok. 20 km, 1 km przewyższenia. Góral ze mnie żaden a w dodatku korba i kaseta kompletnie nie nadająca się na taką imprezę... tak, tylko nic z tym nie zrobiłem!!!( IBW 3). Bolało, o jak bolało... zwłaszcza na ostatnim odcinku. Niektórzy nie wytrzymywali i schodzili z rowerów, byli też tacy, którzy nie zdążyli się wypiąć... ich bolało bardziej! Często było słychać sygnał karetki....

W końcu zjazd! Zdążyłem rozpędzić się do 60/km i stało się, przypadek który raz już przerabiałem (IBW 4)... kierownica wpada w wibracje, rezonans... cholera wie w co a ja z trudem ją utrzymuje!!! Z prawej strony, bezpośrednio przy drodze skała, z lewej barierka z urwiskiem a ja zbliżam się do grupy kolarzy kompletnie nie panując nad kierownicą! Drę się w niebogłosy ostrzegawczo.... Boję się, że mogę ich skosić! Nie wiem, chyba cudem, hamując pulsacyjnie jakoś udało mi się przejść do kontrolowanej jazdy. Serce w gardle!

Uspokajam się po jakimś czasie i ponawiam, już trochę delikatniej próbę szybszego ,,puszczenia" się.... Gdzieś pod 55 kierownica znowu sygnalizuje, że tak dzisiaj nie będziemy się bawić! Poddaje się, do końca zjeżdżam prawie cały czas na hamowaniu....

W końcu w miarę płasko! Cisnę, miejscami nawet 40 i mam z tego radochę i nadzieję, że może choć troche odrobię stracony czas... Ni stąd ni zowąd, tak na 60 km deszcz! Rzęsisty, gruby z porywami zimnego wiatru! Moment i chłód przenika do szpiku kości, żuchwa wali o szczękę niczym dzwon! Zaczynam marzyć o biegu.... rozgrzać się! Opady ustają pod koniec roweru... Czas powyżej 3 h! Wiem, dupy nie urywa! Najważniejsze, nie zrobiłem sobie krzywdy... rower już w serwisie!

Bieg.

Tutaj niczego nie mogę sobie zarzucić! Rozpocząłem rozważnie od 4.50, mimo męczarni w górach czułem, że jest dobrze, no i nie ma tropiku tak jak w Poznaniu! Przypomniałem sobie o mailu Andrzeja Kozłowskiego, który obiecał, że będzie śledził na bieżąco i mi kibicował! Podbudowało mnie to! Chociaż w tej konkurencji nie mogłem zawieść mojego Guru!

Wydawałoby się, że trasa wzdłuż jeziora musi być szybka i płaska. A guzik prawda! Częściowo biegliśmy ulicą a tam dwa podbieg i wzdłuż jeziora, żwirową ścieżką ( a za tym tygryski nie przepadają). Wyprzedzałem sporo zawodników, na 9 km dogoniłem Emila, który wystartował 10 min przede mną. Rzucam hasło ,,nie poddawaj się, walcz!" i jakieś tam......   Na 16 km, zaraz po podbiegu - kryzys! Tempo spadło do 5min/ km. Zacząłem stosować różne sztuczki psychologiczne aby wyłuskać rezerwy tkwiące w tym co mam między uszami.... Pomogło! Musze dodać, że na całej trasie ful kibiców, dzieci domagające się przybijania ,,piątek"..... Doping rewelacyjny!

W końcu finisz! Chyba nie miałem jeszcze takiej końcówki.....  :-)   Bieg w 1.37 z haczykiem...

I jeszcze ciekawy wątek, który podrzucił mi Emil...  Syn, kończąc pierwszą pętlę ( a były dwie), pomyłkowo wbiegł w korytarz prowadzący do mety! Zanim zorientował się o pomyłce zdążył zebrać gromkie brawa... był w szoku, że taki doping i tyle ludzi... zanim zobaczył bramę z metą! Jak relacjonował żal i głupio było się zawracać, pomachał serdecznie gawiedzi ... a ta z dużą wyrozumiałością i poczuciem humoru obdarowała go ponownymi brawami...

 

No i tak , 30 miejsce na 180 startujących w swojej kategorii. Nie wiem już czy to sukces czy porażka...

Z pewnością są powody do zadowolenia, odhaczyłem kolejne TRI, tym razem piekielnie ciężkie ale dające ogromna satysfakcję .... I jak zwykle wartość dodaną stanowi zwiedzanie i wspaniali ludzie, ot chociażby osobiste poznanie blogerów: MKB i Triathlonbyjanusza.....

 

Co by nie mówić najważniejszy jest fun!


I jeszcze jedno, bardzo istotne - podziękowania dla żonki i Karoliny za ogromne wsparcie w tym naszym triwariactwie... :-)

O autorze

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą" Fiodor Dostojewski
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (19)

Bogna B. 2014-09-05 12:12:04

Gratulacje! Jak czytam jakie są prędkości zjazdu na rowerze na trasie gdzie za chwilę możesz pożegnać się z życiem, to uważam Was naprawdę za TRIwariatów - oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu. Ja się chyba nigdy nie odważę:)

Andrzej Kozlowski 2014-09-05 03:23:22

Gratki !!! Bieg SUPER !!!!! Pozdrawiam , juz z Madison ,Wisconsin !

jarek 2014-09-04 10:03:03

byłem w Kaprun w zimie przepiekana kraina , wiem co czułeś pisząc o górach na rowerze ( masakra) co do biegu to w zimie tez był żwirek pod nogami tylko zamarznięty.Gratulacje!!!

Jakub Masiuk 2014-09-04 09:28:42

No tak znalazłeś coś fajnego tylko nie pod szyldem IM. Nie mówię, że to źle. Wiem, takich imprez w Europie jest sporo, sam zastanawiałem się nad Czechami..... Wygrał lokalny patriotyzm, w tym roku ;-)

Piotr Papierz 2014-09-04 08:51:51

Ja juz wiem gdzie, ale nie powiem :))))))

Arkadiusz Cichecki 2014-09-04 08:41:03

Jakubie i tu się mylisz... :-) Wyłuskałem coś fajnego, stosunkowo blisko, trochę taniej i co najważniejsze z dobrymi opiniami! Napiszę w przyszłym tygodniu o tym miejscu.... Howgh!

Jakub Masiuk 2014-09-04 08:24:58

Arek skoro większość imprez IM jest już zarezerwowana to może Malbork za rok ?

Arkadiusz Cichecki 2014-09-04 08:22:11

Boguś, mam już sprecyzowany główny cel, którym jest IM. Napiszę w przyszłym tygodniu gdzie planuję start może znajdzie się jeszcze ktoś chętny... w kupie raźniej :-)

Bogusław Pergoł 2014-09-04 08:02:13

I smieszno i strasznie musiało być. Gratulacje dla Ciebie Arek i dla Emila, który po raz pierwszy chyba Ci dołożył na rowerze ;-). To co za rok pełen dystans? Napisz, Arek, jakie masz plany.

Arkadiusz Cichecki 2014-09-04 06:46:54

Wielkie dzięki wszystkim za gratki... Michał wybacz staremu.... już zmieniłem na MKB; Karolina, Emil wystartował 10 min wcześniej ale trzeba przyznać, że goni starego... :-)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test