brett sutton
Home Blogi Jak do tego DOSZŁO.....

Jak do tego DOSZŁO.....

Wrzesień 10, 2014 21 Komentarze Triathlon Jakub Masiuk

     Nawet nie wiem jak to opisać, wydawało mi się, że nie będzie z tym żadnego problemu, że raczej będę musiał się ograniczać, ale chyba nie.

     Niedziela 07.09.2014 godzina 6 rano. Na ten dzień czekałem z dużym niepokojem, obawą ale i ekscytacją. Nie wiele miałem takich chwil w życiu jak ta. Długie przygotowania, godziny spędzone na treningach, wyrzeczenia, nie tylko z mojej strony, przebudowanie życia i podejścia do niego. Zwykłe małe potknięcia, ale również spore upadki – sześć tygodni temu wydawało mi się, że nie będzie mnie tu i teraz, nie mają już żadnego znaczenia. Stoję w kolejce aby zanurzyć się w odmętach Nogatu i zacząć swoją przygodę z pokonywaniem dystansu IM. W tym momencie nie ma nic, ani nikogo tylko ja i cel tak odległy, że aż nie możliwy do osiągnięcia. Ustawiam się po środku stawki, nie wiem na co mnie stać to dopiero mój trzeci start w tri oraz pierwszy w tym roku. Ekscytacja łączy się z przerażeniem, ale co tam do odważnych Świat należy nie prawdaż? Wrzawa ludzi stojących na mostku dodaje otuchy, strzał startera i ruszamy. Tylko spokój może mnie uratować. Płynę spokojnie, choć początek trochę nerwowo, obrywam parę razy w twarz z „kopyta", ale nie jest źle, może to mnie trochę obudzi. Cztery kółeczka i wyjście na brzeg, nie słyszę nikogo jestem zamknięty w swoim świecie i skupiony na tym co mam robić w T1, zresztą zatyczki które mam w uszach skutecznie mi pomagają.

Nie analizowałem czasów ale wydaje mi się, że T1 poszło całkiem sprawnie, tym bardziej, że przebierałem się całkowicie, zaoszczędziłem 3min od planów przedstartowych.

     Rower to w moim przypadku też była zagadka.  Po wypadku pierwszy raz wsiadłem na „mojego rumaka" pięć dni przed zawodami. Generalnie obawiałem się tylko jak taki dystans wytrzymają moje plecy no i czy uda mi się dojechać, ponieważ nigdy nie zrobiłem więcej niż 130km. Raz chciałem ale skończyłem w szpitalu to była moja druga próba.... :-) Obawy niestety się sprawdziły i plecy mnie rozbolał miałem ze sobą jedną porcję aspiryny, ale to nie wystarczyło. Całe szczęście ekipa Platiego wspomogła mnie po 3 kółku dwoma kolejnymi tabletkami. Ogólnie jechało mi się całkiem przyjemnie, pilnowałem odżywiania oraz nawadniania –zjadłem w sumie dwie kanapki, 4 żele, batona ze sprasowanych orzechów. Wypiłem coś około 6litrów różnego rodzaju płynów i ze 2litry wylałem na siebie ponieważ po 10 słońce zaczęło mocno świecić. No i do tego ten wiatr, na każdej z pętli przynajmniej 1/3 dystansu to była walka z bocznym lub czołowym wiatrem.  Tak koło południa wiatr rozhulał się na dobre. Jedno co mnie naprawdę ucieszyło to bardzo dobra organizacja ze strony sędziów, nie widziałem żadnych „pociągów" nawet jak dołączyli zawodnicy z dystansu 1/2IM. Sporadycznie dało się zauważyć po 2-4 osoby jadące w ciągu, ale z perspektywy zawodnika trudno ocenić czy akurat nie byli podczas manewru wyprzedzania. Sędziowie reagowali prawidłowo chwilę obserwowali co się dzieje, było ich sporo często mijali mnie na motocyklach więc uważam, że pod tym względem zawody na 5. Natomiast patrząc na ilość okrążeni to zdecydowanie wolałbym aby pętle były większe, po 4 kółku trasa zaczęła się nie miłosiernie dłużyć, ale co tam na IM walczy się głównie głową więc była możliwość potrenowania tego elementu :-)  Wolontariusze na medal , sprawnie podawali napoje w bidonach, nic innego na rowerze od nich nie brałem.  Po 6h zameldowałem się w T2 liczyłem na trochę lepszy wynik, ale wiatr plus moje eksperymenty z kołami, założyłem na wyższym stożku, spowodowały, że nie dałem rady utrzymywać  prędkości na zakładanym tętnie. Nie mniej jednak plan minimum został osiągnięty.

Poniżej zdjęcie ze strony Castle Triathlon Malbork, spodobało mi się więc postanowiłem je tu zamieścić

 

Tri Malbork

     

     Po szybkiej wizycie w T2 zaczął się prawdziwy sprawdzian - „krótki" bieg po Zamku. Jak to zwykle po rowerze trzeba było się mocno stopować, bo po 1km jak sprawdziłem tempo biegu to nawet na sucho nie uciągnąłbym tak maratonu :-) Pierwsze okrążenie zgodnie z planem poniżej 6min/km, drugie podobnie, na trzecim lekki wspomagacz (shot energetyczny) wcześniej na każdym punkcie pomarańcza, izo i woda do schłodzenia bo słońce dawało się ostro we znaki. Pierwszy punkt po półmetku okazał się dla mnie decydującym, „wciągnąłem" żel i niespodzianka pogoniło mnie to miejsca odosobnienia. Najpierw pomyślałem, że to dobrze, w końcu od początku wyścigu tam nie byłem, ale później okazało się, iż organizm nie jest w stanie już nic przyswoić oprócz wody. Tempo spadło drastycznie, próbowałem owoców, izo, elektrolitów – wszystko kończyło się w ten sam sposób. Jak zwykle podczas tych zawodów na pomoc przyszła ekipa Platiego, załatwili mi suchą bułkę – w życiu mi tak nie smakowało suche pieczywo :-))

Dwa ostatnie kółka to już spokojny i mozolny trucht do mety wraz z moim towarzyszem niedoli Platim. Super było sobie porozmawiać i poznać się lepiej, myślę, że dzięki temu nie myślało się tak o bólu i łatwiej było dotrzeć do upragnionej mety.

     Czas nie powala, po rowerze byłem przekonany, iż uda się złamać 12h, ale i tak jestem szczęśliwy, w końcu zaliczyłem jedną z najtrudniejszych imprez sportowych na Świecie. Byłem w stanie urawć parę minut z tego wyniku, ale doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Nie chciałem jeszcze bardziej wyniszczać organizmu tylko po aby na liczniku było 15-20min mniej. Jakby od tego zależało czy zejdę poniżej 12h to zupełnie co innego, a tak przynajmniej wielkich zakwasów nie mam :-) Chodzę w miarę normalnie, trochę uda bolą, ale bardziej wykończony byłem po moim pierwszym maratonie :-) 

 

     W poniedziałek wracając do domu zahaczyłem o rodzinne strony, lokalna gazeta dowiedziała się o moim starcie i chciała przeprowadzić ze mną wywiad. Zgodziłem się przecież każdy z nas kiedyś o tym marzył nie prawdaż? Pani Aneta zadała mi dobre pytanie – co czułem po przekroczeniu mety? Zgadnijcie co odpowiedziałem – ulgę J Teraz jak emocje trochę już opadły zaczynam sobie uświadamiać czego tak naprawdę dokonałem. Faktycznie sam start to tylko ukoronowanie wszystkich tych przygotowań, zwieńczenie dzieła które tworzyłem przez tyle czasu. Jak powiedziała Lidia „nie taki Iron straszny" w sumie to tylko dłuższy trening, kolejny w naszym planie, następny w naszym sportowym życiu. Mam nadzieję, że dzięki temu, iż triathlon stał się moją pasją, nadal będę mógł się cieszyć dobrym zdrowiem, pomimo kilku kontuzji J, będę mógł poznawać nowych ludzi, uczyć się i rozwijać, a może również zainspirować kogoś do działania i zmiany własnego życia.

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wsparcie, dobre rady (Profesorze ukłon w Pana stronę) i miłą atmosferą jaka na stronach AT jest wyczuwalna. Dzięki Plati (oraz Tomku) za fajne zawody, za wspólne człapanie do mety no i za pomoc Twojej ekipy jesteście THE BEST !

 

 

       Przede wszystkim jednak chciałbym podziękować mojej żonie za to, że nadal toleruje moje wybryki, choć wiem, iż jest już na skraju wytrzymałości. Chciałbym być lepszą osobą również na polu rodzinnym mieć więcej siły dla moich bliskich a nie tylko na treningach i zawodach. To będzie teraz głównym mottem mojego doskonalenia się. Co nie zmienia fakt, że mam nadzieję do zobaczenia gdzieś na trasie ;-)

Komentarze (21)

Bogna B. 2014-09-12 10:43:58

Gratuluję IM'ie;)

Mateusz Dybek 2014-09-12 06:40:55

Gratulacje! Jakub... You are an Ironman! :)

Andrzej Kozlowski 2014-09-11 21:43:28

Gratulacje !!!!

Marek Strześniewski 2014-09-11 13:01:25

Kuba, piękny wpis. Gratuluję ukończenia i pokonania wszystkich przeciwności. Najbardziej mi się podobał ostatni akapit i proszę pozdrów swoją Żonę ode mnie.
Niech żyją wszystkie Żony Triathlonistów!!

Łukasz Grass 2014-09-11 07:36:16

Brawo! Super tekst. Gratulacje i trzymam kciuki za przyszły sezon :-)

Piotr Górski 2014-09-11 07:20:37

Gratulacje! Niech chwile radości trwają! Pozdrawiam.

Krzysztof Górecki 2014-09-11 06:34:11

Wielkie Gratulacje :)
walka z sobą jest najfajniesza

Artur Pupka 2014-09-11 05:44:22

Piekna relacje! Jeszcze raz gratuluje!:)

Jakub Masiuk 2014-09-11 04:30:19

Dzięki wszystkim za komentarze. Odpowiadając na pytania. Plan na 2015 na razie tylko jeden IM we Frankfurcie ale nie wiem czy wypali. Pomoc otrzymałem w dozwolonej strefie organizatorzy przygotowali takie chce to bardziej opisać w osobnym wpisie obiecałem Arkowi, a może przyda się innym lub orgi przeczytają i wprowadzą jakieś zmiany? Raz jeszcze dziękuję za wsparcie czuć to było nawet to duchowe a nie tylko z trasy. Zresztą jak z Platim brnelismy do mety to nawet zartowalismy sobie co powiedzą na AT :))

tomek wnuk 2014-09-10 20:42:57

wielkie gratulacje!! wynik na prawdę niezły - ja przed startem brałbym taki w ciemno :) ale jeśli uwazasz, że stac Ciebie na wiecej to własnie chyba wyznaczyłeś cel na 2015 :)
podoba mi się ten "żelazny spokój" po... "to nic takiego, taki dłuższy trening" :)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test