brett sutton
Home Blogi Maratoński debiut oczyma triathlonisty.

Maratoński debiut oczyma triathlonisty.

Październik 12, 2014 20 Komentarze Triathlon Arkadiusz Cichecki

 

Wszyscy chyba mają poczucie nieubłagalnie uciekającego czasu... również my jak ten czas, gonimy i gonimy... przyświecają nam różne cele, podnosimy poprzeczki niekiedy racjonalizujemy ich wysokość. Mamy wzloty i upadki, czasami zakrada się myśl ,, po cholerę to wszystko, przecież można inaczej" ...tęskniąc momentami za starym stylem życia!! A jednak zawzięcie brniemy dalej!

W ubiegłym roku, wiosenną porą zaliczyłem pierwszy półmaraton. Po biegu musiało upłynąć kilka dni aby poruszanie nie sprawiało bólu! Jeszcze nie zdążyłem wylizać ran, endorfiny dawno się ulotniły a już podczas jakieś dyskusji podjąłem zakład, że za rok w maratonie złamie 3,30! Czy to tylko za sprawą drzemiącej we mnie żyłki hazardzisty? Przecież nie chodzi też o wygranie ,,fanta", chociaż przedni, trzynastoletni, o pojemności 1l i z korzeniami szkockimi...

Z pewnością zaważyła tutaj wypróbowana taktyka, jasno sprecyzowanego celu ogłoszonego wśród grona przyjaciół. Świetny motywator! Współgrało to z koncepcją długofalową. Wiedziałem, że kiedyś będę chciał zasłużyć na miano IM. Zaliczenie maratonu stanowiło naturalną kolej rzeczy, przełamanie bariery psychologicznej wręcz wskazane! Tylko czy nie za szybko to wszystko? Czy podołam?

Po ½ IM w Austrii do startu miałem 6 tygodni. Niby dużo czasu , biorąc jednak pod uwagę fakt, że jeden tydzień przypadł na regenerację a ostatni na łapanie świeżości , samego przygotowania zostało 4 tygodnie. Ryzykować przed końcem sezonu nie chciałem, zresztą już przed Austrią miałem problemy z Achillesem. Ostrożnie zatem zwiększałem objętość biegania a i tak nie ustrzegłem się błędu. W momencie gdy wydaje Ci się , że nabierasz mocy i wszystko jest na dobrej drodze pragniesz jeszcze polepszyć a możesz już tylko spieprzyć ...! W trzecim tygodniu zrobiłem jak do tej pory najdłuższe 30 km wybieganie. Na drugi dzień samopoczucie było niezłe (widocznie zespół opóźnionego bólu mięśniowego spóźnił się wyjątkowo:-)), zamiast w jakimś stopniu się zregenerować to zaaplikowałem sobie ostrą siłę biegową ! W ten oto durny sposób zajeździłem ,,czwórki" na maksa! ,,Odbijało mi się to czkawką" długi okres, nie wiedziałem czy zdołam odbudować uszkodzone mięśnie. Niestety, musiałem zrezygnować z mocniejszych akcentów treningowych. Nie było już czasu na  ,,upodlanie się" jak określa to Mkona :-) A maratonu zbliżał się nieuchronnie. Czy po tygodniu luźniejszych treningów przyjdzie oczekiwana superkompensacja?! To pytanie, przed zawodami to już u mnie klasyka!

Nadszedł ten moment. Pomijając wszystkie przesłanki, które mną kierowały miałem świadomość, że będzie to kolejna, niemalże epicka próba walki z samym sobą. Być może odkrycie magii maratonu, zachłyśnięcie się euforią bądź wręcz odwrotnie - znienawidzenie! Gdzieś czytałem, że maraton wabi jak śpiew syren! Czy wzbudzi we mnie tyle emocji co TRI?

Start!

Balonik na 3.30 w pobliżu. Plan - pierwsze 15 km w granicach 5min/km. To nie ma być bieg na zarżnięcie! Jeszcze mam czas na przemyślenie założeń, zorientowanie się w jakiej jestem dyspozycji na obecną chwilę... . Chyba trochę ostatnio za dużo czytałem na temat teorii maratonu. Negative Split, który wydawał mi się dotąd rozsądną koncepcją , ktoś mocno podważył, powołując się na konkretne dane.... Zresztą tak naprawdę nie wiedziałem na co mnie stać, czy rozpoczęcie od 5min/km nie będzie w moim przypadku ,,Pozitive Split".:-)  Przeglądając tabele, które po wynikach w półmaratonie podają orientacyjny czas w maratonie wyszło mi 3.16! Hehe... dobre! Może za rok, jeżeli w ogóle kiedyś!!! Wprawdzie staram oprzeć się PESEL-owi ale ten nie ma litości, goni jak na haju!

Pierwsze 10 km swobodnie ale czuję, że nie ma takiej świeżości na jaką liczyłem, zabrakło chyba jakiś dwóch dni... Pogoda super, może ciut za ciepło i początkowo nie ma wiatru. Ma to też swoje konsekwencje... jeszcze zwarta grupa zaczyna nieść za sobą smugę potu...

Gdzieś ok. 12 km czuję, że już organizm wszedł na pełne obroty, postanawiam odciąć pępowinę z balonikiem na 3.30. Powoli przyśpieszam... Połówkę zaliczam na jakiś 1.43, to nie dużo wolniej niż udało się osiągnąć 1,5 roku temu w debiucie w pólmaratonie! Jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Czuję parę... Wciągam kolejnego żela 33g, zgodnie z założeniami co 7 km. W pewnym momencie nogi zaczynają nieść na 4.30! Zastanawiam się czy nie dopadł mnie tzw, haj biegowy?! Respekt przed królewskim przeważa, zaczynam pękać, że mogę nie wytrzymać w takim tempie! Luzuje na 4.50.

Cały czas w dużym komforcie, serce pracuje równo, nie buntuje się. Rozglądam się i doszukuję ciekawych doznań. Jakieś zespoły na rogatkach, dziewczyna z mocnym głosem, bębny, dzieci oczekujące przybicia piątek, transparenty z oryginalnymi hasłami typu ,,ściana to ściema!".... No może i fajny ten maraton.... ale bez strefy zmian i upierdliwych sędziów, stawiających na baczność za zbyt szybkie odpięcie kasku ! :-)

Gdzieś na 30 km luźno wyprzedza mnie jakiś koleś rozmawiając namiętnie przez tel komórkowy! Słyszę strzępek rozmowy ,,... bądź jakieś 10 min wcześniej..."! Co gość...!

Powoli oczekuje zjawiska zwanego ścianą! 35 km i nic! Nakręcam się pozytywnie rzucając sobie hasło ,,w dupie mam  tą ścianę!"  O ironio! W prawym półdupku zaczynam czuć jakiś przykurcz!  Postanawiam zachować ostrożność w wypowiadanych myślach! :-)

A ściana nie nadchodzi! Zastanawiam się czy to nie jakiś psychologiczny wytwór tych słabiej przygotowanych... Coraz więcej osób przechodzących w marsz...

39 km... oj, oj... nóżki jakoś dziwnie zaczynają drętwieć... Czyżby kwas mlekowy robi swoje? W dodatku zaczyna mocniej dmuchać, praktycznie czołowo... prawie cały czas podbieg, niby łagodny a jednak. Chowam się za jakiegoś zawodnika, przepraszając, że się za nim trochę ,,powożę" . Nie miał nic przeciwko, pewnie nie był triathlonistą... :-)

 Kontroluję czas, ten zaplanowany jest ze sporą nawiązką. Pełnia szczęścia! Tempo spada powyżej 5min/km. No i co?! Nic sie nie stało, chłopaku nic sie nie stało.... !  :-)  Meta! 3.24.17!

Medal na łeb, węgle pod różną postacią + browarek! Krzyż zasługi temu kto zdecydował się na wprowadzenie złocistego  napoju za mętą! O dziwo, nie czuje trudu dystansu... ! Szybko analizuje taktykę... a może  zbyt zachowawczo...? Może trzeba będzie kolejnym razem trzymać stałe tempo?

 10683113 809703699082323_1661209729_o

Koniec sezonu... a z nim konsumpcja wygranej... :-)

 

Na zakończenie jak zwykle przydługiego wpisu ciekawa sentencja autorstwa Dana Gable :,, Tak naprawdę złote medale nie są zrobione ze złota. Są zrobione z potu, determinacji i rzadko spotykanego stopu zwanego jajami"

Tego ostatniego trochę mi zabrakło... 

O autorze

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą" Fiodor Dostojewski
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (20)

Tomasz Kacymirow 2014-10-14 11:49:01

Gratulacje !!! Gdybym mógł to dla takiej pelerynki też bym chętnie pobiegł. Można i rower okryć w strefie zmian żeby się nie przeziębił a i jak ktoś ma to też konia żeby z chwałą odjechać po zawodach, jak nie przymierzając Russel Crowe po spuszczeniu manta barbarzyńcom ;-)

Arkadiusz Cichecki 2014-10-14 08:00:46

Dzięki Bogna, faktycznie nie taki diabeł straszny...
Pominąłem jeszcze naszego Profesorre! Artur to się nazywa zabieganie! Tylko zdołałeś podpisać się w komentarzu.... :-))) Trenuj, trenuj.... Ty wiesz o co mi chodzi.... :-)

Bogna B. 2014-10-14 06:34:09

Nie takie diabeł straszny...;) Świetny debiut maratoński. Gratuluję!

Arkadiusz Cichecki 2014-10-13 20:57:03

Gdybyście wszyscy widzieli jak klata mi rosła gdy czytałem te komplementy...!!! No, kurna miłe to i motywujące do dalszej tyrki.... :-)))
@Boguś, coś mi się wydaje, że Ty rozpocząłeś ciut za szybko a ja ciut za wolno. Mamy już jakieś doświadczenie, nie ma co tego roztrząsać. Maraton na wiosnę pod kątem TRI to chyba średni pomysł delikatnie to ujmując...
@Andrzej.S, ,,zazdraszczam" Budapesztu, uwielbiam klimat tego miasta! @Andrzej.K, ten Kimetto to jakiś oszust! Normalni ludzie tak nie biegają... :-) @Łukasz, oj niegodny ja takiego przydomka.... @Marcin, już się zarejestrowałem na pełny, wprawdzie nie pod logiem IM ale cóż frajerskie trzeba zapłacić! Oczywiście, dzięki również pozostałym za miłe słowa! :-)




Marcin Stajszczyk 2014-10-13 20:02:29

No zdjecie numer 1:))) A co do cukierka i papierka w kontekscie IM to Ty Arku rozwiniesz cukierka, lizniesz raz, rozgryziesz i polkniesz... a potem powiesz ze ten IM to tez przereklamowany:)))

Sebastian Witek 2014-10-13 19:47:44

Gratulacje, taki wynik biore w ciemno :)

Marek Strześniewski 2014-10-13 19:43:27

Brawo Arku, w naszym wieku dotrzeć na linię startu to już jest wyczyn! A Ty jeszcze doleciałeś do linii mety i to z takim czasem! Gratulację i powinszowania!

Łukasz Grass 2014-10-13 19:38:12

No i doczekałeś się ksywy...Arkadiusz "Cesarz" Cichecki... :-))

Andrzej Kozlowski 2014-10-13 19:10:04

Arek ! Wegladasz jak rzymski cesarz .:-)))))
Dennis Kimetto biegl w Berlinie bez tych "podkolanowek" i pobil rekord (2:02:57) a Ty ubrales i dlatego nie pobiles . :-)))) Gratki raz jeszcze !!!!!

Artur Pupka 2014-10-13 16:53:29

Wariat:)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test