brett sutton
Home Blogi Przepraszam, ile kosztuje futro Pańskiej żony?

Przepraszam, ile kosztuje futro Pańskiej żony?

Listopad 23, 2014 29 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

Wiele lat temu, pracując w USA w branży samochodowej, zauważyłem ciekawe zjawisko.

 

W czasie rozmów towarzyskich Amerykanie chętnie podkręcali ceny, jakie zapłacili za futro żony, biżuterię czy też dom. Nie muszę chyba dodawać, że często zapominali o rabatach i zniżkach, jakie dostali.

Natomiast mówiąc o nowo nabytym samochodzie chętnie zaniżali zapłaconą sumę.

 

Moja interpretacja tego zjawiska jest taka, że o ile w pierwszym przypadku chcieli pokazać swoją zamożność i nonszalancję w wydawaniu pieniędzy, o tyle w drugim przypadku raczej eksponowali swoje umiejętności negocjacyjne.

Może to jakieś echo dawnych transakcji w handlu końmi na Dzikim Zachodzie, kiedy każdy chciał uchodzić za twardego negocjatora?

 

Co ma to wspólnego w triathlonem?

 

Otóż zauważam dwie rywalizujące ze sobą szkoły, kiedy mowa jest o tygodniowych obciążeniach treningowych.

 

Przedstawiciele jednej ze szkół mówią, że trenować trzeba długo i ciężko. Pojawiające się wielkości to 20, 25 i więcej godzin tygodniowo.Na ostatniej Gali Lotto, gość honorowy Lothar Leder wspomniał, że w szczycie trenował 55h/tygodniowo (nas oczywiście bardziej interesują amatorzy).

 

Z drugiej strony mamy wypowiedzi aktywnych Pro, którzy twierdzą, że można zrobić dobry wynik na długim dystansie trenując 9h/tygodniowo, 12h/tygodniowo, a powtarzającą się wielkością brzegową jest 15h/tygodniowo.

Oczywiście, kiedy zliczmy ich jednostki treningowe, czas poszczególnych dyscyplin, to trudno jest się zamknąć w tych 15h I tu wracam do początku tekstu.

 

Myślę, że niektórzy koledzy „podkręcają" wielkości treningów, żeby zrobić wrażenie na debiutantach czy nowych adeptach. Może zastraszyć konkurentów. Może pokazać, jacy to oni są zdeterminowani twardziele.

 

Z drugiej strony, zawodowcy kreują wizerunek luzaków i takich, którym wszystko przychodzi łatwo i bez wysiłku. Myślę, że oni trenują dużo więcej niż deklarują w wywiadach i na swoich blogach.

 

Jestem przekonany, że każdy powinien sam szukać swojego optimum obciążeń tygodniowych.

Po pierwsze: szukać podpowiedzi u uznanych trenerów z doświadczeniem - osobiście lub poprzez ich podręczniki.

Po drugie: korzystać z własnego doświadczenia,

Na końcu: kierować się radami kolegów.

 

Takie osobiście dobrane obciążenia będą pochodną dostępnego czasu, preferencji treningowych, stopnia wytrenowania, dystansu na jakim chcemy wystartować i planowanego czasu na mecie.

W przygotowaniu planów na kolejny rok trzeba pamiętać o prawie malejących korzyści (law of diminishing returns). Mówi ono w skrócie, że powyżej pewnego poziomu kolejne inwestycje (czasu, wysiłku, pieniędzy) nie dadzą proporcjonalnych zysków. Wręcz przeciwnie. Powyżej pewnego poziomu nakładów forma nie rośnie, a zwiększa się niebezpieczeństwo przetrenowania czy kontuzji. Dostępny na treningi czas należy alokować mądrze.

 

Na koniec wątek osobisty.

Przez 6 miesięcy (od marca do końca sierpnia) przygotowywałem się do IM w Kopenhadze. W tym czasie przepłynąłem ok. 60 km (10km/miesięcznie) i na basenie spędzałem ok. 7h miesięcznie. Dystans przepłynąłem klasykiem (zwanym pogardliwie żabką) zgodnie z planem w 1:33h. Zero problemów z nawigacją, a z wody wyszedłem świeżutki i gotowy do walki. Na trasie rowerowej i biegowej minąłem wielu zawodników, którzy popłynęli o ok. 20 min szybciej. Może dlatego, że większość dostępnego na treningi czasu przeznaczyłem na rower i bieg?

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (29)

Bogusław Pergoł 2014-11-26 21:39:06

:-)

Marek Strześniewski 2014-11-26 20:46:35

Boguś, może Ty jesteś z tych, którzy zaniżają poziom robionych treningów, żeby uśpić konkurencję?

Bogusław Pergoł 2014-11-26 08:18:49

Moja żona nie ma futra a dom wybudowany z tanich materiałów, toteż liczba jednostek treningowych nie powala :-). Prawo Malejących Korzyści w odniesieniu treningu do życia pozasportowego - coś w tym jest.

Krzysztof Górecki 2014-11-25 17:26:42

oj wiem, pamiętam. tylko pamiętam również jak wspominałem, że to chyba nie było przed startem A więc nie robiłem problemu

Grzegorz Markowicz 2014-11-25 15:16:31

:):)@ Krzysiek...pukalismy , pukalismy ......chyba wszyscy sprawdz sobie wpisy tylko nie chciales nas sluchać:):):)

Robert Piorunowski 2014-11-25 12:25:05

Z prawem malejących korzyści, jest tak jak z budowaniem formy pod dane zawody. Jeżeli do zawodów zostaje jeszcze 2-3 miesiące, a my już kręcimy życiówki i czujemy, że jesteśmy w wielkiej formie, możemy przenosić góry, to należy trochę spuścić z tonu, ponieważ jeżeli teraz pojedziemy na tej formie i będziemy starali się jeszcze ją podkręcić, prawdopodobnie na same zawody będziemy flakiem.

Marek Strześniewski 2014-11-25 11:11:12

Krzychu - tylko pozazdrościć!

Krzysztof Górecki 2014-11-25 10:34:14

Marku, człowiek to dziwny mechanizm. Bardzo często dochodzę do wniosku jak mało wiem o sobie. A prawo malejących korzyści. Hm .... Dam przykład, którego nie zinterpretuje. czasami mam kilka dni ciężkie treningi i czuje się zajechany. Kolejny mocny trening i kolejny...... I kiedy wychodzę na następny wydaje mi się że "dzisiaj to będą warunki tlenowe aby zrobić trening" okazuje się - dzień konia. Taki gaz jest w człowieku ........ i najszybszy bieg od np miesiąca albo rekord trasy. I bądź tu mądry :)))))

Marek Strześniewski 2014-11-25 07:53:27

@Krzychu - Prawo Malejących Korzyści!

Krzysztof Górecki 2014-11-25 07:25:36

Grzegorz, najzabawniejsze jest w tym to, że ja to wiem i wiedziałem. Po prostu nie miał kto puknąć mocniej w głowę :))))
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test