brett sutton
Home Blogi Metoda Lichtensteina w okresie roztrenowania

Metoda Lichtensteina w okresie roztrenowania

Grudzień 05, 2014 40 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

W lipcu sezon szedł pełną parą, a przygotowania do startu A (IM Kopenhaga) weszły w etap decydujący. Forma była szlifowana, aż wieczorami widać było skry.

Pojawiły się też dolegliwości.

 

Najpierw nieśmiało, potem zaczęły być bardziej asertywne. Aż w końcu bezczelnie próbowały przejąć inicjatywę.

Oprócz zidentyfikowanej kontuzji biodra (banalne naderwanie pasma biodrowo-piszczelowego), które postanowiłem zignorować, zacząłem także odczuwać lekki ból w dolnej części brzucha. Coś podobnego czujemy dzień, dwa po bardziej intensywnych „brzuszkach". Ale po pierwsze, na mięśnie brzucha nie ćwiczyłem od 1986 roku, kiedy to stwierdziłem, że są już wręcz idealne i więcej się tu już nic nie da zrobić. A po drugie – nie przechodziło, a powinno.

Poszły w ruch  maści od końskiej przez Voltaren i Traumon, po Ketonal i inne cudowności, które mam na półce.

Potem było nacieranie Kopytkiem Łosia (jeśli nie wiesz co to jest, to zapraszam na wspólne treningi w lipcu na suwalszczyznę), okłady z różnych liści i łodyg . No i oczywiście prochy i piguły zgodnie z zasadą, że nie ważne ile trenujesz, ważne co masz w apteczce.

 

Sezon się skończył, medale w gablotce, stroje uprane i rower zakonserwowany przeciw kornikom i mszycom. Czas wyleczyć rany i kontuzje. Biodro potraktowane kilkoma metodami jest jak nowe, ale co z tym brzuchem?

 

Wizyta u lekarza postawiła mnie w osłupienie – Jak?, Co?, Jaka k.... przepuklina? U mnie? Skąd to się wzięło? Z ostrych gazów po żelach? Czy mogę to zignorować?

 

Trochę teorii:

 

W jamie brzusznej panuje stałe ciśnienie, które wzrasta przy kaszlu, śmiechu, czy przy wysiłku fizycznym. To sytuacje, podczas których mocniej pracują mięśnie, tworząc tzw. tłocznię brzuszną. Dochodzi wówczas do wzrostu ciśnienia wewnątrzbrzusznego. Jeżeli któraś z warstw jest słaba, zaczyna się rozwarstwiać, z czasem pęka i tworzy się szczelina, do której mogą się wcisnąć jelita. Wtedy powstaje przepuklina, której konsekwencje mogą być poważne, wręcz tragiczne. Medycyna mówi, że przepuklina może powstać pod wpływem urazu, zbyt dużego wysiłku oraz po porodzie.

 

Tę ostatnią przyczynę odrzuciłem. Co do pierwszych dwóch, to nie tylko urazów, ale i dwurazów i trzyrazów nigdy u mnie nie brakowało.

A co do dużego wysiłku, to też, owszem. Nawet bardzo lubię.

 

Powłoki jamy brzusznej ulegają osłabieniu i jelita ruszają na zwiedzanie świata. Wizja trochę niepokojąca szczególnie w perspektywie nowego sezonu. O ile na etapie pływania takie jelitko można sobie wetknąć pod piankę, to już na rowerze może być kłopot. Przy małych prędkościach dyndające między kolanami może się wkręcić w szprychy lub przerzutkę, a przy większych prędkościach – na przykład jazda z góry – będzie furkotać na wietrze za nami i może dostać żółtą kartkę za drafting.

 

Na szczęście trafiłem na naprawdę fajnego lekarza (w dalszej części zwany Chirurgiem Adamem). Początkujący entuzjasta biegania z planami na maraton, kiedy rozpoznał we mnie bratnią duszę, zaproponował rozprawić się z przepukliną metodą Lichtensteina. Polega na wszyciu syntetycznej siatki, która ma umocnić to, co osłabione.

Pomyślałem, że może przy okazji poproszę go o wszycie pod skórę na brzuchu fragmentu wytłaczanki na jajka. Miałbym piękny kaloryfer bez konieczności ćwiczeń, bo nie ma co ukrywać, od '86 roku trochę zaniedbałem te rejony...

 

Na zabieg chciałem pojechać (i jak się da) wrócić na rowerze, ale spotkałem się z mocną opozycją ze strony Chirurga Adama i żony. I jak tu trenować bez wsparcia rodziny?

 

No i jestem już zacerowany i wyłączony z treningów. Trwają negocjacje z Chirurgiem Adamem. Podstępnie, wykorzystując moje zamroczenie narkozą wpisał mi w kartę „unikać wysiłku przez następne 4 miesiące".

Czyli co, nie trenujemy poważnie do końca marca? Wolne żarty!

 

Po dwóch wizytach kontrolnych stanęło na : za dwa tygodnie basen (tylko łapki), za tydzień 30 min na rowerze stacjonarnym w pierwszym zakresie, po Nowym Roku dopuszczamy trucht.

 

Oczywiście, że kilkanaście dni Święta Przepuklina była głównym tematem moich rozmów towarzyskich.

Okazało się, że dość znaczne grono znajomych hoduje tę przypadłość w tajemnicy. Niektórzy nawet od dłuższego czasu, a nie jest to sprawa, którą można lekceważyć. Jeden twierdzi, że jeśli dałoby się przepędzić Przepuklinkę (tak nawiasem, kiedy są imieniny Przepukliny? Czy nie tego samego dnia co Półpaśćca?) ziołami, to on się podda bardzo chętnie. Drugi wyznał, że hoduje francę już drugi rok, bo jakoś nie ma czasu i się nie złożyło.

 

I tu dochodzimy do puenty, morału i myśli głównej.

 

Otóż prawdą jest, że uprawianie sportu może być niewyczerpanym i wdzięcznym źródłem urazów i kontuzji. Ale dzięki temu, że mamy plany treningowe i startowe, to bierzemy się za leczenie tych dolegliwości szybko i energicznie. Bez zbędnej zwłoki i ociągania.

 

Na razie wszystko idzie dobrze. Muszę tylko uważać przy kichaniu i śmiechu. Rechoczę raczej półgębkiem. No i do toalety przed zabiegiem chodziłem z gazetą, a teraz zabieram Trylogię.

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (40)

albinp 2014-12-10 10:11:51

Arek, dinozaury jakieś superinteligentne nie były ;)

Ale powiem Ci, że ja też jakoś z wiekiem mądrzejszy się nie robię :)

Arkadiusz Cichecki 2014-12-10 08:35:24

Marek, co tu ukrywać, młodzieńcem to ja nie jestem... bliżej mi do dinozaura... :-) Tylko w tym łbie jeszcze sieczka... :-)

Marek Strześniewski 2014-12-10 08:19:17

Arek, to brzmi jak nazwa jakiegoś dinozaura!

Arkadiusz Cichecki 2014-12-09 20:31:59

Slabe pocieszenie ale u mnie to chociaż dumnie brzmi - Achillesotriathlonczyk :-)

Marek Strześniewski 2014-12-09 19:59:08

Marcinie, wyglada na to, ze z uplywem lat bardziej potrzebujemy porad lekarzy niz trenerow,
:-)





albinp 2014-12-09 18:28:42

Marcin, tych triatlonistów ponownie używających pampersów to chyba jeszcze nie ma. Są (może) tacy co jeszcze ich używają i tacy, co (może) już ;) Ale na pewno wszyscy są nasi! Ja przyjmuję zapisy do sekcji neurotriathlonistów :) Co to kręgosłup im daje... w kość ;)

Marcin Stajszczyk 2014-12-09 17:48:21

Przepuklinisci, po endoprotezach bioder i kolan, ze sztucznymi szczekami czy Ci ponownie uzywajacy pampersow... wszyscy triatlonisci sa nasi:) Kazy wiek ma swoje atrakcje wazne zeby sie caly czas scigac ze soba, z kolegami i z zyciem;)))

Marek Strześniewski 2014-12-09 07:47:51

Widzę, że półoficjalnie i dyskretnie tworzą się nam jakieś struktury poziome: sekta Triathlonistów-Przepuklinistów. Wielu już miało i wyleczyło, niektórzy leczą, a spora grupa różne inne bóle diagnozuje jako przepuklina. Zatem można entuzjastów tri-podzielić na tych co mieli, tych co mają i tych co będą mieli. Ale jak napisał Andrzej K. - po przepuklinie rośnie "depnięcie" na rowerze! Tak nawiasem Andrzeju, myślałem, że patent uciskania wypuklinki z przepuklinki palcami w czasie biegu jest mój, a okazuje się, że Ty go stosowałeś już kilka lat temu!

albinp 2014-12-08 14:48:12

No tak, robię stabilizację i trochę nawet więcej ćwiczeń na dolny grzbiet, ale faktem jest, że czasami zdarza się, że... nie jestem mistrzem regularności ;)

Artur Pupka 2014-12-08 14:27:56

Andrzej, brawo! A co do nawrotu przepuklin to jesli takie byloby prawdopodobienstwo wygranej jak przy mozliwosci nawrotu to gralbym w lotka codziennie!!!:)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test