brett sutton
Home Blogi Rok 2014. Bardzo słodki, bardzo gorzki

Rok 2014. Bardzo słodki, bardzo gorzki

Grudzień 22, 2014 40 Komentarze Triathlon Jarosław Swiniarski

Sporo wrażeń w tym roku spowodowało, że podejmuję próbę ekshibicjonizmu emocjonalnego. A nie mam w tym doświadczenia bo na fejsie nie praktykowałem. Ale tak fajne grono jakie obserwuje na tym portalu od ponad roku ułatwiło mi decyzję.

Rok własciwie zaczał się na początku grudnia 2013 wraz z powrotem do treningu. Humor po sezonie 2013 był całkiem niezły. Fajny debiut w triathlonie w Gdyni 6:01:40(w tym T1+T2-18minut), tym bardziej udany bo startował także mój syn Karol i zięć Fabian. Kilkukrotne starty na 10km za kazdym razem dawały poprawę z życiówką 11.11 w Gdyni – 42:31. Pewną zadrę stanowiła życiówka w maratonie w Poznaniu 3:39:44. Po kilkunastu latach biegania i kilkunastu maratonach ciśnienie na złamanie 3:30 było duże. Ten sukces/porażka spowodował nową dla mnie myśl o szybkim planie startowym 2014, tzn. start w maratonie w Warszawie w kwietniu. Generalnie zawsze biegałem zimą nawet przy dużych mrozach, ale budowanie formy już na kwiecień to nowość. I problem pojawił się już po tygodniu. Nie wiadomo skąd pojawił się katar i problem z zatokami. Mimo paru dni odpoczynku nie ustepował. Wróciłem mimo to do biegania. 4 treningi w tygodniu i troche mniejsze obciążenia. Poza tym odstawiłem basen, cotygodniową siłownie i myśli o uzupełniającym treningu na rowerze, żeby zbytnio nie obciążać oraganizmu.

Dopiero w lutym zaczęło odpuszczać, ale żeby nie było zbyt dobrze to były jeszcze 2 kilkudniowe grypy, jedna z temperaturą nieźle mi dała po mięśniach. Ponieważ w marcu udało się jako-tako zrobić 4 treningi 26-30km ze sporymi watpliwościami zgłosiłem się na start, nadal z ryzykownym celem – 3:30. Do 30km dość łatwo trzymałem zakładane tempo około 5'00. Ale potem zacząlem się obsuwać do 5'20 i próby zrywu tylko na krótko to zmieniały. 3:38:05 na mecie, nowa życiówka i nowy sukces/porażka. Ale to nie siedziało długo w głowie bo w końcu czułem się na tyle dobrze by wrócić na basen(raz, max dwa w tygodniu ze względu na uczulenie na chlor) i zacząć kręcić korbą. W końcu triathlon w Gdyni miał być drugim startem A w tym roku. A oczekiwanie progresu było duże. Po drodze nieudany start 10.05 na 10km – 44:53, na 4tym kmie kłopot z oddychaniem- albo odezwała się astma albo za mocno zacząłem. Ale treningi w końcu zaczęły się układać, tym fajniej, że dłuższe weekendowe wyjeżdzenia lub zakładki robiliśmy rodzinnie. Córka Ania po urodzeniu synka w styczniu 2013 w starcie w HTG miała zastapić swojego brata, który poświęcił się koszykówce, a jej mąż Fabian podobnie jak ja szykował się do drugiego startu. 29.06 to dla mnie ciekawostka – po latach debiut w półmaratonie. Start prawie z treningu i 01:38:30. Bardzo fajna, kameralna impreza w Żarnowcu, na której dobrze dobrałem tempo 4'40 i ostanie 5km blisko 4'30. 19.07 to kolejny odwrotny debiut - 1/4IM w Gdańsku - znowu  prawie z treningu – testowy start całej rodzinnej trójki.

To był bardzo przyjemny dzień. Fajna pogoda, może troche za ciepło do biegania, fajna plazowa okolica. Znowu zadowolenie z dobrze dobranej taktyki startowej i 02:37:25. No i śmietanka w postaci zwycięstwa w kategorii M55-59.

Ania była 3cia w kategorii wiekowej, a Fabian mimo że najlepszy z nas wrócił bez pucharu. Super dzień z pucharami na plaży – pewnie pomógł nam mocny doping żony i wnuka.

No i ostatni etap treningów przed Gdynią. 30.09 to apogeum treningu – zakładka 80km+20km przy 32C – było nieźle, tym bardziej, że dobrze się czułem na rowerze uzupełnionym o lemondkę. Teraz luzowanie i ostatnie myśli aby wszystko było dopięte w chwili startu. A w triathlonie jest o czym myśleć.

Powiem krótko – to najlepsze zawody w moim życiu. Pierwotny cel to 5:30, który skorygowałem przed startem do 5:23-25. Wyszło 5:19:01(41:37+2:40:55+1:46:09) i 4 miejsce w kategorii, rok wczesniej bym wygrał z tym czasem. Ale nie to jest najważniejsze. Po prostu dałem z siebie bardzo dużo i nie miałem kryzysu. Jechałem sam i przyzwoicie ogarnąłem się w strefach. I w nagrodę przybita piątka z Ojcem Dyrektorem na mecie. Zresztą to rodzinne bo Ania przybiła z Nim na nawrocie rowerowym. Ania miała 6:14, a Fabian 4:56. I rodzinna celebracja startu w strefie mety z żona, bratem i wnukiem. Bezcenne.

I tu odkrywa się tajna karta z trzecim startem A. Poznań. Maraton po raz drugi w tym sezonie. Tydzień odpoczynku i powrót do treningu, ponownie tylko biegowego. I czuje, że noga się kręci jak nigdy w życiu. 13.09 to rodzinny start na 10km w Gdańsku i czas 40:23 , o którym nigdy w zyciu nawet nie marzyłem. 20.09 kończę przedostatni tydzień mocnego treningu. 32km – średnie tempo 5:21 przy HRśr 136(moje max 182), ileż lepiej niż 5:30/138 w końcu marca. Cel startowy 3:25 chyba całkiem realny. Ale końcowy tydzień BPS nie jest możliwy. Po raz pierwszy w życiu mam ból w plecach, przy próbach biegania korpus całkiem niestabilny. Jestem zaskoczony bo ogólnofizycznie tez czułem się mocny. Próby treningu zastępczego na rowerze stacjonarnym też bardzo trudne. Zabiegi dwóch doświadczonych fizjoterapeutów też nie pomagają. Do Poznania jadę odebrać tylko numer i kibicować młodym. Ania łamie 4 godziny, a Fabian 3:28. Wyjątkowo bym z nim powalczył. Poprawa po 4 tygodniach przerwy skłania mnie do treningów z myślą o planie zastępczym, najpierw w postaci Florencji 30.11 a potem Spijkenisse 14/12. Ale po formie zostało już tylko wspomnienie. Pora zakończyć ten sezon obfitujacy w tyle emocji.

O autorze

Rocznik 1958, niepraktykujący zawodu inżynier, prowadzący mikrofirmę, 10km - 40:23 Gdańsk 2014........Półmaraton - 1:36:01 Gdańsk 2015...........Maraton - 3:28:47 Poznań 2016.........1/4IM - 2:23:55 Ślesin 2017 (3m.AG)...........dystans olimp. 2:30:48 Gdańsk 2016 (1m.AG - MP)...........1/2IM - 4:59:23 Susz 2017 (2m.AG)
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (40)

Jarosław Swiniarski 2014-12-28 14:56:36

Widzę, że poziom emocji związany z klepnięciem lub jego brakiem może spowodować, że taktyka startu wymknie mi się spod kontroli :(

Marcin Stajszczyk 2014-12-28 13:58:39

@Lukasz - nie raz poczułem Twoja rękę aczkolwiek nie tam gdzie piszesz;)) jak mijają sie przyjaciele z rożnej ligi to można szeptać ale jak przyjaciele są "rywalami" mniej więcej z tego samego poziomu to lepiej nic nie mowić a czułości zostawić sobie na metę;))

Grzegorz Markowicz 2014-12-28 13:11:36

@Łukasz...uwazaj bo po takich deklaracjach wszyscy bedziemy chcieli być przez ciebie wyprzedzani i dublowani...wiele razy:):):)

Łukasz Grass 2014-12-28 12:54:49

@Marcin - ja tam wyprzedzając szepnę zawsze jakieś słówko i klepnę w tyłeczek delikatnie :))... Tym bardziej jak przyjaciól mijam :) a im bardziej z kimś rywalizuję, tym czulsze to szeptanie. Redaktora Dowbora chciałem raz nawet wycałować! :)))

Marcin Stajszczyk 2014-12-27 18:52:00

Dalszy ciąg postępowania antydopingowego ws D.Ulissiego -
"Werdykt w sprawie Diego Ulissiego, który podczas Giro d’Italia stosował salbutamol zapadnie w styczniu.
We wtorek 23.12 Włoch odbył pierwsze przesłuchanie w Lugano, gdzie tłumaczył się ze swojego pozytywnego testu dopingowego przez trzy i pół godziny. Kara prawdopodobnie jest nieunikniona, ale Gazzetta dello Sport sugeruje, że banicja zawodnika Lampre-Merida może ograniczyć się do 9 miesięcy.
Po 11. etapie Giro d’Italia Ulissi miał 1900 ng/ml niedozwolonej substancji we krwi, podczas gdy dopuszczalna wartość to 1000 ng/ml. Przez wiele miesięcy w jego sprawie nic się nie działo, dlatego w sierpniu został odwieszony w prawach zawodnika przez włoską ekipę. Dzięki temu mógł wystąpić w Coppa Bernnochi, ale urzędnicy ze Szwajcarii szybko przypomnieli sobie o przypadku Ulissiego i wszczęli wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Przez te działanie, ponownie został zawieszony."

Jarosław Swiniarski 2014-12-27 08:25:23

Dziękuję.
Łukaszowi za powitanie na pokładzie. Pokład dla mnie, jako przez całe życie Gdynianina, to ważna sprawa.
Wszystkim pozostałym. Każdy, naprawdę każdy Wasz komentarz utwierdził mnie w przekonaniu, że to właściwy Pokład.

Marcin Stajszczyk 2014-12-26 18:37:12

@Lukasz, na trasie mijamy sie bez słów, taka zasada, ani wyprzedzany, ani wyprzedzający nie strzępią języka po próżnicy;) Każdy z godnością przyjmuje to co mu los zsyła:) Zasada ta ma szczególnie zastosowanie w przypadku mijania przyjaciół;)))

Artur Pupka 2014-12-26 15:35:05

Jarek,sam wiesz,ze wysilek fizyczny i zimno nasilaja kurcz miesni drzewa oskrzelowego...

Jarosław Swiniarski 2014-12-26 13:35:02

Łukasz, taka już moja przez całe życie natura, że jestem naiwny i nieraz płacę za to rachunki. Na szczęście na 15km już mało co widzę wokół siebie więc nie dam rady zareagować. A w wypowiedzi Artura czuję zachętę, żebym nie czekał do wiekszych mrozów z testowaniem Ventolinu(Salbutamol)

Łukasz Grass 2014-12-26 13:25:02

Jarek, nie ufaj im z tą bezinteresowną pomocą! Zobaczysz, co się będzie działo na 15km biegu na dystansie Ironman 70.3., kiedy będziesz ich dublował! Wypomną Ci, że tak się kolegów nie traktuje, że to nieładnie tak się odwdzięczać, itp...:-)))
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test