brett sutton
Home Blogi S02E02 – Calpe, Kwiato i pralka

S02E02 – Calpe, Kwiato i pralka

Marzec 10, 2015 8 Komentarze Triathlon Czekając na bieg

Coll de Rates. Najpopularniejszy podjazd nieopodal Calpe - kolarskiej Ziemi Obiecanej. Podjeżdżam od strony miejscowości Tarbena. Stówka już nogach. Zdobywam resztką sił przełęcz i przejeżdżam na drugą stronę góry. Teraz tylko zjazd i do domu.  Biorę ostatni łyk wody. Wciskam pusty bidon w koszyk. Zasuwam pod szyję kamizelkę i ruszam w dół. Zimny wiatr tuli moją twarz. Pędzę na złamanie karku. Po jakiś kilkudziesięciu metrach, widzę przed sobą wspinającego się kolarza w białej bluzie. Kilka sekund i dostrzegam już tęczowe pasy. Kwiato!  – Siema! – rzucam mu krótko i lecę dalej.


Cisnę na prostych, szlifuje łokciami na winklach. Heble, jak już ich używam, płoną. Zerkam po chwili za siebie i oczom nie wierzę. Kwiato mnie goni! Adrenalina uderza wszędzie gdzie może. Tniemy się na patelniach. Łokieć w łokieć! Łyda w łydę! Ostania prosta. Raz ja jestem pół metra przed nim raz on. Nagle Kwiato sięga do kieszeni. – Co on kombinuje? – myślę sobie zagryzając z bólu coraz bardziej zęby. Wyciąga pompkę! – Po co mu do cholery pompka?! I po co mu ona właśnie teraz?! – szumi mi już nie tylko w uszach ale i w głowie. – Za szybki jesteś! – krzyczy do mnie i zdziela mnie pompką po czole. Tracę równowagę i widzę zbliżający się asfalt. – Będzie bolało – pomyślałem i czekałem na szorstki pocałunek.


Uderzenie było miękkie jak nigdy. Poczułem tylko jak wciskam się mocniej w poduszkę i... otwieram oczy. Dłonią dotykam czoła, na którym czuje zakrzepniętą krew, a przez uchylone drzwi balkonu wpada morska, wonna bryza. Przyglądam się jak wstaje słońce przecinając napiętą nić horyzontu i wita się ze Skałą dając jej promienny uścisk.


2015-02-15 12.29.39


- Aleś przypierdzielił w ten klimatyzator! – pozdrowił mnie „na dzień dobry" Wojtek. Zawsze wstawał pierwszy. – Tobie dać pranie do zrobienia... - wtórował Witek wzdychając głęboko, bo nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Najbardziej zadowolony pozostawał Mat. - I dlatego ja zawsze piorę ręcznie – dorzucił z uśmiechem. Ta, jasne.  Ale rzeczywiście wszyscy współlokatorzy mieli racje.


Zgrupowanie rozpocząłem przywleczonym jeszcze z Warszawy przeziębieniem. Odpuściłem więc pierwsze wspólne treningi i kręciłem sobie dookoła komina krócej niż inni przez co miałem więcej czasu na „obowiązki domowe".  Mieszkaliśmy w składzie, który z pralkami niestety miał niewiele do czynienia. Ale skoro miałem trochę czasu i skoro do odważnych świat należy, postanowiłem podjąć wyzwanie i zrobić pranie. A wiedz Przyjacielu, że ta pralka miała ze trzy pokrętła, kilkanaście przycisków (żadnego podpisanego „start") i jeszcze większą liczbę świecących diod. Po prostu urządzenie z siódmego kręgu piekła.


Już samo otworzenie bębna nie było trywialne, ale w końcu jam inżynier, więc błyskawicznym ruchem ręki porównywalnym jedynie z gracją kozicy skaczącej po tatrzańskich turniach otworzyłem bramy piekieł i dokonałem wsadu zawartości brudnej. Oślepiony sukcesem pierwszego etapu straciłem czujność. Prostując się przyfasoliłem dokładnie środkiem i dokładnie czubkiem czoła o żelazny wspornik, na którym był zawieszony klimatyzator. Potem to już standard - tryskająca krew, ryczące z przerażenia koleżanki, cichutko szlochający w kącie koledzy i ja, jak Rambo, zszywający sobie ranę... No dobra. Była tylko krew.


20150224 110015


„Zawsze docieramy do miejsca, gdzie na nas czekają". Książkę z taką dedykacją dostałem pod choinkę od Julki i Olgierda – moich przyjaciół. Trafili z nią „w dziesiątkę", bo dała mi ona nadzieję, że prędzej czy później, ale na pewno dotrę do portu moich marzeń. I tak na początku roku dwa tysiące piętnastego trafiłem do Calpe, gdzie historii i snów jak te powyżej starczyło by na niejedną książkę i to z każdego gatunku.  

O autorze

Bo po drugiej stronie zmęczenia czeka wiele dobrego.
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (8)

Piotr Papierz 2015-03-11 13:52:56

@Marek, to ty nie wiesz, ze Milena widzi i slyszy wszystko.....

Marek Strześniewski 2015-03-11 08:06:21

Ooops, mam nadzieję, że Milena, tego pytania nie widziała. No, ale od czego są koledzy....

Arkadiusz Cichecki 2015-03-11 07:39:06

Jak zwal tak zwał a Markowi pewnie tylko o te noooogi chodziło..... :-)))

Artur Pupka 2015-03-11 05:29:49

No wlasnie, a co u Mileny?!!!

Marcin Stajszczyk 2015-03-10 20:13:06

Marlenka to jest w Pingwinach z Madagaskaru nasz drogi Skiperze;))

Czekając na bieg 2015-03-10 18:59:25

Mileny!!!

Marek Strześniewski 2015-03-10 15:01:32

Co u Marleny?

Arkadiusz Cichecki 2015-03-10 12:39:45

Nostalgia chwyciła za gardło! W ubiegłym roku, gdzieś tak o tej porze szlifowałem tamtejsze asfalty. Coll de Rates bolał, oj bolał.... :-)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test