brett sutton
Home Blogi Warszawa nie wierzy łzom....

Warszawa nie wierzy łzom....

Kwiecień 08, 2015 33 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

Kilka dni temu dowiedziałem się, że częścią wykupionego pakietu na zawody IM w Gdyni jest bilet do kina. To ładnie świadczy o organizatorach i sponsorach. Dbają nie tylko o rozwój fizyczny, ale także poziom kulturalny zawodników.

 

Kiedyś w pakiecie na Półmaraton Jesieni w Łowiczu (pozdrawiam serdecznie organizatorów) znalazłem dwa słoiki dżemu i skarpetki. Skarpetki były „niebiegowe" w kolorze khaki i miały cudowną moc rozciągania się. Po pierwszym praniu zrobiły się z nich podkolanówki. Po następnym nie można było ich nosić bez pasa z podwiązkami. Takowy nabyłem w sex shopie na Marszałkowskiej i w komplecie ze skarpetkami z Łowicza były przez czas jakiś źródłem wielu przyjemnych i zaskakujących przeżyć.

 

Wracając do filmu.

Projekcja przedpremierowa filmu „Ze wszystkich sił" odbyła się dziś wieczorem. Fabuła tej produkcji została oparta na prawdziwej historii Ricka i Dicka Hoyt, którą zna każdy początkujący triathlonista. Nie będę zatem jej streszczał. Podzielę się za to kilkoma spostrzeżeniami natury ogólnej.

 

Z przebiegu filmu łatwo można wychwycić główne inspirację. Oprócz historii Teamu Hoyt (ich zdjęcie popchnęło do działania niepełnosprawnego Francuza – bohatera filmu) jest jeszcze Rocky Balboa i jego nieprzemijający czar. Ale niestety film jest produkcji francuskiej i to wiele wyjaśnia. Francuzi nie potrafią robić filmów chwytających za serce. Powinni to zostawić Amerykanom.

Były dwie okazje, żeby film uratować. Pierwsza, kiedy nastoletni bohater, tuż przed swoimi 18-tymi urodzinami, zaczyna podglądać przez lunetę rozebraną sąsiadkę. Fabuła mogła skręcić w kierunku filmu erotycznego podszytego moralnymi dylematami. Na przykład o niemożliwej to spełnienia miłości i jej możliwych substytutach. W tym akurat Francuzi są nieźli.

 

Drugą szansą był kierunek odpowiedzialności społecznej i triathlon jako rozwiązanie problemu bezrobocia. Ojciec głównego bohatera traci pracę, ponieważ jest wysokiej klasy specjalistą i jeździ po całym świecie świadcząc unikatowe usługi. Taka przewrotna krytyka kapitalizmu.

 

Niestety, twórcy nie wykorzystali tych dwóch nadarzających się okazji i brnęli dalej w obcą sobie poetykę triathlonu.

 

Ci, którzy liczyli na jakieś rewelacje związane z treningiem wyszli rozczarowani. Okazuje się, że trening rowerowy ograniczony był do zjazdów z góry urozmaiconych radosnym pokrzykiwaniem oraz kilku podbiegów w pierwszym zakresie. Zero zakładek, nic o odżywianiu a technika oddychania w czasie pływania doprowadzi większość naszych trenerów do stanu przedzawałowego.

 

Ślicznie było pokazane za to, jak Francuzi wyobrażają sobie przygotowania organizacyjne do IM. Kilka miesięcy przed zawodami kilkunasto-osobowy komitet obradował, komu przyznać numer startowy, a komu nie.

Był to jedyny moment, kiedy zakręciła mi się łza w oku.

 

Niewiele wspólnego z rzeczywistością miały też fragmenty przybliżające szerokiej publiczności ostatnie kilometry trasy biegowej. Oprócz pary bohaterów widzieliśmy tam zataczające się jak murarz po wypłacie typy już owinięte folią termiczną, a na metę z czasem 15h+ wpadały wysportowane byczki.

Wszyscy wiemy, że o tej porze na mecie meldują się zawodnicy wagi ciężkiej oraz ci, którym trudno było znaleźć czas na trening.

 

Jako plus trzeba zanotować grę głównego bohatera, którego grał amator Fabien Heraud. Był zdecydowanie lepszy od większości polskich aktorów zawodowych, których miałem przykrą okazję ostatnio oglądać. Z litość nie będę wymieniał tytułów filmów, ani nazwisk.

 

Biorąc powyższe pod uwagę nie wierzę, aby łzy, które demonstrował Nadredaktor Grass w czasie udzielanego po filmie wywiadu były prawdziwe. Były one raczej efektem jego znakomitej gry aktorskiej i dużego obycia przed kamerami.

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (33)

Marek Strześniewski 2015-04-20 14:03:21

@Marcinie, zgadzam się z Tomkiem - wprowadzasz nowe znaczenie terminu "zakładka":)

Marcin Stajszczyk 2015-04-18 16:54:40

Tomek tu masz w oryginale na naszej stronie jako stanowisko z 25 marca (drugie od góry) http://www.reumatologia.ptr.net.pl - a tu dalszy ciąg w mediach http://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Reumatologia/Po-interpretacji-ministerstwa-dot-programow-lekowych-w-RZS-Czy-pacjenci-pojda-do-sadu,150649,1011.html - i jeszcze tu http://wyborcza.pl/1,91446,17728280,Eksperci\_o\_problemie\_leczenia\_chorych\_na\_reumaidoidalne.html - mam nadzieje, ze to mnie usprawiedliwia ws małej aktywności na AT ostatnio. Jedna taka sprawa potrafi psychicznie tak zmęczyć, ze na inne aktywności pisarskiej brak sił. A to tylko wierzchołek problemów z jakimi sie borykamy codziennie w pracy jako lekarze, zamiast leczyć musimy walczyć z bezdusznym systemem.

Tomasz Kacymirow 2015-04-18 16:33:09

Marcin chętnie bym przeczytał ale każe się zalogować. Podeślij proszę na [email protected]

Marcin Stajszczyk 2015-04-18 15:36:48

Tomku, żeby ten skomplikowany plan wydał Ci się jeszcze bliższy to muszę nadmienić, że moje wykłady dotyczyły prawnych aspektów realizacji świadczeń zdrowotnych;) Ostatnio nawet zacząłem się zastanawiać w jakim stopniu jestem tylko lekarzem a w jakim zaczynam być zmuszony przez otoczenie do bycia dodatkowo prawnikiem - ostatnio musiałem napisać takie stanowisko w odpowiedzi na działania MZ: http://www.mp.pl/reumatologia/aktualnosci/show.html?id=117685

Tomasz Kacymirow 2015-04-18 13:40:56

Teraz juz wiem skąd te wyniki. Tak skomplikowanego planu nigdzie w internecie nie znalazłem. Bieg, rower, samochód, pływanie, zebranie, wykład i impreza( z przewyższeniem). Toż to jakiś dual quadruplon !!

Marcin Stajszczyk 2015-04-18 08:21:42

Hahaha! No proszę nie świadomy niczego sobie trenuje i cieżko pracuje a tu taka ciekawa dyskusja;))) to tak na początek krótki opis mijającego tyg pon rower 40 km przewyzszenia 380 m, wt basen 2.1 i bieg 12 km w tym bc2 8 km, sr tu warto posłuchać 6 rano 2.0 km basen potem 75 km rower przewyzszenia 850 m potem w auto i 3h do Wrocławia potem 4h zebranie (praca) a o kolacji do drugiej po północy nie wspomnę, w czw pobudka o 7 o 9.20 pierwszy wykład dla lekarzy na kongresie, o 15 drugi wykład i o 17 już w aucie i 3h drogi do domu. W pt już normalnie rano o 6 basen 2.2 km a wieczorem 14 km bieg w tym 10 rytmów... I tak nie bacząc na moczenie nocne i obtarta prostate jakoś pcham ten wózek;) Swoją droga wspomniane dwa stany odmienne zapewne dlatego wzbudziły takie zainteresowanie piszących, bo z racji wieku sa im bardzo dobrze znane;) ale nie martwcie sie, nasze Państwo już zauważylo problem i stawia na geriatrie, nie zostaniecie bez opieki, parafrazując stare powiedzenie "wszystkie dziadki sa nasze" a ze człowiek na starość dziecinnieje to pasuje jak ulał;) A złośliwość stosuje tylko w wyjątkowych sytuacjach, z Wami na szczęście nie muszę;)))

Piotr Papierz 2015-04-17 16:42:04

Poniewaz jestem po ostrych treningach na Majorce, mam pytanie, czy w Polsce obowiazuje jeszcze prawo pierwszej nocy?

Jarosław Swiniarski 2015-04-17 07:49:36

Marku, ja jako rodzic panny młodej dawałem rade przebiec 10kaemów, nie to co teraz - dzisiaj nadłuższy bieg w tym roku 8km w zawrotnym tempie 6'30. Ale pomysły macie dobre, widać dobre dotlenienie po intensywnych treningach

Arkadiusz Cichecki 2015-04-17 06:51:38

Hehe.... nie wiem tylko czy zdołaliby logistycznie z drugiej części Polski.... Niemniej pomysł Tomka uważam za bardzo nowatorski.... w przyszłym roku mój pierworodny zamierza popełnić ten nierozważny krok... Kto wie może właśnie takie biegowe wesele urządzić.... :-))))

Marek Strześniewski 2015-04-17 06:40:31

Arku, czy jest jeszcze czas na zmianę? Koncepcja Tomka wydaje się być nowatorska i ciekawa. Czy rodzice panny młodej dadzą radę przebiec 10k?
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test