brett sutton
Home Blogi Jaskiniowcy chodzili na siłkę wieczorami.

Jaskiniowcy chodzili na siłkę wieczorami.

Kwiecień 10, 2015 3 Komentarze Triathlon Tomasz Kacymirow

neandertalczyk

 

Głód i szaleństwo poszukiwania odpowiedzi na pytanie jak  zyskać lub chociażby   nie tracić ( z wiekiem)  na sile,  aby wpadać na metę zawodów triathlonowych roześmianym i dźwigać jak najwięcej zdobytych trofeów, natrafiłem na naukowo  opisane zależności pomiędzy dwoma enzymami które odpowiedzialne są w naszym organizmie,   jeden za  wytrzymałość ( Activated Protein Kinase)  i drugi za siłę (mTORC1) . Efektem tych zależności ma być blokowanie działania enzymu „siłowego" podczas aktywności enzymu „wytrzymałościowego" i  odwrotnie.  Nie będę opisywał szczegółów bo na pewno coś bym poprzekręcał. Zainteresowanym mogę podesłać anglojęzyczny artykuł. Przekładając to na trening nie powinniśmy wykonywać ćwiczeń siłowych przed pływaniem, biegiem czy rowerem ale po i to w znacznym oddaleniu czasowym. Mowa jest o zestawie poranny trening bieg, rower, pływanie i wieczorny trening  siłowy.  Pierwsza cześć bardzo mi pasuje bo co do zasady trenuję zanim obudzę koguta, który budzi resztę społeczeństwa. Gorzej z tym wieczornym treningiem siłowym bo ja wtedy preferuję  wyłącznie sporty grupowe grając w ping-ponga albo godzinami oglądając zawody tenisowe w telewizorze.

Nie wiem do jakiego stopnia wierzyć tym wskazówkom, tym bardziej,  iż stoją one w sprzeczności z wcześniej nabytą  wiedzą zgodnie z którą trening siłowy powinien być pierwszy. Autorzy materiału w zgodzie z trendami odwołują  się  do praprzyczyny w postaci  naszych przodków,  którzy nam podobno zafundowali taki a nie inny genetycznie uwarunkowany układ. Otóż, uganiając się całymi dniami za zwierzyną przyblokowali sobie „efekt siłowy" aby nie nabijać mięśni i nie  zużywać w związku z tym za wiele energii. Może ( tu już mój wkład twórczy do tej naukowej teorii) chodziło też o to żeby polując nie tłukli się nawzajem tak jak to ma miejsce dzisiaj chociażby między PIS i PO. No ale po zakończeniu polowania mogli zacząć prężyć muskuły przed swoimi lub cudzymi kobietami, podnosząc kamienie lub też naparzając się maczugami w celu zbudowania masy. Do tego jeszcze się nażarli wysokobiałkowymi produktami co nabijało im mięśnie wieczorami przy gitarze. Odwoływanie się do  powrotu do naszych przodków w dziedzinie zdrowia jest bardzo ostatnio  rozwinięte- stąd miedzy innymi diety paleo i teoria że jesteśmy natural born runners.

I w tym wszystkim zadaję sobie jeszcze jedno pytanie. Jak ta teoria ma zastosowanie w przypadku kobiet,  których rola społeczna w tamtych czasach nie była związana ani z polowaniem, ani dźwiganiem kamieni ani laniem się po pysku choć w tym ostatnim przypadku chyba można by uczynić wyjątek na lanie po pysku niesubordynowanego partnera. Pozostaje jeszcze jednak pytanie  czy zajęcia domowe także u kobiet wytworzyły efekt działania w ciągu dnia enzymu wytrzymałościowego i blokowania siłowego do czasu powrotu chłopaków z polowania. Przypomniała mi się jednak słyszana kilka razy formuła „ ja już nie wytrzymam z tym bachorem" stosowana przez matki do opisywani swoich codziennych kontaktów z wychowywanymi pociechami. I to może być kluczem do uzupełnienia teorii i zrównania wpływu dziedzictwa naszych jaskiniowych przodków zarówno na dzisiejszych triathlonistów jak i triathlonistki.

O autorze

Biegnę żeby biec !
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (3)

albinp 2015-04-10 18:42:57

Tomku, podeślij proszę ten artykulik na [email protected] :) Po treningu siłowym to tzw. "cardio", żeby trochę wyluzować i spuścić ciśnienia ;) Ale poważny trening wytrzymałościowy to rozłącznie z siłowym. Fakt, ostatnio dużo się mówi o paleo itd. I moim zdaniem słusznie. Z biologicznego, ewolucyjnego punktu widzenia cały czas jesteśmy łowcami-zbieraczami, jakimś cudem przeniesionymi w świat internetu, korporacji i McDonlad's-ów. Ale nasz "design" pozostał w zasadzie ten sam :)

Tomasz Kacymirow 2015-04-10 13:26:19

Arek. Tego się obawiałem ze któregoś dnia zostanę obnażony z tej hipokryzji. I stawiałem że będziesz to albo Ty albo Marek Strześniewski. Już jak prosiłem Andrzeja Stępnia o namiar na soki to pomyślałem że mnie to zdradzi. No ale stało się teraz i mogę przynajmniej otwarcie przyznać że moje posiłki to komosa zapijana sokiem z brukwi a od święta pozwalam sobie na młody owies choć i w tym przypadku kieruje się tym że on młody więc jak sam napisałeś o strupach, mając nadzieję że odkryje pod tym strupem jakiś świeży i elastyczny nabłonek ;-)

Arkadiusz Cichecki 2015-04-10 11:42:16

Tomuś, niby to Ci na wynikach nie zależy a jednak wertujesz literaturkę.... :-))) Też ,,liznę" czasami to i owo... niestety niektóre szkoły trenerskie miewają różne podejście do treningu.... Można się pogubić... A już wyjątkowo mało jest na temat metodyki dla na takich starych strupków jak my... Eksperymentować na własnym organizmie trochę późno.... Jak żyć?! :-)))
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test