brett sutton
Home Blogi Co mnie nie zabije to mnie wzmocni?

Co mnie nie zabije to mnie wzmocni?

Maj 03, 2015 13 Komentarze Triathlon Jarosław Swiniarski

Historia przypadków bolesnych(niektórych).

Lipiec 1999, w wieku 41 lat jestem na końcowym etapie treningu do mojego drugiego maratonu. Na ostatnich kilometrach długiego sobotniego wybiegania pojawił się lekki ból piszczeli, ale dokończyłem bieg. W następnych dniach bieg jest właściwie niemożliwy. Zgłaszam się do lekarza sportowego, który nie widzi większego problemu, zaleca 10dni odpoczynku i maść Voltaren. Uważa, że sierpniowy maraton nadal realny. Niestety przez wiele tygodni próby powrotu do treningu nie są udane. Konsultowany później ortopeda uważa, że w tym wieku raczej niej powinienem już  myśleć o takich obciążeniach. I tak przez następne dwa lata truchtałem rekreacyjnie. Póki brat na wczesnym etapie aktywności wujka Googla nie znalazł ćwiczenia wzmacniajacego, a kolejny lekarz sportowy nie dał efektywniejszych zaleceń. Dzieki temu w 2002 roku, po długich, ale ostrożnych treningach staje na starcie drugiego maratonu. Przy 32 st C, zerowej wiedzy o odżywianiu i nawadnianiu kończę z czasem 4:55. Jestem szczęśliwy – nie jestem biegaczem jednego maratonu.

Październik 2006. To miał być dobry koniec dobrego sezonu. Po czerwcowej życiówce w Lęborku, 3:43, jak zwykle w upalnym dla mnie maratonie Gdańsk-Gdynia słabe 4:11, liczyłem, że jesienne temperatury w Poznaniu pozwolą na dobry start. Niestety mimo, a może dzieki solidnemu treningowi we wrześniu dopada mnie mocna infekcja. Start nie jest możliwy.

Sierpień 2009. Sobotnie, ostatnie długie wybieganie przed maratonem postanowiłem uczcić w niedzielę lekcją windsurfingu. Spory wiatr zachęcał do nauki pływania z trapezem. Niestety brak wyuczonych odruchów spowodował bardzo dynamiczne zderzenie klatki piersiowej z bomem. W nastepnym tygodniu próby biegania niemożliwe. Dzień przed startem dostaję w klatkę blokade przeciwbólową. Rano próbuję lekkiego truchtu i już wiem, że na start nie mam po co iść.

Maj 2010. Już kawał solidnego przebiegu zrobiony przed czerwcowym maratonem w Lęborku. Ale nie odmówiłem sobie tradycyjnego wyjazdu na narty na lodowiec w długi weekend. Już pod koniec pierwszego dnia dość lekki upadek powoduje ból łydki. Nastepnego dnia lekarz diagnozuje naderwanie mięśnia łydki. To najcięższa i właściwie jedyna kontuzja narciarska w moim dość długim narciarskim życiu. Kilka dni urlopu w pokoju. W ostatni dzień postanawiam, niezbyt rozsadnie, wyjść na śnieg. O dziwo jazda „prawie na jednej narcie" okazuje się możliwa i dość przyjemna. Pod koniec maja zaczynam truchtać i w sierpniu dość szalona decyzja o starcie w Maratonie Solidarności. Do połowy było całkiem fajnie, potem zaczęło się umieranie na raty, zwłaszcza, że tradycyjnie ściągnąłem upał do tej imprezy. Po 30km wyprzedziła mnie córka Ania i nie dałem rady się z nią zabrać. Mój drugi najgorszy wynik 4:48. Ale 8 tygodni poźniej w Poznaniu było już lepiej 3:55.

Lipiec 2011. Dość fajny powrót do treningu po maratonie w czerwcu. Noga się kręci, ale kolano odmawia posłuszeństwa. Rezonans nie pokazuje dużego problemu. Odpoczynek, fizjoterapia i nowe ćwiczenia wystarczają, ale sezon dla mnie zakończony.

Wrzesień 2014. Życiowy sezon po 16tu latach biegania. Życiówki na 10km, w maratonie i 1/2IM, udane debiuty w półmaratonie i 1/4IM i duże oczekiwanie wyniku w maratonie w Poznaniu. Zaczynam wierzyć, że wino im starsze tym lepsze. Ból w plecach uniemożliwia start. Diagnoza lekarza -fizjoterapeuty jest niewłasciwa i dopiero 31 grudnia poznaję przyczynę – złamanie trzonu kręgu. Styczeń to szeroka diagnostyka i tylko lekki basen i początek leczenia moich słabych kości. W lutym doszedł lekko trenażer, pod koniec marca pierwsze 30' truchtu. Koniec kwietnia to 7 dość lekkich treningów w tygodniu – 2x basen, 2 biegi i 3 różne formy roweru, to pierwsze próby biegu odcinków tempem 5'30,np 4x1km na 500m truchtu . W zeszłym roku to było moje tempo długiego wybiegania.  Wczoraj trzeci wyjazd na szosę i pierwsze 60km. Noga podaje nie całkiem dramatycznie. Walka trwa. Ale muszę analizować każde skrzypnięcie kości.......

O autorze

Rocznik 1958, niepraktykujący zawodu inżynier, prowadzący mikrofirmę, 10km - 40:23 Gdańsk 2014........Półmaraton - 1:36:01 Gdańsk 2015...........Maraton - 3:28:47 Poznań 2016.........1/4IM - 2:23:55 Ślesin 2017 (3m.AG)...........dystans olimp. 2:30:48 Gdańsk 2016 (1m.AG - MP)...........1/2IM - 4:59:23 Susz 2017 (2m.AG)
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (13)

Tomasz Kacymirow 2015-05-06 09:42:02

To może ja spróbuje z tym pieprzem: Dobiec do mety tak żeby nic nie spieprzyć !

Marku Tobie również dziękuję i jeśli się nie obrazisz to powiem że jako zając byłeś nieoceniony. Niczym się nie musiałem przejmować tylko żeby na Ciebie nie wpaść i nie zagapić się żeby Cię nie zgubić.
A dziewczyny rzeczywiście się spisały. Dodatkowo po biegu najstarsza zakumplowała się z szefem komitetu organizacyjnego dzięki czemu wszyscy zjedliśmy kuponowy obiadek w knajpie. Więc węgorz znowu full wypas.

Jarosław Swiniarski 2015-05-06 08:05:54

Marku, Twoje ujęcie tematu jak zwykle "nic dodać, nic ująć" , każdy aspekt omówiony, chociać liczyłem, że dorzucisz jakieś ziarnko pieprzu do tej łzawej historii ;)

Marek Strześniewski 2015-05-06 07:46:43

Jarku, taka już nasza dola:) Hierarchia celów startowych wygląda następująco: 1. dobiec do mety 2. dobiec do mety bez odnowienia kontuzji 3. dobiec do mety bez nowej kontuzji 4. dobiec do mety w dobrym czasie 5. dobiec do mety w planowanym czasie 6. poprawić życiówkę 7. stanąć na pudle

Z panem Mecenasem Kacymirowem zmieniliśmy nazwę półmaratonu z Węgorzewie - on pół-emeryt, ja pół-emeryt, ten bieg powinien się nazywać Półmaraton Emeryta! Tomek - dzięki za elegancki, spokojny i bezkontuzyjny bieg. Szaleństwo Twoich dziewczyn na mecie - do pozazdroszczenia!

Andrzej Załęski 2015-05-04 20:52:37

Sterydy to faktycznie pewniak w takiej sytuacji. Lekarze w naszym kraju często niszczą ludzi nie przepisując automatycznie suplementów przeciw osteoporozie w przypadku sterydów, a one nawet w małych dawkach powoli robią swoje. Ojciec kumpla połamał sobie paskudnie nogę po 5 latach na jakimś niewielkim encortonie, przyczyna oczywiście osteoporoza, której wcześniej kompletnie nie miał, Przy okazji z witaminą D też lepiej nie przedobrzyć, bo jak jest jej mało to jest źle, a jak za dużo, to tez źle, trzeba sprawdzać, samo życie:-)

Jarosław Swiniarski 2015-05-04 15:36:58

Andrzej, dzięki,dzięki. D3 było bardzo niskie, teraz już przyzwoite, jedyny podejrzany to sterydy wziewne(niby bezpieczne) mimo małych dawek przy mojej astmie. A opiekę medyczną i troskę otrzymałem na najwyższym poziomie :)

Andrzej Załęski 2015-05-04 15:01:21

zapomniałem dodać, że ja osobiście, to do poprawienia gęstości kości na rower na szosę to bym raczej nie wychodził. Zawsze można się ostro wywalić i zaliczyć całe naręcze złamań. Lekarz pewnie określi ryzyko lepiej. Ale przy prawidłowej terapii gęstość kości spokojnie wzrośnie i problem zniknie. Żeby tak można było z chrząstką stawową:-)

Andrzej Załęski 2015-05-04 14:47:08

Jeśli to nie jest nieprawidłowa dieta i jeśli jadłeś sensowne ilości warzyw i mimo wpadłeś w ten kłopot z kręgosłupem, to sprawdź ile masz witaminy D, bo bez witaminy D nie ma prawidłowej absorpcji wapnia. Brak wystarczającej ilości witaminy D w organizmie to choroba podobno obecnie niemal cywilizacyjna. Może to to? Najlepiej pakować w siebie jedną urozmaiconą surówkę dziennie, bo większość warzyw zawiera wapń, a dodatkowo łyknąć (jak nie ma słońca), łyżeczkę tranu z witaminą D. Potencjalnie sensownym specyfikiem do przeanalizowania może też być FOSAMAX. Moja mama to brała jak musiała brać kiedyś sterydy (encorton), które właśnie osłabiają kości i chyba się sprawdziło, ale ogólnie z lekami trzeba być ostrożnym bo jednemu coś pomaga a drugiego zabija

Jarosław Swiniarski 2015-05-04 07:23:10

Arek, stopę mam prawie neutralną i dość łatwo mi się dobiera buty, co 2-3 raz zakup konsultuję w sklepie i tu błędu nie ma. Poprzedniej zimy sporo biegałem w terenie, ale generalnie lubię twarde podłoże. Niestety nie tu jest problem.
Mimo, że jako aktywny mężczyzna w tym wieku jestem całkiem poza grupą ryzyka to okazało się, że mam mocno obniżoną gęstość kości. Dlatego pierwszy lekarz nie wpadł na podejrzenie złamania. Może bieganie spowodowało to złamanie w sposób zmęczeniowy, ale gdybym nie biegał to choroba rozwijałaby się po cichu dalej

Arkadiusz Cichecki 2015-05-04 06:40:48

Jarek, nie sądzę żebyś tematu nie przerabiał....ale powiedz, czy kupowałeś obuwie do biegania w jakimś profesjonalnym sklepie i badali ci stopę pod kontem właściwych kapci? Częsta przyczyną kontuzji u biegaczy są nieodpowiednie buty lub zbyt rzadko wymieniane oraz tłuczenie km głównie po asfalcie.....

Jarosław Swiniarski 2015-05-04 06:04:24

@Tomasz, dziekuje za pierwsze miłe słowa,
@[email protected] - Wam dziekuję bo te słowa w Waszych ustach są bardzo cenne i naprawdę nieźle brzmią :) . Psycha mi trzyma, ale każde wsparcie się przyda, bo mówię "no risk, no fun" ale trochę przez zacisnięte zęby ;)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test