brett sutton
Home Blogi Fiordy to jadły mi z ręki...

Fiordy to jadły mi z ręki...

Lipiec 14, 2015 30 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

W pierwszych dniach lipca fala nadciągających upałów oraz gorączka grecka kazały nam szukać ratunku na północy Europy. Kiedy pod Akropolem zbijali deski na urny do głosowania my okrętowaliśmy się na prom do Karlskrony. Punktem docelowym był Haugesund w Norwegii i zawody na dystansie 70.3 IM. Uzasadnieniem wyjazdu był kilkudniowy urlop wędkarski w Skandynawii, chociaż informacje, że nie można głuszyć ryb prądem ani używać niewypałów ostudziły trochę nasz zapał.

 

W Gdyni zdążyłem pokazać Kierownikowi Ekipy (KE) a jednocześnie Sponsorowi Tytularnego (ST) i Żonie (Ż) tereny zmagań nadchodzących zawodów IM 70.3.

 

Wieczorem, już na promie, ktoś z obsługi zaczął łomotać do kajuty obok. Okazało się, że sąsiedzi zostawili w samochodzie psa. Rzecz niedopuszczalna z powodów humanitarnych, ekologicznych i unijnych przepisów bezpieczeństwa. Żona do mnie szeptem:

- „To może i my powinniśmy zabrać nasze robaki z samochodu?"

W lodówce miałem kilka pudełek dżdżownicy kalifornijskiej "dendrodeny" nr 4, a także pinki angielskie i robaki białe zwane „rodzynkami".

 

Ja bardziej martwiłem się o Turqusa – mój nowy rower, dla którego start w Haugesund miał być oficjalnym debiutem. Zostawiając go samego na noc w samochodzie słyszałem jak cicho rżał z przejęcia przykryty cienkim kocykiem.

 

Kilka przypadkowych rozmów z personelem pokładowym, a także późniejsze kontakty z pracownikami stacji benzynowych czy restauracji mocno nadszarpnęły mit, że wszyscy Skandynawowie znakomicie mówią po angielsku.

 

Rano, po śniadaniu (prom szwedzki, stół szwedzki, boczek świński, jajka kurze) ruszyliśmy dalej na północ. Przed nami ponad 1000km.

 

Niedaleko od Karlskrony droga się rozwidlała i kierunkowskaz wskazywał „Kalmar 120km". Mówię do Kierownika Ekipy/Sponsora/Żony:

-„ Wiesz, tam też są zawody na pełnym dystansie. Mógłbym wystartować w przyszłym roku, lub za dwa..."

 

Po zeszłorocznej Kopenhadze ("Nigdy więcej Ironmana!") cisza była najlepszą odpowiedzią, jaką mogłem usłyszeć.

 

W Szwecji, w ramach poznawania obcych kultur wstąpiliśmy do sklepów Ikea, Jula i Jysk, bo w Warszawie żona nie ma czasu. Chciała sprawdzić jakość łańcucha dostaw a także poziom obsługi klienta.

Przy okazji poznaliśmy szwedzką kuchnię molekularną w formie klopsików w Ikei oraz nabyliśmy dzbanek przecudnej urody, który zawadzał nam już do końca podróży.

 

W radiu, w kilku stacjach symultanicznie szły przeboje ABBY. Jeden za drugim. W Norwegii za to mieliśmy sporo muzyki country – tej oryginalnej, oraz po norwesku.

 

W Oslo chciałem przeprowadzić wizję lokalną kabaretowych wydarzeń sprzed ponad pół wieku. W momencie wybuchu II wojny światowej Norwegowie dbający o swoją neutralność byli równie niechętni Niemcom co Brytyjczykom. Kiedy 09 kwietnia 1940 roku, służący obudził norweskiego króla Haakona informacją:

-" Jego Wysokość, mamy wojnę!"

król zapytał:

- „Z kim?"

 

Naczelny dowódca (Age Gruper 70+), gen. Kristian Laake zarządził mobilizację drogą pocztową z nadzieją, że będzie miał swoją malutką armię pod bronią w kilka dni. Tymczasem czesnym rankiem 9 kwietnia niemiecki krążownik Blücher płynął w górę fiordu , wioząc kilkuset żołnierzy i dowódcę inwazji.

Dwa działa o imieniu Moses i Aron, zainstalowane w twierdzy Oscarsborg w 1893 roku, a wyprodukowane przez koncern Kruppa, oddały jedną salwę w swojej historii, trafiając krążownik dwukrotnie i zatapiając go.

 

To był najwspanialszy moment triumfu oręża niemieckie nad Niemcami od czasu, kiedy król Jagiełło pokonał Krzyżaków dwoma mieczami podarowanymi mu przez Urlyka von Jungingena.

 

General Laake nie czekając na dalsze sukcesy rozpoczął odwrót. Najpierw tramwajem, potem autostopem a na koniec złapał pociąg.

 

Obecnie, po przegonieniu Niemców Norwegia jest urokliwym krajem, w którym nie ma zbyt wielu ludzi. Wszędzie lasy, lasy, jeziora, skały i góry. I skalne góry pokryte lasami. Oraz fiordy. Tu i tam porozrzucane chatki, często z trawnikami na dachach. Jak osiedla Hobbitów.

 

W połowie drogi musieliśmy wjechać na płaskowzgórze, na wysokości około 1500 m npm. Wokół śnieg i przepiękne błękitne jeziorka. Temperatura około 15C, narciarze topless a inni pływają kajakami. Cudo!

 

zdjcie1

 

 

Spontaniczna propozycja zabawy w śnieżki niestety nie spotkała się z entuzjazmem.

 

IMG 1039

 

Haugesund jest niewielkim, przyjaznym miasteczkiem położonym nad Morzem Północnym, na końcu świata. Stąd przed wojną wyemigrował do USA miejscowy piekarz Edward Mortenson, który za oceanem zmienił nazwisko na Monroe i miał córkę o imieniu Marylin. Miedź, którą pokryto Statuę Wolności pochodziła też z tych okolic. Kopalnie miedzi Visnes zatrudniały w XIX wieku ponad 3000 ludzi.

 

Zawody zostały rozegrane według ustalonej formuły. Najpierw pływanie. Ci, którzy narzekali na odrobinę mułu w zbiorniku w Piasecznie, powinni spróbować jeziorka w Haugesund. Wejście wody szerokości około 10m jest wysypane żwirkiem; krok w bok i zapadamy się po kolana w czarnej glinie. Niejeden chip tam został na zawsze, ale ja czułem się jak u siebie w domu!

 

Start pływania – to jest mój ulubiony moment nieulubionej dyscypliny. Od razu wychodzę na prowadzenie niedużej grupy i to daje mi okazję rozdania kilku przyjacielskich, żabkarskich kopnięć. Będą mieli co wspominać i na co narzekać.  Po chwili grupa mnie mija i zostaję sam.

 

W tym miejscu w dobrej relacji powinno nastąpić zdanie: ..." z wody wyszedłem.......". Otóż ja też wyszedłem z wody w jednym kawałku i w oznaczonym miejscu.

 

Po wyjściu z wody nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Wiatr od Morza Północnego przywiał ołowiane chmury, z których najpierw zaczął padać deszcz, potem grad, a na koniec sypnęło śniegiem. Co bardzie przezorni zaczęli błyskawicznie zmieniać szytki na opony uzbrojone w kolce, zakładać kaski z futrzanymi nausznikami, narciarskie gogle zamiast okularów przeciwsłonecznych, oraz swetry narciarskie w norweskie wzory podbite futrem reniferów.

(proszę zignorować cały poprzedni akapit jako przejaw niczym nieusprawiedliwionej fantazji autora, nie mającej żadnych związków z rzeczywistością i opisywanymi wydarzeniami).

 

Trasa rowerowa krajobrazowo zachwycająca choć sportowo wymagająca. Musiały mieć miejsce niedawno jakieś ruchy tektoniczne, ponieważ z zapowiadanych 450m przewyższenia wyszło grubo ponad 650m. Trasa raczej interwałowa, czyli niekoniecznie mój ulubiony typ. Poza tym podróż ponad 1000km z ograniczeniem prędkości do 60km negatywnie zaburzyła moje poczucie prędkości.

 

Trasa biegowa biegła przez miasteczko. Dwukrotnie. Na ulicę wylegli wszyscy mieszkańcy, ich krewni oraz przyjezdni. Doping jak na zawodach narciarskich. Czułem się podziwiany jak Therese Johaug i męski jak Marit Bjoergen.

 

Po biegu Sponsor Tytularny wyraził opinię, że na drugim okrążeniu biegłem na „sztywnych nóżkach". Niestety, to prawda. Na początku biegu niepotrzebnie wylazło słońce, na które jestem uczulony jak skandynawski, baśniowy troll – po prostu zamieniam się w kamień.

 

Jeśli chodzi o cele sportowe, to muszę przyznać, że nie udało się ich zrealizować. Planowałem poprawienie „życiówki" w T2. Ćwiczyłem całą zimę zdejmowanie kasku i przekręcanie numeru z tyłu na przód. Zmęczenie? Złe odżywianie? Odwodnienie? Nie wiem. Liczyłem na wynik w granicach 2:30, a uzyskany czas 3:57 pozostawia duży niedosyt. Czas uzyskany w T2 w ubiegłym roku w Luksemburgu (2:44) nadal czeka na poprawę.

Następna okazja będzie w Gdyni już za miesiąc.

 

zdjcie2

 

W drodze powrotnej pojechaliśmy wzdłuż Hardangerfjorden, drugiego pod względem długości fiordu Norwegii, a następnie wzdłuż jego nietuzinkowej estetycznie odnogi Åkrafjorden. Obejrzeliśmy wodospad Langfoss, który tak zachwycił dziennikarzy CNN, że w marcu 2011 roku umieścili go na liście dziesięciu najwspanialszych wodospadów na świecie.

 

zdjcie

 

Kiedy szykowałem się do zrobienia zdjęcia, jakiś sympatyczny tubylec średnio-starszego pokolenia zagadał do mnie w miejscowym narzeczu. Ja na to, że może angielski? Na to on konfidencjonalnym szeptem wskazując głową wodospad

– ...„to z topniejącego śniegu".

Naprawdę?, a ja myślałem, że rura średnicowa wam pierdyknęła!

 

Potem ruszyliśmy na ryby, ale to już zupełnie inna historia, a to nie jest przecież portal wędkarski, więc ograniczę się jedynie do jednej fotki.

 

IMG 1060

 

Na zakończenie wyjaśnienie tytułu: W gronie znajomych początkujący turysta chwali się swoimi wrażeniami z zakończonej właśnie podróży do Norwegii. Ktoś go pyta:

- A zorzę polarną widziałeś?

- Pewnie, że widziałem

- A renifery widziałeś?

- No jasne!

- A fiordy?

- Fiordy, to mi jadły z ręki!

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (30)

Jakub Masiuk 2015-07-16 13:23:18

Marku zaczynam się Ciebie bać, hekatomba ? Ofiara nie była aż tak duża ;- ) zacząłem już trenować, na razie bez roweru, bo mój rumak jest jeszcze w posiadaniu Grześka, ale mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu go odzyskam. Póki co biegam i pływam, choć pewnie w weekend skoczę na jakiś spining ;-)

Tomasz Kacymirow 2015-07-16 13:12:47

Marku nawet nie wiesz jak mnie to zabolało. Juz ćwierć wieku temu stwierdziłem ze jedyny urok wszelkich tropików polega na tym ze są tropikami. Jeżdżę tam żeby zaspokoić basenowe potrzeby dziecka. Prawdziwy świat to dla mnie północ. To kraina dla ludzi ze stali. Tam się kształtują niezłomne charaktery. Tam mrok zimowy doprowadza do depresji i samobójstw znaczny odsetek społeczeństwa a u pozostałych kreuje żądzę zadawania wymyślnych tortur w seryjnie popełnianych morderstwach. Biedna Marylin niestety w genach pozyskała potrzebę samounicestwienia. Gdyby było inaczej znalibyśmy ją pod innym nazwiskiem -Charles Manson.

Marek Strześniewski 2015-07-16 12:38:03

Dzięki, Kuba. Odżyłeś po swojej hekatombie?

Jakub Masiuk 2015-07-16 09:14:09

Czytałem jednym tchem, super opis, gratuluję startu no i połowów :-)

Marek Strześniewski 2015-07-16 07:48:43

@Arku, od czasu kiedy wszedłeś do mojej kategorii tak nieludzko zawyżyłeś poziom, że muszę swoich szans szukać na rubieżach Europy
@Piotrek, Turqus pojawił się po raz pierwszy w relacji ze Stambułu, nawet ze zdjęciem, a Ojcem Chrzestnym jest Krzysio Górecki, bo to on wymyślił tę nazwę:)
@Marcin&Tomek - Panowie, robicie mi wrogą robotę. Ja próbuję propagować urodę Skandynawii, a Wy cichaczem wprowadziliście tu wątek Wysp Kanaryjskich!

Tomasz Kacymirow 2015-07-15 15:45:47

Dziękuję Marcin. Myślałem o tym przed wyjazdem (o rowerze) ale swoim zwyczajem postanowiłem trenować tylko z rana zeby rodzina mnie miała jak sie rozbudzi w a w tych okolicznościach oznaczałoby to jazdę po ciemku a na to sie nie odważę. Wystarczy ze biegając po tym Marsie cały czas mam wrażenie że za chwilę z ciemności wynurzy się jakaś zabijająca poczwara z filmów o Riddicku.

Marcin Stajszczyk 2015-07-15 14:32:10

Ha ha byłem tam 2 lata temu ale w maju;) Teraz byłem tez Caleta ale w Batcelo, Caleta to jest idealne miejsce do eskapad rowerowych w kierunku Antiqua i dalej gdzie oczy poniosą, można w prawo, można w lewo a można tez prosto i objechać góry przez Betancurie. Wszystkie trasy masz przeze mnie dokładnie opisane w moim felietonie z 2013 roku na AT;) A pływać możesz w zatoce ale cofnij sie w kierunku Barcelo na plaże tylko jak jest odpływ to woda płytka;) Jak nie masz roweru to dam Ci namiar na wypożyczalnie, super gość, przywiezie do hotelu i odbierze, niczym sie nie przejmujesz. A piwko po treningu smakuje jeszcze bardziej;))

Tomasz Kacymirow 2015-07-15 14:28:38

Caleta de Fuste żeby być precyzyjnym

Tomasz Kacymirow 2015-07-15 14:16:32

To była jedyna recenzja hotelu niezbyt pozytywna ale potraktowaliśmy ja z rozbawieniem no i ubaw jest niezły. No ale dzięki temu oszczędzam sobie wstydu biegając i pływając po ciemku zanim inni się obudzą. Tyle ze z adaptacji do możliwego upału w Poznaniu nici bo przed świtem całkiem przyjemnie i niegorąco jest a w południe to ja jestem wzorowy all inclusive a z triathlonu to tylko carboloading w zróżnicowanej postaci. Najpierw piwo zeby zrobic goryczkowy podkład, później micha lodów, następnie piwo żeby się nie zasłodzić , po czym lody itd. choć na koniec dnia testuje też czasem środki medyczne np. nospa i ranigast. W końcu tapering przed 1/2 musi być ;-) Aha hotel nazywa się Elba carlotta a miejscowość Caleta Fueste.

Piotr Papierz 2015-07-15 14:02:56

o nawet komentarz napisalem 2x, raz w tlenie i raz, ach szkoda gadac.....
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test