brett sutton
Home Blogi Jak nie odzyskać 600 000 kalorii

Jak nie odzyskać 600 000 kalorii

Lipiec 24, 2015 1 Komentarze Triathlon Paweł

Tak wszyscy cos piszą to i może pora, żebym ja sklecił kilka słów bo może ktoś się zastanawia co się ze mną dzieje i czy nie poddałem się :)


Nie poddałem się, żyje się bardzo fajnie i lekko w porównaniu do tego co było jeszcze 2 lata temu.


Koniec zeszłego roku to miała być zabawa ale też postanowiłem zrobić półmaraton poniżej 2h – cel zrealizowany i nawet jakiś zapas został.


Plany na ten rok były następujące – tak się przygotować, żeby 1/4 IM kończyć ze zmęczeniem ale nie czuć się wykończony. Jak przy okazji uda się z czasem zejść w okolice 2:50:00 to będzie super (czas z 2014 to 3:02).

Pozapisywałem się na masę zawodów ( 4 raz 1/4 IM, 2 razy olimpijka do tego jakieś krótsze starty pod drodze) tak, żeby co 2,3 tygodnie gdzieś wystartować i też zobaczyć jak to będzie wyglądać.


Zima i wiosna przepracowana podobnie jak w zeszłym roku jeżeli chodzi o łączny czas. Tylko tym razem już bez trenerów tylko bazując na nauce i doświadczeniu z poprzedniego roku.


Trochę więcej czasu poświęciłem na rower bo mnie do szału doprowadzało, że z wody wychodzę mniej więcej w ¼ stawki a potem wszyscy mnie wyprzedzają na rowerze :(. Stwierdziłem też, że trenażer to nie dla mnie więc sprawdzimy jak to będzie jak zacznę chodzić na spinning, schwinn cycling (czy jakkolwiek to nazwiemy). O dziwo tak to ja mogę jeździć pod dachem i regularnie 3 razy w tygodniu zacząłem się pocić na „rowerze".


W sumie największą niewiadomą było dla mnie pływanie – w zeszłym roku było super ale miałem 2 razy w tygodniu trenera.


Jak na razie za mną 4 starty 1/4 IM i coś tam jeszcze. Efekty trochę mnie zaskoczyły. Z wody wychodzę jeszcze wcześniej niż rok temu. Rower może czasowo chciał bym większą poprawę ale największy plus to jak się czuje na bieganiu po rowerze. Bieganie też do przodu. Marzyłem o 2:50 a wyszło 2:38:12 co jak dla mnie jest kosmicznym wynikiem. Ale wynik to wisienka na torcie. Najważniejsze, że 1/4 to  przyjemny wysiłek i zmęczenia a nie ocieranie się o stan przedzawałowy.


Bardzo pasują mi też takie częste starty i na pewno za rok z tego nie zrezygnuję.


Sezon w pełni i przede mną  jeszcze dwie olimpijki w Rawie Mazowieckiej i Białymstoku a ja już układam sobie plany na 2016 rok. Czyli maraton (a kto mi zabroni - już się zapisałem i opłaciłem Orlen Warsaw Marathon 2016) i 1/2 IM z takim samy założeniem jak w tym roku było do 1/4 IM czyli zrobić z bólem mięśni ale bez stanu przedzawałowego.


Do zobaczenia na mecie :)


ps.  A jeżeli chodzi o kalorie  – bez zmian od zeszłego roku czyli spalam ich tyle, żeby kg utrzymywał się mniej więcej na tym samy poziomie


Komentarze (1)

Bogna B. 2015-08-03 08:51:00

Ładny progres, brawo!
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test