brett sutton
Home Blogi „Dzień Dobry, mam na imię Maciej. Od trzech dni nie trenuję"

„Dzień Dobry, mam na imię Maciej. Od trzech dni nie trenuję"

Sierpnień 12, 2015 13 Komentarze Triathlon Maciej Stępień

„Dzień Dobry, mam na imię Maciej. Od trzech dni nie trenuję."

 

Tak zapewne - w klasycznym stylu klubu AA  - przywitał bym się dzisiaj na pierwszym spotkaniu w nowym gronie...

Nie, nie rzuciłem tri, choć oczywiście podczas biegu na Świętojańskiej robiłem to kilka razy. Tym razem na pewno, na zawsze i zupełnie na serio. To przechodzi – sami wiecie, że dość szybko.

Tylko, że tym razem u mnie przechodziło jakoś inaczej.

 

No i stąd ten wpis. Biorąc pod uwagę jeden wpis na rok, należy uznać, że nie narzucam się specjalnie czytelnikom blogów na AT. Tym razem jednak doszedłem do wniosku, że albo do klubu anonimowych posttriathlonistów albo na forum – jak to wyrzucę to mi się polepszy – zobaczymy. Do rzeczy:

Trzecia połówka w życiu, ambitny plan poprawy życiówki itd., itp. Ale nie o tym. O bieganiu będzie, a w zasadzie o tym, co człowiek sam sobie może zrobić.

Wychodząc na bieg miałem 1 godzinę i 40 minut aby zmieścić się w magicznym dla mnie czasie – poniżej 5 godzin. Półmaraton „na czysto" potrafię pobiec w ok 1:31. W tri – niedawno w 1:37. Pisząc krótko – 1:40 w zasięgu, tylko cisnąć.

Po raz pierwszy walczyłem tak zdecydowanie z czasem. Widziałem jak topnieje, widziałem czasy kolejnych okrążeń. Walczyłem.

Zaczynając ostatnie okrążenie wiedziałem, że muszę tylko trochę przyspieszyć... łapałem się wszelkich znanych mi sposobów na wyrwanie z ogarniającego powoli otępienia: nucenie motywacyjnej muzy, oglądanie flag IM, wizualizacja radości na mecie,  zdecydowałem się nawet na zaczepienie Maćka Dowbora i wymianę z Nim dwóch zdań w stylu: „kończysz? Tak. A Ty? Ja jeszcze nie." (dialog jak wycięty z pewnych produkcji RFN z lat 70tych... ;) Maciek też wyglądał na potwornie zmęczonego... na niewiele się to zdało.

Lekko przymroczony dotoczyłem się do mety.

 

No i z trzeciego okrążenia sporo rzeczy nie pamiętam. Nie zauważyłem kilku osób, w tym Tomka, którego wyprzedziłem i słysząc jego doping, nie byłem w stanie odwrócić głowy, podobno tylko gestem podziękowałem. Nie pamiętam zegara z temperaturą +30 st C. Przypominam sobie jak przez mgłę ekipę dopingującą na Świętojańskiej, którą ruchem rąk zachęciłem do jeszcze większego dopingu (zawsze o tym marzyłem;)) – ależ hałas, ależ adrenalina!

Jak wyglądała Świętojańska – wiecie. Po prostu wspaniale.

Tłum kibiców – wśród nich znajomi, nieznajomi, przyjaciele, rodzina. Absolutnie wspaniale, cudowne uczucie, niesamowita adrenalina. Dziękuję za doping, za krzyki, za „piątki", za uśmiechy, za prysznice z wody w strefach żywienia, bez których umarł bym w połowie dystansu.

Na mecie Łukasz Grass usiłował mnie zmusić do oświadczyn jakiejś nieznanej mi kobiecie, a przecież ja już mam wspaniałą i kochaną Żonę! Powiedziałem  Łukaszowi, że "ja - to - nie - ja" czy coś równie mądrego i dał mi spokój, więc mogłem się położyć na cieplutkiej, mięciutkiej jak owieczka, betonowej nawierzchni Skweru Kościuszki. Zamiast radości – raczej ulga, że to już po, że za mną i że już nie muszę się do niczego zmuszać.

Nie odcięło mnie, bo zjadłem wystarczająco, piłem przyzwoicie. Dzisiaj wiem, że dotarłem po prostu do granic swoich możliwości, które w niedziele były o nieco ponad 2 i pół minuty słabsze niż te potrzebne do pokonania trasy ½ IM w 5 godzin.

I przez dwa dni nie bardzo wiedziałem o co chodzi. W końcu zrozumiałem że przez moment, krótki moment nie chciałem już nigdy wracał do stanu w jakim byłem przez ponad 34 minuty ostatniego okrążenia biegu. Stanu, w którym już nawet  „niemaniemogę", OZD, do wyrzygu, w trupa itd nie pomagają i nie popychają do przodu. Stanu, w którym chcesz przetrwać i już to skończyć. I nie siadasz na krawężniku przy Świętojańskiej tylko dlatego, że nie ma na nim miejsca – bo stoją kibice...

Tak, spotkałem się ze ścianą, granicą moich dzisiejszych możliwości. Waliłem w nią głową i pewnie od tego walenia trochę sobie porysowałem piękne i radosne oblicze finiszowania z wciąż nowymi, poprawianymi życiówkami, w podskokach uwiecznianych na wspaniałych fotografiach ;)

 

Przeczytałem niedawno na blogu Krasusa wpis o tym, że aby robić postępy trzeba wychodzić poza strefę komfortu. Czysta prawda. W niedzielę byłem daleko poza strefą komfortu. Bardzo daleko. Nie jest tam ani przyjemnie ani ładnie. Słabo widać, słabo słychać, sporo faktów umyka, słabo się na zdjęciach wychodzi ;) W niedzielę i poniedziałek już nigdy nie chciałem do niej wracać. We wtorek wiedziałem, że tam wrócę, dzisiaj jestem tego pewien.

 

Po jednym z cięższych treningów kilka tygodni temu poprosiłem Tomka, aby w momencie, w którym wspomnę o pełnym dystansie, bez ostrzeżenia huknął mnie w łeb, bo tylko po ciężkim treningu, a najlepiej po zawodach człowiek wie jakie to wyzwanie. Umówiliśmy się, że nie będę wspominał o pełnym dystansie do odwołania.

Tomek, odwołuję – to już nieaktualne.

 

Pytanie nie brzmi „czy?", tylko „kiedy?"

 

Komentarze (13)

Maciej Stępień 2015-08-13 15:23:44

dziękuję za pozytywne komentarze.
@Bogusław - jeszcze raz wielkie gratulacje dla Ciebie - widok Twojego zegarka z wyświetlonym 4:58 zapadł mi w pamięci ;), fajnie było się znów spotkać na mecie. kolejnym razem Cię dogonię :)! czekam na Twoją relację.
@Plati - wierzę i na pewno spróbuję!
@Tomek - to wszystko przez Ciebie, to Ty mnie namówiłeś .... dzięki jeszcze raz!
@Łukasz - gdybyś to powiedział przez mikrofon, to moja Kasia, która mnie wspaniale dopingowała pewnie by się przewróciła, a moja przygoda z tri zakończyła się przedwcześnie :), gratulacje za wynik w sprincie i dzięki za wspaniały doping dla wszystkich!
@ Andrzej - gratulacje, ale pomysł z tymi zaręczynami! :)

Andrzej Stepien 2015-08-13 12:43:35

Dzieki Kuba podwojne- pracuje wlasnie nad relacja ale jedno i drugie wyszlo super.

Jakub Masiuk 2015-08-13 09:00:44

No Andrzeju S. w takim razie gratulacje podwójne, za start i co ważniejsze decyzję na mecie :-)

Andrzej Stepien 2015-08-13 08:18:13

:D No to widze niezlego zamieszania narobilem. Ja oczywiscie gratuluje wyniku i osobiste dzieki bo moje pierwsze sprawdzenie czasu na stronie wpisalem tylko 'Stepien' i przez chwile pomyslalem ze mam niesamowity czas :). Dla Lukasza jeszcze raz wielkie dzieki za pomoc z oswiadczynami.

Łukasz Grass 2015-08-13 07:33:21

A wiesz dlaczego chciałem Cię ożenić jeszcze raz? :-) okazało się, że przez kilka dni korespondowałem w tej sprawie z Andrzejem, który ma na nazwisko..Stępień. A że nie znaliśmy się z twarzy, to byłem przekonany, że to Ty :-) Oczywiście do zaręczyn Andrzeja doszło na mecie, całe szczęście, że nie byłem zbyt stanowczy wczesniej i nie wykrzyczałem przez mikrofon, że Maciej Stępień ma niespodziankę dla swojej dziewczyny :-))))

Jakub Masiuk 2015-08-13 06:26:44

No co tu dużo mówić, też tak lubię i fakt czasem mało pamiętam po zawodach jak wyglądała ich końcówka. Czasem ludzi nie poznaję, albo w ogóle ich nie widzę, mówię, że to ostatni raz, choć za moment chcę więcej. A pro po długiego dystansu, zapraszamy do Poznania w 2016 zbiera się spora grupa...

Tomasz Kozak 2015-08-12 21:15:33

Tak czułem, jasne, nieaktualne… to oznacza tyle, że w przyszłym roku robisz pełen dystans. A po maratonie w Poznaniu napiszesz, że kończenie triathlonu takim biegiem to pestka. Kto by pomyślał, że dwa lata temu biegać nie potrafiłeś, topiłeś się w wodzie a rower kojarzył się Tobie tylko z czterokołowym pojazdem Antosi…

Arkadiusz Cichecki 2015-08-12 20:15:33

Super przekazane emocje! Gratuluje walki ze samym sobą! Jeszcze mi się nie udalo doprowadzić do takiego stanu, jakaś wewnętrzna asekuracja....chociaż w Suszu bylo blisko....

Plati's TriWay 2015-08-12 19:36:02

Gratki !!! kiedyś chciałbym wyjść z tej strefy komfortu, do tej pory tylko boli i chyba nie miałem odwagi tej granicy przekroczyć....co do pełnego nie będziesz żałował :)))))

Marcin Stajszczyk 2015-08-12 19:22:44

Gratki! Gdynia ze względu na dryfujący statek i długi dobieg i samą T1 słabo sie nadaje do bicia zyciowek ale moze sie poprawi;)) mnie nie odcięło i nawet chciałem sie zmusić do wysiłku do przysłowiowego wy...gania ale nogi mało obiegane w sezonie miałem sztywne i kurcze nie pozwalały na nic więcej.
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test