brett sutton
Home Blogi Maratończyk zwany "Kurką", czyli moralitet o wiarygodności.

Maratończyk zwany "Kurką", czyli moralitet o wiarygodności.

Styczeń 07, 2016 32 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

Jest połowa sierpnia 2011 roku. Zostały mi 2 miesiące do startu „A" w sezonie – maratonu w Amsterdamie. Obóz treningowy urządziłem sobie na Suwalszczyźnie, w okolicach Żytkiejm. Trenuję głównie na szutrowych drogach w Puszczy Goeringa, zwanej obecnie Romincką. Prawdziwa puszcza a nie lasek, typu kabacki czy bielański.

 

035

 

 

Teren jest lekko pofałdowany. Wystarczająco, żeby mieć czyste sumienie i nie na tyle, żeby sponiewierał.

 

Zaczynam właśnie kolejny podbieg, gdy z naprzeciwka pojawia się rowerzysta. W okolicy drzew dużo, ale ludzi niewielu. Jedzie z górki, wiec szybko.

Na mój widok przyhamował, aż zachrzęściło żwirem.

 

„Dla zdrowia tak, czy biegamy jakieś maratoniki?" – zapytał.

 

Aha, chce pogadać. Stopując Garmina zacząłem mu się przyglądać. Rower składak marki Romet Wigry. Gdzieniegdzie widać jeszcze oryginalny błękitny lakier. Konstrukcja tu i ówdzie wzmocniona drutem. Bez ostentacji, ale i bez zbędnej oszczędności. Wyraźnie właścicielowi nie zależy na minimalnej wadze pojazdu.

 

Romet Wigry

Zdjęcie dla przedstawicieli młodego pokolenia, którzy nie znają tego kultowego pojazdu

 

 

Sam właściciel niewysoki blondyn o wieku trudnym do określenia. Tak mniej więcej między 20 a 50.

Spodnie długie choć upał, w pasie przewiązane sznurkiem. Sznurek zawiązany skomplikowanym węzłem. Wygląda jak długie zdanie w węzełkowym piśmie Inków. Mocno sfatygowane buty sportowe. Jednym słowem – miejscowy.

 

No cóż, bracie. Chcesz pogadać, to chwilę pogadamy.

 

-        No tak, trochę trenuję (ładne mi trochę, grzeję ponad 100k/tygodniowo na trudnym terenie), przed zawodami.

-        Aha, a gdzie te zawody, gdzieś w okolicy?

 

(tu Cię mam, zaraz zaczniesz przewracać oczami z zachwytu - pomyślałem)

 

-        Nie, jadę w październiku do Amsterdamu na maraton.  Patrzę, czy przysiadł z wrażenia

-        Taaa? Jak też kiedyś biegałem maratony

 

Popatrzyłem na delikwenta. Rozchełstana koszula zawiązana na podwójny supeł (co on chce powiedzieć tymi supłami?). Klatka wypukła, typ żylasty, zero tłuszczu, ale gdzie tu miejscowemu do maratonów.  Zaraz go zweryfikuję i zagnę. Pewno nawet nie wie, jak długi jest maraton.

 

-        Tak? Biegałeś? A gdzie?

-        A byłem w Dreźnie, byłem w Splicie. Kilka razy na wyspie Uznam. Tam też mają maraton. Kilka razy nawet wygrałem. Biegałem w Wilnie, Tallinie i tak dalej. Wszystkich miejsc nie  

          pamiętam.

Widzę, że fantazjuje, ale mnie zaintrygował. Stosuję kolejny filtr weryfikacji:

-        A w Polsce biegałeś?

-        Jasne, nawet wygrałem Maraton Podlaski. Byłem też w Dębnie i w Warszawie. W Warszawie w 2005-tym wygrałem kategorię

 

Co jest, jakieś jaja! No ale facet słyszał o Dębnie, czyli coś kuma w temacie. Ostateczna weryfikacja:

 

-        No, a jaką masz życiówkę? (cwaniaczku! – tego nie powiedziałem, ale pomyślałem)

-        Dokładnie, to nie wiem (aaaaa, tu cię mam – jak można nie znać swojej życiówki!!! Ściema, ściema – od razu wiedziałem!!).

         Chyba coś 2:33, ale ja nigdy szybko nie biegałem, bo trenowałem wiosna/zima na śniegu. Ale za to mam kilkadziesiąt maratonów poniżej 2:40.

 

   Znowu zachrzęściło żwirem. Tym razem, to moja szczęka opadła wprost w koleinę.

 

-        Jak ty się nazywasz?

-        Sławek, ale mnie tu znają jako „Kurka" bo najlepiej zbieram kurki w okolicy.

-        A nazwisko?

-        Sztejter

 

Chwilę jeszcze porozmawialiśmy. Opowiedział o swoich kontuzjach i o tym, jak tu się świetnie trenuje siłę, w 30-sto centymetrowym śniegu.

 

Napiłem się wody ze strumienia i ostatnie 8 kilometrów z 25-cio kilometrowego treningu przeleciałem w strefie T.

 

014

 

Prysznic, śniadanie, porwałem komputer i pojechałem do czytelni, bo tam miałem dostęp do internetu.

Nazwisko trochę pokręciłem, ale po kilku minutach – MAM! Facet naprawdę istnieje! Facet naprawdę biegał! Facet naprawdę wygrywał!! Szacun!!

 

Kilka lat temu wróciłbym do domu i żył do końca dni moich w przeświadczeniu, że spotkałem lokalnego bajkopisarza. Teraz wszelkie opowieści można zweryfikować, zanim rozmówca dokończy zdanie.

 

Tyle wstępu w formie anegdoty. Teraz będzie na poważnie. O wiarygodności.

 

Wiarygodność wobec innych.


W ostatnich tygodniach starego roku natknąłem się w necie na informacje, że gdzieś faceci startowali z numerami kobiet. Zanim powiesili medale na ścianie, a koleżanki pochwaliły się rezultatami świat już wiedział.

 

Jakiś trener napisał esej o czystości rywalizacji, a w komentarzu ktoś zamieścił filmik, jak zawodnicy jego grupy pchają na podjeździe zawodniczkę, która walczy o pudło. Środowisko już wie.

 

Jest mnóstwo ofert trenerskich: biegnie, pływanie, crossfit, unfit, two-feet. Triathlon, biathlon i yoga. Naprawdę?

 

Sprawdzam kilka notek biograficznych. Kilka osób skończyło AWF, parę startowało z sukcesami na rynku lokalnym. Parę dziewczyn chce doradzać w sprawie diety, a jedyne kompetencje to dwytygodniowy kurs gotowania i szczupła talia.

 

O relacjach trener-zawodnik pisało wielu i wiele pisano. Nie chcę powtarzać argumentów, ale w necie można teraz znaleźć wszystko.

 

Wiarygodność wobec siebie.

 

To według mnie jest ważniejszy obszar. Nowy Rok prowokuje wielu do publicznego deklarowania celów i środków. Niektóre obciążenia treningowe początkujących powodują, że przecieram oczy zmywakiem ze zdumienia. A te plany startowe..... Prawie co tydzień start. Na popularnym portalu biegowym jeden delikwent wymienił sześć (!) startów A.

Tyle zrozumiał, tyle wie.

 

Lepiej planować konserwatywnie i osiągnąć, niż zacząć z wysokiego „C", a potem tracić czas na wymyślanie wymówek, dlaczego nie wyszło.

 

Bądżcie wiarygodni wobec siebie. Tego Wam życzę w Nowym Roku!

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (32)

Marek Strześniewski 2016-01-13 09:54:06

Masz rację Aniu, niektórzy mają słabszy PR, ale za to na zawodach mogą pokazać ile są warci! :)

Matka Polka Triathlonistka / Ania Jóźwiak 2016-01-12 17:13:21

Świetnie obserwacje. Fajnie opisane. Bardzo dobrze sie czyta.
Uwielbiam takich cichociemnych bohaterów. Miałam podobną historię z moim zdawałoby serwisantem rowerowym. Podpytywał o rower, wiec ja z dumą, że triathlonistka (1,5 roku temu to było wiec okeślenie uprawnione) On na to, ze tez cos tam jeździ. Od słowa do słowa okazało się, że to Robert Raszpla, zwycięzca IM Borówno w 2012 :). Faktycznie coś tam jeździ :P

Marek Strześniewski 2016-01-09 11:04:06

@Tomasz - zanotowane, będą dwa zmrożone bidony!
@Boguś, tam nie potrzeba TV ani gazety. Rano jedziesz po bułki i masz darmowy kabaret. Miejscowi bezrobotni ale spragnieni dają Ci taki przegląd aktualności i humoru, że starcza do wieczora
@ Arek - sprawdzę Professora pod koniec stycznia. Dam znać...

Artur Pupka 2016-01-09 09:34:50

Mowie, ze nie dam sie sprowokowac z browarem...:))))

Arkadiusz Cichecki 2016-01-08 21:52:42

Artur, co się z Tobą dzieje!? Nie poznaje Cię w nowym roku! Kokones przytrzasnelo czy coś.....? :-))

Artur Pupka 2016-01-08 21:39:45

Nie dam sie sprowokowac:))

Bogusław Pergoł 2016-01-08 14:38:38

Czyli nie szata zdobi człowieka, ale z drugiej strony jak cię widzą tak cię piszą :-).
Niezłe klimaty masz Marek na tej Suwalszczyźnie.

Tomasz Kacymirow 2016-01-08 12:41:17

Ja już profilaktycznie zrobiłem rezerwację obejmującą noc z niedzieli na poniedziałek tak zeby nie było excuse ze trzeba sie ewakuować po zawodach do domu. Logistyczny problem widzę tylko taki ze zanim ja bede gotowy bazując na zakładanym czasie Arek powinien juz być ugotowany po konsumpcji. Ale mam nadzieje ze jako długodystansowiec prześpi sie chwile przekąskę i bedzie mógł zacząć drugą turę. Marku musisz w każdym bądź razie wziąć dwie butelki, po jednej na każdą turę.

Arkadiusz Cichecki 2016-01-08 12:30:08

Czas najwyższy sławne Kopytko zbadać organoleptycznie ... :-)
Kuba, musimy Artura cisnąć!
Piotruś, weź WaTRIata i przybywaj na podbicie Poznania... będzie okazja porównać Twój awatar do stanu faktycznego....

Marek Strześniewski 2016-01-08 12:29:25

Piotrusiu, koniec lipca, dokładne daty podał Kuba. Czelendżery, jak dęby chłopy, zjadą się z całej Europy!!
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test