brett sutton
Home Blogi Moja pielgrzymka do Lichenia

Moja pielgrzymka do Lichenia

Czerwiec 07, 2016 32 Komentarze Triathlon Marek Strześniewski

Do pierwszych zawodów w tym sezonie nie zostałem dopuszczony z powodów religijnych. Kiedy przedstawiłem plany startowe Głównemu Sponsorowi (GS), Kierownikowi Technicznemu Ekipy (KTE) i mojej Żonie w jednej osobie usłyszałem: „Wykluczone!". „Ależ Kochanie" – zwróciłem się do GS w trybie służbowym, „Jak to - wykluczone? Co wykluczone?" „No start w Piasecznie".Twój siostrzeniec i chrześniak ma komunię w tym terminie".

 

Ze zgryzoty i zdumienia zamieniłem się w słup soli jak przysłowiowa żona Lota. To porównanie również ma mocny ładunek religijny, bo pochodzi z Biblii. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że religijne fatum zawiśnie nad całym sezonem. A przynajmniej jego pierwszą połową.

 

Na nic zapewnienia, że beze mnie zawody zostaną odwołane, że będzie słaba frekwencja i że LaboSport pewnie zbankrutuje.

 

Pod moją nieobecność inny płocczanin zagrał pierwsze skrzypce. Informacja o tyle interesująca, że zadaje kłam teoriom pseudonaukowców, według których picie w młodości alkoholu w dużych ilościach wywołuje skutki negatywne w banku genów. Otóż z czcigodnym Ojcem Triumfatora raczyliśmy się w młodości winami owocowymi w ilościach więcej niż nadmiernych, a w ostatnich klasach licealnych, przy bardziej uroczystych okazjach mocno popieraliśmy państwowy monopol spirytusowy. I co? I śmo! Okazało się, że dzięki takiej kuracji pula genów została wzmocniona!! Poprawiona została wytrzymałość, wydolność, przemiana na poziomie mitochondrialnym i absorbcja kwasu mlekowego.

Triumfator pewno myśli, że to wynik jego treningów, a to lata wyrzeczeń i starań jego Ojca. Niech tak myśli, my wiemy swoje....

 

Żeby dramatyczna sytuacja z końca maja się nie powtórzyła, zapowiedziałem rodzinie dużo wcześniej, że 4 czerwca jadę na pielgrzymkę do Lichenia. Przewidywałem protesty: a to urodziny syna wypadają złośliwie w tym dniu; a to jakieś demonstracje wyznaczone tendencyjnie; obowiązkowe gale i pikniki biznesowe. Ale tych zawodów nie mogłem opuścić!

 

Na Ryjkobooku kolega Papierz, bez należnego szacunku dla starszego kolegi, używając mowy nienawiści wezwał mnie na pojedynek w samo południe na rynku w Ślesinie. Nie jestem naiwny, sprawdziłem i okazało się, że zawody zaczynają się na plaży miejskiej a nie na rynku. Był to pierwszy z kilkunastu chwytów taktycznych, które mi zaaplikował.

 

Zadzwoniłem do hotelu, żeby potwierdzić rezerwację. Pani sprawdziła nazwisko, ależ oczywiście, zapraszamy. Kiedy spytałem, czy mógłbym przesunąć wyjazd na 16-tą 5-ego czerwca, miła pani była niemile zaskoczona. „Ale Pan przyjeżdża 2 lipca i wyjeżdża 3-ciego...." . Teraz ja byłem niemile zaskoczony. Okazało się, że był to hotel zarezerwowany na Stężycę, a na Ślesin musiałem szybko szukać czegoś nowego. Tym razem o nieporozumienie obwiniam starczą demencję, a nie Wielebnego.

 

Pojedynek, na który zostałem wyzwany na Ryjkobooku składał się z dwóch etapów: 4 czerwca wieczorem etap szachowy, 5-tego tri. Już rano, 4-tego dostałem drogą mailową pierwszy ruch: d4. Kolega Papierz wybrał sobie białe. Niech Mu będzie, pomyślałem. Odpowiedziałem 1...Sf6 zachęcając do jakiegoś wariantu Obrony Indyjskiej. On na to po długim namyśle 2.c4, a ja konsekwentnie 2....d6. Na 6 godzin zapadła cisza..... Nie wiedziałem, że jestem prowadzony w pułapkę.

 

Zdążyłem przyjechać do Ślesina. Po drodze odwiedziłem takie intrygujące miejscowości jak Dziadak i Babiak z hurtownią Lewiatan w XIX-wiecznym Kościele Ewangelickim. Byłem w Półwiosku Lubstowskim. Generalnie objeździłem całą okolicę znaną mi z lat studiów filologicznych. Tu narodziła się kmina ochweśnicka. Rodzaj żargonu zapożyczonego od skulskich malarzy kultu maryjnego. Nie mogłem się uwolnić od motywów religijnych.

 

Mój Czcigodny Przeciwnik nadal nie dawał znaku życia. Czyżbym rzucił go na kolana ruchem piona? A może pies zjadł mu część podręcznika szachowego poświęconego debiutom zamkniętym? Mam czekać przy szachownicy w hotelu? Przeanalizowałem pozycję 64-ry ruchy do przodu. W większości wariantów wygrywałem. Dwa kończyły się remisem.

 

Kiedy ja ślęczałem nad szachownica, On nie marnował czasu, a ja nie wiedziałem, że to dalsza część jego makiawelicznego planu.

 

Żeby mieć podkładkę pod mój wyjazd pojechałem do Lichenia. Pomyślałem – zwiedzę, pyknę parę fotek, zadumam się.

 

Liche 

 

Niestety, nie wpuszczono mnie do środka. Okazało się, że jakaś bardzo ważna osoba z zagranicy, z samego Berlina, wynajęła świątynię na cały dzień i od wczesnego popołudnia leży krzyżem. Oficjalnym powodem była rocznica wyboru na papieża Klemensa V. Ale to było w 1305 roku!! Kto to jeszcze pamięta?

 

Zaintrygowany zlustrowałem teren. Na parkingu stał samochód Wielebnego. Zaczęło do mnie docierać, że to jego kolejny trik. Kazał mi ślęczeć nad szachownicą, a sam szukał pomocy sił nadprzyrodzonych.

 

Pojechałem do biura zawodów.

 

 IMG 3318

 

Miasteczko zawodów było pięknie położone nad jeziorem. Na wodzie jachty motorowe i ekologiczne jednostki pływające napędzane wiatrem. Niedługo się to pewnie zmieni. Od niedawna znowu stawiamy na węgiel, jako główne źródło energii.

 

Kiedy odbierałem pakiet, okazało się, że moja torba, jako jedyna z pięciuset jest porwana.

 

IMG 33294

 

Zażądałem rozmowy z Głównym Orgiem. Przyjechał po kilku minutach na rowerze z demobilu.

 

 IMG 3314

 

 

Zaczerpnąłem powietrza, aby paszczą wydać dźwięk oburzeni ale Org mnie wyprzedził. Powidział: „Marek, przepraszam, ale anonimowy dawca zapłacił podwójne wpisowe z prośbą, aby podać Ci uszkodzoną torbę. Zaraz wymieniamy.....". Poczułem jak wokół mojej szyi zaciskają się pętla intrygi.

 

Po dotarciu do hotelu sprawdziłem czepek, czy nie jest przebity. Macki Watykanu sięgają zaiste daleko.

 

Rano w czasie śniadania spotkałem Jarka S. z atrakcyjną kobietą. Przedstawił ją jako swoją żonę. Taktownie zaakceptowałem taką wersję. Przy ekspresie do kawy, w ekspresowym tempie omówiliśmy nasze aktualne kontuzje i dawne wyczyny sportowe. Krótkie spotkanie upłynęło w nastroju, który można scharakteryzować wypowiedzią szefa tajnej policji cara Mikołaja: ..."przeszłość [..] jest wspaniała, teraźniejszość więcej niż świetna, a co do przyszłości, to przekracza najśmielsze wyobrażenia"..

 

Na chwilę zapomniałem o czekającym mnie pojedynku.

 

Miasteczko Ślesin zostało opanowane przez triathlonistów. Od Rynku, poprzez park i plażę aż do bramy Napoleona. Wszędzie sportowcy, ich rodziny oraz grupy wsparcia. Mieszkańcy poddali się bez większego oporu. Zresztą ich elastyczność i umiejętność przystosowania się jest znana i dziedziczna. W 1812 roku wybudowali bramę triumfalną na cześć króla Saksonii Fryderyka Augusta I, który został władcą Księstwa Warszawskiego. Kiedy to stało się niepoprawne politycznie, po prostu zaczęli nazywać budowlę Bramą Napoleona.. Na dodatek zmienili herb miasta.

 

Herb lesina

 

Teraz jest to „T" – od triathlon, posadowione na mostku, pod którym prowadzi etap pływacki. Można? Można!

 

Na starcie spotkałem mojego Wielebnego Konkurenta, który zaczął używać skrótu „WieKon". Skąd mu się to wzięło? Coraz więcej Konów w naszym otoczeniu. Wyposażony w błogosławieństwa Najwyższych Instancji a także nowy, wyszczuplający strój wzięty na kredyt w berlińskim KaDeWe, odbierał ostatnie instrukcje od swojej Cheerleaderki.

 

Do naszej grupy dołączył Jarek S, z tą samą atrakcyjną kobietą, którą konsekwentnie przedstawił jako żonę. Papierz zapytał, czy brali ślub kościelny. Oboje potwierdzili i sprawę uznaliśmy za zamkniętą.

 

Three Amigos

Three Amigos 

 

Kilka minut przed startem doszło do dwuznacznego incydentu. Jarosław S. wyciągną inhalator z nieznanym nam bliżej środkiem medycznym. Jego oficjalna już żona (po ślubie kościelnym) zręcznym ruchem dolała porcję wody. Widać było, że nie robią tego po raz pierwszy razem. Jarek S. zaciągną się, oczy wysadziło mu z orbit, wypiął klatę do przodu z i zdławionym głosem powiedział: .."teraz jestem gotowy". Powiało grozą. A może był to tylko zefirek znad Jeziora Mikorzyńskiego?

 

Pływanie rozciągało się na przestrzeni dwóch jezior. Trzeba było trafić w wąski przesmyk pod mostem znaym z herbu miasta, żeby dotrzeć do mety. Cyzelowany godzinami kraul papieski okazał się jedynie o 1 min szybszy od piaseczyńskiej żabki. Wynik rywalizacji był otwarty.

 

Po dwóch okrążeniach roweru Jarek S. szedł na pudło. Niestety, gumy nie wytrzymały narzuconego im tempa. Szkoda.

 

Trasa była nieco kręta i wietrzna, ale te drobne dolegliwości kompensowały wspaniałe widoki wschodzącej kukurydzy i widoczne z daleka smukłe kominy Elektrowni Konin. Wielebny na rowerze powiększał swoją przewagę.

 

Bieg był prowadzony w ciepłej atmosferze i po zróżnicowanej nawierzchni. Oprócz śniegu i tartanu było wszystko: asfalt, kostka, trawa, glina, a na zakończenie wykładzina dywanowa. Na pierwszym okrążeniu podawano kostki lodu, na drugim była woda w temperaturze powietrza, a na trzecim i czwartym można było pobudzić się wrzątkiem. Ja goniłem Papierza, a Papierz uciekał jak diabeł przed święconą wodą.

 

W tle naszej walki swoje zmagania toczyli zawodnicy Pro- i Aspirujący. Znowu wygrał płocczanin Kalaszczyński. On myśli, że to z powodu talentu i ciężkiego treningu. Wy już wiecie dlaczego.

 

Na metę przybyłem minutę po Wielebnym, ale nie czuję się przegrany. O drużynach Vince Lombardi (o którym już kiedyś pisałem) mówiono: „one nigdy nie przegrywają – czasami brakuje im czasu". Mnie zabrakło trochę dystansu.

 

Wielebny poprawił swój rekord życiowy o 7 minut, żeby wygrać ze mną o 1 minutę. Ja tez się nie opalałem na trasie – życiówkę poprawiłem o 3 minuty.

 

Dzięki temu pojedynkowi zawody są warte zapamiętania i nie zagubią się wśród 30 innych ukończonych triathlonów.

 

Gratulacje dla Zwycięzcy!!

 

Na koniec szczypta soli pod adresem moich przyjaciół z LaboSport i władz AT. W miasteczku zawodów było mnóstwo miejsca i wiele namiotów. Byli sponsorzy, handlarze, Indianie plemienia Czirokez i producenci waty cukrowej. Zabrakło namiotu Akademii Triathlonu. To przecież nie jest wielki problem rozbić namiot i zostawić jednego woluntariusza, żeby przypilnował plecaków. Członkowie AT mieliby punkt zborny, gdzie można odświeżyć znajomości lub zawrzeć nowe. A tak, sam widziałem kilku kolegów w strojach klubowych przemykających się chyłkiem wśród drzew. I innych lepiej zorganizowanych grup.

O autorze

Profesjonalny amator z lekką nadwagą szukający równowagi między siłami napędu a oporu. Najwyżej sklasyfikowany przez IRONMAN/WTC zawodnik w Polsce w kat. wiekowej w latach 2012 - 2015. IRONMAN Silver All World Athlete 2016
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (32)

Arkadiusz Cichecki 2016-06-08 16:01:13

Marek i Jarek, dworujecie sobie ze mnie! Ale ja Wam jeszcze pokaże, tylko nie wiem jeszcze co i przede wszystkim kiedy! Co do Artura, to może wszystkich zaskoczyć!

Tomasz Kacymirow 2016-06-08 15:51:40

@ Andrzej. Dzięki za ofertę. Może kiedyś się wybiorę na brytyjską wersję klocków :-)

Andrzej Stepien 2016-06-08 15:14:11

@Tomasz- pytam bo chcialem zaoferowac pomoc techniczna w razie czego, sam startuje i niedaleko mieszkam, w Windsorze tez jest Legoland i impreza dokladnie w tym samym terminie :). Chcialem odpisac wczesniej ale doczytalem o klockach i nie moge przestac sie smiac :D.

Tomasz Kacymirow 2016-06-08 13:57:50

@Marku, pomimo wieku i różnych związanych z tym przypadłości staram się nie zostawiać klocków na trasie zawodów. Zresztą regulamin Challenge jest w tej kwestii jednoznaczny i dotyczy także załatwiania na trasie lżejszych potrzeb . Radzę Ci zapoznaj się z nim przed wyjazdem do Poznania. Wiem że moja uwaga o popiaseczyńskiej sraczce sugeruje troskę którą wyraziłeś ale może to oznaczać tyle że mój "pace" będzie wyznaczany przez kolejne toi-tojki.
@Jarku pewne postaci nie mają z definicji konkurentów i wszelkie zakusy w tym kierunku palą na panewce. Poza tym mi zależy na przychylności sąsiada ponieważ wino mocarz serwowane w lokalnym sklepie na suwalszczyźnie zdaje się mieć coraz większy wpływ na efekt plateau w moim sportowym rozwoju. Coś muszę zmienić w swojej diecie a Marek jeszcze w ubiegłym roku obiecał że przywiezie odpowiednią ilość do Poznania na tegoroczny "challenge".

Jarosław Swiniarski 2016-06-08 13:19:28

Tomasz, mam wrażenie, że gdybyś podniósł poziom aktywności pisarskiej to Nadbloger miałby konkurenta ;-)

Marek Strześniewski 2016-06-08 13:08:41

@Tomek, będziesz wyjeżdżał z tego Legolandu to posprzątaj klocki po sobie :)

Tomasz Kacymirow 2016-06-08 13:01:11

@Andrzej. Te zawody rozgrywane są w oryginalnym Legolandzie w mieście duńskim. Jak rozumiem idea polega na tym że dzieci bawią się w parku rozrywki a rodzice biegają z wywieszonymi jęzorami dookoła tegoż parku dając dzieciom złudne poczucie bezpieczeństwa z jednej strony oraz podstawę do filozoficznych i psychologicznych rozważań na temat sensu ludzkiego bytu polegającego na umęczeniu się i to na trzy sposoby, To może wyrobić w nich psychiczną odporność która zapobiegnie depresjom o których była mowa w komentarzach przedpiszców.

Jarosław Swiniarski 2016-06-08 12:28:24

Marek, dobra myśl z Arkiem, on zawsze taki skromny, pewnie by się nie odważył ;-) ale jak ma wyrzut adrenaliny to jest tak szybki, że mógłby służyć za nową broń Bonda :-)))

Marek Strześniewski 2016-06-08 11:55:01

@Pietrucha, tarzaj się w blasku słońca jak długo możesz! Pokazałeś serce walczaka. Raz jeszcze, gratulacje!

Piotr Papierz 2016-06-08 11:49:50

@Marku, ach Marku, i co ja moge wiecej powiedziec.....
@drodzy Komentatorzy, jestem do glebi wzruszony iloscia maksym, mysli i roznych sentencji na moj temat. Oczywiscie, nie potwierdzam ani nie zaprzeczam i ciesze sie bardzo, ze jest w nich mnostwo plusow dodatnich i ujemnych. tak trzymac. Ze swojej strony dodam, ze "Schachnovelle" jest juz oddana do druku i lada dzien powinna ujrzec swiatlo dzienne.
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test