brett sutton
Home Blogi Frywolnie w Suszu.

Frywolnie w Suszu.

Czerwiec 28, 2016 22 Komentarze Triathlon Arkadiusz Cichecki

Działo się, oj działo. Przygód bez liku.... Coraz bardziej bawi mnie to co jest osnową całego triathlonu, spotkania, śmieszne wydarzenia, z których z czasem będzie można zdmuchnąć kurz tkliwie to wspominając...

W piątek, z moją największą fanką, szanowna małżonką Mirosławą, dotarliśmy do Iławy a tam w wynajętym apartamencie czekał na nas mój Guru Andrzejek Kozłowski. Gwoździem wieczoru był rum z Guany, ponoć najlepszy na świecie. Trochę zdziwiłem się jak pojawił się na stole, przecież START tuż, tuż ! Na moje wątpliwości Mistrzu odpowiedział ze stoickim spokojem: ,,wynik nie jest najważniejszy, liczy się przyjaźń i klimaty". O kurne, myślę sobie, będzie grubo i pewnie zakończy szantami..... ale skoro Nadbloger robi wyniki po Kopytku Łosia to 12 letnia trzcina może dawać większego kopa! Raz kozie śmieć... (zbieżność z nazwiskiem Andrzeja przypadkowa).

Pitu, pitu, pierdu, pierdu, hihi, haha... w końcu trzeba było się rozejść . ,,Lekko" rozanielony byłem pewien, że Orfeusz nie będzie musiał długo tulić mnie do snu. Naiwniak! Zdążyliśmy zgasić światło, po chwili zaczęło się! Sodoma i gomora! Lokatorów nad nami dzielił drewniany strop, niestety kiepsko wyciszony. Kupidyn, Amor, Eros czy inna napalona cholera przechodziła samego siebie! Igraszek nie było końca a efekty akustyczne niczym ze ścieżki dźwiękowej produkcji rodem Terese Orlowski.... Z jakimiś przerwami do bladego świtu! Zacząłem obawiać się czy żonkę nie zarażą bo mógłby to być gwóźdź do trumny, która złowieszczo wisiała w powietrzu....

Rano wyglądałem i czułem się jak śnięta ryba....

Sobota minęła pod znakiem pobierania pakietów, spotkań towarzyskich i koszmaru kół. Co to ostatnie oznacza? Ano, nie mieliśmy pompki Andrzej musiał spuścić powietrze z kół do transportu lotniczego i trzeba było je dmuchnąć a jazda próbna po składaniu konieczna(zbieżność z nazwiskiem Marcina przypadkowa). Pomysł prosty zabierzemy koła ze sobą a tam na miejscu w Suszu coś się zorganizuje. Nawinął się Ludwik S, którego jak zwykle wszędzie jest pełno, wyłazi z każdej dziury jak Gremlis.... Wzięliśmy pompkę, wracamy do samochodu a kół nie ma! Zippy kupione okazyjnie za 1200 dolarów! Myślałem, że szlag mnie trafi! Co musiał przeżywać Andrzej nawet nie chciałem sobie wyobrażać.... Ale jak?! Żadnego znaku włamania, wartościowy plecak z portfelem został! Jedno pytanie do Andrzeja – na pewno wziąłeś? No nie jestem pewien, brzmiała odp. Wracamy do Iławy z sercami w gardle.... Na miejscu okazało się, że koła zostały w jego bagażniku! Uffff.... Historii z kołami był jeszcze ciąg dalszy, tym razem z moimi ale mniejsza z tym...

W niedzielę, tuż po 5 rano zobaczyłem Andrzeja już z założonym czipem na nodze. Ubaw po pachy,,,

Wyruszamy, kierunek Susz. Już na miejscu, rozkładamy klamoty, mam wszystko oprócz czego? Pieprzonego czipa! Zemścił sie okrutny los! Czasu niewiele a ten kradziony przez chochliki, w które byłem w stanie uwierzyć. Panika. Mira ofiaruje się wrócić do Iławy a ja wykonuje telefon do Pawła M, czy nie znajdzie coś w zastępstwie. Jest nadzieja! Nagle żonka odnajduje go na przednim siedzeniu. Zabijcie mnie, nie wiem jak tam się znalazł! Totalna amnezja, czarna dziura w pamięci! Takich dziwnych zdarzeń uzbierało się podczas tego wyjazdu więcej ale nie chcę narażać waszej cierpliwości.... W pewnym momencie dopadła mnie złota myśl, z którą nie omieszkałem podzielić się ze znajomymi. ,,Tylko patrzeć jak dotarcie na start z pełnym wyposażeniem będzie dla mnie ogromnym sukcesem"...

 

DSC 0064

Złote myśli Arka... :-)

 

 

Przechodząc do konkretów.

Pływanie. Jedyna konkurencja, gdzie trenowałem systematycznie 3x w tyg. Koncentracja przy nawigowaniu, dobre miejsce startowe, sprawiło, że wyszedłem po 32.25 sek, bez jakiegoś ,,wyżyłowania". Dla mnie bomba!

 

DSC 0143

Zagadka. Kto na trzecim planie? Nawiasem miałem przyjemność porozmawiać... przesympatyczny misiu :-) w oddali Bodziu P, który nie chcial wypić z nami piwa!

 

Rower. Miałem świadomość, że nie będzie to dzień konia ale walkę podjąłem. Nawet nie zraziło mnie gdy Andrzej wyprzedzał mnie gdzieś na 25 km a jego bialo-czerwony trykot oddalał się ruchem jednostajnie przyśpieszonym. Z naszej korespondencji wiedziałem, że jest bardzo dobrze przygotowany i dzisiaj to ja mu mogę... Robiłem swoje i do ok 60 km szło naprawdę nieźle, często na liczniku pojawiała się 40-ka. Niestety, w bidonach wyschło, w spiżarce zabrakło papu. Totalna amatorka!!! Z niepokojem wypatrywałem bufetu, pamiętałem, że w ubiegłym roku były dobrze zaopatrzone, łącznie z żelami. Tak ok 20 km...Traciłem moc, gasłem, prędkość spadła do 29! W końcu punkt a tam sama woda. Do strefy dojechałem na oparach, totalnie wyzuty z energii w 2.39 (wiem, dupy nie urywa).

Bieg. Nie liczyłem na cud. Przerwa od stycznia spowodowana wlekącą się kontuzją, dopiero od końca maja jakieś większe objętości. Ostre słońce wypalające całkowicie wolę walki. Cel – doczłapać, choć była myśl odpuścić. Pomógł artykuł Filipa P, tkwiący gdzieś w głowie. I tak mozolnie z nogi na nogę... człapu, człap... sporo czasu do przemyśleń, myśli o zbliżającym się IM, którego w takich okolicznościach należałoby odpuścić... W końcu upragniona meta. 5.12 i z tym wynikiem zdołałem wdrapać się na pudło... Fart!

 

Tak przeleciałem po łepkach te wypociny i dostrzegłem to co irytuje mnie nieraz u innych. ,,Zły wynik bo..." Zrobię korektę ale już w głowie, sorry!

Wynik Andrzeja 4.55 w tych warunkach świadczy, że można! Chylę czoła Mistrzu!

Razem doszliśmy do wniosku, że 1:1 musi mieć ciąg dalszy. Tym razem jest szansa w przyszłym roku w Kanadzie! Oby! :-)

Gratuluje tym wszystkim, którzy uporali się z tym przydługim wpisem. A przede wszystkim  tym, którzy dali opór wściekłemu słońcu!

 

Trimajta się ludziska! 

 

 

DSC 0320

 

starsi Panowie, starsi Panowie, starsi Panowie dwaj

choć szron na głowie to końskie zdrowie

a wsercu ciągle żar...

O autorze

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą" Fiodor Dostojewski
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (22)

Andrzej Stepien 2016-07-03 13:58:04

Rozumiem ze nie upragniony, ale dalej piekny i dla wielu (wliczajac niestety mnie :)) nie osiagalny wynik- gratulacje! Wyglada ze trzcina z Gwatemali niesamowicie dziala na plywanie, musze zapamietac :).

Arkadiusz Cichecki 2016-06-30 12:47:08

Masz rację Michale! Trochę mnie Tomuś obnażył.... i miał racje! Koniec biadolenia!!!

MKB 2016-06-30 11:08:06

To sobie pomyśl jak to by było bez tych 'węgli z trzciny cukrowej'. Wynik bardzo dobry. I do tego takie podium. Zazdraszczam

Arkadiusz Cichecki 2016-06-30 08:48:25

Podziękowania od samego Nadblegera satysfakcjonują bardziej niż puchar i pocić się nie trzeba było.... :-)))

Marek Strześniewski 2016-06-30 08:06:32

Wczoraj testowałem odcinek specjalny Rajdu Polski "Stanczyki". Efekt - kapec na prawej,tylnej. Samochód porzuciłem na trawniku. Rano wstaje - nic sie nie zagoiło - nadal kapec. Zdołowany polozylem sie pod krzakiem w cieniu. Odpaliłem stronkę AT. I tu nagroda - felieton Arka. Zarechotałem, poczochralem pazurem po brzuchu i wróciła ochota do zycia. Dzieki, Areczku! Pozdrowienia dla drugiego bohatera felietonu i zwycięzcy!!

Arkadiusz Cichecki 2016-06-30 06:08:13

Andrzej, Ghana, Gwatemala, Guana.... co za różnica? Poniewiera tak samo... :-)))

Andrzej Kozlowski 2016-06-29 21:50:13

Areczku ! Z Gwatemali ta trzcinka , z Gwatemali . :-))))

Arkadiusz Cichecki 2016-06-29 18:59:04

Marcin, skomentuje siebie tak - stary i walnięty! :-))))

Marcin Stajszczyk 2016-06-29 16:10:26

Arek Andrzej... 4 minuta;))))) https://www.youtube.com/watch?v=IWIwEkGpooM&app=desktop

Arkadiusz Cichecki 2016-06-29 12:55:55

Tomuś, rozgryzłeś mnie niczym Marcin S :-) Bogna, super był Andrzeja... ale i mój, biorąc pod uwagę okoliczności ujdzie. Jarek, przecież gołym okiem widać, że w tym sezonie jestem cienki, nie lękaj się :-)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test