brett sutton
Home Blogi Malbork po Gdyni

Malbork po Gdyni

Wrzesień 08, 2016 29 Komentarze Triathlon Jarosław Swiniarski

Tegoroczny sezon mimo, że czwarty w triathlonie po raz pierwszy miał wysoką , może 80% realizację treningu w kierunku triathlonu. Nawet od kwietnia po raz pierwszy w życiu zacząłem 2-3 razy w tygodniu chodzić na basen. Postęp w pływaniu jest powolny, pewnie nie ma już za wiele potencjału. Ale w Gdyni i tak udało się zrobić zyciówke, 5:15. I to przy nowej, trudniejszej trasie roweru i przy dużym wietrze. Także bieg był dobry, poniżej 1:43, ponad 3' szybciej niż rekordowy 2014rok. Satysfakcja z dobrej dyspozycji nie przełożyła się na wynik – ósme miejsce w AG. Zwycieżył mój imiennik ze świetnym na tej trasie czasem 4:50. Smaczku dodaje fakt, że w kategorii M55-59 kolejne 4 miejsca zajęli obcokrajowcy, Australijczyk, Szwed i dwóch Niemców.

Po Gdyni plan startowy był otwarty. Była myśl o pełnym dystansie w Malborku, ale mój treningowy doradca znalazł argumenty by mnie przekonać na ponowny start na 1/2. W ten sposób ominął mnie podwójny, rodzinny debiut. Zięć walczył sam. Chociaż cześciową wczesną pobudkę zaliczyłem. Prognoza pogody nie była optymistyczna, ale dla mnie i tak była niezła. Po wichurze i temperaturze 10 stopni w zeszłym roku nie mogło być gorzej. Jednak łamanie głowy nad ubiorem było, ponieważ jestem wrażliwy na niską temperaturę. Najpierw był wariant z rękawkami kompresyjnymi pod piankę i cienką koszulką pod strój startowy. Na szczęście spotkałem rano mistrza pływania i nie tylko, Arka, który zauważył, że rękawki mogą obniżać swobodę rąk podczas pływania. Poszły do torby. Przed ubraniem pianki postanowiłem zaryzykować i został tylko cienki strój startowy, a nie zamierzałem tracic czasu w T1. Procedurę przedstartową przy pompowaniu kół zakłócił wystrzał. To zawór wykrecił się razem z plastikowa nakretką. Na szczęście upadł bardzo blisko. Szybka wizyta z kołem w Airbiku i po problemie. Ale niepokój został. Po pływaniu od razu sprawdziłem cisnienie w kole.

Pływanie szło całkiem dobrze, nie było pralki, chociaż sporo trącania z innymi przez cały dystans i rytm się gubił. Tym bardziej, ze trochę pieszczot z wodorostami także było. Wyjście z wody po 40' to jednak mój rekord i dziarsko pędziłem do roweru. T1 w Malborku zajmuje dużo czasu, więcej niż w Gdyni i troche utrudnia walkę o wynik końcowy. Trasa roweru była mi znana z zeszłego roku i tylko wiatr był tu kluczem. Pierwsze 2 kółka – 60km było dość spokojnie i średnia była bliska 36km/h. Jedynie deszcz powodował chłód i nie byłem pewien decyzji odnośnie ubioru. Jednak na drugim kółku czułem się już dość komfortowo. Na trzecim kółku wiatr był już wyraźny i popsuł średnią mimo że utrzymałem zaangażowanie. Tutaj tez pierwszy raz zobaczyłem Kubę w wersji „live". Miał już 3 godziny wysiłku więcej na liczniku, ale dzielnie walczył. Czas roweru 2:33 mnie zadawalał, 21'lepiej niż rok temu. Ciekawe, że jechałem na dość wysokiej kadencji. Zazwyczaj trzymam zakres 85-100, tutaj już przy 90 pedały robiły się twarde. Trasa z trzema kółkami ma ten atut, że jest częsty kontakt ze swoja ekipą. Żona i córka miały co robić, aby nadażyć za dwoma zawodnikami na dwóch dystansach. 3,5letni wnuk im nie ustepował i dał radę do samego wieczora. Poza tym niestartująca część grupy treningowej też nie próżnowała.

Plan tempa na bieg to 4'45, tak jak w Gdyni, gdzie musiałem mocno hamować z początkowych 4'30. Tutaj zacząłęm pow. 5' i trzeba było rozpedzać. Pierwsze 2km według planu, ale potem tempo oscylowało wokół 5'. Praca oddechowa była słaba. Oddech był głeboki, powolny, nieefektywny i głośny jakbym brał lekcje u Szarapowej. Fachowy komentarz widzi tu wpływ wysokiej wilgotności powietrza.Ubiór był dla mnie optymalny na biegu. Skończyło się na 1:45. A pewnie mogło być gorzej. Już wcześniej miałem duże wsparcie, a na biegu było jeszcze lepsze. Przy parkingu królował Arek z ekipą, kawałek dalej moja rodzina powiększona o brata z żoną. Na trasie biegowej ponownie spotkałem Kubę, u którego oznaki życia były wyraźne, więc gest Artura(klepnięcie w ...) uznałem za niepotrzebne. Czas biegu 1:45, mimo że gorszy ponad 2' niż w Gdyni wymagał zaangazowania na całej trasie. W Gdyni pierwsze 10km szło łatwo. 5:07 na mecie i kolejna życiówka. Liczyłem , że 5h poliżę trochę z bliższej odległości. Ale 1m w AG i fakt, że wygrałbym także M50 to jednak spora satysfakcja.

Trwanie zawodów na pełnym dystansie znacznie ubarwiło ten dzień, chociaz deszcz nadal był wyzwaniem. Po kapieli mogłem wcielić się w rolę kibica. Było fajnie. Zięć mimo ograniczeń w czasie treningowym trzymał się dobrze, a Mazi był wręcz przedłużeniem Arka, z którym okupowaliśmy tę samą strefę kibicowania. Trzecie bliskie spotkanie z Kubą nastapiło w strefie mety. Córka pierwsza zauwazyła, ma trochę słabsze oznaki zycia, ale pomoc nie była trudna. Sympatyczne „kierowniczki od makaronu" dość łatwo dały się przekonać, by wydać porcje bez kuponu i chłopak zaczął wracać do żywych.

To był długi dzień. Dzieki temu było wiele czasu do rozmów i przebywania z kolegami. I kibiców i zawodników kosztował wiele pracy. Ale chyba wszyscy otrzymali satysfakcjonującą zapłatę. To był dobry dzień.

O autorze

Rocznik 1958, niepraktykujący zawodu inżynier, prowadzący mikrofirmę, 10km - 40:23 Gdańsk 2014........Półmaraton - 1:36:01 Gdańsk 2015...........Maraton - 3:28:47 Poznań 2016.........1/4IM - 2:23:55 Ślesin 2017 (3m.AG)...........dystans olimp. 2:30:48 Gdańsk 2016 (1m.AG - MP)...........1/2IM - 4:59:23 Susz 2017 (2m.AG)
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (29)

Arkadiusz Cichecki 2016-09-14 14:33:29

A gdzie ma stawiać? W końcu piaskownica to taka duża kuweta.

Piotr Papierz 2016-09-14 14:03:16

no dobra chłopaki!
Tomek z NadBlogerem jest trochę inaczej. Nie wywiązał się z pewnych zobowiazań, więc, jak sam przyznał na portalu społecznościowym, chodzi cały czas narąbany no i pewnie ze starchu przede mną te klocki stawia

Tomasz Kacymirow 2016-09-14 13:40:35

Piotr. Zazdroszczę Ci tej zażyłości z NadBlogerem. Mnie zdradził kilka szczegółów ze swojego wielowątkowego życia ale o tym że stawia klocki w tak niezwyczajnym miejscu nie powiedział. Choć jak się zastanowić to może wcale nie takie niezwyczajne....Jak dzieciaki to dzieciaki jak słusznie zauważył Jarek.

Jarosław Swiniarski 2016-09-14 13:05:11

Piotr, myślałem, że zza cyferek widać w moim wpisie wagę relacji międzyludzkich, mówiąc oficjalnie, a Ty od razu od Panów. Tu same dzieciaki i to z tej samej piaskownicy ;-)

Arkadiusz Cichecki 2016-09-14 12:55:13

Piotruś, czy masz na myśli po drodze w maratonie? Nie, nie, żartowałem! :-) Oczywiście każdy próbuje ,,bić" to co w jego zasięgu... W końcu główna nasza walka skupiona jest nad walką z samym sobą... :-) Nadbloger klocki w piaskownicy stawia, powiadasz... Widocznie to bardzo absorbujące zajęcie bo jakoś zamilkł na AT.

Piotr Papierz 2016-09-14 12:29:55

A czy chec zejscia ponizej 45 ma dla Panow jakies znaczenie? Czy raczej mam zabrac zabawki i isc do innej pisakownicy? Np. do tej, gdzie NadBloger klocki stawia?

Arkadiusz Cichecki 2016-09-14 10:11:15

Jarku, do 40 zabrakło mi 8 sek ale to było dwa lata temu. w tym roku jak wiesz z bieganiem było u mnie kiepsko...
Może przyszły będzie lepszy a może to tylko mrzonki starucha... i jeszcze jedno, jak miałeś jakieś problemy z nogami to nie wiem czy ten maraton jest ci do czegoś potrzebny...
Tomuś, Tobie można zarzucić wszystko i co z tego?! I tak sie wybronisz... :-)))

Jarosław Swiniarski 2016-09-14 09:37:29

Arek, Łamanie 40' brzmi ładnie, ale ja raczej nie widzę u siebie potencjału, tym bardziej, jeżeli badania pod koniec roku pozwolą mi trzymać priorytet na triathlon, trudno byłoby to pogodzić. Wtedy może w Suszu, przy normalnych warunkach 5h pęknie. I może uda mi się dopełnić Twój ;-) kanon mężczyzny, czyli pełen dystans.
Ale Ty już masz to za sobą :-) 40' chyba też jezeli dobrze pamietam
I przede wszystkim musze spotkać się z Tomkiem ;-)))
A w tym roku, jeżeli jeszcze złapię trochę świeżości, to może maraton w Poznaniu

Tomasz Kacymirow 2016-09-14 07:18:21

Arku. Trzymam zatem kciuki oburącz jak i obunóż :-) Tylko nie pisz że groziłem Ci nożem ;-)

Arkadiusz Cichecki 2016-09-14 07:12:41

Tomasz, od razu sprowadzasz na ziemie (albo pod ziemie)... A to tylko zabawa, może i durna... A ja chciałem dać upust swojej radości, w końcu ktoś trafił (mam nadzieję) z diagnozą i jest szansa, że w końcu będę mógł normalnie biegać... :-) Stąd ta propozycja...
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test