brett sutton
Home Blogi Diabelska alternatywa czyli Ich bin BerlinMan

Diabelska alternatywa czyli Ich bin BerlinMan

Wrzesień 21, 2016 22 Komentarze Triathlon Piotr Papierz

All free men, wherever they may live, are citizens of Berlin, and, therefore, as a free man, I take pride in the words 'Ich bin ein Berliner!'

 

co się wykłada na polski „Wszyscy wolni ludzie, gdziekolwiek żyją, są obywatelami Berlina, i tym samym ja, jako wolny człowiek z dumą mówię «Ja też jestem berlińskim pączkiem»!"


7. września 2016 roku, WaTRIat wypowiedział podobne zdanie, brzmiało ono tylko troszkę inaczej, a mianowicie: ich bin BerlinMan. Czy to zdanie WaTRIata też przejdzie do Historii i za 50 lat będzie cytowane na lekcjach historii? Raczej nie, ponieważ w przeciwieństwie do Jasia Kenedyego, WaTRIat wypowiedział to zdanie poprawnie!

Może nie wszyscy wiedzą, ale 26. 6. 1963 przed ratuszem Schöneberg, w dzielnicy Zachodniego Berlina JFK popełnił mały błąd gramatyczny, mianowicie zdanie Ich bin ein Berliner, znaczy właśnie tyle co, jestem berlińskim pączkiem. Trzeba przy tym wyraźnie podkreślić, że JFK nie wypowiedział tego zdania w tłusty czwartek, tylko w środę, która też nie była środą popielcową. Gdyby tak było, można by to jeszcze jakoś zrozumieć, ale tak?

Prawidłowo zdanie to powinno brzmieć ich bin Berliner!!. No cóż, jak widać wystarczy w odpowiednim miejscu, popełnić mały błąd gramatyczny i już przechodzimy do historii. Udało się to nie tylko JFK. Znamy przecież mnóstwo innych Wielkich cytatów, mających więcej plusów ujemnych, jak np. wielki jest ciężar odpowiedzialności, jaka spada na mnie w tym dramatycznym momencie..., albo ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę. itd. itp. Nie będę ich tu wszystkich przytaczał, nie starczyło by tu miejsca, a po za tym wszyscy je znają.

 

 

Jednak data 7.9.16 zapisze się w marnym życiu WaTRIata dużymi zgłoskami. Tego bowiem dnia, WaTRIat ustanowił rekord życiowy na dystansie (prawie) pół Ironmana. Dlaczego prawie, a no z prostej przyczyny, do pokonania były tylko 2.2. km pływania, trasa rowerowa miała 90 km no i na koniec trzeba było przebiec 20km. Wszystko to w temperaturze ponad 31 stopni Celsjusza czyli 87,8 stopni w skali Fahrenheita, 304,15 w skali Kelvina i ponad 1300 cieplaków w skali zmarzlaków. Udało się mu to wszystko zrobić w czasie 5:46:04.

 

Zawody BerlinMan mają w Berlinie status kultowy. Są to lokalne zawody organizowane raz na dwa lata. Dlaczego nie z roku na rok? Trudno powiedzieć, ale wydaje się, że główną przyczyną są trudności logistyczno/lokalowe. Po za tym wśród berlińskiej ludności tubylczej Triathlon nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Najlepiej przekonała się o tym organizacja IM. Tylko raz udało jej się zorganizować w Berlinie zawody tej serii.
Z powodu nadmiaru imprez w mieście i związanych z tym utrudnieniami w komunikacji miejskiej, władze Berlina, nie zezwoliły ani na jazdę na rowerze, ani na bieganie ulicami Berlina. Całość przeniesiono na nieczynne już lotnisko Tempelhof. Gdyby było czynne, impreza była by na pewno dużo ciekawsza. Zawodnicy musieli by nie tylko szybko jechać na rowerze i biegać, ale również musieli by uważać na lądujące i startujące samoloty. Radochę mieliby zarówno kibice na lotnisku, jak i pasażerowie siedzący w samolotach. Nie mówiąc już o pilotach, którzy mogli by się bawić w trafiony zatopiony! Niestety nikt nie wpadł na ten pomysł i pierwsze zawody były automatycznie ostatnimi, a zawodnicy od ciągłej jazdy w kółko, na bieganiu rzygali dalej niż widzieli. Miało to oczywiście również plusy dodatnie, bo dużo łatwiej było zdobyć slota na Mistrzostwa Świata, o czym najlepiej przekonał się były redaktor AT /MD.

 

 

Jak to się ma do naszego BerlinMana. Ano już od przeszło 14 lat, klub sportowy Weltraumjogller organizuje te zawody w dzielnicy Grunewald Impreza trwa 2 dni. Mamy do wyboru, różne dystanse, poczynając od mini triathlonu dla dzieci (Kindermini), poprzez sprint dla każdego (Jedermanntriathlon) do połówki która jest automatycznie mistrzostwami Berlina i Brandenburgii! Pływa się w jeziorze Wannsee. Jazda na rowerze (w 80 procentach) a bieganie w całości są w Parku Grunewald. Zbieżność nazwy z innym Grunwaldem, jest zupełnie przypadkowa. Oznacza to, że organizatorzy muszą wyłączyć z ruchu tylko 2 ulice i to na nie całe 3 godziny und das geht... jak mówią Niemcy.

 

Dzień przed startem odbyła się odprawa. WaTRIat udał się na nią w towarzystwie koleżanki małżonki. Pogoda była przepiękna, istny środek lata. Po przybyciu na miejsce i zwiedzeniu Expo, które liczyło 2 (słownie dwa) stoiska, WaTRIat udał się po odbiór numeru. Stanął z uśmiechem w kolejce. Zewsząd dochodził szwargot niemieckich triathlonistów, którzy poubierani byli w najróżniejsze koszulki finiszera. Wszyscy byli w doskonałych humorach i nic, ale dosłownie nic nie wskazywało, że za chwilę dojdzie do tragedii. WaTRIat powoli zbliżał się do postaci wydającej pakiety startowe. Zaniepokoił go jej wygląd. Oczy miała dziwnie czerwone i mówiła innym językiem niż niemiecki.
- what is your name
- dlaczego on mówi do nie mnie po angielsku, jesteśmy w Berlinie psiakrew
- Papierz, auf deutsch Papst, wydusił z siebie WaTRIat
- Can I see your ID, please?
- bitte wycedził przez zęby i podał z dumą polski dowód osobisty.

Postać tylko rzuciła okiem na plastikową kartę ze zdjęciem WaTRIata i uśmiechnęła się szyderczo. WaTRIatowi ukazała się mieszanka żółtych siekaczy i lekko szarych zębów trzonowych. Mimo upału przeleciał go dreszcz zimna. Postać odwróciła się na pięcie, WaTRIat doznał wrażenia, jakby spod Koszulki wystawał czarny ogon.

- nie to nie może być prawda, to wszystko przez ten ale upał, w tym samym momencie postac odwróciła się. WaTriat zamarł:

- 666, is your number

 

FullSizeRender

 

WaTRIatowi zakręciło się w głowie. Podłoga zaczęła uciekać mu spod nóg. Powoli aczął tracić równowagę. Już miał runąć na ziemię, gdy jakaś ręka chwyciła go mocno pod ramię. W tym samym momencie usłyszał anielski głos małżonki
- co jest Piotruś, wszystko w porządku? Może odpuścisz sobie jutro? Jeszcze się wyścig dobrze nie rozpoczął, a ty już mdlejesz.
- to wszystko przez ten numer i tego typa, który mi go dał
- masz na myśli, tę dziewczynkę, która ci wydała pakiet startowy? Przecież to jakaś wolontariuszka, z Anglii a może z Irlandii, kto to wie. Tyle ich się teraz nazjeżdżało do Berlina, z różnych stron świata. Chodź idziemy nad jezioro...

- A ten numer?
- sześćset sześćdziesiąt sześć, co w nim dziwnego?
- a nie, już nic. Tak tylko....


WaTRiat długo nie mógł dojść do siebie. Całą odprawę myślał tylko o jednym. Co to może oznaczać. W natłoku myśli, zupełnie uciekła mu informacja organizatorów, że po wyjściu z wody, zawodnicy mają do pokonania 98 schodów do T1.
No ale czy 98 schodów może mieć znaczenie, jeżeli startujesz z numerem 666?

Noc minęła nad wyraz spokojnie. Żadnych majaków czy innych koszmarów nocnych nie było. Po obfitym śniadanku, tak gdzieś koło 6.30 z rana WaTRIat wraz z małżonką udali się na start. Dzień zapowiadał się jeszcze piękniejszy od poprzedniego. Bez żadnych przepychanek i ścisków WaTRIat ulokował swój rower w strefie zmian. Trzeba tutaj dodać, że państwo niemieckie, inaczej niż Polska, musi co znajduje się w dużym kryzysie, bo jeśli chodzi o wyposażenie strefy zmian, to tu zawodnicy byli skazani tylko na siebie. Żadnych koszyków na rzeczy czy numerków na stojakach. Po prostu wolna amerykanka. Miało to tez swoje dobre strony, bo przecież można było sobie dowolnie wybrać miejsce na przebranie, a to w pobliżu toalet, jeżeli ktoś miałby problemy ze zwieraczami, albo tuż przy wyjściu z wody. WaTRIat na wszelki wypadek wybrał pierwszą opcję.

 

Start miał miejsce na Plaży Miejskiej/ Strandbad Wannsee.

 

Pack die Badehose ein, nimm dein kleines Schwesterlein und dann nischt wie raus nach Wannsee.
Ja, wir radeln wie der Wind durch den Grunewald geschwind und dann sind wir bald am Wannsee

 

śpiewała w 1951 Conni Froebes. Plaża Miejska Wannsee ma ponad kilometr długości i jest na niej wszystko, czego dusza zapragnie. Piasek, kosze plażowe i kosze na śmieci, zjeżdżalnia do wody, wynajem żaglówek i nawet strefa dla nudystów, z osobno wydzieloną strefą dla kochających inaczej (podobno największa w Europie) Wstęp na plaże jest płatny. Cena biletu 5€,50.

 

 

4-format1012

 

 

 

 

Oczywiście startujący biletu wstępu nie musieli kupować, tylko tylnym wejściem zostali wpuszczeni na plażę. Pianki były dozwolone. WaTRIat bynajmniej nie z powodu urody, tylko z powodu wieku, startował w ostatniej grupie. Woda była mokra i wyjątkowo przyjemna. 2.2 km minęły jak z bicza strzelił. WaTRIat po praz pierwszy osiągał takie prędkości w wodzie, że aż czepek zgubił. Przez chwilę wyglądał jak perkoz w szacie godowej, z charakterystycznym czubem na głowie, a gdy czepek spadł już kompletnie, WaTRIat wyglądem przypominał Łyskę zwyczajną. Z wody wyszedł z uśmiechem na ustach, nadzwyczaj świeży i wypoczęty.

Wdrapał się niczym kot po 98 schodach na górę, zrzucił piankę, nałożył wszystko co potrzeba i dosiadł swojego rumaka o dźwięcznej nazwie Cannondale. Rumak tego dnia był nad wyraz posłuszny. Słuchał swego pana i reagował nawet na najmniejsze pociągniecie cugli. Dało to taki efekt, że trudną pagórkowatą trasę (4 pętle po 22.5 km z 1.5 km podjazdem na Karlsberg, druga co do wielkości górka w Berlinie, nazywana przez kolarzy po prostu Willi) WatRiat zaliczył w nie całe 2 godzin i 41 minut. I wszystko byłoby pięknie i wspaniale, gdyby nie to, że po rowerze trzeba było jeszcze pobiec 20km. W upale i kurzu, zajęło to WaTRIatowi ponad 2 godziny. Do 7km wszystko jeszcze było ok i tempo (5:27) jak na niego nawet przyzwoite. Ale potem przyszedł kryzys układu szkieletowo-kostnego i bieg często musiał być przerywany spacerem. Cóż czasami tak jest. Summa Summarum z wyniku był bardzo zadowolony. Czyli, jak to mówią, nie taki diabeł straszny!!!!

 

Sezon triathlonowy został zakończony. Jeszcze nie pora nad podsumowanie, ale w jednym zdaniu można stwierdzić, ze był to dla WaTRIata bardzo udany sezon. Bez kontuzji, w zdrowiu odwalił kawał dobrej roboty i zaliczył parę na prawdę udanych startów. Taki był też cel. Zaliczyć dwa starty 1/2 całego dystansu, żeby sprawdzić jak kości zareagują na to obciążenie. Teraz jeszcze maraton w Lozannie i można zacząć myśleć o roku 2017. A ten zapowiada się bardzo ciekawie. IRONMAN 70.3 Pays d'Aix w maju, IRONMAN 70.3 Gdynia i na koniec IRONMAN Vichy, nic dodać nic ująć.
Do zobaczenia na TRIasie

O autorze

po prostu WaTRIat
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (22)

Piotr Papierz 2016-10-18 09:20:10

@JackC, drogi Jacku, bardzo chetnie cie poznam. Jednak w gre wchodzi ew. tylko PastaParty, bo jak Ty jestes juz w T2, to ja wlasnie wychodze z wody...-:)))))). Berlin, Slesin, Radkow, Gdynia, Aix en Provance, Vichy? Wybieraj!
Co do pisania, to Twoja prosba, jest dla mnie rozkazem! Szykuje wlasnie Dytyramb na zgon AT!

Jacek Cieszynski 2016-10-18 08:04:52

Arek...do Jacka G., to mi jeszcze bardzo daleko ( rower ), ale staram się jak mogę. Twoje wyniki w IM też mi imponują..w następnym roku też zamierzam zmierzyć się z tym dystansem..mam nadzieję, tym razem skutecznie..i piszcie dalej..czekam na kolejne teksty.

Arkadiusz Cichecki 2016-10-17 17:20:36

Jacku, skoro burak to wiem skąd takie wyniki! :-)) Pamiętam Twoją rywalizację z Jackiem. G i pudło w Suszu z 2015! Przekozaki jesteście!

Jacek Cieszynski 2016-10-17 17:00:13

drogi Arku, drogi Piotrze...czytam, a jakże czytam...dla mnie jesteście heros...szkoda, że się w realu jeszcze poznaliśmy..Może w następnym roku gdzieś na zawodach uda się spotać, choć ja z natury burak jestem..

Arkadiusz Cichecki 2016-10-10 09:11:05

Hehe... mówią, że inteligentni bywają złośliwi ...nie wiem Piotruś jak to u Ciebie?! :-)) Teraz sobie pomyśl jakie będą wyniki jak zdrowie dopisze! Bój się...! :-)

Piotr Papierz 2016-10-10 09:03:23

Arus, wszyscy czytamy twoje wypociny! Ja nawet sobie je drukuje i oprawiam! Najbardziej podobaja mi sie te o kontuzjach i nie mocy treningowej!!! Podparte potem rewelacyjnym wynikiem robia naprwade wrazenie -:)))))))

Arkadiusz Cichecki 2016-10-10 07:02:01

Hmm... Piotruś, Twoje to jest arcydzieło... a moje, które mam nadzieję Jacek też czyta, to już zwykłe wypociny... Przepraszam Jaśnie Wielmożnego, że ośmieliłem się stawiać z NIM w jednym szeregu.... :-P

Piotr Papierz 2016-10-10 06:41:00

@Jacek, dziękuje bardzo!
@Arek, to są moje wypociny

Arkadiusz Cichecki 2016-10-10 06:30:18

No, proszę Mistrz Cieszyński czyta nasze wypociny... :-) Szkoda, że sam czasami nie podzieli się z nami jakąś relacją....

Jacek Cieszynski 2016-10-09 09:38:46

aż chce się czytać..cóż za pióro!
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test