brett sutton
Home Blogi Cudowny Nowy Jork

Cudowny Nowy Jork

Listopad 13, 2016 10 Komentarze Triathlon Małgorzata Rajczyba

            Trywialne stwierdzenie: "Uczymy się przez całe życie" nabrało w Nowym Jorku soczystego, rzeczywistego znaczenia. Ja przecież NIGDY nie chciałam jechać za wielka wodę! Nawet utrata slota w Gdyni (przez zwykłe spóźnienie) zmartwiła mnie raczej w znaczeniu wycieczki rodzinnej, gdyż Adam, Adaś i Noemi już oczami wyobraźni uskuteczniali ten wyjazd. A Nowy Jork? Czym by mógł mnie zachwycić? Przecież ja już wszystko widziałam na filmach.

 

IMG 5457_2

 

             Nie wzięłam jednak jednego pod uwagę - emocji związanych z czuciem na własnej skórze tego fantastycznego i pełnego kontrastów miasta. Mój zachwyt pewnie jest tak duży, bo jadąc do NYC nie miałam absolutnie  żadnych oczekiwań, wręcz nastawienie negatywne, jakbym została zmuszona wyjechać gdzieś, gdzie właściwie nie chcę być. Bo przecież ja marzę o Francji! O maratonie wzdłuż Lazurowego Wybrzeża! A Nowy Jork? Cóż, pewnie okaże się przereklamowany. I gdyby nie Adam, jego "brak" oczu, żadna siła by mnie nie wsadziła do samolotu w tamtą stronę.

 

IMG 2180

 

Cóż jest więc innego w tym mieście, co je wyróżnia na tle innych? Wymienię tylko to co w tym momencie przychodzi mi do głowy:

- tłumy spieszących się ludzi, lecz nikt się nie denerwuje i do tego są mili;

- przechodzenie ulicy na czerwonym świetle, gdzie samochód za samochodem, a jednak nikt mi "nie jeździł" po palcach, aby dać znać, że mój czas dawno minął.

- biegaliśmy z Adamem nowojorskimi ulicami w ramach lekkiego treningu i wszyscy kierowcy przyjęli to ze zrozumieniem.  Kiedy biegamy we Wrocławiu wyasfaltowaną ulicą, a nie poboczem lub chodnikiem ( na którym parkują samochody lub jest zwyczajnie garbaty i dziurawy) doświadczamy "życzliwości" naszych kierowców. Niektórzy jadą dosłownie na przysłowiowy milimetr, najchętniej by nas rozjechali, choć cała ulica jest pusta! Z tego powodu od długiego czasu myślę, że muszę sobie sprawić koszulkę z napisem " biegnę ze ślepym!!";

 

IMG 4365

- rowerzyści na ulicach ! Jadą tutaj jak chcą! W nocy bez żadnego oświetlenia: ani lampek z przodu, ani z tyłu, żadnych odblaskowych kamizelek, zero kasku, a pomiędzy samochodami pomykają w zależności od własnej fantazji. Kierowcy ZAWSZE uważali zarówno na pieszych, jak i na rowerzystów, jakby mieli oczy dookoła głowy. To tak jakby było wiadomo, że WSZYSCY na ulicach mają pierwszeństwo, a samochód, w tym łańcuchu, jest dopiero na samym końcu;

- można mieszkać na "zwariowanym" Manhattanie, a jednocześnie mieć super relaksacyjny czas w przecudnym, ogromnym Central Parku lub na jednej z wielu plaż nad oceanem Atlantyckim;

 

IMG 3301

 

- nie widziałam żadnego szczura! a nad Odrą lub fosą we Wrocławiu zdarza się widzieć całkiem dorodne okazy;

- bezdomnie, o których czytałam, że zalegają Nowy York- i tu znowu zaskoczenie. Owszem są widoczni, lecz dużo gorzej jest w moim mieście

- jest słońce! Mieliśmy dużo, bardzo dużo słońca. Nie jest tak, że drapacze chmur zagarniają je dla siebie, a ludziom pozostaje tylko półmrok i brak tlenu;

- miejskie lampy świecące całą dobę, nawet gdy cały dzień świeci ostre słońce.

 

             Nasz udział w maratonie nowojorskim mógł zostać zrealizowany dzięki zaproszeniu dr. Richard'a Traum'a – prezesa Achilles International. Jest to organizacja aktywizująca osoby niepełnosprawne poprzez sport. Od roku 1983 zatacza coraz większe kręgi na świecie umożliwiając tysiącom osób udział w różnych zawodach. Jednym z projektów jest udział właśnie w nowojorskim maratonie, w którym zaproszone osoby zwolnione są m.in. z opłaty startowej.

 

IMG 2606

 

I nie chodzi tutaj o wyniki, pobijanie życiówek. Raczej o towarzyszenie osobie niepełnosprawnej, o umożliwienie przeżycia czegoś wyjątkowego i pięknego. Dotknięcia endorfin w ilościach hurtowych.  Jednak okazuje się, że są osoby, które nie mogą wystartować w NYC Marathon. Chodzi tu głównie o zbyt szybkich hanbike'erów, a pokazuje to przykład Arkadiusza Skrzypińskiego, polskiego paraolimpijczyka, który należy do czołówki światowej.

 

FullSizeRender

 

Kilka lat temu startował w maratonie, jednak obecnie jeździ zbyt szybko i ze względu na prędkości (maraton w okolicach godziny lub poniżej) nie jest dopuszczony do udziału w nim. Jednym słowem nie można być tutaj zbyt dobrym ;)

 

thumb IMG_0565_1024

 

Maraton okazał się kolejnym zaskoczeniem. Trasa od wielu lat niezmieniana, można o niej poczytać, więc przygotowując się do maratonu w głowie stworzyłam dokładną kopię maratonu w Berlinie. Największy w Europie, doskonała organizacja, a ustawienie w odpowiedniej strefie czasowej daje łatwość biegu. Biegacz jest "niesiony" przez nieprawdopodobny tłum, to jak pływanie z nurtem rzeki. Tak też wyobrażałam sobie maraton w NYC, a właściwie to liczyłam, że będzie jeszcze łatwiej, bo i ludzi miało być więcej niż w Berlinie. Jednak....nie powielił się przewidywany schemat. Jako osoby zaproszone przez Achilles International startowaliśmy dużą grupą Achilles, której start był ustalony na 9:55. Były więc tu osoby o różnym stopniu niepełnosprawności, m.in. bez nóg (jadących na handbike'ach lub biegnących na protezach),  bez rąk, osoby sparaliżowane ( których wózki pchane były przez wolontariuszy) oraz osoby niewidome lub słabowidzące. Trudno więc było ustalić odpowiedni czas dla wszystkich. My planowaliśmy „lecieć" na czas 3h 30 min.  W nowojorskim maratonie niepełnosprawni, w zależności od dysfunkcji mają różną ilość przewodników, od jednego do nawet czterech. Wszystko zależy od specyfiki niepełnosprawności. Na jednego niewidomego jest ich trójka. Adam biegł z Adasiem, ze mną oraz mieliśmy przewodnika z Kolorado - Travis'a Trampe.

 

thumb IMG_0569_1024

 

              Tradycyjnie Adam na lince był z Adasiem, natomiast ja i Travis biegliśmy przodem. Nie mam pojęcia ile czasu przewidziano na bieg dla osób ze startu o godz. 9:55, lecz wiem, że cały maraton wszystkich wyprzedzaliśmy wrzeszcząc "blind runner"! To sprawia, że czasem biegacze przed nami po prostu ustępują i przepuszczają. Ciągłe wymijanki, slalomy pomiędzy ludźmi, szukanie najbezpieczniejszej drogi dla Adama, praktycznie czasem bieg od jednego krawężnika do drugiego, nieustające zmiany tempa (przyspieszanie i zwalnianie) spowodowały, że na około 15 km przed metą złapała mnie kolka i musieliśmy wszyscy przeze mnie zwolnić. Niestety trzymała się mnie, aż do mety! Jeszcze nigdy na mecie nie byłam tak wykończona. Długo nie mogłam dojść do siebie, co mnie bardzo zaskoczyło, bo przecież byłam przygotowana na wysiłek. Dopiero następnego dnia analizując cały bieg odkrywałam, że wszystkie możliwości przećwiczyłam z Adamem, lecz jednego nie wzięłam pod uwagę - nieustające, wybijające zmiany tempa. Zwalnianie w tłumie, by za moment przyspieszyć, aby wyminąć kogoś. Tego na treningach nie przećwiczyliśmy, bo ja spodziewałam się takiej "berlińskiej" fali ludzi, z którą równym tempem będziemy sobie zmierzać do mety. Wielki ukłon dla Travis'a Trampe - naszego amerykańskiego trzeciego przewodnika. Gdy zobaczył, że dzieje się coś ze mną, przejął na siebie obowiązek wybierania trasy, wrzeszczenie do ludzi oraz podbieganie do bufetów by wziąć wodę do picia. Nasz amerykański kolega okazał się bardzo życzliwą, kochaną osobą, przeuroczym człowiekiem biegającym na rzecz niepełnosprawnych (m.in. z zespołem Dawna). Niesamowita energia, siła i  co tu dużo mówić - pięknie biega! Swoją życiówkę w Chicago (2:48) zrobił na wyczucie, bez spiny i bez parcia na wynik. Dzięki niemu możliwe było ukończenie maratonu w czasie 3:29:43.

Osiągniecie mety w czwórkę było przeżyciem niesamowitym. Wbiegliśmy wszyscy trzymając ręce uniesione w górze – na znak zwycięstwa! Zwycięstwa nad swoją słabością oraz nad naszymi ograniczeniami. Rzeczywiście razem – możemy więcej!

 

IMG 2669

 

                 Maraton kończy się bardzo szybko. Za metą nie ma szczególnego celebrowania wraz ze wszystkimi własnego zwycięstwa. Za dużo ludzi i szybko trzeba ustąpić miejsca następnym biegaczom. Tego mi w Nowym Jorku brakowało! Chwil, by w tłumie innych maratończyków delektować się, smakować wręcz ten jedyny w swoim rodzaju bieg. Po żadnym przebiegniętym do tej pory maratonie nie doświadczyłam dosłowności znaczenia „samotność długodystansowca". Lecz to też ma swój urok. Przyznać muszę, że byłam przez kolkę tak totalnie wypluta, że dobre pół godziny po zakończonym biegu byłam w permanentnym stanie „zaraz zemdleję". Na szczęście usiadłam sobie na ulicy.

                 Dla Polaków oczekiwanym momentem jest dzień następny, kiedy w południe w Konsulacie Polskim maratończycy spotykają się z konsulem. My też tam byliśmy reprezentując zarówno Polskę, jak i Achillesa.

 

konsulat

             

             Nasza przygoda rodzinna z Nowy Jorkiem trwa. Jednak musiałabym książkę napisać, by zmieścić wszystko to co mnie tu zachwyciło.

 

Komentarze (10)

Małgorzata Rajczyba 2016-11-16 21:30:04

Bardzo dziękuje za taki piękny komentarz! Całym sercem zgadzam się z Tobą Piotrze! Mnie treningi, które robiliśmy przekonały co do sensu długich wybiegań. Nie można wrzucić wszystkich do jednego worka, bo inaczej byłby jeden idealny plan treningowy dla wszystkich.

Piotr Papierz 2016-11-16 08:19:42

Start spreading the news, I am leaving today, I want to be a part of it New York, New York
These vagabond shoes, Are longing to stray, Right through the very heart of it New York, New York;

Wielkie gratulacje dla calej ekipy!!! Serce rosnie, jak sie czyta takie wpisy i musze przyznac, ze na mnie dzialaja b. motywujaco!!! Czyli jednak dlugie wybiegania daly rezultat, cos w tym musi byc......Ostatnio gdzies przeczytalem, ze w 86 roku w Debnie, 36 zawodnikow zlamalo 2:20, a 16 2:15!!! Wtedy ne bylo pulsometrow czy innych duperelkow, a zawodnikom "progi" kojarzyly sie bardziej z wystrojem wnetrz niz bieganiem. Oni po prost biegali duzo i mocno!!! pozdro

Małgorzata Rajczyba 2016-11-15 16:55:25

Dziekuję bardzo za takie "echy i achy". Pobiegliśmy tak jak było w planie. Więc jest super i z tego się cieszę. Cel został osiągnięty!
@Kuba- bieganie z niepełnosprawnymi to nie jest bycie "zającem". Wg mnie to są totalnie dwa różne biegi. Całą uwagę poświęcasz drugiej osobie, wybierasz dla niej najlepsze drogi samemu mknąc po dziurach lub po błocie, myślisz za dwoje, bo gdy się coś stanie to jest to niestety wina przewodnika. Druga osoba jest od Ciebie praktycznie całkowicie zależna. Pobiegnij raz z niewidomym lub sparaliżowanym, to zrozumiesz tę różnicę.
@ Andrzej- słowa Twoje jak miód spłynęły na moje serce. Bo Nica- Cannes powoli staje się taką idée fixe, choć może kiedyś uda się i ten maraton zrealizować. Oby.

Andrzej Stepien 2016-11-15 11:43:18

Po raz kolejny ogromne gratulacje dla calej druzyny- piekny wynik. Nawiazujac do maratonu Nicea - Cannes, moze nie jest przereklamowany ale zdecydowanie nie warty odpuszczenia maratonu w Nowym Jorku :).

Jakub Masiuk 2016-11-15 09:07:29

Gratulacje! Wiem jak ciężko być zającem, faktycznie te zmiany tempa biegu, ogarnięcie bufetu, dopingowanie, ochrona przed wiatrem potrafi dać w kość. Szacunek.

Anna Klekotko 2016-11-14 15:38:47

Mega gratki!!! wynik oszałamiający!!!

Tomasz Kacymirow 2016-11-14 12:56:05

Gratulacje. Podziwiam, jak zawsze widząc niewidomych na trasie biegu !

Arkadiusz Cichecki 2016-11-14 12:23:31

Piękna przygoda! Super refleksje... Oczywiście szacuneczek!

Michał Masłowski 2016-11-14 12:08:22

Gratulacje!

Artur Pupka 2016-11-14 10:21:10

Artur: super! Jeszcze raz szczere gratulacje!!!
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test