brett sutton
Home Blogi Dlaczego pływanie nie jest fajne

Dlaczego pływanie nie jest fajne

Styczeń 23, 2017 16 Komentarze Triathlon Andrzej Holub

Od samego początku mojego krótkiego romansu z Triathlonem najbardziej obawiałem się pływania. Jak się okazało później były to obawy jak najbardziej uzasadnione. Niestety takie są konsekwencje, gdy pływać uczymy się po 30 roku życia, zamiast w dzieciństwie. Jeszcze przed rozpoczęciem treningów pływackich wydawało mi się, że trochę umiem pływać - klasykiem sobie zawsze jakoś poradzę, a kraulem też jeden basen dam radę przepłynąć. Okazało się, że się myliłem - nie umiałem pływać w zeszłym roku i nadal nie bardzo mi to wychodzi. Umiałem utrzymywać się na wodzie, a teraz potrafię utrzymując się na wodzie powoli przesuwać się do przodu :) . Ok - przepłynąłem kraulem 1900 metrów w Gdyni, ale nie było ani szybko ani technicznie.

Tutaj właśnie docieramy do sedna sprawy - pływanie jest bardzo techniczną konkurencją. Na nic siła ramion, bez odpowiedniej mobilności w stawach, nic nam po silnych nogach biegacza, jeśli mamy niewłaściwą pozycję w wodzie. Być może mi przychodzi to wyjątkowo powoli i opornie, ale kiedy już mi się wydaje, że opanowałem podstawy techniki wychodzą braki w innym elemencie kroku pływackiego i cała praca zaczyna się od nowa.

IMG 2060-744x558

 

Przykład - podczas treningu na basenie trenerka zwróciła mi uwagę, że za bardzo zadzieram głowę do góry podczas oddechu. Zmobilizowałem się wewnętrznie zwizualizowałem idealny ruch, ułożyłem wszystko w głowie i kolejna próba. Tym razem według mnie głowę miałem tak nisko, że przy oddechu brałem tyle samo powietrza ile wody. Komentarz od trenerki - nadal zadzierasz głowę, a przy okazji to dużo za późno rozpoczynasz oddech... Nic tylko się załamać. Przecież wiadomo, że słucham komentarzy trenerów na bieżąco, i robię wszystko co w mojej mocy aby to przełożyć na technikę i nic... A może na pływanie należy poświęcić kilka lat i dopiero wtedy widać efekty, co jest trudne do zrozumienia w dzisiejszych czasach, gdzie wszystko mamy natychmiast :)

Kolejny przykład test na 400 metrów - płynę tak szybko jak mogę, a może nawet szybciej, płuca już ledwo dają radę, strefa komfortu dawno została w tyle, dopływam do końca ledwo żywy z wyczerpania, wciąż nie mogę złapać oddechu - wynik końcowy - 6 sekund szybciej niż 3 miesiące temu... Serio??? Tylko 6 sekund - treningi 2-3 razy w tygodniu po godzinie i przez trzy miesiące uzyskałem 6 sekund. To chyba najsłabszy zwrot z inwestycji czasu jaki do tej pory udało mi się uzyskać :)

Właśnie to w pływaniu nie jest fajne - wkładasz ogromny wysiłek nie tylko fizyczny, ale i psychiczny, a rezultatów albo brak, albo są bardzo znikome. W przeciwieństwie do biegania, gdzie sprawna, biegająca osoba przy dobrym planie treningowym jest w stanie przygotować się do maratonu w ciągu roku. W pływaniu po roku wiem, że za bardzo zadzieram głowę, mam kiepską pozycję w wodzie oraz zbyt późno rozpoczynam oddech :)

Z drugiej strony kiedy pokonałem te 1900 metrów w Bałtyku i udało się zmieścić w limicie czasu poczucie dumy było niesamowite. Wystarczyło samo pokonanie dystansu, czas był drugorzędny, oby tylko poniżej godziny. Prawie 2 km w morzu to dystans jeszcze rok temu dla mnie kompletnie niewyobrażalny.

Swobodne pływanie w morzu z bojką, też dało mi dużo frajdy i okazało się, że można całkowicie z własnej woli, bez celu wyjść z domu popływać w morzu :)

IMG 3171-744x744

Pływanie oczywiście może być bardzo fajne, ale dopiero po wykonaniu ogromu pracy, dla tych którzy nie pływali w dzieciństwie. Na koniec takie małe przemyślenie, że wszystkie wartościowe rzeczy wymagają dużo pracy na początku, aby później bardziej docenić efekt końcowy. Ten etap dopiero przede mną. (www.ebieganie.com)

Komentarze (16)

Kamil Wisniewski 2017-01-30 12:48:17

Ku podniesieniu na duchu: zaczynalem podobnie, tzn. od tego ze wydawalo mi sie ze umiem cos plywac... Pierwszy start to byla gehenna w wodzie: dwa razy chcialem sie poddac ;) potem dlugie godziny w basenach i OW, ostatnie dwa sezosy ze wzgledow zrowotnych praktycznie z treningu jedynie plywalem (2-4 razy w tygodniu) ale caly czas przez ostatnie 4 lata pracowalem z trenerami i w koncu czuje ze jest lepiej, a nawet moze calkiem dobrze: zaczynalem od 100m w tempie okolo 2' (test, czyli na wypoczynku) a wczoraj w zadaniu poplynalem setke w 1'32" a najwazniejsze: plywanie zaczelo mi od kilku miesiecy sprawiac przyjemnosc :)

Tylko sie nie poddawaj - ja sie nie poddalem ;)

albinp 2017-01-29 15:35:36

No właśnie... A wyjście na basen to poza samym treningiem jeszcze minimum godzina na dojazdy i przebieranie się ;)

Andrzej Holub 2017-01-28 12:43:41

Tomasz, dzięki za obszerny komentarz i trochę otuchy :). Z drugiej strony to przerażające jak wiele pracy wymaga od nas dobre pływanie a jak łatwo to utracić krótką przerwą.
Tak generalnie widzę wszędzie pojawia mi się ten sam tend - systematyczność i praca a efekty się pojawią. Cóż muszę uwierzyć na słowo :)

Marek Strześniewski 2017-01-25 21:13:49

Jak ktoś nie lubi żabki to może spróbować stylu KLASYCZNEGO !!

Tomasz Kacymirow 2017-01-25 07:07:27

Oczywiście z rozpędu wpisałem Michał a powinnno być Andrzej ! Sorry to wyczerpanie związane z pływaniem;-)

Tomasz Kacymirow 2017-01-25 07:04:43

Michał wydaje mi się że nie musisz się stresować że zacząłeś pływanie po 30 i zastanawiać co by było gdyby. Triathlon też zacząłeś późno i jak rozumiem jesteś z tym ok. Chyba że masz rozterki typu jak bym inaczej do tego podszedł w dzieciństwie to byłbm może Janem Frodeno albo Otylią Jędrzejczak :-) Ja pływam od "szczeniaka" bez mała 50 lat i jestem dokładnie w tym samym miejscu co Ty. Nigdy w latach nauki pływania nie miałem trenera - raczej nie powiedziałbym tego o gościu który trzymał wielką metalową tyczkę i z jednej strony motywował nią przerażone małolaty żeby się utrzymywały na powierzchni ( styl piesek był edukowany) a z drugiej jak już się nie utrzymywały to łaskawie pozwalał się jej przytrzymać. Lata pływania pozowliły mi jednak nauczyć się pływania ekonomicznego. W liceum potrafiłem płynąć kilometry z żaglówką przywiązaną na linie jak nie wiało na Mazurach. Przez paręnaście lat "dorosłego" życia nie pływałem prawie wcale ale jak od czasu do czasu wchodziłem do basenu albo do jeziora dalej mogłem się swobodnie poruszać i nie męczyć na dłuższym dystansie. Tyle że robiłem to coraz częściej żabką. O kraulu jak się okazało mój organizm zapomniał. Kiedy kilka lat temu podczas żabkowania patrzyłem na mijajacych mnie jak torpedy "kraulistów" postanowiłem sobie przypomnieć dawne lata. Efekt- prawie utrata przytomności po 50 m. Mozolnie w ciągu 3 lat doszedłem do dystansu paru kilometrów i przyjemności z pływania kraulem. Jest jedno ale- szybkość czyli technika której nigdy poprawnie się nie nauczyłem. Każdy sezon pływania zaczynający się na jesieni dzielę na dwie części. Pierwsza to próba poprawy techniki, do tego roku bez trenera od paru miesięcy już z. Druga to przyzwyczjenie się do dystansu i wypływanie ekonomii co z reguły do tej pory oznaczało powrót do "mojego" stylu ale też niewielką poprawę prędkości liczonej na dystansie startowym.
Efekt w pierwszej części - zmęczenie, totalna niechęć do pływania, niekorzystny wpływ na inne aktywności. W tym roku przybrało to już taki rozmiar że z 2,5 razów średnio w poprzednich latach na basenie w tym okresie, w tym roku jest to 1 raz! Ale ten jeden raz to ciężka praca z trenerem. W dzień kiedy mam trening pływacki jestem totalnie wykończony, poprzedni dzień musze traktować ulgowo żeby wogóle przeżyć trening na basenie a następny muszę odpoczywać. Nie winię absolutnie trenera. Po prostu pewnie w moim przypadku jest do zrobienia dwa razy tyle co w Twoim. Ty się uczysz od początku ja muszę się oduczyć tego jak pływałem przez lata. Doszedłem do momentu że trener zaczyna chwalić moją technikę a ja zaczynam marzyc żeby tą nową techniką być w stanie przepłynąć bez wyczerpania 500 m. O uzysku czasowym nawet nie myślę bo na zakładanych przeze mnie dystansach 1/2 czy IM nic mi nie da jesli popłynę o kilka sekund szybciej na 100 m jeśli utonę w połowie dystansu. Co do przyjemności z pływania to przeczytaj ostatnie zdania swojego wpisu i przez ten pryzmat patrz też na inne. Czy będziesz pływał 2 minuty na 100 m czy 1.30 zapewniam cię że nie bedziesz miał przyjemności zaperdzielając czy to na treningu czy na zawodach na granicy swoich możliwości. Bedziesz po prostu wykończony co nie znaczy że nie będziesz mieć euforii z ukończenia, poprawienia wyniku czy wygrania z kimś z kim chciałeś wygrać. Nie sądzę żeby jakikolwiek zawodnik pro określił czas jaki spędza ścigając sie na maksa jako przyjemny. Wiele relacji czytałem i oglądałem i oprócz kitu który się czasami sprzedaje, prawda jest taka że nie można się czuć przyjemnie poza strefą komfortu. Jak powiedział klasyk białe jest czarne i nikt nie wmówi że jest inaczej. Ale to już tak na marginesie. Trzymaj się- nie jesteś sam w swoim "cierpieniu"

Andrzej Holub 2017-01-24 21:12:53

Dzięki Michał wydaje mi się, że na początek 2 km na jednej sesji to będzie ok na moim poziomie a dalej będę sobie spokojnie wydłużał bazując ba samopoczuciu. Dzięki tej metodzie jest szansa zobaczyć progress, jak nie w tempie to przynajmniej w odległości a tempo mam nadzieje przyjdzie z czasem

Michał Garbacki 2017-01-24 20:30:04

Andrzej zaraz po tym zdaniu "(...) A może na pływanie należy poświęcić kilka lat i dopiero wtedy widać efekty, co jest trudne do zrozumienia w dzisiejszych czasach, gdzie wszystko mamy natychmiast :)" - powinna łagodnie opaść kurtyna :)
Głowa do góry i na tym etapie nie zawracaj sobie głowy pierdołami typu wyniki testu na 400/ zadania na 100 itd. tylko faktycznie postaraj się spędzać jak najwięcej czasu w wodze.
Wrzuć w grafik jedną dłuższą sesję w tygodniu gdzie...po prostu sobie płyniesz ciągiem kilka km koncertując się przede wszystkim na ekonomii i dobrym samopoczuciu.
A rozumiem twoje rozterki doskonale bo mam ten sam problem i przemyślenia tylko z rowerem. Trzymaj się!

Andrzej Holub 2017-01-24 20:06:09

@Arek 32min na 1/2 to dla mnie odlegla przyszłość. Tylko pozazdroscic takiej formy! Systematyczność.... chyba widzę tutaj jakiś motyw przewodni ;)
@Artur - 9-10km tygodniowo to bardzo dużo. W moim wypadku jakies 5 razy w tygodniu po godzinie na basenie :) Co do zabki to pełna zgoda :)

Artur Pupka 2017-01-24 10:34:59

Andrzej, mysle, ze to nie tylko sprawa techniki. Na pewno to daje duzo, Ale ogromna role daje czas spedzony w wodzie i wyplywane km. Jak plywalem 9-10km tyg to wyniki automatycNe mialem lepsze. Ojciec Dyrektor ladnie pisze o technice, cwiczeniu na ladzie ale jego 1.30 wzielo sie glownie z dwoch powodow: zapieprzu na mastersach i wyplywanych km (duzo, duzo wiecej niz wspomnialem) tygodniowo:) Fakt, ze zysk w tej dyscyplinie jest najbardziej dyskusyjny, ale jest. Nie podzielam zdania plywajacych zabka (wiemy o kogo chodzi). Uwazam, ze takowi, ustawiajacy sie na pocAtku lub w srodku stawki startowej stwarzaja realne niebezpieczenstwo dla zdrowia innych. Udefzenie w ok. ciemie iowa lub wbicie szkla w oczodol nie jest wcale zabawne... Poza tym mniejszy naklad pracy na tym etapie to lepsze pociagnieciw na rowerze! Powodzenia! I pozdrawiam
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test