brett sutton
Home Blogi Samorin

Samorin

Czerwiec 07, 2017 30 Komentarze Triathlon Arkadiusz Cichecki

Pamiętam jak niedawno Maciek Żywek w swoim felietonie pytał - „Quo vadis Challenge?" poddając analizie sens organizacji nowego ,,tworu" okrzykniętego Mistrzostwami Świata. Osobiście nie mam zamiaru analizować czy to nowy produkt typowo komercyjny, dlaczego padło na Samorin i nad całą strategią Challenge.

Wiem jedno, Kona jest dla wybranych i nie tylko z uwagi na trudność w zdobyciu slota ale również z uwagi na koszty takiego wyjazdu. Dlatego uważam, że Challenge ze swoim Championship wyszło do tych pozostałych, proponując im imprezę łatwiej dostępną ale jednocześnie z dużym splendorem, piękną oprawą i udziałem gwiazd ...aby poczuli, że biorą udział w wielkim wydarzeniu, są jego częścią, spełniają swoje sportowe marzenia.

Tak też się stało, organizacyjnie nie można nic zarzucić wręcz przeciwnie...

Nie będę rozpisywał się o samym kompleksie sportowym X-Bionic, na którym przeprowadzono imprezę, pisano na ten temat wystarczająco dużo, faktycznie zasługuje na szczególne słowa uznania, widać na co poszło 300 mln euro.

Z pewnością ogromną satysfakcję mogła sprawić możliwość ,,ocierania" się o takie gwiazdy jak Alistair Brownlee, Lionel Sanders, Sebastian Kienle, Richard Murray czy wielu innych. Obserwować ich wyścig w wodzie, który puszczony był w pierwszej fali i praktycznie wszyscy startujący mieli możliwość kibicować im przy wyjściu z wody...

Oczywiście oprócz spraw większego kalibru były też te mniejsze, które również cieszą, ot chociażby spotkania ze znajomymi z AT. Fajnie było poznać i porozmawiać do tej pory znaną mi tylko wirtualnie Małgosie Rajczybe wraz z rodzinka, przesympatyczną parę z Polski, która przyjechała z Irlandii – Damina i Anię, powalczyć z Tomkiem Kacymirowem i wspólnie obalić kilka browarów... :-)))

 

Przed

 

A co do samego mojego startu.... cóż jakoś wena mnie opuściła do opisu. W sumie to taki jak wiele innych, typowy dla tego sportu. Pewnie każdy z was przeżywa podobnie. Są chwilę gdy nienawidzisz tri. Taka była jak ożłopałem się wody z Dunaju i trudno było odkrztusić. Tak też było podczas koszmarnego biegu w temperaturze 30 stopni z olbrzymim bólem żołądka, który w zasadzie nie można nazwać biegiem a przemieszczaniem się od bufetu do bufetu z pragnieniem przechwycenia kostek lodu i gdzieś w ustronnym miejscu zwymiotowania... brrr...

Jedyny chyba komiczny akcent to T1 i moje barowanie się z pianką, która za cholerę nie chciała wejść do worka i wyskakiwała z niego jak sprężyna... no,kino po prostu :-)

Nie będę ukrywać, że średnio jestem zadowolony ze startu i wcale nie chodzi o wynik czy miejsce. Cudów się nie spodziewałem, kontuzja nie pozwoliła przygotować się w pełni, jeszcze w marcu start był pod znakiem zapytania.

Mam tylko pretensje do siebie, że zawiodło głowa, nie podjęła walki, nie było wyprucia flaków... bo kiedy je już ,,wyprujesz" wiesz, że zrobiłeś co w twojej mocy... Pewnie, nie każdy start musi być na pełen gwizdek czy do odcięcia, chociaż z tym ostatnim trzeba uważać... znakomicie przekonal się o tym Michał Podsiadłowski w Sierakowie...  i wcale nie było do śmiechu, wręcz przeciwnie, mogło zakończyć się tragedią. Ci co nie widzieli, moga zobaczyć na fb, ku przestrodze...

 Podwójny mistrz olimpijski A. Brownlee w Samorin potrafił sobie odpuścić całkowicie bo upał za duży... skoro on, to może oznaczać, że ,,nie ma siary" ???! :-)))

 

Tak sobie biadolę, analizuje, przeklinam ten pieprzony tri... a wiecie o czym pomyślałem zaraz po zakończeniu zawodów? Gdzie by tu jeszcze wystartować w tym sezonie? Oj gupol ja!

 

Samorin

O autorze

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą" Fiodor Dostojewski
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (30)

Andrzej Stepien 2017-06-23 08:56:00

Arek, wszyscy narzekacie na wiek a tymczasem w triathlonie (zwlaszcza na dluzszych dystansach) wyglada ze sportowcy jak wino :).

Arkadiusz Cichecki 2017-06-19 11:22:01

Andrzeju, w moim wieku to nie kwestia życiówki ale zahamowania spadania na przysłowiowego ryja…. :-)

Andrzej Stepien 2017-06-18 20:17:57

Ja tez miewam chwile ze czuje sie jak Pinokio- chcialbym byc zwyklym chlopcem, wrocic z pracy, otworzyc piwo, wlaczyc telewizor i zamowic pizze nie czujac sie winnym ze nie pobiegalem ☺ . Takie mysli szybko przechodza ☺ . W upale trzeba sie pogodzic ze zyciowek nie bedzie i skupic na ukonczeniu. Gratulacje za wyscig i dotrwanie do konca!

Arkadiusz Cichecki 2017-06-11 05:41:26

Damian, wzajemnie. Do zobaczenia, kto wie może za dwa lata w tym samym miejscu... :-)

Damian Jagolicz 2017-06-10 21:02:59

@ Arek masz super pioro, przyjemnie sie czyta. Bardzo milo bylo Was poznac. Gratulacje wyniku i powodzenia w przyszlych startach. Niech zaprowadza Cie na Hawaje.

Małgorzata Rajczyba 2017-06-10 12:47:53

To trzeba było mi napisać, że mam nic nie mówić! A tak to baba wygadał. Swoją drogą i tak jesteś dla mnie idolem!
A Twojej żonie to powinni postawić Pomnik Kibica! Jak ona w tym upale dopingowała Polaków, po prostu szok. ty byłeś już w strefie finishera, a ona dalej dzielnie dodawała nam energii. To było niesamowite.

Arkadiusz Cichecki 2017-06-10 11:37:07

Małgosiu, nie chciałem tego wątku poruszać bo dopiero by się zaczęło... a to nóżka za krótka, ogonek za dlugi a to czas nie ten... :-) Zresztą to już historia i se ne wroti...

Małgorzata Rajczyba 2017-06-10 07:24:39

@ Piotr ja wiem z czego wynika to biadolenie i też rozumiem Arka, bo widziałam się z nim chwilę po moim wbiegnięciu na metę. Nie wiem jak to było zmierzeniem czasu w ŠAMORIN, ale Arek jest drugą osobą która wg swojego zegarka miała inny czas niż u orgów. Nawet nie macie pojęcia jaki był szczęśliwy gdy mi mówił, że złamał 5tkę. Nie pamiętam teraz jaki wg niego ten czas był, ba sama byłam wkurzona, że wszystko poszło u mnie tak wolno i z różnych przyczyn mam taki a nie inny czas. Więc Arek cieszył się jak dziecko z osiągniętego wyniku. Na mecie też rozmawialam z inną osobą, ktora też miała mieć lepszy końcowy wynik od oficjalnego. Tylko, że w przypadku tej drugiej róznica w czasie nie była, aż tak duża. Kiedy przyszły oficjalne wyniki- rozczarowanie Arka było ogromne, bo chłop wie, że dał z siebie wszystko. A że przy okazji opił się "leczniczej" dunajskiej wody i połknął kilka małych rybek to zupełnie inna bajka.

Arkadiusz Cichecki 2017-06-09 16:47:09

Hehe... Malgosiu, miodek na oczy Pietrka! Ale proponuję czytać z uwagą, cytuję : ,, wcale nie o wynik czy o miejsce chodzi". Zgadzam się co do tej baby, którą podczas biegu brzuszek bolał i nie chciało się dupy ruszyć... :-p

Piotr Papierz 2017-06-09 16:39:35

HAHAHA! @Malgosiu, moze ciebie poslucha, bo mnie nie chce. Caly czas mu mowie, ze biadoli, a on swoje. 5. miejsce na mistrzostwach swiata!!! 2 miejsca gorzej niz Orly Gorskiego i tak samo jak Adam Malysz w Sapporo!!!!
A on ciagle, a to ze nozka za krotka, a to ogonek za dlugi!!!
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test