brett sutton
Home Blogi Sekunda szczęścia ;)

Sekunda szczęścia ;)

Czerwiec 08, 2017 25 Komentarze Triathlon Małgorzata Rajczyba

 i co ja robię tu /u-u/ co ty tutaj robisz
są takie rzeczy że nikt nie zaprzeczy
po co tu się głowić
z daleka słychać szum /u-u/ co ty tutaj robisz  (Elektryczne Gitary – „co ty tutaj robisz")

 

 

IMG 5457

 

       Ta... co ja tutaj robię?

       To pytanie, które zadawałam sobie przez cały pobyt podczas Mistrzostw Świata  „Championship" w ŠAMORIN. Jeszcze niecały rok wcześniej,  od uzyskania kwalifikacji było dla mnie oczywistym, że walczyć będę o pudło. Nie żebym tak od razu myślała o pierwszym miejscu (za dużo we mnie skromności), ale drugie lub trzecie było zupełnie satysfakcjonujące. Aż tu nagle, na ponad dwa miesiące przed mistrzostwami, było wielkie „bęc" i moje plany uległy modyfikacji.  O tytuł mistrzowski powalczę więc w następnym roku.

 

       W sumie dwukrotnie miałam problem w realizacji moich planów. Raz – złamany paluch i gips, a drugi był w dniu wyjazdu. Dużo wcześniej w pracy uzyskałam pozwolenie na  piątkowy wolny dzień. Mieliśmy w planie z rodziną wyjechać po południu w czwartek, tak by jeszcze poznać choć trochę Šamorin. Jednak kiedy przyszłam, okazało się, że cofnięto pozwolenie i było duże prawdopodobieństwo, że nigdzie nie wyjadę. Praktycznie od rana aż do 13tej byłam przekonana, że niestety nie opuszczę Wrocławia. To, że wybieram się na MISTRZOSTWA ŚWIATA nie miało żadnego znaczenia dla mojej dyrektorki. Moja rodzina natomiast absolutnie nie miała zamiaru wybierać się beze mnie, choć kwalifikacje uzyskał również mój syn. Jednym słowem – wszyscy, albo nikt. Ta sytuacja była tak ogromnie stresująca, że pozbawiła mnie całego glikogenu, który tak skrupulatnie przez ostatnie dni zbierałam. Może gdyby nie ten stres, byłabym bliżej pudła? (żart)

         

         O Championship 2017 w Šamorin napisano już sporo. Wszyscy chwalą  wzorcowo zorganizowane zawody, których dodatkowym atutem jest umiejscowienie w rewelacyjnym, nowoczesnym, sportowym ośrodku. Na te zawody przyjechała aktualna czołówka światowego triathlonu, a najlepsi Age Grouperzy (w tym ja) przyjechali z 57 krajów. Jednym słowem – triathlonowe Igrzyska Olimpijskie. Fantastyczna atmosfera, fantastyczni kibice, no i fantastyczni zawodnicy. Nawet pogoda chciała nam dogodzić, tylko przesadziła troszkę z dopieszczeniem promieniami słonecznymi i z temperaturą bliską temperaturze piekarnika, gdy wkładam do niego ciasto. Moja skóra obecnie przypomina skórę węża w fazie linienia. On chociaż rośnie, natomiast  ja tylko zrzucam skórę „uświęconą" dunajską wodą.

         

         IMG 5481

       

         W Šamorin głównym zwierzęcym motywem jest koń i choć nawiązuje on do jednej z dyscyplin sportu, ja wolę jednak sobie myśleć, że to specjalnie dla nas je ustawiono.  Symbol biegaczy - nie poddawania się w biegu i realizowania marzeń, ale też i symbol  wolności, którą uzyskujemy, gdy nogi "niosą".

 

 

          Ze względu na sytuację w pracy, wyjechaliśmy ze znacznym opóźnieniem z domu. W Šamorin byliśmy bardzo późno, jednak na szczęście czekali  na nas zaprzyjaźnieni, cudowni Kasia i Darek Sidor. Następnego dnia dołączyli do nas Karolina Leśniak, Agnieszka Stankiewicz, Dorian i Hubert Duda. Grupa bardzo wesoła.

Lecz by nie było zbyt różowo Darek Sidor zaproponował, by następnego dnia wziąć udział w planowanym przez organizatorów treningu o godz. 7:00. Pojechałam z nimi, bo w końcu mam się w tym bajorze taplać następnego dnia. To co zobaczyłam przeraziło mnie. W życiu nie widziałam tak wielkiej rzeki! Przerażenie było tak duże, że znowu dopadła mnie paraliżująca panika. Nie dość, że nigdy nie pływałam w rzece to jeszcze ta jest wyjątkowo wielka! W żadnym wymiarze nie przypominała lekkości ''Fal Dunaju". straussowskiego walca.

         

IMG 0014

 

         Najważniejsze, że okiełznałam panikę i następnego dnia bez problemu mogłam wystartować. Woda była idealna! Jedyny chłodny element tego dnia. Temperatura wody 18 °C , temperatura powietrza już o 8:00 rano wynosiła 23 °C. Z każdą minutą było  coraz cieplej, a potem już tylko upalnie. Właściwie to chyba jedyny moment by pozachwycać się trasą pływacką, Urokliwa może i była, ale mając twarz ciągle w wodzie, trudno to ocenić. Woda – mętna, lecz na moje szczęście nie widziałam zdechłej ryby, którą inni widzieli. Widocznie ubrałam ciemniejsze od innych okulary J. Wyjście z wody aż do strefy rowerowej było wysłane czerwonym suknem. Gdyby nie to, że było rano i strój lekko „niewieczorowy", można by sobie pomyśleć, że odbywa się  zjazd gwiazd filmowych, a wszyscy pędzą by zdążyć na bankiet.

 

IMG 0019

 

            W strefie rowerowej toczyła się walka godna wyścigu zbrojeń. Niektóre z maszyn były tak kosmiczne, że nawet wizjonerska wyobraźnia Stanisława Lema, by ich nie wymyśliła. Przechodząc ze swoim „złomkiem" pomiędzy tymi „odrzutowcami" odniosłam wrażenie, że chyba pomyliłam zawody. Może bliżej mi do retro tri, niż na mistrzostwa?  Bardziej archaicznie prezentował się od mojego roweru już tylko „złomek" mojego syna. Coś mi się wydaje, że są równolatkami.

 

IMG 0035

 

 

       Kulaliśmy się więc na tych naszych rowerkach, przez 90 km. Trasa całkiem fajna, choć wiele osób narzekało na asfalt, który w wielu miejscach był uklepany po prostu łopatą. Ja i mój złomek daliśmy radę, niektóre rumaki - niestety nie. W moim odczuciu asfalt przypominał to co często mamy na drogach polskich, ani lepszy, ani gorszy.

 

IMG 0082

 

          W części rowerowej można było przynajmniej porozglądać się po okolicy. Trasa płaska, częściowo wzdłuż Dunaju, bardzo ładna. W organizację zawodów zaangażowani byli super wolontariusze w różnym wieku. Nie wiem, czy tylko ja na to zwróciłam uwagę, ale te „starsze" babki fantastycznie dopingowały.

 

           Po rowerze już tylko bieg.

 

IMG 0104

 

Temperatura coraz bardziej przypominała rozgrzany piec hutniczy. To , że było gorąco- to mało powiedziane. Pod koniec biegu- słońce paliło już skórę. Trasa biegowa bardzo mi się podobała ze względu na jej różnorodność. Był piach, trawa, kostka betonowa, asfalt, chyba tylko bruku zabrakło. Ponieważ przebiegała w pełnym słońcu organizatorzy bardzo szybko zareagowali i dorzucili kilka punktów z dodatkowymi stanowiskami z wodą. Miały być też dwie kurtyny wodne, ale okazały się nieporozumieniem. Facet z chorą prostatą więcej byłby w stanie z siebie wycisnąć, niż owe kurtyny.

 

            Te zawody uświadomiły mi, jak kruchą istotą jest człowiek. Można miesiącami ćwiczyć pewne zachowania oraz wyćwiczyć sposób np. przyjmowania napoju, a przychodzą zawody i wszystko idzie się „paść". Tak też było tym razem. Praktycznie na zawodach piję wodę i „tonami" pochłaniam pomarańcze. Tutaj pomarańczę wzięłam raz, wodę lałam tylko na siebie, ewentualnie by wypłukać spierzchnięte usta, za to litrami piłam zimną colę z lodem! Normalnie nie do pomyślenia. Od drugiego okrążenia przede mną biegł mój brzuch, a potem ja. Pomimo takiej ilość wtłoczonego w siebie bąbelkowego gazu, mój krok biegowy daleki był od lekkiego. No i druga nowość, którą sobie wymyśliłam podczas biegu – zatrzymywać się przed każdym bufetem, aby wypić więcej coli oraz napchać w biustonosz wielkie kostki lodu. Dlatego też czasami mogło się zdawać, że mam trzy lub cztery cherlawe piersi. W tym upale było mi to zupełnie obojętne, co sobie myślą wolontariusze, gdy upychałam ten lód. Cola w tych warunkach okazała się napojem bogów.

W taki oto sposób dobiegłam do mety uzyskując czas daleki od planowanego kilka miesięcy wcześniej.

 

 

IMG 0181

 

            Jak to pięknie określił D.Sidor- miałam swoją „sekundę szczęścia". Mój czas oficjalny to 5:59:59 i zajęłąm 17 – te miejsce w kategorii na ponad 30 kobiet. Jestem więc szesnastą wicemistrzynią świata- brzmi to trochę inaczej ;)  Nie wiem, czy to była moja „sekunda szczęścia"- zapewne nią będzie, jeśli w przyszłym roku zmieni się początkowa cyferka na 4. Wiem, że jest to możliwe, nawet jeśli towarzyszyć będzie mi w przygodach triathlonowych mój „złomek". W końcu w przyszłym roku planuję walczyć nie tylko o pudło, lecz od razu o pierwsze miejsce.

          Czas przystąpić do realizacji tych zamierzeń, bo w końcu mamy być jak konie: czuć wolność w biegu po złoto.

18881999 1554546507902734_360865236137561514_n

 

 

 

Komentarze (25)

Andrzej Stepien 2017-06-23 08:52:43

Tak to jak najbardziej ok - w takim razie przepraszam, zle zrozumialem ze ze co ja robie tu w sensie 'nie zasluzylam'. Ja zazdroszcze juz samej mozliwosci przetestowania obiektu, a jesli chodzi o wyjazd z rodzina to naprawde super motywujace jak laczycie pasje z najblizszymi.

Małgorzata Rajczyba 2017-06-19 16:49:23

Andrzej- nie do końca się z Tobą zgadzam. Oczywiście - kwalifikacje uzyskuje sie rok wczesniej, lecz po drodze bylo sporo przeszkód, więc jak już tam byłam- autentycznie, nie mogłam w to uwierzyć. I ostateczny wynik nie miał znaczenia. Ja już byłam szczęśliwa! Tym bardziej, że kolejny raz udało nam się wyjechać całą rodziną- co jest niezwykle rzadkie.

Andrzej Stepien 2017-06-18 20:49:35

Ja mysle ze pytanie 'co ja robie tu' w tym przypadku nieuzasadnione- przeciez to efekt pieknej kwalifikacji sprzed roku :). Gratuluje ukonczenia i ogromnego optymizmu mimo upalu :).

Małgorzata Rajczyba 2017-06-15 08:34:31

Andrzej- bardzo dziękuję za bardzo miły komentarz. Jak człowiek coś już umieści na stronie to jednak , mimo wszystko, czeka się na jakiś feet back. Dzięki jeszcze raz. Rzeczywiście polecam każdemu chociaż raz być w Šamorin - bez względu na pogodę. Jak słusznie zauważył Arek Cichecki- mieliśmy tam europejskie Hawaje i KONĘ.

Nie przemawiała przez mnie skromność gdy pisałam o tym pierwszym miejscu- ale to taka próba "czarowania przyszłości". Samymi słowami niewiele zdziałam, a czas niestety nie jest z gumy. Chyba, że przeczekam, aż będę w kategorii sama;)

Andrzej Holub 2017-06-14 10:38:00

Gratulacje za super walke w takich warunkach! Super wpis! Czytajac prawie tam bylem ;)

Jakub Masiuk 2017-06-12 07:58:15

Co się odwlecze to nie uciecze więcej czasu na przygotowania ;-) cierpliwości

Małgorzata Rajczyba 2017-06-10 17:09:57

Jakub! Masz rację- kurcze, złożyłam dwie deklaracje, a mistrzostwa uciekają za ocean. Masakra! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że z perspektywy fotela wszystko wydaje się proste i banalne, tylko....ciężka tyłek podnieść i zacząć się trochę szybciej ruszać.

Jakub Masiuk 2017-06-10 16:57:10

Chociaż to może moja nadinterpretacja

Jakub Masiuk 2017-06-10 16:55:27

Gosiu zostać mistrzem to jedna deklaracja, druga to 4 z przodu na wyniku końcowym....

Arkadiusz Cichecki 2017-06-10 14:41:18

Małgosiu, przeczytaj wywiad Grassa :,,Challenge Family organizuje mistrzostwa! Zibi Szlufcik dla AT" . Gdzieś jeszcze czytałem ale nie mogę znaleźć....
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test