brett sutton
Home Blogi "Miszcz błenduf"...

"Miszcz błenduf"...

Lipiec 26, 2017 11 Komentarze Triathlon Jakub Masiuk

     Gdzie ja to skończyłem, aha już wiem. Ostatnie dni przed startem w Radkowie były dość męczące, nawet jeszcze w czwartek robiłem trening tempowy, odcinki 1500m. Na zawody też pojechałem nie typowo, z Krakowa wyjechałem w piątek, cały dzień jazda po Śląsku,praca, nocleg w Pabianicach i w sobotę rano prosto do Radkowa. Na miejsce dotarliśmy, jechałem z tatą jako support, koło 11. Po krótkim rekonesansie wypakowałem rower i jazda na trasę, chciałem po sprawdzać kilka rzeczy i oszacować jaki czas potrzebuję na tą część zawodów. Już po 10 minutach wiedziałem, że będzie bez rewelacji, źle mi się jechało, ciężko i ociężale, ale co tam traktowałem to jako kolejną jednostkę. Tętno było podwyższone, nogi bolały, zrzucałem to na karb profilu trasy. Nie całe kółko zrobiłem w prawie godzinę, w myślach zastanawiając się, jak dzień później mam to pokonać 4 razy? To był pierwszy błąd z wielu jakie tu popełniłem, dalej było jeszcze gorzej.

Pływanie odpuściłem, bo zanosiło się na burzę i to była jedyna mądra decyzja, bo za jakieś 40 minut lało jak z cebra. Pojechaliśmy do Wałbrzycha, tam mieliśmy nocleg u rodziny i tu kolejny błąd - odżywianie. Niby czytałem, że dzień wcześniej nie powinno się jeść niektórych gotowanych warzyw, ale co tam to tylko „połówka", no i dodatkowo nie chciałem robić problemów, kuzynka się napracowała więc nie elegancko jest nie spróbować. Nie dość, że nie odpowiednia „dieta" to jeszcze zbyt obfita, źle mi się spało, a raczej drzemało.

Wstałem odpowiednio wcześniej żeby przygotować standardowe śniadanko: ryż, masło orzechowe i banany, ale nawet to spartoliłem.  Nie przypilnowałem ryżu i był nie dogotowany, wręcz twardy, zamiast zrobić drugi, zlekceważyłem to i zjadłem jaki był.

     W Radkowie zameldowałem się koło 7, tak żeby mieć czas spokojnie  wszystko przygotować, spotkałem się z Krzyśkiem (aka Dajmond) chwile pogadaliśmy o strategii, przyznam, że chłop robi wrażenie widać, że trenuje i ma warunki do tego sportu.

 

Radkow z_Dajmond

 

    Wszystko mówiło mi, że to nie mój dzień, byłem jakiś nie ogarnięty, nie wiedziałem co gdzie mam, co sobie przygotować, ile picia i jedzenia mam naszykować. Dodatkowo hamulec mi się zepsuł, nie odbijał prawidłowo, więc za każdym razem musiałem go poprawiać.  Nie mogłem dobrze włożyć pianki, ale znów to zlekceważyłem, wcisnąłem byle jak, w końcu to tylko 1900 metrów. Z tego samego powodu nie zrobiłem standardowej rozgrzewki, co zemściło się już na pierwszym etapie.

W wodzie dostałem paniki, nie mogłem się opanować, pianka cisnęła jakby była 2 rozmiary za mała żeby się otrząsnąć musiałem przez chwilę płynąć żabą. Dodatkowo zaczęło mi się odbijać, zbierało mnie na wymioty, nie dogotowany ryż dał znać o sobie szybciej niż myślałem.

     Na rower miałem proste założenia, cisnąć ile się da i trzymać tempo z dnia wcześniejszego, tzn. zrobić pełne kółko poniżej 1h. Miało być mocno i było, średnie tętno czwarta strefa, a podjazdy ocierały się o piątą. Tylko co z tego, że cisnąłem pod górę skoro całą przewagę którą wypracowałam traciłem i to z nawiązką na zjazdach. Dodatkowo co opanowałem w wodzie, nie dałem rady na rowerze, zwymiotowałem. Na prawie 4h wysiłku ja zjadłem tylko jeden baton, dwa żele i wypiłem 2 bidony iso + 2 wody. To się musiało zemścić, biorąc pod uwagę temperaturę i profil trasy.

     Kolejnym błędem było wybiegnięcie na trasę biegową. Znając sytuację mogłem zejść z trasy, no ale przecież jestem „żelazny", przetruchtam te 24km. Głupi ja znów zapomniałem, że to są góry, a nie płaska trasa i kilometry odczuwa się zupełnie inaczej. Nie wziąłem ze sobą żadnej wody, no bo po co jak są trzy punkty odżywcze, a tu 8km nie biegnie się w 35-40min tylko dłużej.

Zaraz za T2 dorwałem kolegę Damiana i razem „przebiegliśmy" a raczej Gallowayem  przemierzaliśmy piękne okolice Radkowa, nawzajem się motywując. Z każdym kilometrem czułem się coraz gorzej, odliczałem metry do kolejnego punktu z wodą. Słońce coraz bardziej mi doskwierało, czułem iż jestem odwodniony, przeklinałem swoją głupotę i zlekceważenie tego wyzwania. 4km do mety było straszne, w oddali słychać spikera jak wita zawodników na mecie, a Ty nie masz siły aby przyspieszyć żeby skończyć tą nierówną walkę. Przy zalewie pomagali jeszcze kibice swym dopingiem, słyszałem Krzyśka z rodziną i nawet im pomachałem, ale ponoć mi się to tylko wydawało.

Linię mety przeciąłem razem z Damianem, a później padłem jak długi, parę ładnych minut mi zajęło za nim w ogóle stanąłem na nogi.  Moje przypuszczenia się sprawdziły, następnego dnia rano, ważyłem mniej o prawie 6kg, czyli spadek o jakieś 7%., ciekawe ile było od razu po zawodach?

   

Radkow z_meta

 

     Podsumowując - plan wykonany, miał być mocny rower i był, z tymże wykonanie całości beznadziejne, a wręcz nie odpowiedzialne. Przestrzegam wszystkich nie lekceważcie żadnych zawodów, to się może źle skończyć! Piszę to aby inni nauczyli się na moich błędach i nie musieli doświadczać takich stanów. Bądźcie maksymalnie skupieni na tym co robicie, starajcie się dbać o każdy szczegół, powtórzę raz jeszcze nie lekceważcie żadnych zwodów i umiejcie powiedzieć stop, DNF to nie jest koniec świata. Ja jeszcze to nie potrafię, ale po tych zawodach przekonałem się o tym, że jednak czasami warto...

Z tego miejsca przepraszam tatę, że znów musiał mnie oglądać w takim stanie, dwa razy zabrałem go na zawody i akurat na takie gdzie popełniłem mnóstwo błędów.

Komentarze (11)

Andrzej Stepien 2017-08-08 08:40:42

Sorki -tym razem ja na wakacje zniknalem. Kalendarz jak najbardziej poukladalem- wymyslilem ze nie ma co zakladac ze kiedys bedzie luzniej bo jak nie moj syn to teraz w pracy zaczynamy nowy rok finansowy co oznacza ze wiekszosc wakacji praktycznie konczylismy stary. Dlatego wymyslilem ze nie ma co walczyc z wiatrakami, ten sezon niestety nie bedzie bardzo aktywny ale chcialbym sprobowac skupic sie na jednej dyscyplinie I dlatego juz zaklepany maraton w Budapeszcie. Jesli chodzi o triathlon to chcialbym zaatakowac te pierwsze wiosenne w 2018 I sprobowac zbudowac przez zime na nie forme. Start numer jeden w przyszlym roku to na pewno Gdynia :).

Jakub Masiuk 2017-07-30 09:05:19

Andrzej nie zamierzam się mierzyć "pisarsko" z Nadblogerem, nie ta liga. Nauka była porządna, jakieś wnioski już są wyciągnięte, następny wpis ;-) Miło słyszeć, że kogoś to moje wypociny motywują dzięki. Mam nadzieję, że już sobie choć trochę kalendarz poukładałeś?

Andrzej Stepien 2017-07-29 07:41:26

Kuba, pomysl ile ryzykujesz- przy powaznej kontuzji zostanie Ci tylko konkurencja w pisaniu a z Nadblogerem aktywnym to musialby byc co najmniej trzynastozgloskowiec :). A tak na powaznie to dobrze ze tak to sie skonczylo, pokazales charakter po raz kolejny i nauka na pewno sie przyda, gratulacje. Dzieki za wpis bo na spole z Dajmondem caly sezon pomagacie mi powoli wrocic do formy.

Piotr Papierz 2017-07-28 20:01:58

Vade et iam amplius noli peccare.
Gloria Patri et Filio et Spiritui Sancto. Sicut erat in principio et nunc et semper et in saecula saeculorum.

Jakub Masiuk 2017-07-28 16:58:14

Proszę o wybaczenie i rozgrzeszenie

Jakub Masiuk 2017-07-28 16:57:39

@Piotr słyszałem jak wołałeś, ale nie wiedziałem, że to Ty, nie poznałem Cię.Cala drogę pod górę zastanawiałem się kto mnie poznał, nie mogłem skojarzyć twa

Piotr Papierz 2017-07-28 08:53:47

Kuba, gratulacje za ukonczenie! 1/2 Radkow to nie przelewki. Krzyczalem do ciebie na trasie, ale nawet sie nie obejrzales, tak szybko jechales...i to do tego pod gore -:)))))
jeszcze raz wielkie gratki, to nie byl spacerek

Jakub Masiuk 2017-07-28 07:11:15

@Arek plunję tylko 1/4 w Katowicach
@Marek tak bym nie powiedział, żadne z tych zawodów nie poszły na straty, to tylko kolejna nauka Raz dałem się podpuścić i nie zachowałem zimnej głowy, innym razem masa błędów. Ojciec jako support nie zastąpiony.
@Krzysztof ja w Katowicach chcę zrobić 1/4 dla mnie ważniejszy start jest dwa tygodnie później - czyli bieganie w Krynicy. Co do Radkowa na pewno tam wrócę

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-07-27 09:51:19

Kuba,Dzieki za komplement,ale ja poprostu mało startuje,bo rodzina,praca i takie tam,ale gdy juz jestem na starcie to daje z siebie 110\%,także w przygotowaniach. No i nie wydawało Ci sie,darlismy sie z dzieciakami i zona na mecie ,dopingując Cie,ale widać było,ze masz maksymalne odwodnienie i nie reagowałem w ogóle,a byliśmy 5m od Ciebie. Swoja droga,uczymy sie na błędach(bierz plecak+bukłak na takie eventy!) i na bank kolejny raz(czyżby Katowice?) zrobisz duzo mądrzej i lepiej. Sprawdzę to osobiście,bo razem lecimy ta połówkę,jak pamietam!;-)
Ps.no i support taty jest bezcenny!ja juz na cos takiego od zeszłego roku nigdy nie bede miał juz szansy,wiec posiłkuje sie teściem,a co seniorskie oko,to seniorskie oko-zawsze cos zauważy,czego człowiek jeszcze mlody(ha!) w ferworze walki,moze nie dostrzec ;-)

Marek Strześniewski 2017-07-27 07:44:16

W towarzystwie taty - zawody na straty!! Całą winą obarczyłbym ojca - przynosi Ci pecha :)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test