brett sutton
Home Blogi Spełnione marzenie

Spełnione marzenie

Sierpnień 26, 2017 16 Komentarze Triathlon Jarosław Swiniarski

Pierwszy maraton przebiegłem 19 lat temu. Wówczas na basenie w Sopocie spotykałem Zdzisława i Darka, którzy w tym okresie wystartowali w Roth. To było imponujące i pojawiło sie u mnie marzenie aby też wystartować kiedyś na pełnym dystansie. Następnego roku, przed kolejnym maratonem doznałem dość prostej kontuzji, przy której nie miałem szczęścia do właściwej konsultacji i to spowodowało, że kolejny maraton był dopiero po 4 latach. Kolejne maratony biegane bez jakiejkolwiek koncepcji treningowej skutkowały dość powolnym progresem, a w głowie miałem złamanie 3:30 jako wstęp do IM. Dopiero pierwsze zawody w Gdyni, czyli prawie za płotem, spowodowały, że zainteresowałem się łatwiejszym dystansem 1/2.

Konkretna myśl o pełnym była rok temu, z treningu pod 1/2, ale dałem się przekonać, że warto zrobić bardziej profilowany trening. Wybór padł na Bydgoszcz-Borówno w tym roku.

Zanim o tych zawodach to mała aktualizacja od poprzedniego wpisu o Suszu.

Kolejny start był na olimpijce w Gdańsku. Traktowany po macoszemu, bez jakiejkolwiek ulgi w treningu w tygodniu startowym przyniósł zwycięstwo w kategorii wiekowej, czyli nadal jestem mistrzem własnego podwórka. Start główny to Gdynia. Tu zanotowałem ponad 11minut postępu do poprzedniego roku i na trudnej trasie wyszło 5:04. To był dobry start. Podobnie jak rok temu dało to ósme miejsce w kategorii. Ciekawostką jest to, że w kategorii M55 z zagranicy było 40% startujących i na podium nie było Polaka. Zwycięzca z Niemiec miał 4:46:50.

Przygotowania do tego sezonu podniosły dawkę treningową i nie miały zakłóceń, poza antybiotykiem w maju, po ukąszeniu jakiegoś latającego gada. Z satysfakcją obserwuję, że nadal mój organizm się rozwija pod względem regeneracji i akceptacji sporych dawek treningowych.

Kilka tygodni przed startem Arek poinformował, że dołączy do listy startowej. Ranga MP widać trochę przyciąga. To podnosiło rangę startu, ale wiedziałem, że prognozy w debiucie na takim dystansie nie mają sensu. W skakaniu na głęboką wodę liczy się głównie bezpieczne wyjście na powierzchnię. Tydzień przedstartowy przebiegał o dziwo bez większych emocji, które jednak w sobotę zaczęły się podnosić. Zwłaszcza po przyjeździe do hotelu, gdzie były dwa wesela. Zdarzyło mi się to drugi raz, ciekawe jak tego unikać, zwłaszcza jak się ma wrażliwy sen. Kiepsko wyspany wstałem o 4tej i uśmiech powrócił – właśnie odczytałem treść SMSa od Artura. Jeszcze kilka razy go przywoływałem śmiejąc się do żony.

Pływanie poszło jak na mnie bardzo dobrze 1:21. Każdy czas do 1:25 zaliczyłbym na plus. Cztery pętle, krótkie odcinki między bojami powodowały, że nie było to nużące i trzymałem swój rytm.

Rower to moja mocna strona. Założenia miałem jednak mocno defensywne. W kontroli pomagał mi pomiar mocy posiadany od kilku tygodni. Pierwsze 10km w tempie zwykłego wyjeżdżenia, potem trochę mocniej, ale nadal w dolnych zakresach zalecanych na ten dystans. Trasa po 4 pętlach w przeciwnych kierunkach sprzyjała rywalizacji, ale ja brałem pod uwagę jedynie samopoczucie. Z tego powodu ostatnie 50km jeszcze bardziej odpuściłem, czułem zmęczenie ogólne. Czas roweru poniżej 5:30 był najlepszym w kategorii i dobrym w generalce, ale na treningowej zakładce 140km poszło mi szybciej i jakby mniejszym nakładem sił.

Znużenie na rowerze powodowało troche obaw o bieg. Dlatego byłem mocno zdziwiony swobodą biegu. Noga szła lekko i rytmicznie. Pozwoliłem sobie na tempo nawet poniżej 5'30, jakkolwiek wczesniej akceptowałbym 5'45. Niestety po 15km zacząłem gasnąć. Tempo dochodziło do 7' minut mimo że nie szedłem. I właśnie wtedy moja Coachyni Ola podobnie jak w Suszu skontrolowała mnie w podstępny sposób. Wyprzedzając mnie spytała się jaki był czas rower. Czy naprawdę musiała to zrobić startując na 1/2 prowadząc w rywalizacji kobiet i jeszcze zatrudniać do tego pilota? Przecież teraz do tego są aplikacje i to się wie siedząc na kanapie. Ach ci młodzi, a niby tacy nowocześni. To wolne tempo miało tez swoje dobre strony. Ze spokojem, po zatrzymaniu mogłem przybijać piątki wnukom (młodszy ma 9 miesięcy), córce, zięciowi, którzy specjalnie przyjechali kibicować. Wsparcia miałem dużo. Była Ola, żona starujacego na 1/2 Roberta, Robert po zakończeniu swoich zawodów, Maciej z synem, czy żona Arka, która zdecydowanie nie ograniczała się do raportowania druhowi rywalizacji. Oczywiście capo di tutti capi supportu to moja Żona, która pewnie wymęczyła się nie mniej ode mnie, zwłaszcza, że później sprawnie zawiozła mnie do domu. Szóste, ostatnie kółko to myśl, że trzeba szybciej skończyć tę nierówną walkę z IM. Myśl weszła w życie i tempo wróciło wyraźnie poniżej 6' a ostatni kilometr to nawet 5'00. Widać wcześniej nie dałem z siebie wszystkiego, że mogłem tak poszaleć. Na mecie 11:17 i drugie miejsce w kategorii, wygrał Arek ze świetnym czasem. Król jest tylko jeden.

Marzenia się spełniają. Czasami wymagają czasu i pracy.

O autorze

Rocznik 1958, niepraktykujący zawodu inżynier, prowadzący mikrofirmę, 10km - 40:23 Gdańsk 2014........Półmaraton - 1:36:01 Gdańsk 2015...........Maraton - 3:28:47 Poznań 2016.........1/4IM - 2:23:55 Ślesin 2017 (3m.AG)...........dystans olimp. 2:30:48 Gdańsk 2016 (1m.AG - MP)...........1/2IM - 4:59:23 Susz 2017 (2m.AG)
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (16)

Andrzej Stepien 2017-09-04 11:33:05

Gratulacje! Ja ciagle na etapie marzenia o pelnym dystansie a zeby tak z wejscia 2gie miejsce... :) Kawal dobrej roboty po prostu.

Jarosław Swiniarski 2017-08-30 10:10:40

@Piotr,Marek te wyrafinowane komentarze to bardzo cenne bonusy do mojego startu :-)
I mimo, że Arek niestety ma rację co do AT, to trochę wartościowych relacji ona jednak wykreowała.
@Piotr, czuję w tle Twojego komentarza, że i w Tobie jest duża (słusznie, słusznie) satysfakcja z Twojego startu :-)
@Marek, ja Ci to wszystko wytłumaczę :-))) przy piwie, winie, whiskey.... niepotrzebne skreslić

Marek Strześniewski 2017-08-30 08:57:48

Jarku, gratuluję startu, ukończenia, wyniku i miejsca na pudle!! Od kilku lat rozpowiadam wkoło, że należysz do ścisłej czołówki zawodników dojrzałych w Polsce. Nasza wspólna fotka z ubiegłorocznego Ślesina idzie na honorowe miejsce tylko wyretuszuje Papierza. Co prawda pod koniec relacji troszkę się pogubiłem kto jest czyim mężem/żoną, z kim przybijałeś piątki w sobotę a z kim w niedzielę, ale najważniejsze, że emocje były żywe i pozytywne. Jeszcze raz gratuluję :)

Piotr Papierz 2017-08-29 20:30:26

poproszę o przysłanie pary butów do wyczyszczenia. Adres znany.

Artur Pupka 2017-08-28 20:24:04

Jarek, zrobiles super zawody!!! Milo,ze info ode mnie wywolalo usmiech..:) Ps. A ten Konus Cichy nas opuszcza....

Jakub Masiuk 2017-08-28 15:38:02

Arek sorry chyba jednak jestem przemeczony ja myślałem że Jarek robił Malbork a Ty razem z nim czyli kolejny IM, No ale przecież Malbork jest dopiero w ta niedzielę ;-) wzzystko mi sis miesza, starość nie radość ;-) A swoją drogą w Malborku po raz kolejny raz Plati będzie walczył

Arkadiusz Cichecki 2017-08-28 12:48:43

Oj Kuba, jakiś niedoinformowany jesteś. Chyba za dużo treningu. Nie dwa IM w przeciągu 2 tyg a olimpijkę i IM w przeciągu tyg :-)

Jakub Masiuk 2017-08-28 09:10:12

Dziadki nie dziakami a walicie czasy o jakich nie jeden młody marzy. Arek widzę że się rozkręca 2xIM w tym roku i to w 2 tygodnie, czuje podstęp.Jarek wielkie gratulacje następny będzie poniżej 11h jak nic

Jarosław Swiniarski 2017-08-27 07:28:00

@Arek, Ty mi tu nie pisz, że przegrałem ze starcem, ja jestem młody :-)))
@Andrzej, to już wiem dlaczego warunki w Suszu rok temu nie zrobiły na Tobie wrażenia ;-)
widzę, że przynajmniej w myślach o IM Tobie dorównuję :-)))
11h godzin to wydaje sie spokojnie w zasiegu, systematyczne treningi pływania to u mnie raptem kilkanaście miesięcy, na rowerze nadal chyba jest trochę rezerwy i potrzeba stabilnego biegu....

Arkadiusz Cichecki 2017-08-27 06:30:42

Oczywiście ,,podżegacz" miało być... Cholerny tel, cholerna starość... ;-(
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test