brett sutton
Home Blogi O bieganiu słów kilka-poradnik nie tylko dla triathlonistów

O bieganiu słów kilka-poradnik nie tylko dla triathlonistów

Wrzesień 11, 2017 16 Komentarze Triathlon Krzysztof Dominikowski aka Dajmond

Jako,że sezon Tri powoli dobiega końca, postanowiłem się podzielić z Wami kilkoma refleksjami. Równo rok temu, po zakończeniu 3 sezonu startów w tri i zaliczeniu IM Kopenhaga z czasem 10:09 postanowiłem,że w tym roku awansuje biegowo,choć do drugiej ligii, by poprawić czasy overall. Poprzez skurcze na odcinku pływackim w Kopenhadze,zawaliłem pływanie,ale rower pokazał już,że przesunę swoją pozycję przed T2 znacznie. Jechałem do Danii z zamiarem finiszowania w debiucie z czasem 10:15,ale po odcinku kolarskim była realna szansa nawet na wykręcenie magicznych 9:59. Niestety dla mnie, poprzez słaby bieg(3:31), skończyło się zaledwie na 10:09. Już widzę te Wasze reakcje-że niby maraton w 3:31 i wynik pełnego w debiucie na 10:09, to słabo?! Ja poprostu jestem typem perfekcjonisty i nigdy nie uważam,że wyścig poszedł mi na 100% perfekcyjnie. Jak mawiał kiedyś pięknie komentujacy tematyke tri Maciek Dowbor: „daleko od super”... No,ale IM 2016 to byla nauka i lekcja pokory, jak i nie o tym chciałem napisać ten tekst. Wszyscy wiemy, że Guru -Arek ma „kryzys wieku średniego” i ktoś musi nadrabiać blogami, by motywacja w polskim amatorskim triathlonie miała się dobrze. Tym razem padło na mnie i mam nadzieję,że ten tekst podoła wymaganiom i pokaże Wam kilka pomysłów na lepsze tri w nadchodzącym sezonie. Czas napisać o tym bieganiu. Moje wyniki do 2015 roku to 3:09 maraton(PB) i 1:27 półmaraton(PB) w Sobótce. Każdy wie,że w triathlonie,po 2 dyscyplinach przed, te wyniki są praktycznie nie do odtworzenia. Zastanawiałem się, jak ugryźć ten temat na ten rok. Nr 1- postawiłem na wiecej biegania. Moje przebiegi wzrosły ze 160-180km/miesiac biegania do ok 230-250km. Zacząłem jeść mniejsze porcje i częściej,co pobudziło mój metabolizm. Jednak zero diety jako takiej. Nadal jadłem nutellę, wszak jesteśmy tylko ludźmi. Tak dla przykładu-moja waga na IM 2016 w dzień startu wynosiła 84.5kg, waga na sezon tri 2017 to już w maju br 79.5kg utrzymana wzorowo do dziś. Po drugie zrobiłem,to czego boją sie w wiekszości amatorzy biegania: zacząłem biegać mocno na treningach. Doszły długie podbiegi po 300-500m, wszelkie skipy, a z 4-5 sesji biegowych na tydzień(czasem biegałem przed praca i późnym wieczorem w ten sam dzień)-minimum jedna,a nawet 2, to były sesje w tempie startowym, gdzie wydłuzałem sukcesywnie czas w tempie docelowym: 2x 10min powyżej progu,3 x 10min, 2 x 15min, 2x 20min...1x 60min ciagiem. Taki trening boli, jak cholera, wymaga bardzo silnej samomotywacji,ale daje mega efekty. Po tych zmianach, np. niepłaską trasę półmaratonu w Sobótce pokonałem w 1:24 i zdobyłem wicemistrzostwo(jak się chwalić,to na całego) Powiatu Świdnickiego-1 miejsce przegrałem o 1 sekundę, co żona w żartach,co chwile mi wypomina. Potem przyszedł czas na maraton w Krakowie i pierwszy w życiu atak na złamanie 3h. Pisałem już o tym na AT,więc bez większego akapitu się obejdzie: zrobione na 2:57. Po Krakowie nawróciłem sie troszkę bardziej na tri,bo do kwietnia wtedy biegałem po ok 300km/miesiac i odnosząc to do obowiazków zawodowych(dużo podróżuję po Europie), jak i przede wszystkim życia rodzinnego, nie było tyle czasu już na rower i pływanie,które po zimie mocno ucierpiało. Najlepszy mój wynik pływacki w tym sezonie to 35min na ½ IM w Radkowie. Moje bieganie w tri jednak nabrało rozpędu i na dystansach ¼ miałem czasy z pierwszej 10 w open. W Poznaniu udało sie pobiec na 39minut dystans 10.5km, co mnie mega utwierdziło,że cel poprawy tej dyscypliny w tri został osiagniety. Co do „połowki” w Radkowie, to niesposób się wypowiedzieć,bo tam był 24 kilometrowy marszobieg po górach, błocie, korzeniach itp,co bylo dla mnie zupełnym nowum, to już odnosząc się do startu na ½ w Katowicach, gdzie nabiegałem 5 czas półmaratonu i zająłem 7 miejsce w open, uważam,że noga była. Z niepokojem jednak spoglądałem już tuż po wynikach z Katowic, jak sobie poradzę na wroclawskim maratonie. Wrocław to zawsze upał, jak i moje bieganie po Krakowie sporo straciło werwy,bo trzeba było nadrobić straty pływacko-kolarskie na treningach. Najgorsze,że tuż przed Wrocławiem musiałem wyjechac na delegację do Warszawy,a tam prosto o 19:00, tuz po pracy, z Okecia polecieć do Finlandii, gdzie mam pozostałych klientów. Finlandia zawsze dla mnie jest magicznym miejscem i nie tylko dlatego, że w hotelowych łazienkach ma się do dyspozycji saunę...

 

IMG 3275

Przetuptałem tam 2 treningii jeden wieczorny,a drugi o swicie przed odlotem z Helsinek na hotelowej bieżni i wszedłem w treningowy letarg. Wiedziałem,że ta logistyka związana z podróżami mocno mnie wymęczy i postanowiłem totalnie odpuścić. Zaplanowałem w sumie sobie niecałe 4h total biegania i pływania w tlenie na tydzień startowy, co miało przynieś choć niewielką kompensację formy,po tak długich wojażach. Do Polski przyleciałem w piątek i z Okęcia zaliczyłem jeszcze 400km jazdy autem. Byłem padnięty,ale już w domu i myslami już na linii startu  Żeby oderwać myśli, w sobotę pomalowałem dzieciom pokój,bo nie było kiedy dokończyć remontu, a szkoła już się zaczęła. Na drabinie mocno stretchowałem łydki,wiec jakiś dodatkowy bonus był ;-)

 

IMG 3284

Niedzielny poranek, to już procedura,jak zawsze przed zawodami o priorytecie A. Pobódka o 5 rano, naklejenie opaski z międzyczasami, śniadanie mistrzów(białe pieczywo z masłem orzechowym i skrojonym bananem plus sok pomarańczowy 250ml) i w drogę po pakiet startowy i na sam start. Logistycznie wypaliło wszystko super i już przed 7 rano odebralem pakiet. Chwila tuptania po expo(jakieś małe było swoja droga,jak na maraton wg mnie) i do szatni przyodziać „barwy wojenne”. Zakładałem negative split znowu i celem było tylko złamanie 3h. Opaska rozpisana jednak była ambitnie na 2:56,ale nie czułem mocnej nogi i nadal byłem zmęczony tygodniem szkoleń polsko-fińskich i lataniem. Pierwszy kilometr standard na 4:25. Potem ciut szybciej. Na 10km czułem sie dobrze rozgrzany i złapałem kontakt z balonikiem na 3:00, który był przede mną na wysokości 5m. Tak wytrwałem do 15-16km i wtedy zacząłem przyspieszać. Połówke zamknąlem w 1:28 i zastanawiałem się,czy to aby nie za szybko,bo jeszcze drugie tyle przede mną, jak i profil trasy będzie ciut cięższy za chwile(długi podbieg pod stadionem) na 25km. Na 30km nadal czułem się dobrze i łapałem się na tym,że biegnę momentami 4:04-07/km, co jest zabójcze w kontakście całego planu(przecież to jest maraton i 42km!). W punktach odżywczych zatrzymywałem się i popijałem banany na spokojnie wodą lub piłem samo izo. Nie odpuściłem żadnego punktu. To troszkę rozbijało moje tempo,ale ogólnie zblizałem się do celu. Najlepsze,że po baloniku na 3:00 nie było już śladu i był daleko za mną. Oczywiście, droga na skróty(szybsze tempo,niz zakładane) ma swoją cenę i tak na 38km zaczęło mnie odcinać,mimo żeli, nawadniania, bananów i cukru różnej masci. Wiedziałem,że zlamanie 3h jest juz bardzo realne,ale nogi sztywniały i słabły. Pojawiło się minimalne zwątienie i tempo zaczęło oscylowac w okolicy 4:15-17/km i tylko momentami udawało mi się wyrównac do 4:13/km. To była już czysta rezerwa energetyczna! Ciągnałem za sobą swoje 80 kilowe ciało do mety, a ona wydawała się byc jeszcze tak daleko. Dopiero na 41km spotkalem swoją rodzinkę i teściu(też biega amatorsko) przebiegł ze mną ok 700m w tempie 4:00/km wykrzykując treściwe hasła zagrzewające mnie do boju(pominę ich treść ze względu na młodzież czytającą te blogi),co mnie lekko rozbudziło. Potem długa prosta z ronda przy stadionie i finisz w lewo na sam stadion. Wynik 2:56:14, czyli nowa życiówka i wspaniałe zakończenie sezonu!

 

IMG 3290

Reasumując, ten dłuuuuuugi wpis, warto jest dać z siebie więcej na treningach i zrobić ta ekstra milę, jak mawia sie za oceanem, bo finalny efekt moze przerosnąć nasze (w tym przyadku moje biegowe) oczekiwania.

O autorze

Sportowiec-amator,ale z dużymi ambicjami, pozytywnie zainfekowany w 2013 roku triathlonem. dzielę czas miedzy rodzinę,pracę w Europie i radosne trenowanie.
Zobacz inne wpisy tego autora

Komentarze (16)

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-09-21 15:36:58

Andrzej,odkąd trenuje sie sam-zero kontuzji. Mysle,ze zaczynam dobrze wsłuchiwać sie w swój organizm i każda nowa granice pokonuje stopniowo. Do Londynu sie nie wybieram,ale pełny IM mocno znow chodzi mi po głowie na sezon 2018. Mysle jednak,ze te 226km zaliczę na ojczystej ziemi ;-) cos polecacie ciekawego w Polsce?mysle o Borownie lub Malborku....

Andrzej Stepien 2017-09-19 13:47:12

2.56 to nie zlamanie a zniszczenie 3 godz- gratulacje. Przy takim czasie to juz chyba bez ryzyka sie nie obejdzie, super ze sie oplacilo - brawo za solidnie wykonany plan. Z takim czasem mozesz zrobic Londyn jako 'good for age' bez 'proszenia sie' o miejsce.

Sebastian Witek 2017-09-12 20:18:10

Bardzo dobry wpis, gratuluje wyników i osiągnięć!!!

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-09-12 20:13:15

Dzieki Gosiu!robie,co moge,by sie poprawiać ;-) a swoja droga,to musisz zacząć biegać więcej i bedzie lepiej z wszystkimi aspektami-koniec marudzenia! Co do Arka,to liczę,ze nie dotrzyma słowa i bedzie trajlonil jeszcze ostro w 2018. Wracając raz jeszcze do maratonu,to na ok 37km dogoniłem Portugalkę i Polkę,dwie panie z kat W45 w mistrzostwach masters startujące. Wyprzedziłem je z bólem,ale za max 1min Polka mnie znow dogoniła. Chwile pokonwersowalismy(tak mozna i wypada) i Pani z uśmiechem na ustach mi "odjechała" w tempie turbo,bo mówiła,ze Portugalka ja goni...ech słaba płeć niby,ale tyle mocy pod noga jeszcze było!

Małgorzata Rajczyba 2017-09-12 18:43:28

O rany!!! Jak pięknie! Tylko jak nie przegiąć z ciężkimi treningami, aby potem nie "musieć" odpoczywać przez miesiąc.
Piekny wynik, super wpis. Ale trochę przegiąłeś pisząc, że Arek ma kryzys wieku średniego. On wchodzi pop prostu w fazę jesienną, która trwa czasem kilka lat :)

pozdrawiam i trzymam kciuki za poprawę wyników. Ja też tak chcę biegać!!!! Tylko dupsko mam zbyt ciężkie :(

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-09-12 10:43:35

Są juz wnioski jak widze, to bedziesz miał progres w przyszłości z tego. Grunt to wg mnie chłodna ocena,kilka dni po. Jak teraz policzyłem kalorie,które zjadłem na maratonie,to juz wiem,ze jechałem na deficycie i stad to odcięcie na końcówce zaliczyłem. Zmieniając ciut temat, wlasnie 2 dzien juz nabieram masy ;-). Troche pracy,duzo czasu z dzieciakami i zero treningów do czwartku. Od czwartku kilka basenów i znow kilka dni wolnego,a potem w kierat,by te 1:20 wykręcić na listopadowej połówce,co niestety daje jakies 6h+ samego biegania na tydzien wg moich wstępnych obliczeń i nie beda to jesienne spacery :-( postanowiłem tez zorganizować sobie plotki biegowe,by poprawić prace nóg. Cos nowego trzeba wprowadzić,bo krzywa wzrostu robic sie zaczyna w pewnym momencie prawie płaska ;-)

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-09-12 10:25:02

Kuba,ale nawadnianie było?;-)

Jakub Masiuk 2017-09-12 10:15:55

Krzysiek wielkie grafiki mówiłem że jesteś kozak i mocarz. U mnie lipa muszę mocniej nad tym biegiem popracować chyba skorzystam z Twoich rad

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-09-11 19:22:44

No i postaram sie poprawić jeszcze pozna jesienią wynik w polmaratonie i zaatakować 1:20, co bym sie nie zanudził w okresie błogiego roztrenowania(rower juz "rdzewieje" w piwnicy 3 tydzien i dobrze mi z tym) ;-)

Jarosław Swiniarski 2017-09-11 17:28:50

No tak, tych cyfr to ja w ogóle na tym dystansie nie ogarniam :-))) mimo moich sporych talentów matematycznych :-))) ale te fragmenty o walce o tempo to sobie mocno utrwalę ;-)
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test