brett sutton
Home Blogi Kiedyś musiał nadejść ten dzień...

Kiedyś musiał nadejść ten dzień...

Październik 12, 2017 10 Komentarze Triathlon Jakub Masiuk

      Wiedziałem, że kiedyś musiał nadejść ten dzień, ale myślałem, że będzie to później. Niestety zawaliłem start A, musiałem zejść z trasy. Niby powinienem się cieszyć, wygrał rozsądek, ale jakoś nie mogę się z tym pogodzić do dziś, choć minął ponad miesiąc. O co konkretnie chodzi.

Mój start A nie był triathlonowy tylko biegowy, Iron Run w Krynicy podczas Festiwalu Biegowego. W skrócie Iron Run to dziewięć różnych biegów od 1km do górskiego ultramaratonu -64km, zresztą jak się okazało na miejscu, wszystkie biegi były górskie, mimo, że większość była po asfalcie.  Zresztą można było się tego spodziewać, w końcu to Krynica Górska.

Zawody zaczynały się w piątek po południu, na przystawkę 3 biegi: 1 mila, 15 i 7km., dodatkowym utrudnieniem fakt, iż każdy trzeba ukończyć w wyznaczonym limicie czasowym. Jakby tego było mało ostatni bieg zaczynaliśmy o 22:35, dość szybko się z nim uporałem, pozbierałem swoje  rzeczy i przed 24 byłem już w łóżku. Emocje i stres robiły swoje, nie mogłem usnąć, a pobudkę przewidziałem na 3 rano, gdyż o 4 mieliśmy autobus do Rytra, gdzie był start kolejnego etapu, czyli ultramaratonu. Czułem się nie najgorzej, no może lekko nie wyspany :-) Na trasę ruszyliśmy ok. 6, słońce już wzeszło, zapowiadał się piękny dzień i tu info dla Krzyśka, tym razem zabrałem plecak z bukłakiem ;-) Do pierwszego punktu odżywiania, ok.15km, szło całkiem dobrze. Szło jest tu celowo użyte, nie dało się zbytnio biec, no może w dół.  Palce u stóp mnie bolały, ale to przez to, iż coraz więcej było odkrytych terenów, nie zalesiony bez błota, a buty miałem typowo na grząski teren

 

asics fuji

 

Byłem przygotowany nawet na taką ewentualność, zapakowałem buty na zmianę, tylko, że musiałem doczłapać się do przepaku, czyli ok. 30km. Postanowiłem, iż tam ciut dłużej zostanę, zjem coś pożywnego, przygotowałem sobie makaron z sosem, szkoda, że już był zimny. Zmieniłem buty, palce nie wyglądały super, łudziłem się, że zmiana coś pomoże, porządnie wyczyściłem stopy, zmieniłem też skarpetki, uzupełniłem bukłak i w drogę.  Słońce grzało coraz mocniej, stopy mniej bolały, myślałem- będzie ok, do pierwszego dłuższego zbiegu. Poślizgnąłem się i lekko podkręciłem kostkę,  rozmasowałem, rozciągnąłem,  zacisnąłem zęby i „biegłem" dalej. Ból palców był coraz większy, każdy zbieg był mordęgą, trudno się już nawet szło, gdy nawet na prostym asfaltowym odcinku, przy drugim przepaku, nie mogłem nawet truchtać, wiedziałem że to koniec, ale nadal biłem się z myślami co robić, na siłę ukończyć czy jednak odpuścić?  Wygrał rozsądek. Ukończenie tego ultramaratonu nic mi nie dawało, zostało jeszcze pięć biegów, w tym nazajutrz maraton. Kulturalnie pożegnałem się na drugim przepaku i wróciłem do Krynicy.

Duże paznokcie nadal mam kruczo czarne i czekam kiedy w końcu mi zejdą.

      Niesmak pozostaje do dnia dzisiejszego, nie mogę się pogodzić z tą „porażką". Wiem, że gdzieś zawaliłem i muszę to poprawić i  jeszcze jedno wiem na pewno – wrócę tam za rok, tym bardziej, że już się zapisałem :-)

Impreza jest genialna, prawdziwe święto biegania, całe miasto tym żyje. Ludzie znają chyba wszystkie konkurencje w jaki można wystartować, tłumnie kibicują całe rodziny, zresztą dla dzieci też jest mnóstwo imprez, nie tylko biegowych, organizowanych. Jestem zauroczony atmosferom i organizacją.

Komentarze (10)

Plati 2017-10-16 13:28:12

wnioski wyciągniesz i będziesz mocniejszy :)

Jakub Masiuk 2017-10-16 13:24:31

Dzięki chłopaki. Powoli do przodu, zaczynam od nowa się bawić już nawet treningowo zrobiłem wczoraj półmaraton ;-) no i jeszcze wyczyn MKOna dał solidnego kopa motywacyjnego, Gość z innej planety. Spowolnić mnie może tylko zabieg zrywania dwóch paznokci u stóp....

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-10-13 19:08:22

Wynik MKon(i)a,jak i On sam to wzór "prawie" amatorskiej atletyki i mi tu nie psuj wieczoru ;-) jutro wybieram sie na trening w tempie zawodów i juz mi nogi drżą na sama myśl,co ich czeka. 40 minut ciagiem po 3:48 :-( No,ale wydobrzalem kilka dni w delegacji,wiec świeżość jest. Najgorzej,że potem trzeba zając sie domem i przygotowac(posprzątać) go przed wizyta gości i moze poudawalbym nawet jakas kontuzje,ale Zona to Mój Drugi Trener,Pierwszy Manager i Rehabilitant w jednym i na bank wyczuje oszusta-symulanta ;-)
No i musze Was tutaj dopingować do spinki na treningach,co by życiowek było więcej, a o DNF pisać jedynie w żartach :-P Swoja droga tłumaczenie mogłoby byc "Długo Nie Finiszuje" i byłoby zgrabniej... ;-)

Arkadiusz Cichecki 2017-10-13 18:14:01

Tomasz, podobno kolarze dzielą się na tych co się nie wypier.... i na tych co już glebę zaliczyli. Witaj w tej drugiej, elitarnej grupie! :-)
Krzysiu, mocno Ci kibicuje! Czy mam zmotywować ostatnim wynikiem Mkona w polmaratonie czy lepiej nie przytaczac? :-) Zresztą 1.20 też zasługuje na ogromny szacunek!!!

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-10-13 15:18:39

Arek,po pierwsze jestem z natury słownym człowiekiem I postaram się miedzyinnymi Ciebie tutaj nie zawieź i machnę,choćbym padał, te 1:20:00 w dniu 4 listopada ;-) planuje biec standardowo negative split,co od połowy dystansu oznacza niestety okolice 3:40/km,albo i ciut mocniej. trenuje takie tempo,ale to cholernie boli jeszcze i adaptacja organizmu taka sobie. w nagrodę jednak opłaciłem pełnego IM w Malborku i już jest jakaś cicha zajawka,by tam życiówe nowa wykrecic na 226km. ale zobaczymy,jak bedzie od grudnia,gdy wejde juz w prawdziwy cykl triathlonowy I faze budowania bazy,bo na ten cholerny basen i rower też trzeba miec sporo czasu,a doba nie chce być u mnie jakaś elastyczna na plus.
@Tomasz...DNF to mi bardziej do prosów pasuje-im wolno,a u Nas trzeba się jakoś doczołgać do mety,bo znajomi będą gadać potem,że cały czas się trenuje,a wynik,jak zawsze...ach ta nasza narodowa otwartość ;-)

Tomasz Kacymirow 2017-10-13 12:47:11

Kuba. Przez cały tegoroczny sezon "korcił" mnie DNF. To trzeba przeżyć i może masz już to za sobą. Myślę że w tym co robimy trzeba wszystkiego "spróbować" choćby się nie chciało. Kiedy w maju na tydzień przed pieirwszymi zawodami zaliczyłem pierwszy porządny upadek na rowerze, przy całum bólu i wk-wieniu że mi się to przytrafiło, przewrotnie też się cieszyłem, bo wreszcie wiedziałem nie tylko co to jest ale też jak do tego można doprowadzić. Dodam ze dopiero od kilku tygodni mogę spać na lewym boku a blizna na łokciu już zostanie raczej do końca. Ale za to po raz pierwszy od paru lat nie mam czarnych i schodzących paznokci !!!! Czy to powód do cieszenia się ? Może i tak ale dlatego ich nie mam bo tak mało biegałem więc chyba bym wolał mieć.
W przyszłym roku pokonasz tę Krynicę z palcem w d .. :-)

Jarosław Swiniarski 2017-10-13 09:06:31

@Kuba, mimo nieukończenia zawodów to jednak chcę Ci pogratulować tej rozmaitości zainteresowań startowych, mi już metryka podpowiada by dać priotytet na tri przez 3-4 sezony, chociaż mam jeszcze dość ciekawy cel na pzryszłość
@Arek, z tym wolnym czasem to prawda znana, ale kazdy z nas musi się o tym przekonać sam :-))) masz jeszcze troche czasu by zaplanować kolejny sezon tri :-)))

Arkadiusz Cichecki 2017-10-13 07:12:01

Kuba, mi też ,,trochę przeszło” i dlatego chciałem spojrzeć na to z dystansu… Ale już mam pierwsze wnioski. Czym więcej wolnego czasu tym bardziej go nie szanuje i rozdrabniam na drobne...
Krzysiek, rozwalasz mnie tym 1.20! :-) W niedzielę biegnę na 10 km. Ciekawe czy 3kg cięższy, z niewielkim kilometrażem zakręcę się w okolicach 41 min, czyli wolniej zdecydowanie niż Ty po drodze w 1/2 maratonu… Byczku! ;-)

Jakub Masiuk 2017-10-13 06:23:32

Krzysiek zdaję sobie z teo sprawę i szukam więcej biegów górskich, może nawet już w grudniu wystartuję w jakimś maratonie. Dodatkowo zstanawiam się nad triminatorem... No i objętości biegowe też muszę zwiększyć, na razie szukam radości w treningach, bo trochę mi przeszło :-(

Krzysztof Dominikowski aka Dajmond 2017-10-13 05:00:16

I takie wpisy to ja lubie!nie ma chwalenia sie,a jest esencja amatorskiego sportu i co najwazniejsze-rozsądek wziął gore. Brawo Kuba-nie łatwo chwalić sie niepowodzeniem(np Amerykanie świętują tylko swoje historyczne zwycięstwa...). Ja 2 lata temu,w polmaratonie swidnickim,mimo problemow z połączeniem lotniczym do Polski i opieki nad przeziębionym dzieckiem noc przed startem,wystartowałem i zrobiłem słabszy od zyciowki wynik,a tętno osiągnąłem jak na biegu na 400m. Bukłak był w Krynicy,to sie chwali,ale wg mnie-musisz robic objętości większe i na pewno trenować w podobnym terenie,by zrobic dobry start. Ja w październiku pod polmaraton mam w planach 350km biegania i wierze,ze to bedzie mocny bodziec,by zrobic te upragnione 1:20 na mecie. Na razie idzie wg planu,choc trening boli jak cholera...
Zaloguj się aby komentować

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test