brett sutton
Home Zdrowie Dieta Artykuły w etykiet: triathlon
niedziela, 23 kwietnia 2017 19:13

"Plusy i minusy Ironman Africa" - Łukasz Grass

Minęły już dwa tygodnie od Ironman Africa i zdażyłem przez ten czasu poukładać (na nowo) wiele rzeczy. Tak to już jest w tym ściganiu na długim dystansie, że każde zawody to jakiegoś rodzaju narodzenie się na nowo. Mimo, że zawody były przeze mnie potraktowane turystycznie, to jednak gdzieś z tyłu głowy było jakieś minimum, które ambitny zawodnik chciał wypełnić. Życie pokazało jednak, że każde minimum na mecie ma swoje minumum na treningach, o czym szanowny Ojcec Dyrektor raczył zapomnieć. 

 

Oczywiście przed zawodami m.in. Nadbloger Marek Strześniewski przy niejednej kawie uprzedzał, żebym wybił sobie z głowy jakikolwiek przyzwoity wynik, że nie sposób jest przygotować się do zawodów na względnie dobrym poziomie, jeżeli pracuje się po kilkanaście godzin dziennie i próbuje zachować balans między życiem zawodowym i rodzinnym, wplatając w to treningi. Ja postanowiłem jednak udowodnić, że być może Nadbloger się myli... Ale moje przemyślenia związane z treningami i przygotowaniem do Ironmana zostawiam na drugi z kolei felieton po IM Africa. W tym skupię się na samej logistyce i zawodach, aby rzucić nieco światła na plusy i minusy towarzyszące tym zawodom. 

 

LOT

Z przyczyn zawodowych i rodzinnych do Port Elizabeth mogłem wylecieć dosłownie na kilka dni przed zawodami - przyzwoite mimimum, czyli wylot w środę po południu, czwartek około 20.00 na miejscu - 25h lotu z przesiadkami w Dubaju i Johannesburgu. Kiepska perspektywna jeżeli lecimy z myślą o biciu życiówki. Ja na szczęście nie leciałem z takim postanowieniem, ale mimo wszystko kilka godzin czekania w Dubaju i 8h kiblowania w Johannesburgu nie należały do łatwych, całe szczęście było przyjemnie, bo towarzystwo Olka Łakomskiego, Olka Sachanbińskiego i Piotra Gąsiorowskiego zapewniało świetną rozmowę przy kawie... kilku kawach. 

 

Wszystkim, którzy planują wybrać się do RPA na zawody rekomenduję lot na co najmniej tydzień, dwa wcześniej. Proponuję wybrać linie Emirates, które mają komfortowe warunki w największych samolotach pasażerskich Airbus 380. Ale uwaga na bagaż! Można słono zapłacić za każdy kilogram powyżej 30kg (na bagaż rejestrowany i walizkę rowerową). Znam przypadki, w których na odprawie pasażerowie usłyszeli dodatkową kwotę... kilku tysięcy złotych. 

 

W liniach Emirates komfort podróży jest znany na całym świecie. Pod każdym względem jest idealnie - obsługi, jakości posiłków i komfortu związanego z korzystaniem z urządzeń elektronicznych. Dostęp do WiFI za JEDNEGO dolara na całej długości lotu. Czas umilają dodatkowo nie tylko dziesiątki filmów (w tym najnowsze oscarowe produkcje jak np. musical La La Land), ale również możliwość śledzenia lotu z 3 dostępnych kamer zamontowanych na ogonie samolotu, w kokpicie i podwoziu. Gdyby nie uciążliwość oczekiwania na przesiadki, sama podróż nie byłaby męcząca. 

 

17492692 844726239001827_5979926639265461023_o

Widok z kamery umieszczonej na ogonie samolotu. 

 

NOCLEGI 

Krótko i na temat - proponuję każdy hotel vis a vis lini startu i wzdłuż głównej ulicy nad oceanem, np.: Radisson oddalony o około 1km od expo. Jest bezpiecznie, komfortowo, dobre jedzenie, knajpki i restauracje w pobliżu, bezpośredni wyjazd z hotelu na trasę rowerową, kilkaset metrów na plażę, gdzie można pobiegać. W miejscach, o których piszę nie spotkaliśmy się z niebezpiecznymi sytuacjami, o których tak głośno było na tydzień przed zawodami. A widok z hotelu na strefę zmian i ocean imponujący. 

 

IMG 1940 IMG 1939

 


REJESTRACJA 

Najlepsza rejestracja w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Byliśmy w hali expo piątek po południu. Zero kolejek. Na początek szybka płatność za jednodniową licencję. Wszystko trwało dosłownie 2 minuty. Po opłaceniu, system informatyczny przekazywał informację, że można nas dalej obsługiwać. Wędrowaliśmy po kwadracie od punktu do punktu - najpierw zdjęcie, dwa metry dalej odcisk palca, identyfikacja i przejście po plecak i pakiet, później ręcznik, sól do kąpieli, itp, czyli "czas dla sponsorów". 

Cała rejestracja i odbiór pakietu trwała nie dłużej niż 8-10 minut. Aby dojść do rejestracji trzeba było oczywiście przejść przez całą strefę expo. 

 

Dzień później, w sobotę, oddawanie rowerów. Kolejka spora, ale szło sprawnie. Znany wszystkim system worków. Nic nowego i rejestracja przebiegała równie sprawnie. Warto w tym miejscu podkreślić, że odbieranie worków przebiegało wzorcowo. Dosłownie na kilka metrów przed dojściem do wieszaków, do każdego z zawodników podbiegali wolontariusze, pytali o numer i w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu sekund przynosili nasze rzeczy! Jeszcze nigdy tak szybko nie odbierałem worków z rzeczami. 

 

START

No cóż... będę nudny jak flaki z olejem... najlepszy start w jakim kiedykolwiek uczsetniczyłem w IM. Falowy, co 7 sekund, zero przepychanek, tłoku, uderzenia, wyścigu o zajecie dobrej pozycji. Jedyny minus to brak możliwości przeprowadzenia rozgrzewki w wodzie, wlania wody do pianki i ułożenia jej na ciele. Zdyscyplinowanie uczestników pozytywnie mnie zaskoczyło. Oczywiście stewardzi nie pozwalali wchodzić do wody po prawej i lewej stronie, ale też mało kto próbował ten zakaz złamać. Pomijając start zawodników i zawodniczek PRO, dla amatorów linię startu wyznaczali wolontariusze. Stali około 20 metrów od lini brzegowej, trzymali się za ręce, ustawiając tym samym kolejkę zawodników w 7 rzędów. Co 7 sekund puszczali ręce i mogliśmy wbiegać do wody. Po prawej stronie na zdjęciu widać wolontariuszy trzymających się za ręce, a przed nimi kolejkę zawodników. 

 

17635232 10155214343959459_5702505804971553466_o

Ironman South Africa FB

 

Ustawiłem się obok Olka Łakomskiego i postanowiliśmy płynąć razem, o ile będzie to możliwe. Wbiegając do oceanu spokojnym truchtem, na tle wschodzącego po prawej stronie słońca, spojrzałem na Olka i powiedziałem, że tak jeszcze nigdy nie startowałem. Co za spokój! Ile miejsca! Zero walki do pierwszej boi (około 300m). Nawrót i ponownie luz! Tak można płynąć. Boje nawigacyjne niestety małe, przy dużym falowaniu kiepsko widoczne, ale w utrzymaniu kursu pomagały dwa potężne puntu nawigacyjne na brzegu - dzwig i wysoki budynek. Okazało się, że utrzymywanie kursu na środek, pomiędzy te dwa punkty, pozwalało płynąć dokładnie na boje kierunkowe. 

 

STREFA ZMIAN 

Dwa konkrety, na które warto zwrócić uwagę:

- system worków na wieszakach (ciasno miedzy wieszakami, ktoś kto wychodzi z wody z dużą grupą zawodników może mieć problemy z przeciskaniem się między wieszakami) 

- brak namiotów, ustawione krzesełka tuż za wieszakami, ale jeżeli ktoś chciał rozebrać się do naga i przebrać w suche rzeczy miał taką możliwość w jednym ze specjalnie do tego przeznaczonych namiotów obok. 

- warto zwrócić uwagę na jakiś charakterystyczny punkt, których mnóstwo w strefie zmian - od małego wiatraka, budynku wewnętrz strefy, drzewek wokół. Może to pomóc w szybkim odnalezieniu roweru. 

 

TRASA ROWEROWA 

Prowadzi wzdłuż oceanu. Odsłonięty teren. Zero cienia. Wiatr i słońce dają we znaki (choć podobno warunki atmosferyczne były w tym roku bardzo sprzyjające). Widok oceanu i majestatyczych fal wynagradza walkę. Asfalt trudny - bez dziur, ale chropowaty i wolny. Jeżeli wbijemy za dużo powietrza w koła, trochę nas wytrzęsie. Na trasie, przy odrobinie szcześcia, towarzyszą nam... małpy! Dzień wcześniej na treningu 5 sztuk przeleciało nam przed rowerem.

 

IMG 1914

 

Na zawodach w RPA po raz pierwszy jechałem na nowym rowerze ze stajni BMC, również nowe koła (na FB padały już o nie pytania, więc odpowiem bezpośrednio, ale generalnie polska produkcja zaskoczyła mnie jakością, lekkością i pracą na wietrze. Super! Rower - potwierdziło się, że ustawienia pozycji to podstawa. Mimo, że pierwszy raz zrobiłem na nim 180km, nie odczuwałem żadnego dyskomfortu, bólu pleców. Dziękuję ekpie ze sklepu naszosie.pl (Robert Radosz) i Zbyszkowi Gucwie  z GVT za pomoc w ustawieniu pozycji!

 

Trasa pofałdowana, ale podjazdy nie są groźne i trochę przypominały mi norweski Haugesund. Wiatr zmienny. Również w drodze powrotnej na jednym z odcinków, mimo, że wcześniej wiało w plecy, teraz rownież wieje w plecy... i to na końcówce! W punktach żywieniowych profesjonalna obsługa, wszystko idealnie podane, w tempo, zimne napoje, banany, pomarańcze, żele - z jednej strony nic nowego, ale jednak jakość osbługi robi różnicę. 

 

17493265 10155217181129459_4326369931685881652_o

Ironman South Africa FB

 

TRASA BIEGOWA 

Chciałbym jak najszybciej o niej zapomnieć. Do dziś nie mogę ;) 

To było jedno wielkie cierpienie. Ponieważ odwodniłem się i nie miałem tak naprawę sił i energii biec, a chciałem skończyć, każdy negatywny detal urastał do miana mega problemu. Na pewno we znaki dawało się słońce. Ani kawałka cienia. Wszystko w mieście (mimo, że nad oceanem, który cały czas jest na wyciągnięcie ręki, kilkadziesiąt metrów w bok), powietrze stoi, słońce grzeje, długie proste są jak autostrada do... piekła, dłużyzna. Wszystko się niemiłosiernie dłuży. Na pierwszej pętli mijam Olka Łakomskiego. Jakby na zawołanie obaj stajemy. Podchodzimy do siebie i znacząco kiwamy głowami... nie.. to nie będzie nasz dzień. Jest dramat. Chwilę rozmawiamy, przybijamy piątki. Olek biegnie, ja idę. Pierwszy raz w życiu maraton praktcznie idę, od czasu do czasu biegnę. Na drugim okrążeniu sytuacja się powtarza, ale zmienia się Olek. Zamiast Łakomskiego jest Sachanbiński. Podtrzymujemy się na duchu, mimo, że i ja i on wiemy, że jest baaardzo słabo. Kiedy mijam nasz hotel stojacy dwa metry od trasy biegowej mam ochotę wejść do środka, przykryć się kołdrą i nie wychodzić. Oczywiście walczę i wiem, że ukończę, ale wiem też, że robię to tylko z dwóch powodów: "never give up" i medal.. ładny jest, chcę go do kolekcji ironmanowych. Proste są naprawę długie. Niekończące się proste. I jeszcze ten podbieg pod wiaduktem i tuż przed nawrotem. Na tym drugim wieje prosto w twarz. Pocieszeniem zostaje wspaniała obsługa na punktach żywieniowych. ZAWSZE dostaję zimną wodę i lodowatą colę. Bez względu na godzinę i miejsce - zawsze jest lodowata! Pierwszy raz taka historia na IM. Organizatorzy! Weźcie przykład z IM Africa. 

 

A na zdjęciu z oficjalnego profilu FB zawodów Olek Łakomski, który załapał się na zdjęcie z prowadzącą dwójką! 

 

17637049 10155214404129459_8014365602110862152_o

 

META 

Nie pamiętam. Podobno się uśmiechałem wbiegając na metę, ale to pewnie taki grymas. Chwilę później leżałem w namiocie medycznym. Dzięki za pomoc: Olek Łakomski, 

Piotr Bula, Witold Chorąziak i Lidka Bula. Kiedy wokół mnie dyskutowało kilku "panów w fartuchach" zrozumiałem, że pierwszy raz w życiu przegiąłem. Nie powinienem był szarpać tempa na rowerze i porywać się na czas, tylko spokojnie pokonać trasę zawodów. Walka o względnie dobry czas przy słabym wytrenowaniu i kiepskiej strategii żywieniowej na trasie spowodowała, że stałem się przedmiotem rozmów lekarzy. Jeden z nich zapytał m.in. o to, ile obozów treningowych w ciepłym klimacie i gdzie zorganizowałem sobie na etapie przygotowań do tych zawodów? No comment! To pytanie zamyka temat tego, jak należy się przygotowywać do IM Africa, licząc na dobry czas. Jeżeli nie masz na to czasu, nie masz genetycznych uwarunkowań, nie jesteś "koniem", albo mkonem ;), to należy przemyśleć start w RPA, licząc na życiówkę. 

 

PODSUMOWANIE 

 

Piękny medal. Czas ponad 12h, to o ponad 2h gorzej od życiówki. Ale pierwszy raz w życiu kończyłem zawody po zmroku. Mogłem podziwiać oprawę i atmosferę ze światłami i muzyką ;) Ostatnie prawie 3 tygodnie przed zawodami to czas BEZ TRENINGÓW (kontuzja pleców). Praca i inne obowiązki nie pozwalały również trenować na poziomie co najmiej 12-15h, więc o biciu życiówki można było zapomnieć już na starcie. Ale warto było walczyć o ten medal! Po dwóch tygodniach resetu po zawodach wracam do treningów. We wtorek pierwszy raz po przerwie #8minutmotywacji. Zapraszam na mojego FB! 

 

17758501 846891195451998_4200518269913046516_o

 

PLUSY

- najlepsza organizacja IM, jaką do tej pory widziałem 

- doskonała praca wolontariuszy, zimna woda i cola na całej trasie, w każdej godzinie wyścigu. 

- szybka i łatwa rejestracja 

- szybki odbiór rowerów i wyjście ze strefy zmian 

- after party (żywienie, atmosfera, logistyka) 

- start falowy co 7 sekund 

- widoki na trasie rowerowej 

- generalnie brak draftingu, ale zdarzali się nieuczciwi zawodnicy, którzy unikali kar 

 - dobrze zaprojektowana T1 i T2 

- Ocean, krajobrazy, fale, trasa rowerowa

 - after party! 

- małpy ;) 

- steki!

- Afryka! 

- towarzystwo (szczególnie obu Olków w hotelowym barze po zawodach! Dyskusja, dla której warto było się tyle męczyć) 

 

MINUSY

- małe boje nawigacyjne 

- brak kurtyn wodnych na trasie biegowej 

- brak możliwości rozgrzewki w wodzie  

 

Opublikowane w Publicystyka
niedziela, 23 kwietnia 2017 18:00

6 powodów by przejść na kategorię PRO

Pismo ze związku, mail do Ironmana, zwrotnie link z formularzem do wypełnienia, potem mniej przyjemny przelew i oto jest: Licencja Pro na rok 2017. Podobnie jak i w roku ubiegłym będę startował w zawodach spod szyldu „emki z kropką” jako zawodnik elity czy tak zwany PRO. O różnicach między zawodowcami, a grupami wiekowymi pisałem kilka razy. Generalnie jest to dość cienka i pływająca granica, której jednoznacznie wyznaczyć się nie da. Dziś jednak będzie o czym innym. Po co mi ta licencja, po co ona innym? Kiedyś w naszym kraju było ich kilka, dziś może nie są to liczby rzucające na kolana ale przyrost liczby zawodników ścigających się w elicie widoczny jest gołym okiem.

 

"Cienki jest, jakie on miejsca zajmuje, elity mu się zachciało." Pewnie musi się dowartościować. Kilka takich opinii słyszałem. Nie pod moim adresem, bo w twarz ludzie boją się mówić co myślą, ale kilku innych zawodników którzy w konfrontacji ze światem nie zawsze wracali z tarczą zostało nieraz dość kiepsko podsumowanych. Cóż taka polska mentalność. Z drugiej strony gdyby startowali jako Age Grouperzy, też by ktoś tam pluł, że trenuje od małego, co tu robi, słoty zabiera itd. Nie dogodzisz, więc najlepiej to olać. Sama potrzeba dowartościowania się jest chyba na szarym końcu decyzji o tym by przejść na PRO, a przynajmniej tak to wygląda u każdego polskiego PRO, którego poznałem. Zapewne dla tych co głoszą takie opinie to byłby powód numer jeden. W ten oto nieco pokrętny sposób poprzez ciemną stronę triathlonu doszliśmy do sedna tego o czym dziś piszę. Po co, jeśli nie dla własnego ego wykupuje się licencję PRO? Napiszę subiektywnie na swoim przykładzie.

 

6 powodów aby przejść na PRO 1.jpg

 

1. Planowanie sezonu: bez licencji Pro musimy zdecydować się na konkretny start z bardzo dużym wyprzedzeniem. Nie wiemy czy trafimy z formą, czy nie zdarzy się kontuzja, czy coś nie wypadnie. Płacić trzeba, bo im bliżej startu tym drożej, nie wspominając faktu, że impreza może się wyprzedać. Mając licencje PRO masz możliwość zgłoszenia się na dany start średnio do 3 tygodni przed imprezą. Daje to olbrzymi komfort. Planuje okres startu, ale miejsce mogę zawsze zmienić, choroba, kontuzja, nie ma problemu, odpuszczam, przesuwam. Bez stresu, nerwów i wciskania klawisza F5.

 

2. Rachunek finansowy: Wszystko zależy jak dużo i jak często się startuje. Koszt licencji to 900 dolarów + opłaty dodatkowe czyli w sumie niecałe 1 tys. dolarów. Trochę jest, ale ta kwota zawiera wpisowe na wszystkie imprezy cyklu IM. Dwa pełne dystanse lub cztery połówki i już się jest na zero. Pytanie ilu zawodników uwzględniając jeszcze starty w kraju jest wstanie tyle razy w roku wystartować. Jak widać kwota ta jest dobrze przemyślana.

 

3. Dodatkowe korzyści- zawodnik PRO ma trochę lepiej. Osobne miejsce w boksie zazwyczaj w lepszej lokalizacji i z mniejszym ściskiem, osobna odprawa, osobny punkt odbierania numerów startowych, a jak jesteś naprawdę dobry i masz odpowiednie miejsce w rankingach to organizator zapewnia nocleg, transfery itd.

 

6 powodów aby przejść na PRO 2.jpg

 

4. Inne reguły gry:
a) PRO startują z przodu, mają start wspólny. Łatwiej złapać nogi, jest z kim płynąć, tym samym uzyskać lepszy czas. Z drugiej strony inne limity temperatur wody i często jest tak, że AG w piankach, PRO bez (np. Barcelona 2016)
b) Ostrzej pilnowany drafting. AG to jednak klient, walczy się z draftingiem ale nie aż tak zaciekle (moje subiektywne odczucie). Sami zawodnicy niby też piętnują drafting, ale jak już ktoś jest w grupie, to nigdy to nie jego wina, bo inni, bo się nie dało, każdy zły, ale każdy się trochę cieszy. Na grupę Pro przypada znacznie więcej sędziów na motorach, czołówka ma niemal cały czas anioła stróża, a i zawodnicy pilnują się nawzajem - jedni drugich. Kary można wyłapać nie za bezczelny drafting na kole, ale za chwile zagapienia. Ktoś przyhamuje, wjedziesz na 8 metr, sędzia obok i bach kartka, wyprzedzasz kilku zawodników, przeszacujesz siły, nie dojedziesz na przód, bach kartka. Trudniej, ale uczciwiej, mój czas jest mój. Do tego jest więcej miejsca po wodzie i idzie uczciwie jechać. Czasem jest tak w AG jak pisał Mkon. Kiedy 1000 osób wsiada na raz na rower, a pas na 2 m szerokości to pierwsze 50 km chcesz czy nie i tak się z grupy nie wyrwiesz. W PRO tego problemu nie ma.
c)Nie na wszystkich zawodach, ale jednak się zdarza że na biegu są osobne stanowiska gdzie PRO mogą zostawić swoje odżywki albo swojego człowieka z ekipy do podawania np. napojów. Czasami na te i inne potrzeby organizator przydziela zawodnikowi PRO osobnego wolontariusza jak to miało miejsce np. w Gdyni.


5. AG ściga się o sloty, pucharek czasem drobne nagrody rzeczowe. PRO ma pulę nagród finansowych dzieloną między najlepszych zawodników. Inna strona medalu to ta, żeby zarobić pieniądze na zawodach IM trzeba być naprawdę dobrym, zaś wizja Hawajów się oddala, bo awansuje się nie poprzez slota, tylko poprzez punkty w rankingach. Punkty zdobywa się na zawodach i tu jest haczyk. Po 5-7 miejscu liczba przyznawanych punktów drastycznie spada. Do końcowego rankingu liczy się 5 najlepszych wyników, czyli trzeba by być minimum te 3-4 razy w top 5-6 by myśleć o Kona.


6. Wyższy poziom sportowy, to chyba oczywiste. Ja swój cel mam, to Hawaje. Wiem, że w PRO jest to niezwykle trudne, ale przecież zawsze mogę wrócić do AG np. gdy przeskoczy kategoria wiekowa. Gdybym w 2016 w Barcelonie zamiast w PRO startował w AG z moim czasem miałbym już slota. Kiedy startowałem jeszcze w AG było gorzej. Doświadczenie zdobyte w PRO jest tu bezcenne. Najlepszą drogą do stania się lepszym jest walka z silniejszym przeciwnikiem, nawet jeśli oznacza to często łomot. Jak spaść z konia to dobrego.

 

By zapomniał, jeszcze nr 7, no przecież PRO to PRO, ego połechtane.

 

To takich moich 6 głównych powodów dla których zdecydowałem się startować jako PRO, choć nie kryję, że ciężko jest mi się w tym podziale AG/PRO odnaleźć i jednoznacznie zaklasyfikować. Jedną nogą jestem PRO, drugą AG. Z drugiej strony dobrze, że są prosi i nie myślę tu o sobie, a o zawodnikach dużo lepszych. Nadają rywalizacji smaczku, mamy się do czego porównywać, mamy punkt odniesienia, kochamy pojedynki herosów (np. Ironwar). Mijanie się na trasie biegu w Zell am See z Fordeno czy Gomezem, ach… Fajny ten triathlon bez względu na to czy jesteś PRO czy AG.

 

PS. Zapewne korzyści jak i „niekorzyści” jest tu więcej. Jak wpadną wam jakieś do głowy wrzućcie w komentarzach poniżej.

Opublikowane w Publicystyka

Dwukrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich Alistair Brownlee GBR wygrał swój debiutancki triathlon Gloria Challenge Mogan Gran Canaria na dystansie połowy ironmana (1,9 - 90 - 21,1). Alistair wybrał na pierwszy wyścig zawody z pod szyldu Challenge Family. Na wyspach kanaryjskich Alistair nie miał sobie równych. Zatrzymał zegar na mecie z czasem 4:03:09, a drugi zawodnik Pieter Heemeryck BEL dobiegł ponad 8 minut za brytyjczykiem. Alistar ustanowił tym wynikiem nowy rekord trasy.

 

“To była moja pierwsza próba na tym dystansie. Jeszcze muszę się dużo nauczyć. Wybrałem Gloria Challenge Mogan Gran Canaria ponieważ bardzo mi się podoba to co robi Challenge Family i termin był idealny.” - powiedział zwycięzca Alistair Brownlee.

 

Alistair Brownlee na kolejny start wybiera się już za dwa tygodnie w USA. Tym razem będzie to Ironman 70.3 St. George, podczas którego odbędą się Mistrzostwa Ameryki Północnej na tym dystansie. Na tych zawodach można się spodziewać już większej konkurencji.

 

Alistair Brownlee tuż przed triathlonem na wyspach kanaryjskich zmienił sponsora rowerowego. Po długiej współpracy z firmą Boardman przyszedł czas na markę Scott. 6 maja na IM 70.3 St. George Alistair będzie mógł się zmierzyć z Sebastianem Kienle GER na tym samym sprzęcie.

 

Kibice przyzwyczajeni do dominacji Danieli Ryf SUI, tym razem zobaczyli faworytkę zawodów w nieco gorszej formie. Daniela wyszła druga z wody. Na części rowerowej była liderką. Natomiast podczas biegu dwie zawodniczki z Wielkiej Brytanii Emma Pallant i Lucy Charles wyprzedziły Danielę. Daniela ukończyła zawody na trzecim miejscu z ponad 3 minutową stratą. Emma Pallant także ustanowiła rekord trasy zawodów.

 

Podczas Challenge Gran Canaria startowało trzech polskich triathlonistów w kategorii PRO. Na 16 miejscu uplasował się Jacek Tyczyński z czasem 4:33:33. Kacper Adam i Ewa Komander niestety nie ukończyli zawodów.

 

Challenge Gran Canaria Jacek Tyczyński.jpg

fot. Facebook Trinergy - na zdjęciu Jacek Tyczyński

 

Wyniki mężczyzn:

 

1. Alistair Brownlee (GBR) 4:03:09
2. Pieter Heemeryck (BEL) 4:11:23
3. Mark Buckingham (GBR) 4:15:36
4. Julian Mutterer (GER) 4:18:26
5. Manuel Küng (SUI) 4:19:30

 

16. Jacek Tyczyński 4:33:33 (POL)
DNF Kacper Adam (POL)

 

Wyniki kobiet:


1. Emma Pallant (GBR) 4:35:15
2. Lucy Charles (GBR) 4:35:21
3. Daniela Ryf (SUI) 4:38:35
4. Lucy Gossage (GBR) 4:47:54
5. Judith Corachan Vaquera (ESP) 4:50:46

 

DNF Ewa Komander (POL)

Opublikowane w Wydarzenia

Organizacja Ironman ogłosiła, że Mistrzostwa Świata na dystansie Ironman 70.3 w 2019 roku odbędą się w Nicei. Jest to z pewnością pozytywna wiadomość dla triathlonistów z Polski. Zawody odbędą się 7 i 8 września. Dwudniowa impreza będzie podzielona na starty według płci. Pierwszego dnia wystartują kobiety w kategoriach Age Group i zawodniczki PRO. Drugiego dnia wystartują mężczyźni z podziałem na amatorów i zawodowców. Jakby ktoś chciał przetestować trasę przyszłych Mistrzostw Świata będzie miał taką możliwość w 2018 roku, podczas debiutanckich zawodów Ironman 70.3 Nicea.

 

Mistrzostwa Świata Ironman 70.3 rozpoczęły swoją rotację po świecie w 2014 w Mont-Tremblant, w Kanadzie. Następnie w 2015 roku mistrzostwa trafiły do Europy, a dokładnie do Zell am See-Kaprun, w Austrii. Ostatnie zawody rangi mistrzowskiej odbyły się w Australii, w Sunshine Coast. W tym roku zawodnicy, którzy zakwalifikowali się na to wydarzenie udadzą się do Chattanoogi w USA. W tym roku po raz pierwszy impreza będzie podzielona na dwa dni, gdzie w pierwszy dzień startują kobiety, a w drugi mężczyźni. Szacuje się, że w Ironman 70.3 World Championship wystartuje ponad 6.000 sportowców z ponad 100 krajów. 

 

Nicea leży u podnóża Alp, nad Morzem Śródziemnym, na Lazurowym Wybrzeżu. Wzdłuż wybrzeża ciągnie się Promenada Anglików, którą poprowadzona jest trasa biegowa. Nicea jest piątym co do wielkości miastem Francji. Jest to znany ośrodek turystyczny, kąpielisko morskie, uzdrowisko, ośrodek sportu i rozrywki. Nicea jest drugą co do ilości miejsc noclegowych i drugą najczęściej odwiedzaną przez turystów miejscowością we Francji. Średnie temperatury we wrześniu kształtują się na poziomie 25 stopni w dzień i 17 stopni w nocy. Temperatura wody we wrześniu wynosi około 22 °C.

Opublikowane w Wydarzenia
czwartek, 13 kwietnia 2017 14:25

Elemental Tri Series Olsztyn już 14 maja!

Elemental Tri Series Triathlon w Olsztynie odbędzie się już po raz piąty. Impreza odbędzie się już 14 maja w przepięknie położonym Centrum Rekreacyjno-Sportowym nad jeziorem Ukiel. Organizatorzy przygotowali dla triathlonistów łącznie 700 pakietów startowych. Zawodnicy rywalizować będą na jednym z trzech dystansów: olimpijskim, sprinterskim lub supersprinterskim.

Dystans olimpijski to 1,5 km do przepłynięcia, 40 km do przejechania na rowerze oraz 10 km do przebiegnięcia. O połowę krótszy sprint to 0,75 km pływania, 20 km jazdy na rowerze i 5 km biegu. Najkrótszy dystans, czyli supersprinterski, to 0,2 km do przepłynięcia, 10 km do przejechania na rowerze oraz 2,5 km biegu. Na tym dystansie odbędą się Mistrzostwa Olsztyna w Triathlonie! Dystans olimpijski rozegrany zostanie w konwencji bez draftingu, czyli zabroniona będzie jazda w grupie. Natomiast na dystansach sprinterskim oraz supersprinterskim drafting będzie dozwolony.

ets2017 olsztyn1

„Bardzo się cieszę, że po raz kolejny będziemy gościć w Olsztynie triathlonistów. Organizacja w ramach cyklu Elemental Tri Series Mistrzostw Olsztyna stwarza naszym mieszkańcom okazję do rywalizacji a dystans supersprinterski jest również doskonałą możliwością dla osób które nigdy w triathlonie nie brały udziału. Infrastruktura na jeziorem Ukiel z pewnością przyczyni się do wspaniałej atmosfery i satysfakcji z udziału w imprezie” – Jerzy Litwiński, dyrektor Ośrodku Sportu i Rekreacji w Olsztynie.

ets2017 olsztyn2

Start, meta, strefa zmian oraz strefa EXPO zlokalizowane będą tuż przy molo. Lokalizacja imprezy pozwoliła na wytycznie malowniczej trasy. Temperatura w Jeziorze Ukiel nie powinna spędzać snu z powiek, tych którzy chcą wystartować w zawodach. W terminie zawodów oscyluje w granicach 19 st. Celsjusza. Po pływaniu czas na pokonanie trasy rowerowej, która przebiegać będzie głównymi ulicami miasta. Ostatni etap to bieg w okolicy CRS Ukiel.

ets2017 olsztyn3

Dodatkowo, na dystansie olimpijskim będzie można wystartować w trzyosobowej sztafecie triathlonowej, w której jedna osoba płynie, druga jedzie na rowerze, a trzecia biegnie. Imprezą towarzyszącą będą zawody biegowe: dla dzieci Elemental Kids oraz dla dorosłych 10K Run Series na dystansie 10 km. Najmłodsi mogą wystartować na jednym z trzech dystansów: 200 m, 500 m lub 1000 m.

ets2017 olsztyn5

W skład całego cyklu Elemental Tri Series wchodzą cztery imprezy: w Olsztynie (14 maja), w Augustowie (11 czerwca), w Blachowni (30 lipca) oraz w Białymstoku (20 sierpnia). Aby zapisać się na zawody należy wypełnić formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.triathlonseries.pl.

Więcej informacji na www.facebook.com/triathlonseriespl/.

Opublikowane w Wydarzenia

Za nami już kolejny weekend ze startami zagranicznymi Polaków w triathlonach. Tym razem na celowniku nie było zawodów spod najbardziej rozpoznawalnego szyldu Ironman. Kacper Adam i Mikołaj Luft udali się na Majorkę gdzie uczestniczyli w triathlonie Portocolom na nietypowym dystansie. Kacper wybrał dystans 1000 m pływania, 100 km roweru i 10,5 km biegu, natomiast Mikołaj wybrał dokładnie o połowę krótszą trasę. Pozytywną informacją jest, że Mikołaj Luft wrócił już do pełni sił po wypadku i ukończył swój pierwszy triathlon w tym roku. Niestety defekt roweru sprawił, że długa naprawa na trasie nie pozwoliła na walkę o wysoką pozycję. W zawodach startowała także grupa amatorów z Polski.

 

Relacja Kacpra Adama:

“Triathlon Portocolom to jedna z moich ulubionych imprez na początku sezonu. Od kilku lat decyduję się na ten start, ponieważ oprócz niesamowitej atmosfery i uprzejmości ludzi tworzących to wydarzenie, jest tam możliwość konkretnego przetarcia nogi na okolicznych górkach. Techniczna trasa kolarska to idealna okazja aby z roku na rok sprawdzać swoje umiejętności panowania nad rowerem i sobą oczywiście.

Na długim dystansie mamy do przejechania dwie pętle kolarskie 50 km z podwójnym wspinaniem się na górę Sant Salvador, z której widok rozciąga się na całą wyspę. Szczególnie drugi podjazd weryfikuje ostateczny wynik na mecie, po krótkim 10 km biegu wzdłuż wybrzeża malowniczo położonej miejscowości Portocolom.

Krótko mówiąc, warto doświadczyć tego wyścigu, w którym z roku na rok pojawia się coraz więcej Polaków. Rozmawiając z organizatorami, wiem, że bardzo cieszy ich tak liczna frekwencja Polaków i zapraszają nas na kolejne edycje!”


Wyniki Triathlon Internacional Portocolom 111

1 Michael Van Cleven 3:34:31
2 Timothy Van Houtem 3:40:15
3 Stefan Schmid 3:40:23

 

11 Adam Kacper 3:49:49

 

Relacja Mikołaja Lufta:


“Minęło właśnie 11 tygodni od dnia operacji zespolenia obojczyka w przychodni Ortopedika, a od 5 tygodni funkcjonuję na pełnych obrotach.
Mam za sobą pierwszy triathlonowy start w Porto Colom tu na Majorce. Co prawda w tą niedzielę wynik zniweczył defekt roweru i pół godziny naprawy, ale zawody ukończyłem jako dobry trening.

Za to dzisiejszy dzień treningowy zaliczam do tych najbardziej udanych.
120 km z mocnymi podjazdu pod San Salvador (średnia ok. 400W!) Do tego rozpędzana zakładka 13 km w 51 minut (thanks to René Freisberg, grate pacemaker and motivator). Na koniec pływanie z akcentami szybkościowymi w tempie nawet 1:08/100m, co jest dla mnie świetnym wynikiem.
Jutro wreszcie dzień odpoczynku, a potem ostatnie 3 mocne dni na Majorce i flagowy trening Team Sauerland 120 + 20 km na legendarnej trasie mojego trenera Piotra Sauerlanda!”

Treść zaczerpnięta z Facebooka Mikołaja Lufta facebook.com/triluft

 

Wyniki Triathlon Internacional Portocolom 55,5

1 Thomas Steger 1:47:52
2 Markus Hörmann 1:50:49
3 Julian Fritzenschaft 1:51:36

 

216 Mikołaj Luft 2:22:17


Na Pucharze Afryki Sharm El Sheikh wystartował na dystansie sprinterskim Robert Czysz. Robert zajął 26 miejsce w Elicie. Podczas tego triathlonu rozgrywane były także Mistrzostwa Pan Arab, czyli krajów znajdujących się w północnej Afryce i wschodniej Azji.

 

Wyniki mężczyzn ATU Sharm El Sheikh

1 Vladimir Turbayevskiy RUS 01:01:26
2 László Tarnai HUN 01:01:30
3 Matthias Steinwandter ITA 01:01:37
4 István Király HUN 01:01:46
5 Thomas Springer AUT 01:01:59

 

26 Robert Czysz POL 01:07:48


Portocolom Kacper 2.jpg

fot. Facebook Kacper Adam 

Opublikowane w Wydarzenia

Druga runda Mistrzostw Świata WTS trafiła do Gold Coast w Australii. Miasto znane jest ze słonecznej pogody, długich złocistych plaż, kwitnącego życia nocnego oraz wielu imprez sportowych, dlatego jest jednym z najczęściej odwiedzanym miastem w Australii. Jeżeli chodzi o sporty wodne to nie ma takiego drugiego miejsca w Australii. W Gold Coast zaplanowały był dystans sprinterski 750-20-5. Warunki pogodowe tego dnia były typowe dla tej lokalizacji, temperatura oscylowała w okolicy 28 stopni i wiejący wiatr powodował wzburzoną wodę.

 

Wyścig kobiet
Jako pierwsze wystartowały kobiety, pływanie odbyło się bez pianek. Carolina Routier ESP ustanowiła rekord w pływaniu bez pianeki na dystansie sprinterskim, z czasem 9:25. Pomimo bardzo szybkiego pływania, czołówka nie była w stanie rozerwać grupy w wodzie. Za to cała stawka w T1 była bardzo rozciągnięta. Pierwsza dziesiątka, która ruszyła na rower na pierwszym kilometrze oderwała się od reszty. Jodie Stimpson GBR w tym czasie znajdowała się w pierwszej grupie pościgowej ze stratą 30 sekund. Nie było dla niej problemem aby dogonić grupę uciekającą w przeciągu kilku minut. Jodie Stimpson zakończyła współpracę z Darrenem Smith po igrzyskach w Rio, aktualnie pracuje z nowymi trenerami Benem Bright i Adamem Elliot. W dalszym ciągu wszystkie zawodniczki były podzielone na dwie grupy rowerowe. W drugiej grupie znajdowały się Andrea Hewitt NZL i Ashley Gentle AUS. Pracowały bardzo ciężko, ale skutecznie, na 12 kilometrze wszystkie triathlonistki tworzyły już jeden duży peleton. Andrea Hewitt wystartowała na bieg od razu z dominującym tempem nad resztą triathlonistek. To był piękny prezent na 35 urodziny Andrei Hewitt. Triathlonistka 4 kwietnia świętowała swoje urodziny, a dzisiaj zwyciężyła z miażdżącą przewagą triathlon w Gold Coast. Było to drugie zwycięstwo Andrei po WTS Abu Dhabi. Drugie i trzecie miejsce zajęły Ashley Gentle i Juri Ide JPN.

 

WTS Gold Coast Andrea Hewitt.jpg

fot. ITU


Wyścig mężczyzn
Pod nieobecność Richarda Vargi SVK i braci Brownlee, Henri Schoeman wiódł prym na pływaniu. Podobnie jak u kobiet do strefy T1 dopłynęła jedna duża grupa. Javier Gomez ESP wyszedł wysoko z wody na czwartej pozycji. Richard Murray RSA i Mario Mola ESP mieli odpowiednio 23 i 29 sekund straty. Szybko uformowały się dwie grupki przed peletonem. W pierwszej byli Henri Schoeman RSA i Ben Kanute USA. W drugiej kilka sekund za nimi był Javier Gomez ESP wraz z dwoma triathlonistami reprezentującymi Nową Zelandię Taylerem Reid i Trentem Thorpe. Doszło do sytuacji kiedy Ben Kanute zajeżdżał się aby utrzymać przewagę, a Javier Gomez podobnie robił wszystko aby dogonić dwójkę liderów. Ben Kanute postanowił zwolnić i połączyć siły wraz Javierem Gomezem. Na 14 kilometrze było już widać, że peleton nieuchronnie zbliża się do czołowej piątki. Na kolejnych dwóch kilometrach peleton wchłonął grupę uciekającą. Kolejną znaczącą próbę oderwania się od peletonu podjął Ryan Fisher AUS na 6 kilometrów do mety. Bardzo mocna jazda okazała się skuteczna. Ryan zbudował 16 sekund przewagi do strefy T2. Jednak samotna ucieczka ponad siły miała swój wpływ na bieg. Zabieg jaki przeprowadził Ryan Fisher miał na celu pokazanie swoich umiejętności aby zakwalifikować się do reprezentacji Australii do Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2018 roku, nawet chociażby miałby być pomocnikiem liderów w wodzie i na rowerze. Po pierwszym kilometrze biegu mieliśmy na prowadzeniu przejrzysty układ najlepszych sprinterów. Byli to Mario Mola, Richard Murray, Fernando Alarza, Javier Gomez, Jacob Birtwhistle oraz Henri Schoeman. Po pierwszej części biegu tempa nie wytrzymali Jacob Birtwhistle i Henri Schoeman. Następnie Mario Mola i Richard Murray oderwali się i między tymi zawodnikami była walka o zwycięstwo. Na 500 metrów do mety Mario Mola wrzucił wyższy bieg, zwyciężając w pięknym stylu. Jego czas biegu to fenomenalne 14 minut i 09 sekund. Richard Murray zajął drugie miejsce, a na trzeciej pozycji dobiegł Fernando Alarza. Javier Gomez uplasował się tuż pod podium. Pierwszych 12 zawodników na mecie pobiegło poniżej 15 minut na 5 kilometrów. Po dwóch wyścigach WTS Javier Gomez w dalszym ciągu pozostaje liderem rankingu mistrzostw świata.

 

Wyniki kobiet, pierwsza 10:
1. Andrea Hewitt NZL 00:58:03
2. Ashleigh Gentle AUS 00:58:07
3. Juri Ide JPN 00:58:12
4. Katie Zaferes USA 00:58:20
5. Renee Tomlin USA 00:58:21
6. Charlotte McShane AUS 00:58:22
7. Kirsten Kasper USA 00:58:24
8. Ai Ueda JPN 00:58:31
9. Gillian Sanders RSA 00:58:37
10. Vendula Frintova CZE 00:58:38

 

Wyniki mężczyzn, pierwsza 10:
1. Mario Mola ESP 00:52:35
2. Richard Murray RSA 00:52:39
3. Fernando Alarza ESP 00:52:44
4. Javier Gomez Noya ESP 00:52:51
5. Jacob Birtwhistle AUS 00:53:03
6. Luke Willian AUS 00:53:08
7. Ryan Sissons NZL 00:53:08
8. Henri Schoeman RSA 00:53:11
9. Wian Sullwald RSA 00:53:11
10. Shachar Sagiv ISR 00:53:14

Opublikowane w Wydarzenia

Bardzo często w rozmowach początkujących triarthlonistów pojawiają się pytania o rower triathlonowy - czasowy. Czym tak naprawdę różni się od szosowego oprócz tego, że ma lemondkę? Marek Stram - wice mistrz świata Masters przedstawi Wam informacje na temat różnic pomiędzy rowerami szosowymi a triathlonowymi. Przybliży budowę porównywanych rowerów, pozycję jaką zajmuje się na rowerze, a także możliwości adaptacji rowerów szosowych do zawodów triathlonowych.

 

Tym samym również, uruchamiamy współpracę z Akademią Triathlonu Mazda - projektem, który firma Mazda.Bołtowicz uruchomiła w ubiegłym roku, pomagając m.in. Łukaszowi Kalaszczyńskiemu w treningach i realizowaniu triathlonowych marzeń. Będziemy przybliżać tajniki triathlonowego treningu, metodyki, sprzętu i startu w zawodach. Dziś pierwszy odcinek na Akademii Triathlonu, wkrótce kolejne. 

 

 

 


Zapraszamy do śledzenia innych kanałów:
Facebook:
https://www.facebook.com/MAZDA.Boltowicz


Instagram:
https://www.instagram.com/mazdaboltow...

 

http://www.akademiatriathlonumazda.pl/

Opublikowane w Publicystyka
środa, 05 kwietnia 2017 18:25

Ewa Bugdoł po Ironman 70.3 Texas

W powietrzu czuć już coraz bardziej nadchodzący sezon triathlonowy w naszym kraju. Zwiastunem tego jest weekend pełen zawodów dosłownie na całym świecie z naszymi reprezentantami. Między innymi Ironman South Africa z liczną grupą polskich Age Grouperów, Ironman 70.3 Liuzhou w Chinach z Łukaszem Kalaszczyńskim oraz Puchar Europy w Quarteirze z naszymi sprinterami. Oprócz tego w tą niedzielę startowała także Ewa Bugdoł w Ironman 70.3 Texas gdzie zajęła 11 miejsce wśród kobiet PRO, czas jaki uzyskała to 04:32:59.
Zawody w Texasie wygrał 21 letni Mauricio Mendez (MEX), który miał 4 minuty straty po rowerze do doświadczonego Tima O’Donnell (USA). Mauricio dogonił Tima na ostatnich kilometrach półmaratonu i zdołał utrzymać przewagę do mety. Mauricio Mendez w ubiegłym roku zajął drugie miejsce na XTERRA Poland w Krakowie. Meksykanin jest najmłodszym na świecie zawodnikiem, który zdobył tytuł Mistrza Świata Xterra na Hawajach w wieku 20 lat. W ubiegłym roku zwyciężył 4 zawody z cyklu Xterra oraz 2 razy Ironman 70.3.

 

Poniżej krótka relacja Ewy Bugdoł:
“Zawody w Texasie kończę na 11 pozycji. Start potraktowałam kontrolnie i jest to jeden z moich elementów przygotowawczych do startu głównego w tym sezonie, który planuję we wrześniu. Moim celem było również poprawienie pozycji z zeszłego roku i to się udało. Warunki pogodowe były znacznie gorsze niż w zeszłym roku. W dzień zawodów zapowiadano tornada i burzę, ale na szczęście wszystko to się przesunęło na późne godziny popołudniowe. Zawodnicy w kategorii PRO startowali bez pianek. Pływanie nie należało do łatwych z powodu wysokiej fali, ale czułam się komfortowo podczas całego dystansu. Trasa kolarska przebiegała wzdłuż wybrzeża w pierwszą stronę całkiem dobrze mi szło, ale już w powrotną miałam problemy z utrzymaniem pozycji kolarskiej na rowerze, z powodu silnych podmuchów wiatru, prędkość również znacznie spadła. Cały rower wyszedł bardzo siłowo i to potem odczułam już na biegu nie będąc w stanie utrzymać swojego tempa. Pierwsze zawody są zawsze dla mnie najbardziej bolesne, ale odbieram je pozytywnie i wiem, że starty w USA przygotowują mnie fizycznie i mentalnie do ścigania się na najwyższym poziomie światowym. “
www.facebook.com/EwaBugdolBlog

 

IM703 Texas Ewa.jpg

fot. Facebook Ewa Bugdoł Blog


Wyniki kobiet:
Kimberley Morrison GBR 4:15:40
Michaela Herlbauer AUT 4:18:00
Lauren Brandon USA 4:20:28
Ewa Bugdoł POL 4:32:59


Wyniki mężczyzn:
Mauricio Mendez Cruz MEX 3:45:35
Tim O’Donnell USA 3:46:19
Rodolphe Von Berg USA 3:49:01

Opublikowane w Wydarzenia

Pozwolę sobie najpierw podsumować marzec, a dopiero potem całą akcję. Otóż z informacji, jakie przesyłają mi uczestnicy zabawy wynika, że niektórzy potraktowali bieganie jako trening uzupełniający a inni wręcz odwrotnie – jako bardzo mocny element przygotowania się do Ironmana. W dwóch przypadkach licznik kilometrów był determinowany kontuzjami (urazami).

I tak, w marcu Panowie przebiegli odpowiednio:

 Marcin   160 
 Rafał   268
 Olek  187
 Radek   168
 Łukasz   55 
 838

 

Wynik 838 jest sumą w jaką celowali (albo mieli celować) obstawiający w zabawie. Najbliżej był obstawiający o ksywie „slaw” i tę osobę poproszę o kontakt ze mną ([email protected]). Instrukcja jak uzyskać buty NB w mailu zwrotnym.

Teraz kilka słów refleksji.

Jako były biegacz uważam, że akurat na tym dystansie bieganie jest elementem kluczowym. Jak to mówią Ironmana przegrywa się na rowerze ale wygrywa na bieganiu. Większość obstawiaczy celowała w wyniki powyżej 1000km co na 5 osób daje średnią 200. Odliczając wynik Łukasza (kontuzja pleców) trzeba powiedzieć, że to ciągle nie są kosmiczne ilości kilometrów. Bo ten, który wygrał (Rafał) po prostu biegał zasadniczo więcej niż pozostali Panowie ;) Ale metodykiem nie jestem – nie będę się wymądrzał. Chciałbym podziękować wszystkim za chęć wzięcia udziału w zabawie. Mam nadzieję, że przez te 3 miesiące mieliści chociaż trochę „wytchnienia” od ciśnienia jakie daje przygotowywanie się zimną do startu wiosennego. Tylko taka – a nie wzmacnianie konkurencji między Wami – była intencja tej akcji. Dziękuję również wszystkim obstawiającym. Akademia Triathlonu po raz kolejny pokazała, ze jest portalem gdzie można liczyć na szeroki odzew. Do usłyszenia przy kolejnym „gupim” pomyśle

MKON

 

Od Ojca Dyrektora: 

Pozwoliłem sobie wtrącić na koniec swoje 3 grosze, ale tylko po to, aby podziękować Marcinowi za mobilizację, pomysł i dobrą zabawę. Myślę, że wszyscy doświadczyli samych pozytywnych emocji związanych z tym "konkursem". Mam nadzieję, że w tym roku pojawi się kolejny "gupi" pomysł mkona i dalej będziemy się bawić wokół tri. Dzięki wszystkim czytelnikom za doping i trzymanie kciuków, a szeroka relacja z IM South Africa już wkrótce. Gratuluję wszystkim Polakom, którzy startowali w IM South Africa, a w szczególności Rafałowi Hermanowi, który z 6 miejsca w kategorii wiekowej zgarnął slota na Hawaje! 

Łukasz Grass 

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 57

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test