Dlaczego Niemcy mają tylu mistrzów?

9
4

Na zaproszenie Piotra Sauerlanda (były trener Grzegorza Zgliczyńskiego, obecny trener Alexa Tauberta, w 2004 roku czwartego zawodnika Ironman Hawaii) jestem tydzień w ośrodku na Majorce, gdzie trenują triathloniści z Niemiec. Poznaję od podszewki, jak Oni to robią, że są tacy dobrzy. Już pierwszego dnia Piotr powiedział do mnie: „Łukasz, zobacz ilu tu przyjeżdża Niemców amatorów, w różnym wieku”. Fakt! Stąd się biorą sukcesy i tacy ludzie jak Stadler, Raelert, Taubert i Sultan. Z masowości, o czym pisałem już niejednokrotnie, można wyłowić perełki. U nas brakuje jej z kilku względów – m.in. finansowych, ponieważ triathlon jest jeszcze w Polsce sportem dla ludzi, którzy mogą przeznaczyć część pensji na przyjemności, a nie tylko na to, aby jakoś przeżyć z miesiąca na miesiąc. Ale to nie jedyny powód, bo patrząc na statystyki, ilu Polaków rocznie wyjeżdża na wakacje za granicę, do „ciepłych krajów”, można mniemać, że potencjał jest – trzeba tylko promować zdrowy tryb życia i sport w ogóle, a my, zakochani w triathlonie naszą dyscyplinę. Brakuje, a może powinienem już powiedzieć brakowało do tej pory popularyzacji tego sportu w mediach. Mam nadzieję, że za „jakiś” czas będziemy, tak jak nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy, wyjeżdżać co roku na tygodniowe, dwutygodniowe wakacje sportowe, a nie leżakowanie przy hotelu i objadanie się lodami i frytkami, zapijanie ich piwem lub mocniejszym alkoholem.

 

Kiedy dotarłem do ośrodka w miejscowości Font de Sa Cala, od razu było widać, że jest to miejsce, w którym wakacje spędza się aktywnie. Byli nie tylko triathloniści, ale również dziecięce grupy z obozu tenisowego. Większość to jednak triathloniści.  7 grup treningowych o różnym stopniu zaawansowania. Ja wylądowałem w jednej z mocniejszych, choć przyznam szczerze, że miałem poważne obawy, czy dam radę. Nigdy wcześniej nie zrobiłem takiej objętości treningowej, o tak zrożnicowanej intensywności. Podaje przykład pierwszych 2 dni.

 

Poniedziałek

Autobusem docieramy na koniec wyspy. Wracamy rowerami, asekurowani przez dwa busy z prowiantem i wodą. Nad wszystkim czuwa Piotr Sauerland z żoną i córką. 165 km, częściowo po górach, z kilkoma, krótkimi przerwami pokonujemy w prawie 7 godzin.  Po powrocie przejście na bieg, tzw. zakładka. 3km.

 

{gallery}Sauerland_majorka1{/gallery}

Wtorek

W mocnej, 4-osobowej grupie (prowadzący uzyskał czas w Ironmanie na poziomie 9h 30 minut) jedziemy 175 km. Godzinę po powrocie – basen: 1,5km rozpływania.

 

{gallery}Sauerland_majorka2{/gallery}

Różne są szkoły trenowania. Ilu trenerów, tyle poglądów na budowanie formy zawodnika. U Sauerlanda widać przewagę objętości rowerowej nad pozostałymi konkurencjami, ale to specyfika obozów na Majorce. Trzeba przyzwyczaić głowę do „ironmanowskich” kilometrów na rowerze. Od Piotra usłyszałem zresztą już na początku: „Chcesz mieć dobry wynik w Ironmanie, musisz dużo jeździć i biegać. U mnie na obozach na Majorce widać przewagę roweru, ponieważ w warunkach domowych, kiedy masz pracę i rodzinę nigdy nie znajdziesz 7 godzin na trening rowerowy. Trzeba to wykorzystać na obozie. Ale niezmiernie ważne jest bieganie. Triathlon nie kończy się przezież na jeździe na rowerze.” 

 

Podczas jazdy „nie ma zmiłuj się”. Zdecydowałeś się na konkretną grupę, znaczy, że wiesz co Cię czeka i podołasz zadaniu. Nie dość, że musisz jechać tempem takim jak grupa, to jeszcze musisz to tempo utrzymywać, kiedy prowadzisz, bo przypada Twoja zmiana. Musisz doskonale jeździć w grupie i orientować się w znakach, które pokazujemy – szczególnie kiedy prędkość przekracza 50km na godzinę, a trzeba wskazywać ręką na różne utrudnienia na drodze i kierunki jazdy. „Lucas! – woła do mnie prowadzący – Kiedy chcesz się podnieść z siodełka, uprzedzasz ten manewr ruchem ręki, przesuwasz ją do tyłu i dłonią pokazujesz, że będziesz wstawać. A kiedy prowadzisz grupę, bo jest Twoja zmiana, to jadąc z górki, cały czas pedałujesz. Kiedy jest zmiana, przesuwasz się na lewą stronę jezdni i puszczasz drugiego przodem, a sam zostajesz na końcu grupy.”  

 

Słucham, uczę się i pedałuję, żeby utrzymać tempo. Nie jest źle. Na koniec jazdy okazuje się, że średnia prędkość ze 175km po zróżnicowanym terenie to prawie 30km/h. Nauczony startami w zawodach HalfIronman i Ironman wiem, że kluczem do sukcesu jest jedzenie i picie. Zaopatrzony jak na wojnę, dostarczam organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje. Ani razu nie mam problemów i sygnałów, że brakuje cukru. Najgorzej jest na dłuższych podjazdach, mięśnie pieką, a organizm woła „Dlaczego mi to robisz?!” Odpowiadam grzecznie w myślach, że właśnie po to, abyś nie krzyczał następnym razem i mocniej naciskam na pedały. W najgorszym momentach przypominają się rady, jakich kilka dni temu udzielał mi podczas biegu Piotr Grzegórzek. Na ostatnich dwóch kilometrach opadałem z sił, a Maciek Michalski wydawał się być jak nowonarodzony. Oczywiście nie wiedziałem, że te kilkadziesiąt metrów przewagi, jakie miał nad nami, okupione było sporym wysiłkiem. Nagle Piotr widzi, że coraz bardziej opadam z sił. „Chcesz poćwiczyć psychikę? – zapytał, nie pozostawiając wyboru – Dogoń go teraz najszybciej jak potrafisz. Odpuści, jak go dopadniesz i utrzymacie to samo tempo”. Przyspieszyłem. Kiedy byłem 5 metrów od Maćka, on przyspieszył, a ja zwątpiłem. Zwolniłem i pozwoliłem mu znowu odejść na kilkadziesiąc metrów. „Zwolniłby, gdybyś tylko wytrzymał jeszcze kilka metrów” – usłyszałem od Piotra Grzegórzka. Kiedy dotarliśmy do hotelu, pierwsze słowa Maćka brzmiały: „Jeszcze dwa metry i bym odpuścił”. Jadąc na rowerze, kiedy opuszczały mnie siły i widziałem, jak pozostała trójka „ciśnie” pod górkę, myślałem sobie: „Przecież oni nie mogą być tacy głupi, to wzniesienie zaraz się skończy”. I faktycznie po kilkudziesięciu metrach jazdy na piekącym bólu mieśni, przychodził szczyt. Przyjemność z przetrwania najgorszego była nie do opisania! Jednak nigdy nie zrobiłbym tego bez wsparcia grupy, bez motywacji i konieczności utrzymania rytmu jaki nadaje.

 

Dziś dzień spokoju. Trochę biegania i gimnastyki + dwa wywiady. Porozmawiam z Piotrem Sauerlandem i Alexem Taubertem, który trenuje razem z pozostałymi. Wczoraj poprowadził nawet jeden trening. Dobrze jest uczyć się od najlepszych i przekazywać tę wiedzę dalej. Pozdrawiam.

9 KOMENTARZE

  1. Łódź :-)) wierzy w Ciebie Łukaszu, a z tym trenerem, cóż… nigdy nie mów nigdy. Może po 67 roku życia na EMERYTURZE 🙂 o której tak dziś głośno w Polsce, w Sejmie, kto wie. Póki co, trzymamy za słowo z tym pisaniem i szczęśliwego powrótu do ukochanego kraju, gdzie bardzo nam Ciebie brakuje :)) Pozdrawiamy Paka i Ja. My również trenujemy kibicowanie i zajmuje nam to w tygodniu kilka dobrych godzin :-)) Wszystkim triathlonistom – powowodzenia!!

  2. „Paka” podpisuje się pod tekstem „Łodzi..”
    relacja jak zawsze profesjonalna i z tym specyficznym poczuciem humoru….
    Już teraz śledząc przygotowania i treningi „trenujemy” skuteczne kibicowanie ;-))
    pozdrawiamy „P&ja”

  3. Pozdrawiam Łódź! 🙂 trenerem? :-))) no nie! tego jeszcze brakowało, żebym zabierał się za coś, na czym się nie znam 🙂 będę sobie spokojnie od czasu do czasu coś pisał…a w wolnej chwili trochę potrenuję. Pozdrawiam.

  4. Hej Maciek. Tak Soller zaliczone. „Ładne” te górki w okolicy 🙂 Objętość już mniejsza na treningach. Jest OK.

    Grzegorz, żałuję, ale mnie nie będzie! Co za pech. Wyjeżdżam w sobotę rano. Miniemy się…bardzo żałuję. Następnym razem trzeba zgrać terminy 🙂 Pozdrawiam i dobrego trenowania.

  5. Czyli ciąg dalszy przygody z Majorką trwa 🙂 Tym razem treningi na maksa i bez opcji „Zmiłuj się”. Świetny tekst, lekki, przyjemny i z poczuciem humoru, szczególnie nam sie podobało zdanie: Zaopatrzony jak na wojnę, dostarczam organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje :-)) Trzymamy kciuki. A tak niewinnie Twoja przygoda z triathlonem się zaczęła, a tu proszę… setki przejechanych i przebiegniętych kilometrów. Obserwuj konkurencję z Zachodu 🙂 Kiedyś na pewno i Ty zostaniesz trenerem triathlonu w Polsce. Powodzenia. JWP.M

  6. Lukasz Ja bede tam w niedziele.
    Zostaje i trenuje z Piotrkiem przez dwa tygodnie. Mam nadzieje, ze sie spotkamy.
    Grzegorz

  7. Panie Łukaszu. Świetny artykuł. Aż się chce tam jechać. Jest szansa na namiary: hotel, miejsce etc…
    BTW to najprawdziwsza prawda z tym wytrzymywaniem odbiegajacej/odjeżdżającej konkurencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here