Doping mechaniczny. Zobacz, co wymyślają sportowi oszuści

4
57

Femke Van den Driessche – 19 letnia gwiazda cyclocross podczas Mistrzostw Świata w Zolder (Belgia) została przyłapana na mechanicznym dopingu zamontowanym w rowerze. W dalszym ciągu nie wiadomo, kto za tym stał, ale bardzo wątpliwe, aby mechanik drużyny nie wiedział o sprawie. Jednak w tym artykule nie będziemy zajmowali się linią obrony młodej zawodniczki, której brat aktualnie jest zawieszony za doping – brał EPO. Zajmiemy się zjawiskiem dopingu mechanicznego i nowinkami, które w świecie oszustów weszły na wyższy poziom!

 

Nieuczciwi zawodnicy, walcząc o czołowe miejsca, próbują wspomóc swoje ciało dopingiem farmakologicznym. Bardzo głośną sprawą była historia Lanc’a Armstrong’a i jego otoczenia. Dowiedzieliśmy się o najbardziej odrażających oszustwach, jakich dokonywali zawodnicy, aby przejść kontrole antydopingowe. Podobnych przykładów jest mnóstwo. Wstrzykiwanie do własnego pęcherza moczowego obcej uryny, wolnej od substancji dopingowych, to tylko jeden z wielu pomysłów. Ale sportowcy kierujący się zasadą: „Wszystko i za wszelką cenę” szukają rozwiązań poza farmakologią. Coraz powszechniejsze staje się montowanie w korbie elektrycznych napędów, wspomagających pedałowanie! Oto kilka faktów, które powinieneś znać w kontekście dopingu mechanicznego! 

 

vivax-dope luty2016

Od czego się to wszystko zaczęło?
W 2010 roku włoski dziennikarz stworzył film pokazujący niezwykłe wyczyny Fabian’a Cancellara podczas wyścigu Paris Roubaix. Po wyścigu sprawdzono rower Fabiana i okazało się, że był czysty. Ale od tamtej pory temat stał się głośny i powstały naciski na UCI (Międzynarodową Unię Kolarską), aby zaczęła sprawdzać sprzęt rowerowy. Na końcu tego artykuły obejrzysz kilkuminutowy film, pokazujący, w jaki sposób nieuczciwi sportowcy udoskonalają swoje rowery. 

 

Greg LeMond od dawna ostrzegał o problemie, lecz nikt go nie słuchał. Sam umieścił mechanizm w rowerze i wrzucił nagranie do internetu, aby pokazać szerszej publiczności, z jakim problemem mamy do czynienia.

 

 

Uzbrojenie roweru w taki sprzęt nie stanowi problemu. To nie jest już tylko domena jakiegoś rzemieślnika ukrytego we włoskiej wiosce. Z pomocą przychodzi nam niemiecka firma Vivax Assist, która sprzedaje tego typu motorki. Cena to „zaledwie” 2.699,00 EUR. Waga 1,8 kg. Bateria ukryta w bidonie wystarcza na 60-90 min. jazdy i może dodać kolarzowi dodatkowych… nawet 200 watów (!) wspomagając pedałowanie. To już motorower, a nie czysta praca mięśni nóg. 

 

Zobacz, gdzie kolarscy oszuści ukrywają elektryczne zabawki pozwalające wygenerować dodatkową moc na podjazdach!

 

 

 check-it-out

 

4 KOMENTARZE

  1. Drodzy redaktorzy. Wiecie, że cyclocross to po polsku kolarstwo przełajowe? Jak nie to wstyd, a jak tak to dlaczego piszecie nie po polsku?

  2. Marek nie zgodził się z zakończeniem… nie mogę być gorszy więc przewrotnie nie zgodzę z tytułem i trochę ze wstępem;)
    „Zobacz, co wymyślają sportowi oszuści” – to nie sportowi oszuści wymyślają metody dopingowe, oni z nich korzystają, wymyślają je natomiast inne osoby związane z „rynkiem” „biznesem” czy jak ktoś sobie ich nazwie. Za każdym sportowym oszustem stoi tłum rekinów korzystających na jego zwycięstwach robiąc ogromne pieniądze na sprzedaży tego i owego. Tak jak stali za LA. Czy naprawdę jesteśmy tak naiwni, żeby wierzyć w to jak trudno jest wykryć jakiś doping? Trudność polega na tym, że zanim się nowa inwestycja nie zwróci nikomu na tym nie zależy a potem wszyscy rżną głupa jaki to Everest dopingu ktoś wymyślił, sponsorzy się „wycofują”… na z góry „upatrzone pozycje” i jest ok. Silniki w rowerach to już rzeczywiście przeżytek dla ubogich ale koła magnetyczne to wyższe sfery. Inna sprawa, że skoro się już o tym mówi to znaczy, że jest coś jeszcze lepszego.
    A propos Femke Van den Driessche to żeby być precyzyjnym nie została przyłapana na używaniu dopingu mechanicznego na tych zawodach, bo silniczek znaleziono w jej rowerze zapasowym na którym nie jechała (ale dlatego kontrola w przypadku wymiany rowerów i kół na zawodach powinna być obowiązkowa).
    I przechodząc do zakończenia dot. triatlonu – oczywiście, że nie jest to sport czysty a szczególnie w wydaniu „amatorów” czyli na dystansach nieolimpijskich, nie mam żadnych złudzeń, że oszustów jest na pęczki. Wyścig szczurów po wynik i kwalifikację jest tak mocny, że jest to pewne. Kontrole w tri? To farsa, nawet te ogłoszone przez oficjeli IM, kropla w morzu dla zmylenia opinii publicznej. Ale raczej koła za 200 tys. euro nikt sobie nie kupi, bo za mała kasa się przez tri na razie przelewa.
    Więc nie mając złudzeń, potępiając wszystkich krętaczy będę dalej rzeźbił dłutkiem kawałek patyka znalezionego w polu nie oczekując, że kiedykolwiek wyjdzie z tego ołtarz WS:)

  3. Nasuwa sie refleksja tylko kto jest czysty, w erze gdzie sa bite kolejne swiatowe rekordy, ba bije sie rekordy tych ktorzy juz sie przyznali ze startowali na dopingu, ciezko mi uwierzyc ze ktokolwiek z czolowki jest w 100% czysty, a to ze oszukiwanie poplaca pokazuje chocby przyklad Armstronga.

    I jeszcze jedno, czy naprawde instytucje kontrolujace spelniaja swoja role: przytoczony tu przyklad TdF gdzie skontrolowano 25 rowerow, czy chocby afera z Koleckim pokazuje ze tego typu instytucje poprostu istnieja, zeby kibice mogli sie ludzic ze sport zawodowy jest „pseudoczysty”.

  4. kolejny ciekawy artykuł Adriana – brawo! Nie zgadzam się jedynie z mentorskim zakończeniem
    ..”Amatorzy montujący tego typu sprzęt w swoich rowerach sami siebie oszukują i powinni przemyśleć, po co w ogóle uprawiają sport”..
    Amatorzy i zawodowcy oszukują KONKURENTÓW!! a nie siebie. To są ci, dla których zwycięstwo jest najważniejsze i konsekwentnie do tego dążą. Pedagogiczne „otwieranie” im oczu jedynie nas ośmiesza. Trzeba nazywać sprawy po imieniu!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here