brett sutton
Home Felietony Marcin Konieczny
Marcin Konieczny

Marcin Konieczny

Marcin Konieczny, prawnik z wykształcenia, trener biznesu z zawodu a z zamiłowania zawodnik sportów wytrzymałościowych. Partner w firmie szkoleniowo-doradczej, specjalizuje się w szkoleniach managerów z zakresu zarządzania ludźmi, motywacji oraz tworzeniu efektywnych zespołów. W przeszłości dobrze zapowiadający się zawodnik lekkiej atletyki (medalista Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych). Zawsze mówi, ze najpierw myśli o sobie jako o biegaczu a dopiero potem jako o triathloniście. Marzy o złamaniu 2h30' w maratonie. Największy dotychczasowy sukces triathlonowy to uczestnictwo w Mistrzostwach Świata Ironman na Hawajach w 2012r. Cel życiowy to zostać mistrzem świata na dystansie Ironman w kategorii wiekowej M-50.

Propozycję testowania koncentratu soku z buraka przyjąłem z wielkimi nadziejami. Wiadomo – jestem fanem azotanów zawartych w naturalnie wyciskanym soku (pomimo, że fanem smaku może mniej). Nie wiem czy to placebo czy naturalne EPO, ale daję sobie w „gardło” odpowiednią dawkę w odpowiednim czasie. No i właśnie ten czas miał dla mnie kolosalne znaczenie, bo jestem osobą będącą permanentnie w delegacjach, więc wyciskanie soku w pokoju hotelowym zakrawałoby na paranoję.
W Suszu miałem okazję kibicować. I to na maksa. Bluzy, łapa mocy, naklejki z napisem OZD – niemaniemoge pokazało moc. Ale te kilka godzin spędzonych wśród kibiców pokazało mi nie tyle moc kibicowania i wartość, jaką ona niesie dla zawodników, ale raczej trud z tego wynikający. I o tym trudzie teraz będzie. Kibicowanie to trudna sztuka. O żonach dźwigających przez czas trwania IRONMANA dwójkę dzieci i jeszcze plakat z napisem DAWAJ TATO wspominałem już w jednym z poprzednich felietonów. Teraz czas na tych, co...
Od Redakcji: Czytając felieton mkona, przypomniała mi się sytuacja z ubiegłego roku i słowa mojego trenera Filipa Szołowskiego z Labosport. Z Filipem współpracuję już kilka lat, m.in. jemu zawdzięczam sukces, jakim była kwalifikacja na MŚ Ironman 70.3 w Las Vegas i to z dobrym czasem 4:30, osiągniętym w norweskim Haugesund. Ale kiedy w ubiegłym roku wróciłem niezadowolony z Kopenhagi, rozmawialiśmy długo na temat treningu, mojego zmęczenia, dużej ilości startów,  nieadekwatnego w moim przekonaniu wyniku w Iro...
Trenujemy niby dla przyjemności. Ścigamy się niby towarzysko. A mimo wszystko kiedy przychodzi ten dzień, to lęk przed startem kiszki ściska. Przed pierwszym Ironmanem w Borównie nie spałem prawie w ogóle. Przed Roth podobnie. Nawet próbuję sobie wmawiać, że jak nie idzie mi przedstartowy relaks, to dobrze pójdą same zawody. Ale nie o tym ten felieton. Gdyby rozłożyć ten lęk na czynniki pierwsze, to nasuwa się pytanie, czego ja właściwie się boję?   Lęk podstawowy – strach przed bólem....
Imprezy duathlonowe nie należą do najpopularniejszych w naszym kraju. Nie wiem właściwie dlaczego? Jest to świetna forma przygotowania do sezonu triathlonowego. Więcej o pomyśle imprezy mogliście przeczytać w poprzednim felietonie – teraz chciałbym w kilku słowach opisać co stracili ci, którzy na imprezę nie przyjechali. Występowanie w roli organizatora i zawodnika ma swoje plusy i minusy. Niewątpliwym minusem jest niedospanie, wynikające nie tyle z natłoku pracy, co przede wszystkim z nerwów – czy wszystko wyjdzie, cz...
Szymon Majewski pisząc felietony o relacjach damsko-męskich do którejś z „babskich” gazet zaznaczał: "To nie jest felieton o mnie i o mojej żonie". Ja również chcę to podkreślić – to nie jest felieton o mnie i o moim trenerze. Rzecz będzie o potędze pozytywnych wzmocnień na linii trener – zawodnik. Albo wzmocnień generalnie. Najpierw krótki test: co widzicie, co zwraca waszą uwagę w tym zestawieniu?    21+13=44  31-...
Nie wiem, czy pisanie o sobie jest najlepszym tematem felietonu. Nie wiem, czy to, co chcę przekazać, nie jest tylko chwilowym uniesieniem, bo weryfikacja nastąpi w niedzielę. Ale wiem, że doprowadzenie się do stanu, że piszę płaczliwą wiadomość do trenera: „Nie poszedłem dzisiaj na trening, bo nie miałem siły” jest dość mocnym ostrzeżeniem. Ta moja absencja treningowa (opuściłem oczywiście pływanie), to wynik nawarstwienia się tego, co u amatora najgorsze: roboty, obowiązków rodzinnych i treningów oraz wytopu. ...
Całe życie pracuję w sektorze pozarządowym. Najpierw jako pracownik, teraz jako wolontariusz. Uważam, że III sektor – czyli organizacje społeczne - dają tak wiele społeczeństwu, czyli nam, że trzeba je wspierać. Stąd też tak mocno angażuję się w formułę 1% w rozliczeniu rocznym na organizacje pożytku publicznego, czy też w obecną akcję pomocy Nidzickiemu Funduszowi Lokalnemu. NFL rozdaje stypendia zdolnej, ale mało zamożnej młodzieży. Akcja magnesy na lodówkę typu „wytop czelendż”, sprzedaż bufek #niemani...
Jestem fanem kompresji. I nie chcę podejmować tematu, czy jest to rzeczywista pomoc w regeneracji czy cudowne placebo – na mnie działa. Mam też już kilka lat doświadczeń z tym tematem i wiem, co na mnie działa, co nie, na co zwracam uwagę i jakie mam oczekiwania. Od kompresji oczekuję przede wszystkim tzw. działania miejscowego. Czyli, jeśli chcę regenerować łydki – kupuję kompresję, która przede wszystkim ma uciskać łydki, potrzebuję kompresji na uda – szukam takich, które będą obej...
Grudzień. Niewątpliwie miesiąc na podsumowania. W tym (prawdopodobnie) ostatnim felietonie w tym roku chciałbym ponownie uciec od schematu i nie opisywać „naj” z obu stron triathlonowej skali. Chciałbym mianowicie opisać jedną osobę, bez której cały ten rok, ale i poprzednie lata, nie byłyby takie jakie były. Natchnieniem dla tego felietonu była sytuacja z jednej z niedziel, kiedy to ok. 17 oznajmiłem, że wychodzę na basen i wracam około 19.00 (basen daleko, a trening długi). Smutek jaki zobaczyłem w oczach małżonki...

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test