brett sutton
Home Felietony Rodzina, praca, trening. Jak się przełączyć?

Rodzina, praca, trening. Jak się przełączyć?

piątek, 04 marca 2016 Napisane przez  Marcin Konieczny

Pisze Sebastian: "Jak chcesz, to podrzucę Ci jeszcze jeden temat na felieton(...) Czasami lecę na autopilocie, patrzę w kalendarz "what's next" i dalej jazda, i tu czasami napotykam na trudność, bo nie do końca potrafię “lecieć" w tematach zawodowych, które wymagają dużego skupienia, skoncentrowania i poświęcenia 120% uwagi, myślenia koncepcyjnego i strategicznego, a nagle “beznamiętnie” wskoczyć na rower i do tego zrobić jeszcze jakościowy trening. Potrzebuje chwili wyciszenia, skupienia i w końcu przestawienia się na myślenie i czucie sportowe skoncentrowane na robocie TERAZ, na efekcie, na wysiłku, na “fizyczności”, a jak wiadomo wszystko, co robimy (również zawodowo, emocjonalnie, życiowo), ma wpływ na całościowy bilans energetyczny i to bardzo często czuć, jak obciążenie pozasportowe potrafi wpłynąć na jakość treningu."


No kto tak nie ma?! Dlatego nazywa się nas sportowcami – amatorami. Łączymy te 3 światy. Biznes, rodzina i… sport. W takiej (rekomendowanej) kolejności.
To przełączanie się u mnie trochę zależy od tego, w co wskakuję i z czego wyskakuję. Sebastian w dalszej części maila pisał o konieczności lekkiej przerwy pomiędzy biznesem a treningiem, szczególnie jakościowym. Wizualizacja, lekka „kimka”, czy nawet obejrzenie jakiegoś fragmentu z zawodów. Ja mam inaczej. Ja wskakuję jak do rzeki z zimną wodą. Po pierwsze szkoda mi czasu na pauzy pomiędzy czynnościami, po drugie ta energia jaką mam z aktywności biznesowej zawsze, ale to zawsze, działa mobilizująco na trening. Przykład. Kończę szkolenie na lekkim „wku..rzeniu” to wiadomo od razu, że pierwsze kilometry biegu albo pierwsze minuty na rowerze będą albo na zbyt dużych watach albo za szybkie. Zawsze tak mam. Jak z kolei kończę na lekkim zmęczeniu i naprawdę mi się nie chce – bo czuję brak energii, to wiem, że jak nie wyjdę od razu, to niebezpieczeństwo "nie wyjścia" w ogóle wzrasta proporcjonalnie wraz z kolejnymi 5,  kiedy leżę i sobie odpoczywam.

 

Tutaj z kolei już nauczyłem się nie zwracać uwagi na tempo i prędkość pierwszych – rozgrzewkowych kilometrów. Po prostu wiem, ze będzie słabiej/wolniej. Z kolei już sam trening (jego część zasadnicza) to już 100% koncentracji na tej założonej jakości. I tutaj nie ma zmiłuj. W końcu po to robimy treningi jakościowe, i dlatego właśnie mają one rozgrzewkę i schłodzenie. Czasami nawet podczas treningu rowerowego lekko modyfikuję rozłożenie akcentu. Np. jeśli mam zadanie 10x1’/1’ w czasie 2h treningu to zwiększam część rozgrzewkową – żeby się dobrze rozgrzać, a zadanie robię w ciągu ostatnich 45’.


Bardzo często jednak nie udaje mi się wyłączyć poprzedniej aktywności całkowicie. I wtedy staram się jakość połączyć jedno z drugim. Pamiętam, że zdarzyło mi się nagrać na dyktafon w telefonie najważniejsze myśli, założenia pomysłu, jaki właśnie przyszedł mi do głowy. I to nie tak, że one jakoś nagle wpadają. Brak przełączenia się staje się dla mnie zadaniem zajmującym głowę. Klient poprosił o rozwiązanie extra – robię burzę mózgu i zadaje sobie zadanie wymyślenia co najmniej 10 pomysłów dookoła tematu. Skończyłem pierwszy dzień szkolenia i nie jestem za bardzo zadowolony – zastanawiam się nad pierwszymi 90’ drugiego dnia, itp. Oczywiście jak pojawia się zadanie, niestety jakość pomysłów spada. Ale stąd konieczność rozgrzewki. To trochę jak w taśmie magnetofonowej szpulowca. Czasami ta „rozbiegówka” była baaardzo długa.

Podsumowując: przełączanie się jest elementem stałym naszej amatorskiej natury. Warto się do tego przygotować. Jak? Każdy ma swój sposób. A jak nie ma, niech tym „switchem” będzie rozgrzewka przed zadaniem głównym podczas treningu albo początek treningu – jeśli np. stałym tempem – niech nie będzie jakoś znacznie niżej albo wyżej od zakładanego tempa, watów czy prędkości.


HOWGH!
Po takich e-mailach pomysły na felietony nigdy mi się nie skończą ☺ Dzieki Sebastian.

 

Marcin Konieczny

Marcin Konieczny

Marcin Konieczny, prawnik z wykształcenia, trener biznesu z zawodu a z zamiłowania zawodnik sportów wytrzymałościowych. Partner w firmie szkoleniowo-doradczej, specjalizuje się w szkoleniach managerów z zakresu zarządzania ludźmi, motywacji oraz tworzeniu efektywnych zespołów. W przeszłości dobrze zapowiadający się zawodnik lekkiej atletyki (medalista Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych). Zawsze mówi, ze najpierw myśli o sobie jako o biegaczu a dopiero potem jako o triathloniście. Marzy o złamaniu 2h30' w maratonie. Największy dotychczasowy sukces triathlonowy to uczestnictwo w Mistrzostwach Świata Ironman na Hawajach w 2012r. Cel życiowy to zostać mistrzem świata na dystansie Ironman w kategorii wiekowej M-50.

1 Komentarz

  • ^ Jakub Masiuk piątek, 04 marca 2016 21:06 Umieszczone przez: Jakub Masiuk

    U mnie "switch" jest prosty, w 90% treningi mam zaraz po przebudzeniu, w drodze do pracy. Wiec szybki prysznic i śniadanie jest czasem przełączenie się na tryb praca. Jeśli natomiast zdarzy się robić trening po pracy to tu nie ma zmiłuj im dłuższa przerwa tym większe niebezpieczeństwo nie wykonania jednostki. Najlepiej więc wychodzi mi trening połączony z powrotem do domu ;-)

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*).
Dozwolony jest podstawowy kod HTML.

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test