brett sutton
Home Felietony Ta "wstrętna" Jorgensen - odŻywka na weekend

Ta "wstrętna" Jorgensen - odŻywka na weekend

sobota, 27 sierpnia 2016 Napisane przez  Maciej Żywek

To ostatni odcinek „odŻywki na weekend” w tym sezonie. Mam więc nadzieję, że znajdziecie czas dobrnąć do końca, choć wyszło tego dość dużo tym razem.

Po rywalizacji kobiet w Rio dotarły do mnie głosy oburzenia na taktykę Gwen Jorgensen podczas olimpijskiego wyścigu. Nicola moralną zwyciężczynią! Gwen woziła się całą drogę! Spirig wykręciła więcej watów!

 

Serio? Ja widziałem Spirig walczącą przede wszystkim na płaskich odcinkach, w szczególności przed ostatnią „agrafką” przed strefą zmian. Z początku bardzo mnie to dziwiło, ponieważ decydowała się na ten krok nawet wtedy, gdy Jorgensen prowadziła grupę. Kolarze jednak doskonale wiedzą, że to świetny moment na zrobienie luki, ponieważ słabsze technicznie zawodniczki przestraszą się szybko pokonywanego zakrętu, lub najzwyczajniej w świecie się na nim przewrócą. Po wyścigu Szwajcarka przyznała także, że jej celem było umęczenie rywalek. Jej większa tolerancja na zakwaszenie stanowiła nadzieję na zakończony sukcesem bieg.

 

Trudno było dziewczynom skopiować scenariusz z męskiego wyścigu, tu po prostu nie było tak mocnych zawodniczek jak Brownlee, które nie bałyby się pójść na pełnym „zapieku” już pod pierwszy podjazd. A była duża szansa, ponieważ Gwen najwyraźniej zaspała w strefie zmian i traciła kilka metrów do pierwszej grupy. 5-6 zawodniczek było w stanie podzielić tu grupę, Duffy, Stanford i Holland tylko czekały na taki moment i z całą pewnością w ucieczce by pracowały, ale żeby to się powiodło potrzebna była zdecydowana akcja i współpraca na pierwszych kilometrach, a tego zabrakło. Mówi się (choć mówią to głównie panowie), że kobiety słabiej radzą sobie ze strategią na wyścigach. Po Rio można się na pewno zastanawiać czy miał tu miejsce błąd taktyczny, czy poziom był rzeczywiście zbyt wyrównany na taką akcję. W każdym razie grupa z tak mocnymi zawodniczkami postawiłaby Amerykankę pod ścianą. Stało się jednak inaczej i naiwnością jest wymaganie od niej częstej pracy z przodu. Moim zdaniem i tak dawała dużo zmian. Nawoływanie przez Spirig do współpracy również traktuję jako element gry nerwów. Masz swoją taktykę, to ją realizuj, a nie szukaj sobie koleżanek-samobójczyń. Każdy kto się do niej dołączy skończyć może marszem po drugiej strefie zmian, do której dotarła spora, 18 osobowa grupka.

 

Tu mieliśmy się przekonać jak duże spustoszenie u głównych rywalek udało się wywołać tą agresywną jazdą na trudnej trasie. 

Już po chwili jasne było, że walka toczyć się będzie między Jorgensen, Spirig, Holland i Stanford. Myliłby się jednak ten, kto myśli, że na biegu przez 8 kilometrów toczyła się zażarta walka między pierwszą dwójką - Spirig i Jorgensen. Amerykanka inaczej biega z dalekich pozycji, od początku idąc pełną parą, a inaczej z pierwszej grupy. Tu zazwyczaj żegna się z koleżankami na 7-8 kilometrze. Właśnie tak wyglądało to również w Rio. Z całą pewnością postawa Szwajcarki zaskoczyła przyszłą mistrzynię olimpijską, stąd dziwne manewry przed ostatecznym atakiem. Forma Spirig była prawdopodobnie zaskoczeniem dla większości obserwatorów, ponieważ w ostatnim czasie nie imponowała wynikami, a w tym roku w cyklu ITU WTS na koncie miała tylko nieukończone zawody w Abu Dhabi. 

 

Mam wrażenie, że Gwen chciała przed decyzją o przyspieszeniu dobrze sobie Nicolę obejrzeć, a ta domyślając się, co się szykuje, próbowała jak najbardziej jej to skomplikować. Dodatkowo, odcinek pod wiatr był trudniejszy dla prowadzącej. Spirig wyraźnie zeszła na bok i zwolniła, przepuszczając Amerykankę. Ta odmówiła współpracy.

Musimy w tym miejscu zastanowić się, po co zawodnik jedzie na Igrzyska. Niestety dla wielu sportowców to spełnienie ich marzeń. Piszę niestety, ponieważ dużo do myślenia dał mi jeden z wywiadów z Paulem Sousą, który twierdzi, że to nie zawodnik i jego ambicje pełnią tu funkcję wiodącą. Na zawodach tej rangi jest on reprezentantem swojego kraju, i temu powinien podporządkować cały wysiłek. Choć cel jest ten sam, to motywacja zupełnie inna. Dlatego też z prawdziwą satysfakcją przeczytałem na profilu Agnieszki Jerzyk bardzo ważne zdanie:

 

„Być tutaj i reprezentować swój kraj, swoją dyscyplinę, to jest naprawdę coś niesamowitego. Zdecydowanie Igrzyska mają swoją magię.”


Wracając do naszych rywalek i „afery biegowej”, ich zadaniem było zdobyć dla kraju złoty medal olimpijski, nie spełnianie estetycznych potrzeb kibiców z całego świata. 

Gwen postąpiła tu bardzo rozsądnie, zmuszając obrończynię tytułu do nerwowych ruchów. Bieganie to jej piaskownica i jej zabawki, może sobie pozwolić na stawianie warunków. Do mety zostało 2,5 kilometra. Wystarczy na bardzo mocny zryw w jej stylu, nawet jeżeli dogonią je Stanford i Holland. Dla Spirig wiązałoby się to z bardzo dużym ryzykiem utraty jakiegokolwiek medalu w Rio. Wydaje mi się, że nie powinniśmy być oburzeni „skandalicznym” zachowaniem rywalek, lecz raczej docenić wyjątkową sytuację jakiej byliśmy świadkiem. Połączenie bardzo dużej inteligencji obu pań z najwyższym poziomem sportowym stworzyło moim zdaniem jeden z najlepszych wyścigów u kobiet ostatnich lat. 

 

Niesportowe zachowanie? Gdzie? Niech mi ktoś wskaże choćby jeden niesportowy gest. Ktoś komuś zajechał drogę? Ktoś komuś podstawił nogę? Nie mogę powiedzieć, że którejś odmiany triathlonu nie lubię, ale z całą pewnością są takie które lubię bardziej. Moim faworytem będą zawsze wyścigi z draftingiem, choć kompletnie się do nich nie nadaję.  Uważam, że sport nie powinien być moim życiem. W nim jest miejsce na wiele innych, równie ciekawych rzeczy. Powinien jednak wiele do mojego życia wnosić, uczyć jak radzić sobie z przeciwnościami losu, codziennym leniem, realizacją zadań i planów, akceptacją warunków w jakich muszę funkcjonować i szybkiej na nie reakcji. Podobno umiejętność adaptacji jest wyznacznikiem inteligencji. Co lepiej nauczy nas radzenia sobie z niepowodzeniami, niż zawody, w których dajesz z siebie wszystko, przygotowujesz się do nich perfekcyjnie, a sukces wymyka ci się z rąk, bo ktoś był sprytniejszy, lepszy, znalazł się w odpowiedniej grupie lub miał fajniejszych kolegów? Uczy cię to, że należy wstać, pogratulować wygranym i spróbować jeszcze raz, nie rozdrabniając się na biadolenie i usprawiedliwianie. 

 

Rownież my, kibice powinniśmy uczyć się doceniać rywali naszych faworytów. Nie kibicuję Gwen, ma dość nudny styl rozgrywania wyścigów, ale jestem pełen podziwu dla jej talentu, rozwoju i żelaznej konsekwencji. Jedno drugiego nie musi wykluczać. Mimo, ze w Rio walczyły zawodniczki, które mi są dość obojętne, to z przyjemnością obejrzałem triathlon na najwyższym poziomie. 

 

Bardzo trudne bywa uznanie wyższości rywala, ale równocześnie jest to jeden z najważniejszych elementów pozwalających na późniejszą prawidłową interpretację zdarzeń, pozbawioną perspektywy „biedny ja, biedny mój pupil”. Tam, gdzie część widzów szukało sensacji widząc słowne utarczki podczas biegu, tam zawodniczki traktowały to jako element walki, o którym zapomina się tuż po przekroczeniu mety. Z dużą uwagą przyglądałem się także Richardowi Murrayowi finiszującemu 5 sekund za swoim rodakiem Henri Schoemanem. Murray znalazł się w złej grupie i nic mu nie pomogła niesamowita pogoń i szybszy bieg. Pokonał Schoemana wielokrotnie w przeszłości, może pokonać go trylion razy w przyszłości, ale nigdy już nie będzie pierwszym zawodnikiem z RPA, który zdobył medal olimpijski w triathlonie. To bardzo duże rozczarowanie dla tak ambitnego sportowca jak Murray, mimo to potrafił natychmiest z uśmiechem pogratulować rodakowi. Nie wiem, czy mi przyszłoby to tak łatwo w jego sytuacji. 

 

Uczmy się więc od mistrzów. Nie skupiajmy się na tym, że ktoś nie daje zmian, ktoś draftuje, ktoś nie myje zębów lub nie zmienia bielizny. To do niczego konstruktywnego nas nie doprowadzi, nie da nam bodźca do rozwoju. Zgnuśniejemy w pozycji „pod-pewnym-względem-mistrza”, lub moralnego zwycięzcy. Patrzmy, co inni robią lepiej od nas i starajmy się to zmieniać. Dzięki temu dostrzeżemy również wokół znacznie więcej pozytywów i inspiracji.

 

To ostatni odcinek z cyklu „odŻywka na weekend” w tym sezonie. Było mi bardzo miło pisać dla Akademii Triathlonu, jak i uczestniczyć w dyskusjach w sekcji komentarzy. Bardzo dużo wniosły szczególnie te, w których się ze mną nie zgadzaliście, ponieważ powodują one ponowną weryfikację własnych poglądów. Każdemu z nas przydaje się taka okresowa kontrola.Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy na Akademii, teraz jednak czas na międzysezonowy odpoczynek, przewietrzenie głowy i… trochę więcej treningu, a trochę mniej siedzenia przy biurku.

Do zobaczenia!

Maciej Żywek

Maciej Żywek

Redaktor Naczelny dodatku "Triathlon" w magazynie "Bieganie".

Triathlonista, maratończyk.

2 Liczba komentarzy:

  • ^ Arkadiusz Cichecki poniedziałek, 29 sierpnia 2016 08:27 Umieszczone przez: Arkadiusz Cichecki

    Jorgensen obrała skuteczna taktykę, która w efekcie przyniosła złoto. Nie widzę w tym nic zdrożnego... Inna sprawa, gdyby Nicola była mocna po prostu by wygrała.
    Super cykl artykułów...

  • ^ Artur Pupka sobota, 27 sierpnia 2016 12:18 Umieszczone przez: Artur Pupka

    Maciek, super tekst i felietony! Licze na wiecej! Odnosnie walki kobiet w Rio podzielam Twoja ocene. Mnie rowniez podobala sie walka, w tym rowniez taktyczna, jak i cale zawody! Odpoczywaj i trenuj:)

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*).
Dozwolony jest podstawowy kod HTML.

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test