Filmoteka triathlonisty – cz. 1

8
12

Jesień – niby piękna, a bywa nudna. No chyba, że jest już zimą, tak jak teraz. Dla wielu sportowców amatorów jest to czas podsumowań i zasłużonego odpoczynku. Krajowe starty w triathlonach pojawią się dopiero w przyszłym roku i niektórzy już zaczynają do nich przygotowania. Są jednak tacy, którzy tę kolorową porę roku wykorzystują na leniuchowanie bądź nadrabianie zaległości: rodzinnych, zawodowych no i oczywiście czasem towarzyskich. Inni, jak nasz redaktor naczelny, lepią już bałwany! Ja lubię w takich momentach „podrasować” moją motywację, jednocześnie nadrabiając straty w tym, co od najmłodszych lat było moją pasją: w szukaniu inspiracji i pięknych historii zapisanych na kartach historii kina. Swojego czasu dużo pisałem na naszym portalu o filmach, które motywują. Tym razem czas na filmy przez duże F. Filmy, które – czy też są fikcją, czy prawdziwą historią – zawsze powodują, że po wyłączeniu telewizora, wychodzę chociażby na krótki trening, któremu zawsze towarzyszą w głowie niezapomniane kadry. Oto mój pierwszy, subiektywny wybór filmów, które warto obejrzeć.

 




Rocky

Wiem wiem. Boks i triathlon niewiele mają wspólnego. Nie chodzi mi jednak o tematykę sportową, ale historię człowieka, który dostał szansę od losu. Do dziś pamiętam jak na magnetowidzie z Niemiec oglądałem kolejne części sagi o bokserze ze slumsów Philadelphii (Sylvester Stallone też mówił po niemiecku, a w górnym rogu ekranu było logo RTL). Już w podstawówce, aż do ok. 30 roku życia plakat z filmu zdobił raz moją ścianę, raz drzwi szafy i inne miejsca….a potem wprowadziła się do mnie kobieta. Muzyka autorstwa Billa Conti towarzyszy chyba sporej części biegaczy na treningach. Pamiętam, jak zafascynowany całą historią Rockiego pojechałem do Philly, aby wbiec po schodach prowadzących do muzeum i unieść ręce w geście triumfu. Warto obejrzeć ten film, nawet setny raz i nawet tylko po to, by obraz treningu połączyć z nieśmiertelnymi kompozycjami pana Conti i zespołu Survivor.

 

 


Rydwany ognia (Chariots of Fire)

Klasyk – nie tylko dla każdego biegacza. Wartość populistyczną filmu podniósł oczywiście występ Jasia Fasoli, Rowana Atkinsona, otwierający Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Film opowiada prawdziwą historię dwóch lekkoatletów, Erica Lidella i Harolda Abrahamsa (złoci medaliści z IO w Paryżu) którzy startowali na Igrzyskach w 1924 roku. Cel ten sam: zwycięstwo, ale motywacje jakże różne. Jednego motywuje Bóg i ku jego chwale biegnie. Drugi natomiast biega dla siebie, dla sławy i wiecznej chwały. Kolejny raz twórcy filmu zadbali o oprawę muzyczną. Utwór Vangelisa znany jest nie tylko tym, którzy obejrzeli Rydwany Ognia. Nie tylko sport jest propagowany w tym obrazie. Ciekawostką niech będzie fakt, że w 1995 roku w stulecie kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propaguje szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne. Zatem: dzięki Bogu za takie filmy…

 

 


Skrzydlaty Szkot (The Flying Scotsman)

Kolejna ekranizacja prawdziwej historii. Jej bohaterem jest szkocki kolarz, Graeme Obree, który zaczynał swoją karierę jako… kurier rowerowy. Bardzo ciekawa opowieść o tym, jak w godzinę stać się niemalże nieśmiertelnym i zapisać się złotymi zgłoskami w kartach historii kolarstwa. Dlaczego akurat w godzinę? Marzeniem bohatera jest pokonanie rekordu świata w jeździe jednogodzinnej. Może nie będę zdradzał, czy ambitnemu Szkotowi udało się spełnić marzenia, ale powiem tylko, że jego kreatywność zadziwi niejednego, któremu się wydaje, że jest specjalistą od rowerów. Są także wątki pozasportowe, ale wgłębienie się w tę opowieść pozostawiam Wam – musicie jednak uwierzyć, że warto.

 

http://www.youtube.com/watch?v=55sZQZGzyQ4

 


Kolarze (American Flyers)

Jeśli miałbym wybierać, czy wolę z Kevinem Kostnerem tańczyć z wilkami, czy pojeździć na rowerze, to chyba bym wybrał to drugie. Film opowiada historię dwóch braci. Jeden z nich, Marcus, namawia swojego brata do treningów i udziału w zawodach kolarskich: wyścigu przez Rocky Mountains (nie mylić z Rockym-bokserem). Treningi, nowoczesna technologia lat osiemdziesiątych, specyficzne relacje braterskie i wiele innych, niby mało znaczących detali tworzy niepowtarzalny klimat tego obrazu. Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubionych filmów o tematyce sportowej. Kto go widział, z pewnością nie zapomni obrazu rowerów, gdy uroczo odstawały różne kabelki, a scena z ucieczką przed psem nie raz chyba zdarzyła się wielu z nas.

 

 

 

W następnym artykule „Filmoteki triathlonisty” pojawią już się filmy stricte triathlonowe. Ale spokojnie, nie będzie to „Transporter 3”, gdzie jest BIEG za skradzionym autem, pogoń za samochodem na ROWERZE, czy też PŁYWANIE wydobywając się z zatopionego auta…Miłego oglądania i do następnego razu…

8 KOMENTARZE

  1. Pewnie, że poczekam! Zresztą w trakcie sezonu samo życie czesto weryfikuje plany. A na konferencję sam „przywiozę” terminy dwóch ciekawych imprez.

  2. 🙂 cierpliwości Seba. Już tylko kilka dni i naprawdę będzie…ciekawa informacja. A po konferencji 24 listopada mam nadzieję, że będzie wiadomo już wszystko. Warto jeszcze poczekać z definitywnym określeniem swoim planów startowych w PL.

  3. Z komponowaniem kalendarza startów nie mam problemu, ale jakoś mi się to do końca nie zazębia i nie wiem dlaczego. Chociaż już wiem! Sponsora mi brakuje 🙁

  4. To fakt. Ja już opłaciłem Zurich, a za chwilę opłacę jeszcze….dwa ciekawe miejsca w Polsce. Szczegóły lada moment. Może też się tam wybierzecie…

  5. Darek, w okresie roztrenowania dobre filmy, które motywują, nie są złe.
    Mi takie filmy podnoszą motywację na kilka dni. Nic jednak nie motywuje lepiej, jak opłacone startowe na triathlon 😉

  6. I to ma być motywacja do treningów? Teraz zamiast biegać i jeździć będę ślęczał przed telewizorem.
    Chyba trzeba wpiąć szosę w trenażer.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here