Gdynia pokazała, że możemy pozbyć się kompleksów – Herman

9
12

Zainspirowany dość… intensywną dyskusją, jaka toczy się dookoła tegorocznych zawodów Ironman w Gdyni, postanowiłem zabrać głos w tej sprawie.

Na co dzień nie zwykłem pisać artykułów, chyba, że Łukasz mnie wypytuje, jednak przypadek Ironmana w Gdyni sprawia, że postanowiłem zerwać z tą regułą. Można zapytać, jakie mam prawo do oceniania polskich zawodów, skoro raczej nie startuję w naszych rodzimych imprezach? Nie zrozumcie mnie źle. Uprzedzając ewentualną krytykę, tu nie chodzi o to, że uważam nasze zawody za gorsze, że jako uczestnik różnych zawodów w różnych częściach świata, na mistrzostwach świata, na Hawajach, w Vegas, na mistrzostwach Europy nie mam zamiaru „zniżać się” do rywalizacji na szczeblu lokalnym. Po prostu w życiu jest tak, że jedni lubią jogurt, a inni zsiadłe mleko – ja natomiast z zasady jestem długodystansowcem. Gdzieś z tyłu głowy siedzi przekonanie, że połówka Ironmana to taki sprint, a dla ćwiartki to już w ogóle nie warto się przebierać. To oczywiście żart, ale… z ziarnem prawdy. Tak mam i już, i jakoś z tym muszę żyć. Wracając do analogii – skoro w Polsce serwuje się raczej jogurt, to szukam zsiadłego mleka za granicą. 

 

Początkowo nie planowałem startu w Gdyni – było to za wcześnie po Frankfurcie i nie było dopasowane do moich planów startowych w tym sezonie. Przeważyły jednak zaproszenie od Łukasza oraz względny sentymentalne (swoją przygodę z triathlonem również zaczynałem z Herbalife, tyle, że w Suszu).  Startowałem już w wielu miejscach. Mogę zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że jakkolwiek dobrze lub źle dane zawody by nie stały pod względem organizacyjno-logistycznym,  klimat nieodmiennie tworzą przede wszystkim kibice. Tu, w Gdyni, było naprawdę niesamowicie. Nie spotkałem się wcześniej z taką atmosferą – nie przesadzając, czułem się tu naprawdę jak w domu – dzięki zwłaszcza za doping na ostatnim podbiegu na Świętojańskiej! 

 

Druga, równie ważna rzecz – zawodnicy. Gdynia pokazała mi, że możemy pozbyć się jakichkolwiek kompleksów. W mistrzostwach Europy we Frankfurcie zakwalifikowałem się do mistrzostw świata na Hawajach. Tutaj w M35 byłem jedenasty – co znaczy, że wielu z Was jest już albo na granicy, albo już przekroczyła granicę formy umożliwiającej start w mistrzostwach świata. 

 

 herman2 gdynia2015

 

Last but not least – organizacja. Super trasa rowerowa, nowoczesne rozwiązania: fale, czas w pływaniu liczony od przekroczenia linii (rolling start). I co najważniejsze – wsparcie dla zawodników do samego końca, zarówno przez kibiców jak i support organizatorów. W Klagenfurcie byłem świadkiem,  jak zawodnicy z grupy wiekowej M65 walczyli o ukończenie, mogąc obserwować organizatorów zwijających trasę – mimo, że wciąż byli w limicie czasu. W Gdyni – wręcz przeciwnie. Dlatego też powtarzam – nie mamy się czego wstydzić, a i świat mógłby czasem zajrzeć do nas, żeby się czegoś nauczyć. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tych zawodach, wspomnienie atmosfery będzie towarzyszyć mi jeszcze długo, dodając sił w kolejnych zmaganiach. 

 

Tyle moich wrażeń. Nie odbierając nikomu prawa do krytyki, pozwolę sobie tylko przypomnieć klasyka:

Krytyk i eunuch z jednej są parafii / Obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi. 

 

Jeśli zatem potraficie zorganizować coś jeszcze lepiej – z przyjemnością sprawdzę, czy faktycznie się da. Jeśli nie potraficie, z samego szacunku dla organizatorów, warto czasem ugryźć się w język.

9 KOMENTARZE

  1. @ Lukasz B. ” Po zawodach dyskusje dotycza glownie sportowej rywalizacji… o organizacji malo sie dyskutuje” Identycznie jest w Kanadzie , kraju o pdobnej do Polski liczbie ludnosci z ktorego corocznie do Kona kwalifikuje sie okolo 140 zawodnikow .

  2. Nie tylko Gdynia ale i Poznan i pozostale cykle imprez jak GIT itp… Jakosc imprez w Polsce jest na bardzo wysokim poziomie!
    ALE po ostatnim weekendzie wyznacznikiem jakosci jest dla mnie Challenge Almere-Amsterdam gdzie mialem przyjemnosc startowac. Imprez, organizacja, lokalizacja, trasa… wszystko Mega-Full-Wypas. Jesli ktos szuka benchmarku i chce sie porownywac albo po prostu wystartowac w super imprezie to szczerze polecam!
    PS
    Zgadzam sie ze poziom sportowy TRI w Polsce rosnie. Ale mam wrazenie ze na zachodzie startuje sie dla samego faktu startu i mniejsza wage przywiazuje sie do pakietow itd… a poziom sportowy jest nadal sporo wyzszy. Mieszkam i startuje od kilku lat w Belgii. Po zawodach dyskusje dotycza glownie sportowej rywalizacji… o organizacji malo sie dyskutuje 🙂

  3. Arek spiesz sie bo wiesz ….klimat wariuje i w Kona bedzie tylko gorzej . U nas w ubiegla niedziele 36C( 42C z wilgotnoscia) a dzis 15C i leje .

  4. „Mnie to kadzą – rzekł hardzie do swego rodzeństwa
    Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.
    Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił,
    Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił.”
    Andrzeju pisałem już dwukrotnie co myślę o tej fartownej wygranej! Poza tym wiesz, że raz na rok to i wąż piernie. Kolega Konieczny nie musi mnie sprowadzać na ziemię bo dość twardo po niej stąpam…. hehe… Co do Artura to fakt, zbroi się mocno! Na wiosnę wytoczy ciężkie działa… Czepek z pomiarem mocy to pikuś, takie ma asy w rękawie…. 🙂

  5. @Marcin K. Czepek z p m to nic , tam bedzie jeszcze UFO-racing chain znanej dunskiej firmy , ktory powoduje ze rower sam jedzie . 😉 GPS transponder pod siodelkiem to juz standart .

  6. Andrzej, już nie kaź mu tak mocno. Jeszcze sobie kol. Cichecki pomyśli, że rzeczywiście taki kozak z niego 😉 Wojnę Dziadków wygrał ale słyszałem, że Profesor zbroi się na 2016 i to ostro. Podobno kupuje czepek z pomiarem mocy 😉

  7. Startujac od siedemnastu lat w Kanadzie i USA , nie widzialem pojemnikow na rzeczy czy wykladziny w strefie zmian. Trzeba przyznac , ze sa zawody organizowane na b wysokim poziomie jak IM Wisconsin czy IM Mont Tremblant jednak wiekszosc nie dorasta do piet organizacji w Suszu . Gdy w 2009 w Kona w Paradzie Reprezentacji maszerowalismy tylko we dwoje z Lidka R, zamarzylo mi sie by kiedys bylo nas tutaj chociaz 10-15 reprezentantow bialo-czerwonej . W tym roku bedzie nas juz siedmioro jezeli dobrze policzylem a przeciez jest jeszcze wielu jak MKON czy moj pogromca z Susza, ktorzy mogliby leciec do Kona …..kiedy chca.

  8. Rafał super tekst. Podpisuję się pod nim obiema kończynami górnymi. Jednakże taki sam tekst napisałbym o Gdyni z 2013 (wtedy startowałem). Dla mnie m-dot nie zrobił różnicy. Po prostu uważam, że było zacnie wtedy i jest zacnie obecnie…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here