„Grass odpuści Ironmana w Zurichu” – felieton.

6
4

Nie wchodzę na wagę. Nawet na nią nie patrzę. Wyniosłem ją z łazienki do sypialni i schowałem w garderobie. Tam też nie zaglądam, bo wszystkie ubrania o rozmiarze XL wyniosłem dawno do garażu, więc przez najbliższy tydzień właśnie tam będę się ubierać. Jadłem…nie! Ja nie jadłem, ja żarłem. I mimo, że trenowałem w każdy świąteczny dzień wiem, że lepiej na wagę nie wchodzić. Ale zaczęło się dobrze. Nawet bardzo dobrze, bo kiedy w Wigilię przed południem odwiedziłem basen to wyglądał tak, jak na zdjęciu obok. Znajomy ratownik Rafał przywitał mnie zrozumiałym uśmiechem i jedną statystyką potwierdził, że mam szczęście – jeszcze dwie godziny temu pływało tu 36 osób. Teraz mam wszystkie tory dla siebie. Mogę pływać na każdym, po 25 metrach przepływać pod wodą na kolejne tory, poczuć się jak delifin przeskakując nad linami, nie muszę przejmować się „niedzielnymi” pływakami, którzy odbijają się od ściany dokładnie w momencie, kiedy ja do niej dopływam i chcę zrobić nawrót koziołkowy, którego nauczyłem się dopiero dwa miesiące temu! Spojrzałem na taflę wody. Jak ja uwielbiam patrzeć na powierzchnię basenu, kiedy jeszcze nikt nie zmącił wody niezgrabnym skokiem na główkę. Od razu przypomniały mi się zimowe ferie na słowackim Chopoku. Tuż przed ósmą rano wjeżdżam gondolką na szczyt góry. Jest nas dwóch. Ja i przypadkowo napotkany Rosjanin. Wyciąga piersiówkę i podając ją, z wymownym ruchem głową, mówi: „Co, po dziewictwo jedziemy?”. Spojrzałem zdziwionym wzrokiem, więc od razu wytłumaczył, że wśród narciarzy krąży podobno takie powiedzenie, że ten kto pierwszy zjedzie po przygotowanych stoku, skradnie górze dziewictwo. Basen to rodzaj męski, więc w tym przypadku (w większości) to panie mogą się bawić w takie porównania.

 

Nakleiłem na słupek startowy kartkę papieru z treningiem i wskoczyłem do wody. 3km z głównym zadaniem 6×300 (czas na 100m w tym zadaniu to 1:40 – 1:45). Naładowny energią wpadłem do domu i włączyłem się w przygotowanie kolacji. W zasadzie wszystko, co konieczne do zapełniania żołądka, było już gotowe, żona nie pozwoliła na ingerowanie w jej koncepcję. Kilka dni wcześniej wielkie gotowanie objęło wszystkich…oprócz mnie. Mnie zostało to, do czego samiec nadaje się najlepiej – prosta czynność machania ręką. Kiedyś to był cep. Dziś jest to kawałek szmatki i płyn do mycia okien, podłóg oraz szafek. Zrobiłem, co do mnie należało, a później to już hulaj dusza, piekła nie ma. W przypływie radości, kiedy moja czujność została uśpiona przez świąteczne ozdoby, prezenty i jedzenie, zrobiłem jeszcze zdjęcie tego, co powstało i wysłałem Profesorowi.

 

IMG-20121225-00021

 

Odpowiedział, jak na profesora przystało – inteligentnie i złośliwie. Sms o treści:

„Też mamy dobre ciasta! A poza tym nie siedzimy za stołem. Wspólny bieg: 14km…”


Poczułem, że góry w Zurichu, gdzie wybieram się w wakacje, zrobiły się dwa razy wyższe. To będzie Slowman, a nie Ironman. To samo zdjęcie wysłałem Maćkowi Dowborowi. Nie odpowiedział, co prawdopodobnie oznaczało, że zjadł dwa razy więcej i nie chce się do tego przyznać. Tak czy inaczej oba te fakty skutecznie mnie zdopingowały. W pierwszy dzień świąt wyszukałem w telefonie kontakt do Artura Pupki i wysłałem zdjęcie z treningu połączonego z rodzinnym spacerem.

 

IMG-20121225-00022

 

Poczułem się lepiej. Wojna samców nie jest już tak nierówna, jak jeszcze 24-godziny temu. Spojrzałem jeszcze raz na plan treningowy. Filip Szołowski napisał, że jeden dzień w święta mogę odpuścić. Odpuścić?! Otworzyłem jakiś internetowy słownik języka polskiego, który wytłumaczył mi, że to słowo może mieć m.in. takie znaczenia:

 

1. Odpuścić grzechy.
2. Zignorować (dać sobie spokój), np. „Bjoergen odpuści Kryształową Kulę”

 

Oczami wyobraźni zobaczyłem tytuł felietonu z lipca przyszłego roku: „Grass odpuści Ironmana w Zurichu„. Jeszcze czego! Odpuściłem Szołowskiemu grzech namawiania do złego i wskoczyłem na rower. A po treningu? Wielogodzinna gra w bajkową odmianę Monopolu. Nie grałem w to od dzieciństwa! To było widać! Córki okazały się lepszymi inwestorkami, a  starsza po kilku godzinach pobudowała już cztery hotele.

 

IMG-20121226-00038

 

Ja ciągle trafiałem na pole z poborcą podatków. Jak żyć?!

6 KOMENTARZE

  1. Kurcze Łukasz. Jak przeczytalem tutł to przestraszyłem się, ze jakaś kontuzja a tutaj zwykłe obżarstwo i to jeszcze nie takie wielkie. phi…

  2. Przecież wiem Łukasz, że z przymrużeniem oka :-)) I ja z przymrużeniem komentuję, bo po tej czekoladzie człowiek ma zawsze dobry humor :-)) Poza tym – mówię nie … pesymizmowi 🙂 Świetny tekst i tak go na wesoło odebrałam. Pozdr. Tak trzymać Akademio!

  3. @Asiu – dziękuję. Czekolady jem mnóstwo. Kilka w tygodniu, a bywa, że więcej! Felieton z przymrużeniem oka i tych kilogramów nie ma za dużo 😉

    @ Panie Andrzeju – leśne dukty obok domu, Las Kabacki. Zapraszam 🙂

  4. Oj! Smignołbym tym lesnym duktem na moich Fischerkach(classic):).Zimą robię w jednym tygodniu: 20km wybieganie a w następnym, 30km na biegówkach i tak na przemian.
    Panie Łukaszu, czy to gdzies koło domu ? Zazdroszczę!
    A u nas w Toronto, dopiero wczoraj spadł,pierwszy snieg tej zimy.
    @Zurich. Odkupię pakiet startowy, jakby co.

  5. Świetny felieton 🙂 W dawnym, znanym mi stylu 🙂 Pozdrowienia dla dziewczyn AWM! A ciasto wygląda rewelacyjnie! Twórczyni należą się ukłony. Samo zdrowie… naprawdę, choć kalorii sporo, ale… Czekolada to kakao, a kakao to źródło flawonoidu opóźniającego procesy starzenia oraz wapnia, żelaza, magnezu i fosforu,witamin A, E i z grupy B,tryptofanu, który jest wykorzystywany przez mózg do wytwarzania serotoniny… itd. A poza tym, skoro nasza królowa nart Justyna Kowalczyk uwielbia czekoladę, to tym bardziej triathloniści nie powinni się jej obawiać :)) Łukasz… powodzenia w treningach i pozdrowienia dla AT. JWP.M>

  6. :)chcesz namiar do człowieka, który powoduje, że z wagą nie masz problemów, a jeśli już to tylko dlatego, że jest za niska?:)

    Pierwsza wersja planu na ten tydzień przewidywała u mnie aż dwa dni wolne. Druga już żadnego:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here