Jak to było w Vegas?

23
12

Zacznijmy od początku, czyli rozwiania wszelkich wątpliwości związanych ze sportowym aspektem mojego startu w Ironman 70.3 World Championship. Jak pisałem w poprzednim felietonie przyleciałem do Las Vegas również w celach urlopowych, turystycznych, a sam start traktowałem jako ukoronowanie ciężkiego sezonu i przygodę życia, nie nastawiając się na wynik sportowy. To co w tym roku miałem osiągnąć, zrealizowałem w Norwegii podczas Ironman Haugesund 70.3, gdzie udało mi się uzyskać fenomenalny wynik 4h 30 minut, a także w Szczecinku, gdzie na dystansie 1/4 Ironmana również pokazałem wysoką dyspozycję. Startem startów miał być Ironman Zurich jednak najpierw kontuzja nie pozwoliła mi zrealizować założeń, a później przemęczenie ciągnęło się do samego Las Vegas, gdzie zapalenie ścięgna Achillesa o ile nie przeszkadzało bardzo w pływaniu i jeździe rowerem, o tyle podczas biegu było nie do zniesienia. Sam wyjazd do USA poprzedzony był miesiącem ciężkiej pracy. Nagrania do programu telewizyjnego zabierały mi codziennie około 13h. Plan zdjęciowy zaczynaliśmy o godzinie 9, a kończyliśmy o 22-23. I tak do 27 sierpnia. 29 siedziałem już w samolocie do Las Vegas. Od zawodów w Zurichu, czyli od 27 lipca byłem łącznie 3 razy na treningu rowerowym, 2 razy na basenie i co drugi dzień udawało mi się realizować jakąś jednostkę biegową. Przyznacie, że nie jest to trening do bicia życiówek na Mistrzostwach Świata.

 

Wiedząc, ile czasu spędziłem na „treningach”, pamiętając, że jadę za ocean również w celach turystyczych, przystąpiłem do zawodów zrelaksowany i z chęcią przekroczenia mety, ale nie sądziłem, że mimo to będzie to takie trudne. Dzień przed zawodami zasnąłem jak nigdy. Nie stresując się, usnąłem jak dziecko już o godzinie 20. Wstałem o 5 rano. Jak zwykle przed wyścigiem zjadłem 4 kanapki z miodem, wypiłem szklankę soku pomarańczowego, a w drodze do T1 wodę kokosową. Było chłodno. Niewiele ponad 20 stopni Celsjusza – załamanie pogody w Vegas. Padał rzęsisty deszcz. Strefa zmian zlokalizowana na piaszczysto-kamienistym terenie, w lekkim zagłębieniu pełna była wody. Stąpanie po niebieskim dywanie przypominało spacer po gąbce nasączonej wodą. Sama T1 i to, co organizatorzy zapewnili wokół, moim zdaniem nie robiła wrażenia. Uważam, że w Polsce przynajmniej w kilku miejscach (Gdynia, Poznań, Malbork czy Szczecinek) było zorganizowane o wiele lepiej. Nie mamy się czego wstydzić! Nasze zawody mają naprawdę światowy poziom (nie wspominając już o expo, bo to gdyńskie bije na głowę wszystkie, które w tym roku widziałem: Zurich, Las Vegas, Norwegia. Ustawiłem się w kolejce do wejścia do wody, na skarpie jeziora Las Vegas. Wolontariusze z tabliczkami rozgraniczali poszczególne kategorie wiekowe, a także przechadzali się między zawodnikami zabierając do worków na śmieci puste butelki, opakowania po żelach, itp. Byli też tacy, którzy chodzili z ręcznikami, w które można było wytrzeć okularki bądź twarz i ręce.

 

v1

 

Było nas w kolejce kilku Polaków, ja, Maciek Dowbor, Rafał Fazan, Chris Lachor, który jest Polakiem, ale na co dzień mieszka za granicą i na liście startowej oznaczono go krajem zamieszkania. Podobna sytuacja dotyczyła jeszcze kilku innych Polaków, m.in. Grzegorza Zgliczyńskiego. Obok nas jeszcze dobry znajomy z Francji Michael Louzon, z którym tak świetnie pobiegłem półmaraton w Haugesund (1.30). Później okazało się, że tego dnia również on nie miał swoich 5 minut. Nie można przygotować się na kilka startów A, uzyskując równie wysoką dyspozycję. W wodzie ustawiłem się skrajnie po prawej, ale po analizie zdjęć widzę, że to był błąd. Nawigowałem na wszystkie żołte boje, płynąc tuż obok nich, co spowodowało, że nadrobiłem co najmniej kilkadziesiąc metrów. Płynąc, zastanawiałem się, dlaczego jestem praktycznie sam, ani razu nikt mnie nie „zaczepił”, nie było klasycznej wasching maschine… Pływanie bez pianek i z kiepską nawigacją zajęło mi 37 minut, co i tak nie jest tragedią. Sądziłem, że będzie dużo gorzej. Jestem z tych pływaków, którym pianka pomaga ogromnie. Mogę uzyskać na dystansie od 2 do 4km nawet 10 minut różnicy.

 

v8

 

Trasa rowerowa piekielnie ciężka. Nie dość, że cały czas padał deszcz, było niebezpiecznie, to jeszcze te wzniesienia! Męczarnia! Trasa była o wiele trudniejsza niż podczas Ironman Zurich, gdzie czekały nas dwa strome podjazdy, ale tam wiedzieliśmy, gdzie się zaczynają i kończą. W Las Vegas ma się wrażenie, że niby jest płasko, a w rzeczywistości cały czas pod górkę. Do tego wyścig rozgrywany był częściowo w ruchu otwartym i dwukrotnie miałem niebezpieczną sytuacją związaną z pojazdem jadącym z naprzeciwka i wyprzedzającym triathlonistów jadąch w moją stronę. Sporej wielkości pick up blokował stromy zjazd, gdzie prędkość na rowerze dochodziła do 70km/h. Niestety byłem zmuszony złamać przepisy zawodów i zjechać na przeciwległą stronę jezdni, aby móc wyprzedzić i uniknąć zderzenia – mocne hamowanie na mokrej nawierzchni mogło się skończyć tylko upadkiem. Niestety to nie koniec minusów trasy rowerowej. Drafting… To zobaczyliśmy na odprawie.

 

drafting vegas

 

Sądziłem, że prośby organizatorów, ranga zawodów i poziom zawodników, którzy dostają się na MŚ do czegoś zobowiązują. Niestety! Ani razu nie widziałem sędziów na motorach! Widziałem za to gigantyczne pociągi draftujących zawodników, łącznie z draftującą czołówką. Jednym słowem wstyd. Szkoda, że Mistrzostwa Świata nie są idealnym przykładem respektowania zakazu draftingu. Kończąc opis trasy rowerowej trzeba przyznać, że jest to faktycznie samotna jazda na czas. „Wyrzucenie” wyścigu poza miasto dostarczyło ogromnych wrażeń estetycznych związanych z krajobrazem, ale nie doświadczyliśmy dopingu, który tak ładuje akumulatory na zawodach w Gdyni, Suszu czy imprezach cyklu Garmin. Perfekcyjna była za to praca wolontariuszy. Bez zarzutu. Tu widać ogromną tradycję wolontariatu w USA. To w jaki sposób każdy wolontariusz z osobna potrafi opiekować się zawodnikiem jest książkowe. Nie tylko sposób podawania żeli czy batonów, ale sposób zachowania, doping, troska o bezpieczeństwo i komfort zawodnika! Brawo! Tu możemy się jeszcze trochę nauczyć od naszych kolegów zza oceanu. Zakończenie trasy rowerowej to oczywiście perfekcyjna opieka wolontariuszy, którzy odbierali rower i podawali worki z rzeczami na bieg.

 

v4

 

Bieg…taaaak…koszmar.

 

Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłem podczas kilkuletniej przygody z triathlonem. Nie tylko dlatego, że tak wolno nie biegłem jeszcze żadnej połówki maratonu, ale również dlatego, że miałem wrażenie ciągłego biegu pod górkę! Dodatkowo wyszło słońce, zrobiło się duszno i myślałem, że za chwilę umrę. Nie tylko z powodu bólu ścięgna Achillesa, ale także dlatego, że byłem słabo przygotowany kondycyjnie, więc już od początku nogi były jak z waty, łapały mnie kurcze w mm.dwugłowe i czworogłowe. Nie pomagała już nawet hiperwentylacja, bo nie mogłem swobodnie oddychać. Wzniesienia na trasie biegowej, były gwoździem do trumny.

 

v5

 

W Haugesund trasa również była pofałdowana, górki strome, ale krótkie. W LV nie miały końca. Jednym słowem dramat. W myślach powtarzałem sobie tylko słowa Chrissie Wellington „Never give up”. Dzięki temu zawołaniu oraz niesamowitemu dopingowi Polonii z Las Vegas przetrwałem.

 

pies polonia

 

Jeszcze raz dziekuję całej Polonii nie tylko za gorące przyjęcie w Henderson, ale także za przepiękny dopping na trasie, a Marii Randolph za wszystkie zdjęcia, które możecie tu oglądać. Bezcenne. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł się odwdzięczyć.

 

v6

 

Sezon 2013 zakończony. Życiówka w półmaratonie na poziomie 1h 28 minut. Życiówki w pływaniu na każdym dystansie. Życiówka w Ironman 70.3 na poziomie 4h 30 minut. Kwalifikacja do Las Vegas. Czego chcieć więcej?! To był jak dotąd najlepszy sezon treningowo-startowy i z całego serca dziękuję Filipowi Szołowskiemu za przygotowania i ukierunkowanie. Jak mówią Amerykanie: Good job! W przyszłym roku na pewno Ironman Kopenhaga. Co jeszcze? To ustalimy z trenerem wkrótce, ale najważniejsza jest droga do celu. Sam cel jest wisienką na torcie, który piecze się przez cały rok. I takich wrażeń Wam życzę! 

 

Maćkowi Dowborowi gratuluję całego sezonu i cieszę się, że nasza triathlonowa (i nie tylko) przyjaźń pozwala jeszcze bardziej napędzać i tak rozpędzony już triathlonowy pociąg, jak nazwał to Filip Przymusiński. Dziękuje wszystkch czytelnikom Akademii Triathlonu i do zobaczenia na zawodach w przyszłym roku! 

 

maciek ja_LV

23 KOMENTARZE

  1. Kilka uwag na marginesie relacji Łukasza i niektórych komentarzy:
    1. Łukasz – wspamniały sezon (jesteś numer jeden na liście rankingowej IRONMANA w Polsce w gym roku w kat.wiekowej)
    2. Start w Vegas – to nagroda za całoroczny wysiłek, wynik sportowy jest tu drugorzędny
    3. Fajna relacja – dobrze się czyta, czuć w tym i łatwość pisania i emocje. Nie wszyscy informujący o swoich przeżyciach sportowych mają umiejętność wartkiej narracji
    4. Trochę za dużo szczerości – internauci/sportowcy (szczególnie Ci początkujący) chcą pozytywnych relacji ze zmagań – obowiązuje tu pewna konwencja. Kontuzje, problemy sprzętowe, zaległości treningowe traktują jako oznakę słabości, a ty masz być inspiracją i remedium na ich kompleksy
    5. Do zobaczenia na basenie w Piasecznie

  2. Jeszcze raz ja – po uważnym przeglądnięciu zdjec – serdecznie pozdrawiam Sławka – „Maskotkę” z Haugesund 😉
    miro 111 – to Twój wpis jest właśnie taki polski, żałosny, daleki od sportu i triathlonowej rodzin:-((

  3. Łukasz,
    Piękny medal, fantastyczny sezon,i genialna promocja TRI. Im dłużej Cię czytam, tym bardziej wierzę w Gdynię w przyszłym sezonie (skoro Malbork już zdobyłam 🙂
    Więc pisz, mobilizuj i do zobaczenia!

  4. To jest najnowszy wpis czyli AT nie jest na bieżąco. Szkoda, że nie ma informacji o rozpoczętym już 11.09 Grand Final London Triathlon 2013-największej imprezie triathlonowej, o najwyższej randze (poza IO), w której startują zarówno zawodowcy (światowa czołówka), jak i amatorzy (Mistrzostwa Świata Age Group).

  5. 3 tygodnie temu wróciłem z Vegas, temperatura była piekielna, niemalże roztapiało asfalt na Stripie. Serdecznie gratuluję samego podjęcia rywalizacji!Ja na pewno dałbym sobie spokój w takim upale!

  6. Relacja jak zawsze świetna, medal przepiękny, wrażenia niezapomniane, sezon bardzo udany … czy można jeszcze czegoś chciec ??
    Gratulacje i wyrazy największego podziwu 😉 pozdrawiam

  7. Łukasz, wielkie gratulacje udanego sezonu.
    Medal wspaniały 🙂 Kolejny do Twojej kolekcji.
    Jesteś super przykładem dla nas wszystkich zapracowanych, którzy dążą do swoich celów w Triathlonie

  8. Może nie były to wymarzony finał na przygodę życia ale taki jest sport… Kolejna perełka na naszyjniku wspomnień. Z pewnością największy blask oddaje ta ze wspomnianym 4.30 w HIM. Jest powód do satysfakcji i bodźce do dalszej tri-męczarni 🙂 Tak trzymaj i ciągnij za sobą tłumy… :-)) Medal faktycznie przepiękny! Gratulacje!

  9. Najważniejsza jest doga do celu… To do mnie przemawia :-).
    Gratulacje i Podziw. Po raz pierwszy śledziłem on-line Waszą walkę na trasie. Naprawdę była ekscytująca. A propos TV, to jakby co, to my mamy w domu kota :-).
    pozdrawiam serdecznie

  10. Gratulacje i szacunek za miniony sezon. Z tego opisu wynika, że warunki były bardzo zbliżone do tych jakie były w Poznaniu: rzęsisty deszcz podczas jazdy rowerem, a później słońce podczas biegu 🙂

  11. Gratulacje i ogromne wyrazy uznania!

    To m.in. dzięki Panom „Finisherom” ze zdjęcia zacząłem marzyć o wskoczeniu do tego rozpędzonego pociągu. Na razie jestem na etapie sprawdzania rozkładu jazdy i jeszcze duuużo mi brakuje (zwłaszcza pływanie leży), żeby kupić bilet na pociąg ale już teraz idąc na poranny trening na basenie ciesze się jak dziecko na widok nowej zabawki.

  12. Czyli warunki trochę jak w Poznaniu (z tym, że w Poznaniu jest jednak płasko) – mokro na rowerze i duchota na biegu 😉

    Gratuluję udanego sezonu, atrakcyjnego wyjazdu i fajnego medalu! 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here