Jesień i zima, czyli trenażer i góral. Sonda.

17
10

O ile łaskawy październik i pierwsza połowa listopada pozwalały jeszcze na jazdę szosówką (a znam takich, którzy wyciągali z garażu czasówkę), o tyle końcówka listopada będzie już wybitnie „niekolarska”. Zimno, deszcz, a z czasem śnieg oraz śliska nawierzchnia to główne czynniki wpływające na zmianę sprzętu. No właśnie, ale na jaki? Generalnie nie jestem zwolennikiem jednej opcji i nie przesiadam się zbyt szybko na trenażer lub rolki rowerowe – wolę jednak pocić się w terenie. Na rower ustawiony w gabinecie siadam wyłącznie wtedy, kiedy porządnie leje, albo na Mazowszu uderzył mróz jak na Syberii. Ugniatanie dupska na siodełku szosówki stojącej na rolkach, wpatrywanie się w ścianę lub nawet ekran telewizora, to nie dla mnie. Tak jak Adrian Brzózka, wielokrotny zwycięzca wyścigów Grand Prix MTB, podpisuję się pod stwierdzeniem, że „dopóki zapadki w bębenku nie zamarzają, preferuję trening na zewnątrz”. Ale oczywiście trening na rowerze stacjonarnym, trenażerze, jest nieodłacznym elementem przygotowania sportowca w naszej strefie klimatycznej, kiedy od października do marca nastaje czas Krainy Mordoru. Jednak nie da się ukryć, że jazda na trenażerze pozwala na trening, jakiego zimą na zewnątrz nie zrobimy. Poniżej zebrałem subiektywne i obiektywne argumenty przemawiające za treningiem na góralu i na trenażerze, ale rownież minusy, które w przypadku nieumiejętnego stosowania mogą zaburzyć nieco cykl przygotowawczy. Czekamy na Wasze opinie i doświadczenia. 

MTB:


1. Bezpieczeństwo na śliskej drodze.

Jesień przynosi ze sobą deszcz i spadające liście. Jest ślisko i każdy, kto choć raz wyjechał w taką pogodę na wąskich oponach wie, że wystarczy chwila, a można nabawić się poważnej kontuzji. Szerokie opony naszego górala pozwalają zachować stabilność na drodze i dają nam poczucie pewności.

 

2. Siła, równowaga i stabilność.

Możemy wreszcie pojeździć po nierównym, miękkim i naprawdę górzystym terenie. Wąskie leśne ścieżki w pofałdowanym terenie mogą być nie lada wyzwaniem. Niemal przez cały czas musimy dbać o równowagę, co powoduje napięcia mięśni, których podczas jazdy szosówką raczej nie nadużywamy. Trening crossowy doskonale wpływa na tzw. core.

 

3. Urozmaicenie

Nie oszukujmy się – nowe bodźce treningowe zawsze dobrze działają, a po kilku miesiącach jazdy po afsalcie zmiana terenu dobrze nam zrobi. Wycieczki rowerowe po lasach i górach to coś, co naładuje nas pozytywną energią i nawet jeśli po dwóch godzinach wrócimy ubłoceni, to spalimy kolejne kilkadziesiąt kcal na myciu naszego cacka.

 

4. Refleks i orientacja

Jazda po nierównym terenie to konieczność ciągłej koncentracji. Musimy być skupieni na jeździe, bo chwila nieuwagi bedzie oznaczać wywrotkę. Bardzo często, podczas dyskusji z triathlonistami spotykam się z takim oto niepokojącym sygnałem: „Jadąc czasówką, z lekko opuszczoną głową, wpatrzony w przednie koło lub asfalt, zamyślasz się i nagle jesteś o krok od kraksy z innym użytkownikiem drogi lub nie zauważasz przeszkody. Prosta i równa droga usypia twoją czujność„. Warto włączać do swojego treningu jazdę góralem po trudnym terenie, który obudzi w nas czujność i refleks.

Trenażer


Cycle-simulator


1. Deszcz? Jaki deszcz?! U mnie nie pada.

Może padać grad, deszcz i śnieg, a Ty mimo to zrobisz swój trening bez względu na pogodę. Kiedy jest zimno, musisz się grubo ubrać, a to ogranicza ruchu i komfort jazdy. Trenażer w domu oznacza letni strój i jazdę na własnym rowerze! 

 

2. Technika pedałowania!

Bardzo istotny element treningu rowerowego, którego nie zrobisz dokładnie w żaden inny sposób – pedałowanie jedną nogą. Uczy wykonywania efektywnego ruchu korbą, twoja noga zmuszona jest poruszać się po okręgu. Możesz się skupić na fazie podciągania i naciskania w taki spoosób, aby stopa była ustawiona pod odpowiednim kątem, a cały ruch przebiegał po odpowiedniej trajektorii. Stabilność trenażera umożliwia Ci zachowanie równowagi podczas gdy jedna kończyna zwisa bez ruchu.

 

3. Spokojna jazda w tlenie.

Zimą na góralu trudno o trening w pełni zbliżony to długodystansowej jazdy na szosie, z jaką mamy do czynienia podczas przygotowań do zawodów Half Ironman i Ironman. Trening na trenażerze lub rolkach rowerowych bardzo to ułatwia.

 

4. Nieustannie w ruchu

Jazda na trenażerze lub rolkach rowerowych to jazda ciągła, bez przerw w pedałowaniu, które są „prowokowane” przez zjazdy bądź długą prostą. 

 

5. Jesteś w domu!

Z pewnością nie ma z Ciebie zbyt wielkiego pożytku podczas treningu, ale jesteś! Możesz nie tylko rozmawiać z dziećmi, ale w niektórych przypadkach, kiedy są już na tyle dorosłe, że mogą zająć się sobą, Twoja druga połowa może wyjść z domu i mieć czas dla siebie, bo Ty pilnujesz domu.

 

6. A co z obciążeniem?

Rolki rowerowe, bo to w nich leży problem z obciażeniem, mają faktycznie jedną zasadniczą wadę. Obciążenie możemy regulować wyłącznie zmianą biegów w rowerze. Dla wielu może się to okazać za mało. Ale trzeba pamiętać, że nic tak nie ćwiczy utrzymywania równowagi, jak jazda na trenażerze rolkowym. 

 

7. Pokój w domu to nie przestronna sala ćwiczeń. 

Pamiętaj o odpowiednim ubiorze i najlepiej uchylonym oknie. Dostęp świeżego powietrza jest niezwykle konieczny, bo podczas treningu wydychasz spore ilości CO2. Poza tym w temperaturze pokojowej pocisz się dwa razy więcej – pamiętaj o nawadnianiu! 

 

Trening na trenażerze, to temat bardzo obszerny, a ten artykuł nie ma na celu omówienie wszystkich szczegółów. Więcej na temat tego typu treningu znajdziecie w artykule Ludwika Sikorskiego pt. „Trenażer – nie zawsze ciekawy, zawsze pomocny”. 

 

 A Ty jak trenujesz? Co przeważa w Twoim treningu jesienią i zimną?

 

{module 152}

17 KOMENTARZE

  1. @Marcin – Ty masz takiego urwisa, że nie ma mowy na 5 minut spokoju. U mnie czesanie lalek, zabawa w domek dla księżniczek, itp to dość spokojne zajęcie…i czasochłonne :-)))

  2. MTB jeździ po asfalcie :-)) moje przejechało ostatnio 50km. Szosówka ma awarię. Oczywiście, że się piszę. Jak tylko skończę listopadowe szaleństwo w pracy, to mazowieckie lasy nasze! Może jeszcze ktoś z Warszawy lub okolic znajdzie wolny weekend. Znalazłem ostatnio fajne trasy w Lasach Chojnowskich.

  3. przepraszam:) mam ostatnio w zwyczaju czytać wszytko bez szukania drugiego dna i interpretacji, a dla mnie szosa = szosa, a MTB = naprawdę fajny teren:)) MTB nie jeździ po asfalcie:) ale nadal podtrzymuję moją propozycję:) piszesz się?

  4. @Paweł…uff…proszę Cię, nie dopowiadaj tego, czego nie ma w tekście. Wiesz doskonale, że chodzi mi o jazdę na po mokrym asfalcie, na który spadają liście, itp…każdy kto choć raz wsiadł na szosę i na mtb wie, że jazda w TERENIE a la Maja Włoszczowska jest bardziej niebezpieczna…

  5. @Łukasz, szosa na mokrym asfalcie jest dużo bezpieczniejsza niż mtb w prawdziwym terenie w tych samych warunkach pogodowych. chyba muszę Cię przeciągnąć po jakimś terenie jeszcze tej jesieni aby pokazać o czym piszę:))) jak nie przekonam Ciebie do zmiany zdania to masz piwo u mnie:)

  6. @Filip – masz rację, pisałem subiektywnie, bo mam bez regulacji obciążenia 🙂 ale dzięki za info!

    @Paweł – góral w takich warunkach jest bezpieczniejszy niż szosa…..i taki jest sens tego punktu

  7. Adrian Brzózka, nie Adam.

    Przy MTB brakuje bardzo ważnych punktów jak: „doprowadzenie roweru do ładu po treningu” – nie każdy ma warunki w domu do odpowiedniej konserwacji roweru, teraz jak jest tylko mokro to jeszcze nic, ale już śnieg jest dużym wyzwaniem logistycznym jak się nie ma garażu czy piwnicy.
    „koszty” – niestety ale jazda zimą na niezimowym rowerze to spore koszty, łożyska, napęd, amortyzator…
    – niezgodzę się, że teraz nic nam nie grozi na mtb bo mamy szersze opony. liście, wilgoć, błoto, korzenie, kamienie,… to wszystko sprzyja upadkom… a jeśli ktoś niejeździ normalnie na mtb tylko wsiada na niego po sezonie to opanowanie roweru w takich warunkach jest ciężkie i może skończyć się źle, do jazdy teraz trzeba mieć sporo obycia. no chyba, że terenem do jazdy na MTB są równe, szerokie leśne i parkowe ścieżki, względnie asfalt:)

  8. Łukaszu, punkt 6 w trenażerze: NIEPRAWDA. Mam rolkę z dodatkowym uprzędzeniem oporującym i sterujesz sobie obciążeniem normalną manetką podobnie jak przy trenażerach z wpinanym tylnym kołem.Można tak sobie podkręcić, że jedzie się jak pod Karpacz. Pozdrawiam

  9. Jako osoba zdecydowanie ciepłolubna (wychowana po części na pustyni) dość szybko rezygnuję z jazdy outdoor’owej na rzecz trenażera i w tym roku przygotowałem się do tego mega profesjonalnie – ściągnąłem kilka sezonów seriali, na które w sezonie letnim nie miałem czasu. Teraz wręcz nie mogę się doczekać kolejnej sesji!

  10. Tak się złożyło ,że PZKOL po moim sąsiedzku niemal (1000 m) postawił sobie siedzibę potężną … i tam też zimą można popedałować .Zapraszam na tor kolarski do Pruszkowa , 6 razy w tygodniu , 4 dychy wjazd , niektóre elementy treningowe można dopracować niemal do perfekcji. Opcja raczej dla stolicy i okolicy …. ale ja na trening górski też mam daleko , takie życie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here