brett sutton
Home Zdrowie Kontuzje Artykuły w etykiet: profesor Artur Pupka
Artykuły w etykiet: profesor Artur Pupka

Triathlon to nie tylko sportowa rywalizacja z przeciwnikami i samym sobą. To przede wszystkim społeczność fantastycznych ludzi, z którymi można spotkać się na obozie sportowym lub, co o wiele częstsze, na zawodach. Tak też było podczas weekendowego Euco Susz Triathlon. Spotkanie z członkami Akademii Triathlonu, ich znajomymi i rodzinami, to zawsze czas pełen pozytywnych emocji. Tym razem doszło coś jeszcze, bo w Suszu, i po raz pierwszy w polskim triathlonie, wystartował doskonale znany czytelnikom AT nasz sympatyk z Kanady - Andrzej Kozłowski. Nie obyło się bez przykrych niespodzianek, ale jak się dowiedziałem, Andrzej jest już zaprawiony w bojach z liniami lotniczymi, bo te kilkukrotnie gubiły mu walizkę rowerową ze sprzętem. Zwykle działo się to po zawodach, ale tym razem rower wcięło na dwa dni przed imprezą w Suszu. Andrzej musiał czekać w Warszawie, aż walizka z Londynu przyleci następnego dnia. Niestety pewnie cała ta nerwowa sytuacja spowodowała lekki stres i już na miejscu nasz doświadczony Ironman z Hawajów nie dokręcił jednej ważnej części. Poluzowany pedał odkręcił się w czasie jazdy, co w efekcie skończyło się wywrotką i stłuczeniami łokcia i żebra. Mamy nadzieję Andrzeju, że to bolesne przywitanie z triathlonem w Polsce nie będzie Twoim ostatnim… to znaczy… oby bolesne było po raz ostatni, ale  przyjeżdżaj do nas jak najczęściej. 

 

Oczy społeczności AT zebranej w Suszu zwrócone były na Iron „Dziadki” War, czyli bezpośredni pojedynek Arkadiusza Cicheckiego z Andrzejem Kozłowskim, Arka z Professore i Professore z Doktorre. O tym wydarzeniu było głośno już na kilka dni przed zawodami. Fejsbuki donosiły m.in:

 

ironwar susz

 

Rywalizację wygrał Arkadiusz Cichecki, o czym za chwilę sam opowie. Nie mniej emocjonująca wojenka w mniejszym wydaniu, toczyła się między panami, którzy przed nazwiskami mają budzące respekt tytuły naukowe - doktor kontra profesor! Marcin Stajszczyk vs. Artur Pupka. Ten ostatni, mimo, że był drugi, poprawił życiówkę aż o 8 minut, ale dzień wcześniej zdążył wprowadzić niepewność w szeregach triathlonistów używających szytek, bo na…gładkiej jak stół trasie, złapał gumę. Ale przejdźmy już do rozmowy, jaka toczyła się przy stole z grochówką i makaronem, tuż po przekroczeniu mety. Panel dyskusyjny zaszczycili swoją obecnością: Andrzej Kozłowski, Arkadiusz Cichecki, Marcin Stajszczyk, Olek Sachanbinski, Olek Łakomski, a wszystkiemu przysłuchiwał się kronikarz, Ojciec Dyrektor Łukasz Grass. 

 

Grass: Jak wrażenia Andrzeju?

AK: To jest mój pierwszy triathlon w Polsce i w porównaniu do imprez organizowanych w Kanadzie, muszę przyznać, że tutaj jest dużo lepiej - organizacja pierwsza klasa. Pomijając Mistrzostwa Świata organizowane w Mont Tremblant, u nas nie spotyka się na zawodach czegoś takiego jak koszyki przy rowerach, wykładziny w strefach zmian. Nagrody również są rzadkością. Dla mnie te zawody mogły się skończyć gorzej niż się skończyły, bo rano w dzień startu miałem kraksę na rowerze. Ponieważ mój sprzęt doleciał do Polski z opóźnieniem, skręcałem go wieczorem, dzień przed zawodami i zapomniałem dokręcić pedał. Cały czas czułem i czuję ból żebra, mam poobijany łokieć. 

 

Grass: A jak oceniasz swój start?

AK: Analizując wyniki poszczególnych konkurencji widać, że przegrałem z Arkiem pływaniem…

 

Arek: Nie bez kozery zarządzam pływalnią! To zobowiązuje! 

 

Andrzej: Rower i bieg miałem szybszy…

 

Grass: Generalnie Iron „Dziadki” War wygrał Arek z czasem 4:50:48.

 

Andrzej: Tak, o 26 sekund! 

 

(tutaj znajdziesz szczegółowe wyniki dystansu długiego - wyniki)

 

iron dziadki_susz2015

Andrzej Kozłowski i Arek Cichecki

 

Grass: A mieliście kontakt wzrokowy na trasie, wiedzieliście, co się dzieje?

 

Arek: Oczywiście! Czułem jego oddech na plecach. 

Andrzej: Widzieliśmy się na biegu i później żartowałem, że brakowało jeszcze tylko jednego kółka… i bym go miał! 

 

Grass: Czyli na nawrotach była wymiana spojrzeń?

Andrzej i Arek: TAK! TAK

 

Arek: Czułem ten oddech, czułem spojrzenie i powiem, że pierwszy raz w życiu tak się motywowałem, żeby dać z siebie aż tyle. Zawsze na zawodach nie do końca jestem zadowolony, bo mi się po prostu nie chce, a tutaj, dzięki Andrzejowi…

 

Andrzej: Ale ja absolutnie Arka nie goniłem! Nigdy z nikim się nie ścigałem i nie ścigam, walczę z samym sobą. Biegnę ustalonym tempem i trzymam się założeń. 

 

Grass: No dobrze, ale teraz mieliśmy nadzwyczajną sytuację…

 

Andrzej: No tak, chciałem wygrać, ale biegłem po prostu swoim tempem. 

 

iron dziadki2_susz2015

 

Grass: Panie Cichecki! gratulacje „Dziadku”! 

Arek: Dziękuję! 

 

Grass: Zapytam jak się płynęło, skoro Andrzej już wskazał, gdzie z Tobą przegrał. 

Arek: Wbrew pozorom nie popłynąłem najlepiej…

 

Grass: Ale wiecie, że pływania było co najmniej 100m wiecej?

Arek, Andrzej, Marcin, Olek: Ooooo!!! 

 

Olek Łakomski: I to mi poprawia humor! 

Grass: Mnie też. 

 

Arek: Ale muszę dodać, że chyba po raz pierwszy podczas pływania tak się zachłysnąłem wodą. Nie mogłem złapać oddechu, wyrównać go, utknąłem. Bardzo lubię środowisko wodne, nie mam jakiś zahamowań, ale pierwszy raz tak się przestraszyłem. Napiłem się wody tuż przed środkową bojką nawigacyjną. Dopiero za czerwoną boją nawrotową wszystko się unormowało, ale niestety sporo straciłem. 

 

Grass: Chciałem teraz pogratulować panu doktorowi, który tak spokojnie siedzi obok. Gratuluję życiówki. 

Marcin: Dziękuję bardzo. jestem bardzo zadowolony. Nastawiałem się na to, że złamię 5h 30 minut, bo w tamtym roku kończyłem z czasem 5:32, a to co wyszło, czyli 5:19:30… jestem bardzo pozytywnie zdziwiony. 

 

Grass: I to na trasie, która wcale nie była taka łatwa. 

Marcin: Trasa rowerowa była dla mnie wymagająca. Etap rowerowy zrobiłem w 2:43, a w tamtym roku ponad 2:50…

 

Arek: I trzeba dodać, że po nawrocie wiatr był silny…

Marcin: I tak naprawdę, żeby utrzymać średnią trzeba było się starać, na zjazdach mocno pracować. Ale wiem, że rower pojechałem na granicy swoich możliwości, bo na 2km przed końcem zaczęły łapać mnie kurcze mięśniowe - podobnie jak na Majorce. Puściły, ale na biegu na drugim kilometrze znowu kurcz i dokładnie jak na zawodach na Majorce złapał mnie w lewą nogę. Musiałem przejść do marszu, trochę się porozciągać i zacząłem bieg tempem około 5:15. W sumie udało mi się utrzymać tempo średnie 5:20, co jest najszybszym biegiem. Jestem zadowolony. 

 

Grass: 4:46:50 to czas Olka Łakomskiego. Życiówka?

Olek: Życiówka poprawiona o dwie minuty. I to mimo słabego roweru. Jadąc tu samochodem chyba za bardzo uwierzyłem w jakość tego asfaltu, myślałem, że będzie nas niosło. Ruszyłem tak ostro na pierwszej pętli, że na drugiej słono za to zapłaciłem. Ale zawody w Suszu oceniam bardzo dobrze, świetna trasa rowerowa, pogoda dopisała, pobiegłem również życiówkę w półmaratonie - lepiej niż na „czysto”. Miałem czas 1:34. 

 

Olek Sachanbinski: Ja też zrobiłem dzisiaj życiówkę, poprawiłem czas o 4 minuty (5:15). Byłem bardzo zadowolony po pływaniu, bo wychodząc z wody zobaczyłem naszego Profesora! 

 

Grass: Proszę, jak Professore potrafi uszczęśliwić!

Olek: On lepiej pływa, więc pomyślałem, że i ja popłynąłem tego dnia świetnie! Niestety czas pokazał, że popłynąłem słabo. Miałem problem z nawigacją, nie widziałem bojek. Na rowerze jechało mi się świetnie, pojechałem na 85% swoich możliwości, a w biegu realizowałem to, co zalecił trener Filip Szołowski, nie robiłem nic więcej. 

 

Grass: Panowie, kończąc może coś zaproponuję… chyba trzeba zrobić teraz Iron „Dziadki” War w Kanadzie….

 

(cisza)

 

Grass do Arka: No co się pan tak patrzy, panie Cichecki? Andrzej przyleciał do Polski, to teraz my do Kanady…

Arek: Ale słyszałeś jak tam jest organizacja, co?

 

(śmiech)

 

Marcin: Wiecie, nie wiem, co na to Profesor, ale chciałem zaznaczyć, że w drugiej wojnie… "Dr. War"…udało się…

Grass: OK, OK! W drugiej wojnie z Profesorem Arturem wygrał doktor Marcin! 

Marcin: Mimo, że Profesor zrobił życiówkę! 

 

Grass: Profesora niestety nie ma teraz z nami, gdzieś uciekł…

Arek: Profesor ma teraz rozważania natury filozoficznej, nie wolno mu przeszkadzać. 

 

profesor bieg_susz2015

 

Grass: Ja tutaj muszę usprawiedliwić naszego zacnego Profesora, bo nie wiem czy wiecie, ale start w Suszu był jego szóstym startem w tym sezonie, czwartym z rzędu, a m.in. w Radkowie na wymagającej trasie - najtrudniejszej ćwiartce w Polsce, zrobił swoją życiówkę. Poza tym przygotowuje się do zawodów w Poznaniu i Ironmana w Kalmar, więc dzisiaj miał prawo nie wygrać z Wami... choć i tak, jak wspomniał Marcin, pobił o kilka minut swoją życiówkę na połówce. A już zupełnie na koniec chciałem bardzo podziękować Iwonie Brzezińskiej za organizację AT Team Roomu, stworzenie nam idealnych warunków, bezstresowej sytuacji przed zawodami i komfortu po, a także...

 

Arek: Jak to? To jest dzisiaj AT Team Room w Suszu?!

 

(cisza) 

 

Marcin Stajszczyk: No proszę… obudził się…

Opublikowane w Publicystyka

Obóz Akademii Triathlonu na Majorce trwa w najlepsze. 50 osób trenuje pod okiem Filipa Szołowskiego z Labosport, wielokrotnego mistrza polski i Piotra Nettera, byłego trenera kadry narowodwej w triathlonie. Jak co roku we współpracy z Sauerland Team mieszkamy i trenujemy w ośrodku Font de Sa Cala. Wiosenne obozy na Majorce nastawione są głównie na pracę rowerową. Staramy się wykonać maksymalnie dużo objętości w tej konkurencji i to w warunkach, o które w Polsce trudno o tej porze roku. Poza tym jakość tras rowerowych i górzysty teren to warunki, o które w Polsce również trudno bez względu na porę roku. Filip Szołowski zdaje raport z pierwszych kilku dni obozu.

 

Łukasz Grass: Filip, pierwszych kilka dni obozu AT na Majorce za nami. Powiedz jak poszło podzielenie na grupy, ile ich jest i jakie treningi wykonujeci?


Filip Szołowski: W hotelu, w którym mieszkamy jest ponad 150 triathlonistów, z czego 50 osób to zawodnicy, którzy przyjechali na obóz razem z AT. Pierwszego dnia na spotkaniu organizacyjnym przekazaliśmy informacje wszystkim zawodnikom o możliwości dołączenia do jednej z 9 grup treningowych. Szczegółowa rozpiska treningów znajduje się na tablicy w warsztacie rowerowym, w którym każdy obozowicz może sprawdzić swój sprzęt przed treningiem. Wśród tych grup są 2 grupy, które prowadzą polscy trenerzy i 7 grup prowadzonych przez niemieckich trenerów z Sauerland Team. Piotr Netter prowadzi grupę początkujących zawodników w tym niepełnosprawnego Jaśka Melę - powody jego obecności na obozie AT i plany na najbliższe miesiące ujawnimy już wkrótce. Ponadto Piotr opiekuje się również Mateuszem Rakiem i Tomkiem Spaleniakiem, do których dołącza od czasu do czasu kilkoro zawodników z Polski. Ja z kolei mam grupę około 20 zawodników i zawodniczek, z którymi jeździmy w przedziale 2-3h w tempie 24-25km/h w dosyć pagórkowatym terenie. Pozostali Polacy trenują w grupach niemieckich, które z kolei jeżdżą ze średnią prędkością 22-32km/h w zależności od numeru grupy (1 najwolniejsza, 7 najszybsza), a dystans jaki pokonują jest od 30 do nawet 170km w przypadku wycieczek "one way", po trasach Ironman Mallorca. Ważną rzeczą jest to, że nie ma na naszym obozie przymusu trenowania w jednej grupie od początku do końca. Do grup można przechodzić z dnia na dzień. Są zawodnicy, którzy przeszli już przykładowo z mojej grupy do szybszej, ale są też tacy, który z grup szybszych przywędrowali na trening do grupy wolniejszej.

 

Na FB widzieliśmy zdjęcia z porannych treningów pływackich. Czy tak jak w ubiegłym roku Polacy również są rannymi ptaszkami i wstają najwcześniej, zaczynając pływanie jak jest jeszcze ciemno?

 
Poza treningiem kolarskim, o którym mówiłem wcześniej, Piotr Netter prowadzi trening pływacki o godzinie 9:30, natomiast moja grupa kolarska, jak i osoby, które rower trenują w szybszych grupach niemieckich (wyjeżdżają o 10 rano z pod hotelu) stawiają się na basenie punktualnie o 6 rano, tam z kolei w zależności od poziomu pływackiego przepływają od 2 do 3km. O godzinie 6 jest jeszcze ciemno na basenie, a pierwsza osoba, która przyjdzie na trening zapala światło. Przez pierwsze 3 treningi robiliśmy sporo ćwiczeń technicznych, ale już w drugiej części tygodnia będzie odrobinę szybsze pływanie.

 

at majorka 2015 2


Jak zamierzacie trenować w tym tygodniu? Podaj przykład z grupy najsłabszej, średniej i najmocniejszej.


Moja grupa w niedzielę zaczęła od 2h20' roweru, natomiast osoby, które chciały "dokręcić" sobie więcej kilometrów pojechały trening ok. 3h. Po rowerze mieliśmy dla większości zawodników pierwszą w tym roku zakładkę, która trwała 10-15'. Rano oczywiście był basen. Poniedziałek to tradycyjnie poranny basen, następnie o godzinie 11 trening kolarski i trasa w stronę Alcudii. Część grupy przejechała ze mną 2h30', a część nieco ponad 3h z postojem na kawę w docelowej destynacji. Po południu trening biegowy, na którym zrobiliśmy rozbieganie połączone z rytmami. Wtorek to dzień z lekkimi opadami deszczu. Poranek spędziliśmy na basenie, a po południu zrobiliśmy długie wybieganie. W zależności od poziomu zawodnika i jego chęci był to trening od 60' do 2h z narastającą intensywnością. Grupa, w której jeździ nasz ekspert i felietonista Profesor Artur Pupka zaczęła z wysokiego C! Od niedzieli do wtorku poranny basen, natomiast w niedzielę i poniedziałek przejechali odpowiedni 80 i 100km ze średnią ok 29-30km/h, co uwierzcie w tym terenie nie jest najprostszą sprawą. Do tego codzienny trening biegowy, który przeważnie swój półmetek miał pod popularną latarnią!

 

 

A jak atmosfera? Nie ma mnie w tym roku (obowiązki zawodowe) i szczerze mówiąc najbardziej będzie mi brakować wieczornych pogadanek na kanapach :-) standardowo podtrzymujecie te tradycję?


Tak oczywiście, bez pogadanek na kanapach przy bezalkoholowym Erdingerze, to nie byłby ten sam obóz! Słowne dogryzanie sobie nawzajem, prześciganie się i opowieści kto ile dziś wykręcił, ile watów miał na podjeździe, pod jaką górę szarpnął, ile i co zjadł na kolacje to standard. :) A na poważnie to jest świetnie spędzony wspólnie czas, który pokazuje jak zgraną społecznością triathlonową jest ekipa z AT!

 

at majorka 2015 9

Opublikowane w Publicystyka

I przywitaliśmy rok 2015! To już 3 lata minęły, jak mój przyjaciel Łukasz Grass namówił mnie na uprawianie triathlonu. Nie zdawałem sobie sprawy, że to taki ciężki i wymagający sport. Nie wiedziałem, że zrobi się z tego przygoda życia... Rok 2014 okazał się triathlonowo udany. Był wspaniały obóz na Majorce, były puchary (Olsztyn olimpijka, cykl Garmin, Gdynia sprint), było zwycięstwo w kategorii (Olsztyn), był super start na Majorce 70.3 z pobytem na scenie (otarłem się o slot na mistrzostwa z roll down, a co!), były też starty, gdzie męczyłem się okrutnie (Ślesin i Susz). No i start na pełnym dystansie w Kopenhadze, przyjemnie do 205km, potem umierałem w drugiej części biegu. Wszędzie spędziłem cudowne, niezapomniane chwile w gronie przyjaciół. Bawiłem się znakomicie!


Nowy Rok przywitaliśmy z Julą rodzinnie, w gronie przyjaciół i ich dzieci nad polskim morzem. Impreza była sympatyczna, urozmaicona różnymi grami i obowiązkowym zerkaniem w TV na popisy Maćka Dowbora. Zajmowałem się także edukacją dzieci. Bynajmniej nie był to zarys dziejów Polski, tłumaczenie, co robi się ze złamaną rączką, czy jak powinno zachowywać się w restauracji. Przywołując swój niewątpliwy talent malarski, tłumaczyłem w szkicowniku 6-letniej córce gospodarzy, na czym polega triathlon i jakie dyscypliny obejmuje. Byłem dumny, a mój wysiłek artystyczny możecie ocenić sami.

 

 

pupka kolberg3


Ale, ale... Sylwester Sylwestrem, jednak trenować trzeba! Zimowy Kołobrzeg zaoferował wszystkie możliwe warunki pogodowe: mróz, śnieg, deszcz, słońce, zawieruchy. Przyszło hartować ciało i ducha w takich warunkach pogodowych. Jeśli ktoś myśli, że pływałem z morsami, to się myli! Pływałem w basenie, a triathlonowy bilans sylwestrowego tygodnia to przepłynięte 9,4km, przejeżdżone 6h20min (w tym 3h20min mtb), przebiegnięte 39km. Podliczyłem dla Was ostatnie przetrenowane 4 tygodnie: odpowiednio 35,4km/22h45min/166km. Ale jak ostatnio napisał Andrzej Kozłowski, dopiero się rozkręcam!

 

pupka kolberg1 pupka kolberg4


No i jeszcze jedna sprawa na koniec. Wielu pisze o walce z samym sobą, niektórzy pisząc o swoich planach nieśmiało podają czasy, rzadko ktoś pisze o walce „wręcz“. To ja napiszę! Uważam, że sport bez rywalizacji traci swój urok. Uwielbiam rywalizować i bawić się w ten sposób. Moje plany na 2015 rok zakładają start na pełnym dystansie w Kalmar (muszę złamać w końcu te cholerne 12h!), trzy połówki (Majorka – tutaj ma być gaz, Susz, Poznań), cykl Garmin (z numerem 13!) i sprint w Gdyni. No i zapowiadana walka! Nie piszę o tych, którym nie doskoczę do pięt, czyli o przyjaciołach z „Warszawki“ (Kosa, Robert i Olek). Teraz mogę się trochę podroczyć, że muszę 2x więcej trenować, żeby być od nich 2x słabszy. Lubię też te śmiechy i żarty w wodzie lub na brzegu, że popłynę w nogach Ławickiego, Raka, Augustyniaka albo Koniecznego - kończą się po 15 metrach... Zamierzam powalczyć z Marcinem Stajszczykiem na długich dystansach. A będzie kilka okazji! Chcę podskoczyć Arkowi Cicheckiemu! W bieganiu to ja mu mogę... Mam jednak założenie, w Suszu chcę być pierwszy w T2, niech mnie goni! No i warto byłoby spotkać się na trasie z Blogerem Roku! Jakubie, gdzieś musisz się wysilić i pościgać ze starym profesorem!


Jedno jest pewne, niezależne od wyniku, wszędzie będę się wspaniale bawić i to w doborowym towarzystwie! Czego i Wam również życzę w Nowym Roku!

Opublikowane w Publicystyka

Pierwsze miejsce na zawodach triathlonowych w kraju, mistrzostwo w kategorii wiekowej 50+ na dystansie olimpijskim w Olsztynie. Gdyby ktoś powiedział mi to 2,5 roku temu, to turlałbym się ze śmiechu po podłodze w wadze 97kg. Tydzień wcześniej otworzyłem sezon na Majorce, startując na dystansie Ironman 70.3. Doskonałe zawody, upał, fantastyczne triathlonowe towarzystwo i życiówka - 5h 43min (33min/3h01min/1h57min), czyli nie grubo poniżej 6h, ale coraz bliżej 5,5h. Rower z przewyższeniami 1100m i ciągnącym się 25km podjazdem ze średnim nachyleniem 7% na odcinku 14km. Kończę zawody na 102 miejscu w kategorii wiekowej i dzięki procedurze roll down, ocieram się o ...zdobycie slota na mistrzostwa świata!!! Zawodnik przede mną odbiera przepustkę, jest lepszy o 6 min. Miałem okazje stać na scenie w czasie wieczornej imprezy. Niezapomniane wrażenia.

 

Mija tydzień od zawodów na Majorce i i stoję na starcie olimpijki w Olsztynie. Jestem tutaj ponownie, po roku. Wtedy zawody skończyłem z wynikiem 2h42min. Muszę napisać jeszcze parę słów o dniach poprzedzających zawody. Gościliśmy z Julką w domu najlepszego "ejdżgrupera" w kraju – Marcina Koniecznego.

 

artur olsztyn6

 

Jego i Ewy dom zamienił się w tych dniach w hotel! Domownicy i goście stanowili sporą, kilkunastoosobową grupę triathlonistów i ich rodzin. Jak sobie z tą szarańczą radziła Ewa, to pozostanie jej tajemnicą. Trudno opisać atmosferę tych kilku dni. Było fantastycznie! Niekończące się wieczorne rozmowy, wspólne treningi i posiłki. Posiłki - ważna sprawa w życiu triathlonisty! Ja jadłem tylko to, co mistrz swojej kategorii wiekowej, MKon: miód, koktajle z owocami dzikiej róży i ...ciasto! Tak właśnie, ciasto! Murzynek przygotowany przez Kasię - córkę Ewy i Marcina, wespół z kuzynkami był prawdziwym murzynkiem mocy. Dziewczyny, jak przystało na triathlonowy dom, pełniły obowiązki wolontariatu na zawodach. Wieczór przed startem kończy się po północy, nie mogę się oderwać od dyskusji z Maćkiem Dowborem i ładowania węglowodanów w postaci piwa - jednego piwa.

 

Dzień startu.
Odbieram pakiet startowy i numer. Dostaję trzynastkę i okazuje się, że jestem w boksie prosów! Widocznie organizatorzy zaliczyli mnie zgodnie z tytułem naukowym profesora (prof.) do profi. Szczęśliwy numerek maluje na moich ramionach i nogach bratanica Ewy – Misia (dzięki wielkie, do dzisiaj nie mogę zmyć tych cyferek). Rower wieszam obok późniejszych zwycięzców zawodów: Pauliny Kotficy i Mateusza Raka oraz mistrzów kategorii wiekowych: Marcina Ławickiego, Filipa Przymusińskiego i Małgosi Szczerbińskiej.

 

artur olsztyn1

 

Myślę, że takie ustawienie powinno stać się praktyką w zawodach organizowanych przez Filipa Szołowskiego i Marcina Florka. Woda jest zimna. Organizatorzy informują, że ma 15 stopni Celsjusza, ale po drętwiejących rękach i stopach oraz krótkim oddechu na rozgrzewce myślę, że pomiar odbywał się w kałuży przy brzegu jeziora.

 

Start!
Pływanie - delikatnie ujmując sprawę - nie jest komfortowe. Zimno, tłok przy bojach (mnóstwo żabkujących), a konieczność przebiegnięcia przez plażę w połowie dystansu wybija z rytmu. Wybiegam z wody i patrzę na zegarek - 29min. Uff...dobrze, że to koniec. Teraz będzie już tylko lepiej. Lepiej?! Tak mi się tylko wydawało. Z chmur lecą hektolitry wody, a po chwili kulki gradu. Ulicami płyną potoki. Pięknie! Pojawiają się pierwsze wątpliwości, pokonuję podbieg i dopadam do strefy zmian. Jest jeszcze gorzej, miska z misternie ułożonymi butami biegowymi i kolarskimi jest pełna wody. Dramat! Ale jest mi już wszystko jedno. Wypadam z rowerem na trasę i od razu trafiam na kraksę. Jadę pierwszy kilometr zachowawczo, kalkuluję: na trasie lodowisko i strumienie wody, ja jestem chirurgiem, szkoda zdrowia. Zaraz, zaraz! Chirurg?! OK, ale teraz jestem zawodnikiem! Amatorem, ale zawodnikiem! Triathlon...co byś z siebie dał, gdyby to był twój ostatni dzień? WSZYSTKO! Siadam więc na koło innego zawodnika i gnam, przestaje mi przeszkadzać deszcz, grad i śliska droga. Po chwili tworzymy 5-osobową grupkę i zgodnie pracujemy przez trzy kółka. Raz tracę z nimi kontakt przez blokadę wolniej jadących zawodników na nawrocie. Dojście do „mojej“ grupy kosztuje mnie palenie w płucach i udach przez kolejne dwa kilometry. Po drodze mijam przedstawicieli retro-tri. Wyglądają fantastycznie. Na jednej pętli współpracuję z moim ...pacjentem Emilem, który jedzie na stalowym rumaku, z dizajnersko skrzyżowanymi oponami na klatce piersiowej. MKona w ogóle nie spotykam, bo jedzie gdzieś tam w swoich kusych gatkach na granicy prędkości światła. Ale zwycięzcą jest dla mnie Krzysztof Dietrich! Jego fantazyjny kolorowy strój, długie włosy, nieogolone nogi to mistrzostwo świata w retro-tri!

 

artur olsztyn3

 

Do T2 trafiam po 1h10min. Pozostaje bieg. Podbiegi, mimo, że o 7-procentowym nachyleniu, w ogóle mi nie przeszkadzają, takie same mam w swojej okolicy. Bieg jest zabawą. Lekki, przyjemny, pozdrawiam znajomych i przyjaciół, prowadzę rozmowy i dobiegam do mety po 49min. W czasie biegu stosuję osobliwą taktykę: wyprzedzam i uciekam przed podejrzanie staro wyglądającymi zawodnikami. A nuż są z mojej kategorii wiekowej. Czas sumaryczny 2h34min, lepszy o 8min od zeszłorocznego! Jestem dumny sam z siebie. Całe zawody toczą się dla mnie w oszałamiającym dopingu mojego osobistego supportu – Julity (jesteś WSPANIAŁA!) i znajomych oraz przyjaciół (Ambasadorka Karolina – miłe zaskoczenie, Sylwia, Ania i oczywiście Krzysiek „Kosa“, który zdarł gardło na zawodach – dzięki Ci Krzychu!).

 

Po godzinie dowiaduję się, że wygrywam kategorię wiekową. Jestem zaskoczony, tego się nie spodziewałem. Zaskoczony i szczęśliwy. Chodzę po strefie zawodów i zbieram gratulacje. Jednym z gratulujących jest Ojciec Redaktor, mój przyjaciel i pra-ojciec mojego sukcesu. Również mój trener i kat w jednej osobie, Maciek Chmura, pomimo przerwanych zawodów z powodu kontuzji jest dumny ze mnie, czyli swojego mistrzowskiego ejdżgrupera. Udzielam wywiadu Andrzejowi Szołowskiemu, ojcu Filipa, który jest organizatorem zawodów i byłym wyśmienitym zawodnikiem (przydały się Filipie Twoje majorkańskie nauki). Pan Andrzej pyta, co trzeba zrobić, żeby ściąć 8 min z rekordu życiowego. Odpowiadam: trenować kilkanaście godzin tygodniowo. I ja, mistrz kategorii 50+ z Olsztyna, jestem przekonany, że każdy z Was może to zrobić. KAŻDY! I jeszcze jedno. Chcesz być mistrzem? Jedz to, co je MKON! Drżyj Piaseczno! Nadchodzę... Nadchodzę i liczę na spotkania z tymi wszystkimi fantastycznymi ludźmi, którzy tworzą społeczność tri. Naszą społeczność.

 

artur olsztyn2

Opublikowane w Publicystyka

Kontuzje w triathlonie? Nic z tych rzeczy! Od lat powtarzam, że od kiedy zacząłem bawić się w ten sport, zniknęły problemy z poważniejszymi urazami, kontuzjami, naciągnięciami, itp. Treningi pływackie, rowerowe, biegowe, stabilizacja i siła skutecznie stawiają barierę dla tego typu problemów, z którymi borykają się sportowcy uprawiający np. piłkę nożną, tenis, czy choćby samo bieganie. Ostatnio zmuszony byłem zweryfikować swoją tezę, ale tylko i wyłącznie z powodu własnej głupoty i lekkomyślności. Chodzi o dwa kluczowe słowa: siła i stabilizacja - najbardziej zaniedbywane elementy w treningu triathlonisty amatora. Sami doskonale wiecie, które zadania treningowe ścinamy najszybciej. Jeżeli brakuje czasu wyrzucamy z grafika właśnie tzw. gimnastykę siłową, bo po jaką cholerę mi ćwiczenia, które nie dają wydolności?! Przecież w triathlonie chodzi o wytrzymałość. To prawda, ale bez siły na nic nam się ta wytrzymałość przyda. 

 

Pewnie żadne to odkrycie, ale po latach treningu warto podkreślić to z całą mocną, że obok właściwej diety, siła i stabilizacja są jednymi z najważniejszych elementów treningu. Szczególnie ćwiczenia mięśni grzbietu i brzucha, czyli tzw. pasa transmisyjnego, to Biblia treningu triathlonowego. Niemal na każdym treningu pływackim Mastersów, Andrzej Skorykow powtarza, że odpowiednie ułożenie ciała w wodzie bierze się właśnie z siły mięśni brzucha i grzbietu w odcinku lędźwiowym. Od około pół roku niemal każdy trening biegowy udowadnia mi boleśnie, że mięśnie grzebietu i brzucha to kluczowy element poprawnej techniki biegu, a co za tym idzie ekonomiki i szybkości! Niemal każdy trening rowerowy boleśnie przypomina mi, że mam nerwy w okolicach kręgów ledźwiowych! Dlaczego to wszystko uświadamiam sobie dopiero teraz? Bo przez lata zaniedbywałem ćwiczenia siłowe i stabilizacyjne. Robiłem potworny błąd, który teraz kosztował mnie spore zmiany w odcinku lędźwiowym - niektóre nieodwracalne, o czym przekonał mnie rezonans magnetyczny kręgosłupa.

 

Zdecydowałem się na badanie dość przypadkowo podczas nagrywania filmu dla Telewizji Discovery, który ukaże się wiosną. W jednym z odcinków omawiamy inwestycje w polską służbę zdrowia i analizujemy działanie nowoczesnego sprzętu, m.in. rezonansu. Początkowo, na potrzeby filmu chcieliśmy wykonać badanie kolan, ale stwierdziłem, że skoro ból w odcinku lędźwiowym jest już nie do zniesienia, to może warto zdiagnozować coś, co na pewno funkcjonuje źle. Oto wyniki i wnioski - przestroga dla wszystkich, którzy bagatelizują ćwiczenia "core stability".

 

Rezonans magnetyczny odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Stwierdzono:

 

- lordoza lędźwiowa spłycona

 

 

rezonans 3

 


- tendencja do poziomego ustawienia kości krzyżowej
- dyskretna, tylna niestabilność L5
- wielopoziomowe guzki Schmorla
- podchrzęstne zmiany przeciążeniowe powierzchni trzonów L3-L5
- na wysokości kręgów L3-L4 i L4-L5 wypukliny krążka, redukujące nieco otwory międzykręgowe i modelujące worek oponowy.

 

 

rezonans opis

 

 

Z kręgosłupem problemy miałem od zawsze. I nie mam żadnej rozsądnej odpowiedzi dlaczego mimo to, zaniedbywałem ćwiczenia mm. grzbietu i brzucha. Gdybym tylko mógł cofnąć czas, każdy tydzień trenignowy zawierałby obowiązkowe 2-3 dni z ćwiczeniami stabilizacyjnymi i siłowymi. To, co przez lata zaniedbywałem, sądząc, że wystarczy tylko pływać, biegać i jeździć rowerem, spowodowało, że dziś muszę się sporo napracować, aby zatrzymać postępujące zmiany lub niektóre - jak brak krzywizny w odcinku lędźwiowym - odwrócić. Lekarz z którym rozmawiałem, najpierw spojrzał na mnie z politowaniem, a później stwierdził, że to nie jest kręgosłup zdrowego człowieka. Był bardzo zdziwiony, kiedy usłyszał, że zaniedbywałem ćwiczenia mieśni brzucha i grzbietu, mając tak duże objętości treningu rowerowego i biegowego.

 

"Akcja ratunkowa" jest bardzo prosta, wzmocnić mięśnie, rozciągać się, po każdym bieganiu stosować tzw. zwisy, aby siłą bezwładności rozciągać kręgosłup i mięśnie grzbietu, sporo pływać, ale przede wszystkim na grzbiecie. Od kilku tygodni co najmniej 3 razy w tygodniu wykonuję gimnastykę siłową i stabilizacyjną i już czuję ogromną poprawę. To zadziwiające jak szybko można wprowadzić zmiany, jeżeli tylko konsekwentie stosuje się 30 - 40 minut porzadnej gimnastyki siłowej. Co dokładnie? To co zaleca mi trener Filip Szołowski, a o czym pisał w artykule na temat core stability. 

 

 

A także ćwiczenia TRX i z piłką. Brałem przykład m.in. z książki Dona Finka "Be Iron Fit", którą dostałem w prezencie od Andrzeja Kozłowskiego (jeszcze raz dziękuję Andrzeju!). 

 

Oto kilka przykładów (kliknij, aby powiększyć): 

 

 

 

Mam nadzięję, że mój przykład będzie przestrogą dla tych wszystkich, którzy ćwiczenia core stability zaniedbują. Ale to jeszcze nie koniec. Poprosiłem Profesora Artura Pupkę o kilka cennych informacji na temat tego rodzaju kontuzji. 

 

Profesor Artur Pupka: 

 

Ojciec Redaktor opisał swój stan chorobowy i przedstawił metody leczenia. No ale nie może się odbyć bez naukowego rozwinięcia tematu. Będzie trochę anatomii, fizjologii, biomechaniki. W przypadku człowieka konstrukcją nośną jest szkielet. Kręgosłup to część szkieletu, stanowiąca jego główną oś i podporę. Efektem przyjętej przez nas, w wyniku ewolucji, postawy wyprostowanej jest inny niż u wszystkich ssaków rozkład siły ciążenia. Oddziałuje ona wzdłuż kręgosłupa, a nie prostopadle do niego. Kręgosłup u ludzi zbudowany jest z 33-34 kręgów, rozciągających się od głowy do kości ogonowej. Kręgosłup, podobnie jak inne kości, pełni również funkcję ochronną — osłania przechodzący przez jego wnętrze rdzeń kręgowy, będący główną drogą nerwową człowieka. Podstawowe elementy składające się na kręgosłup nazywamy kręgami; każdy z nich jest osobną kością. Elementy łączące kręgi to stawy międzykręgowe i więzadła. Ruch kręgosłupa możliwy jest dzięki mięśniom. Amortyzację w tej skomplikowanej strukturze zapewniają krążki międzykręgowe, czyli tak zwane dyski. Kręgosłup składa się z części szyjnej, piersiowej, lędźwiowej, krzyżowej i guzicznej, czyli tzw. ogonowej. Odcinki szyjny i lędźwiowy wygięte są do przodu, co określa się mianem lordozy, natomiast piersiowy i krzyżowy wygięte są do tyłu, co określa się mianem kifozy.

 

krgosup

 

Cały zespół kręgosłupa jest ustabilizowany za pomocą więzadeł. Przednie i tylne więzadła podłużne wzmacniają elastyczną przednią jednostkę funkcjonalną, a torebki stawowe stawów międzykręgowych pomagają utrzymywać łuki kręgowe razem. Dodatkowo, na tylną jednostkę funkcjonalną nałożone są inne jeszcze więzadła – więzadła międzykolcowe, które biegną pomiędzy przylegającymi wyrostkami kolczystymi kręgu, więzadła nadkolcowe, które łączą koniuszki wyrostków kolczystych, luźne, elastyczne więzadła żółte, które łączą przylegające blaszki, oraz znajdujące się w szyi więzadła karkowe, które są elastycznym przedłużeniem więzadeł nadkolcowych, docierającym do głowy.


Mięsnie kręgosłupa spełniają dwie główne czynności: stabilizująca (unieruchamiająca stawy) i antygrawitacyjna (przeciwdziałająca siłom ciężkości) oraz ruchowa. Wyróżniamy mięśnie toniczne: składają się z włókien czerwonych, wolno się męczą, odpowiadają za prace stabilizującą i utrzymanie postawy. Są one dobrze ukrwione, przeważają w nich procesy tlenowe. Zaliczamy do nich mięśnie: międzykolcowe, międzypoprzeczne, dźwigacz łopatki, czworoboczny cześć zstępująca (górna), rotatory długie i krótkie. Druga grupa, to mięśnie fazowe czyli ruchowe, związane z ruchem, przeważają w nich włókna białe - szybkokurczliwe i szybko męczące się. Przeważają w nich procesy beztlenowe, w wyniku których powstaje kwas mlekowy. Zaliczamy do nich mięśnie: równoległoboczne, czworoboczny cześć środkowa i dolna, prostownik grzbietu cześć piersiowa, półkorcowy i wielodzielny.

 

spine

 

 

spine2

 


Aby mógł być wykonany jakikolwiek ruch, najpierw potrzebna jest odpowiednia stabilizacja (w naszym organizmie zapewniają ją mięśnie krótkie grzbietu i mięśnie toniczne w obrębie tułowia). Dopiero na dobrze zbudowaną stabilizację może być nałożony ruch. Tak więc bez stabilizacji nie będzie mobilności! Mówiąc o kręgosłupie nie możemy pominąć tematu dźwigni dwustronnej.

 

DŹWIGNIA DWUSTRONNA

 

Ten typ dźwigni najczęściej właśnie jest reprezentowany w układach biomechanicznych odpowiedzialnych za utrzymanie postawy stojącej. Zasada dźwigni dwustronnej wykorzystywana jest do stabilizacji kręgosłupa. w systemie tej dźwigni pracują poszczególne kręgi. W postawie stojącej ciężar tułowia, stanowiący główne obciążenie kręgów, jest równoważony napięciem mięśni prostowników grzbietu. O ile jednak ramię działania siły mięśni prostowników jest stałe i wynosi ok. 5cm (licząc od środka krążka międzykręgowego), o tyle ramię obciążenia łączące środek krążka ze środkiem ciężkości tułowia może się zmieniać, np. w zależności od położenia kończyny górnej czy głowy. Mechanizm działania tej dźwigni na kręgosłupie można przedstawić na podstawie mechanizmu napięciowego i wypięciowego cylindra mięśniowego brzucha, czyli najbardziej interesującego nas odcinka mięśniowego, jeśli chodzi o przedstawiony przez Redaktora Naczelnego problem.

 

Cylinder mięśniowy stanowią: od góry przepona, od dołu przepona mniejsza, czyli mięśnie dna miednicy mniejszej, od przodu mięsień prosty brzucha, z boku mięśnie skośne brzucha. Mięśnie te ograniczają ruch w przeciwnych kierunkach, jak również powięzie mięśniowe (worek otaczający mięśnie) dają ograniczenie do ruchu przeciwnego niż dają dane mięśnie. Ten cały cylinder mięśniowy stanowi ramię obciążenia w dźwigni, natomiast ramię działania siły mięśniowej stanowią mięśnie przykręgosłupowe i prostownik grzbietu. Gdy cały cylinder mięśniowy prawidłowo pracuje (każdy element tego cylindra) to jest on równoważony stosunkowo niewielką pracą mięśni prostowników, w tym wypadku jest zapewniona prawidłowa stabilizacja odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Odcinek lędźwiowy ma być stabilny dla wszystkich ruchów całego ciała, dlatego zrównoważona praca dźwigni dwustronnej kręgosłupa jest tak ważna. Prawidłowa praca całego cylindra mięśniowego, czyli praca tych mięśni w kierunku napięcia określana jest jako mechanizm napięciowy.

 

Z mechanizmem wypięciowym mamy z kolei do czynienia w przypadku kiedy dochodzi do wypychania brzucha do momentu zatrzymania ich na elementach łącznotkankowych. Mięśnie cylindra nie pracują w kierunku ich rozluźnienia, dochodzi do rozciągnięcia powięzi. Można powiedzieć, że „wypychanie” stabilizuje odcinek lędźwiowy, ale jest on gorszy przeciążeniowo. Mechanizm wypięciowy zwiększa ramię dźwigni (ramię obciążenia) i tym samym zmusza mięśnie prostowniki do zwiększonej pracy, dochodzi do ich większego napięcia a tym samym do ich skrócenia, co prowadzi do przeciążenia odcinka lędźwiowego. Dlatego tak istotne są ćwiczenia mięśniowego pasa brzusznego, które powodują ich napięcie, czyli wywołują niejako skrócenie ramienia działania siły obciążenia.

 

I dochodzimy w końcu do istoty sprawy! Pas mięśniowy brzuszny działa nie tylko w tych sytuacjach, w których dochodzi do naturalnego obciążenia kręgosłupa, ale też i w takich, w których działa tłocznia brzuszna. Z mechanizmem tłoczni brzusznej mamy do czynienia we wszystkich ćwiczeniach, w których dochodzi do napinania mięśni brzucha przy zatrzymywaniu wdechu, ale też przy jeździe na rowerze i bieganiu.

 

 

KONTUZJE ODCINKA LĘDŹWIOWEGO KRĘGOSŁUPA!

 

Po krótkim kursie anatomii i biomechaniki kręgosłupa przejdziemy do jednego z bardziej istotnych problemów kontuzji w triathlonie – kontuzji odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Odcinek lędźwiowy jest najkrótszym odcinkiem kręgosłupa (5 kręgów), ugiętym naturalnie do przodu (tzw. fizjologiczna lordoza), o dość dużych możliwościach ruchowych (przylega do niego aż 16 mięśni!). Ograniczenia ruchomości w odcinku lędźwiowym mogą utrudnić lub uniemożliwić wykonanie skłonu do przodu, a czasem wręcz chodzenie. Połączenie piątego kręgu lędźwiowego z kością krzyżowa jest najdelikatniejszym miejscem kręgosłupa. Tu właśnie często dochodzi do uszkodzenia krążka międzykręgowego, czyli tzw. „wypadnięcia dysku" i ucisku na rdzeń kręgowy lub korzenie nerwowe (to właśnie ten ucisk na oponę twarda otaczającą struktury nerwowe jest przyczyną dolegliwości u Łukasza). Odcinek lędźwiowy kręgosłupa to miejsce, w którym dochodzi do największych obciążeń. W opozycji wyprostowanej u człowieka ważącego 70kg (medyczny standard wagi) na odcinek lędźwiowy kręgosłupa (dokładnie na trzeci krążek międzykręgowy) działa siła o wartości 100kg, ale już w lekkim skłonie wartość ta zwiększa się do 150kg, a w przypadku jego pogłębienia aż do 220kg!

 

backpain

 

Jednak największe obciążenia występują w czasie przyjmowania pozycji siedzącej opierając się o oparcie, czyli też w pozycji jaką przyjmujemy w czasie jazdy na rowerze szosowym a tym bardziej czasowym. Na kręgosłup działa wtedy siła 140kg, w głębszych pochyleniu do przodu dochodzi nawet do 275kg! Pamiętajmy, że wielkość tych nacisków na kręgosłup dotyczy 70-kilogramowego człowieka. A co jeśli triathlonista waży więcej kg? Wtedy w pozycji siedzącej na kręgosłup działa siła 200kg. To uzmysławia nam ćwiczącym jak ważna jest ochrona odcinka lędźwiowego przez właściwie wytrenowany gorset mięśniowy. Wzmocnienie mięśni brzucha i dolnego odcinka grzbietu będzie stabilizować odcinek lędźwiowy kręgosłupa i uchroni nas przed groźnymi kontuzjami. Dlatego tak wielu trenerów triathlonu kładzie nacisk na „mocne” mięśnie pasa brzusznego i w tym ćwiczenia stabilizacyjne. To te mięśnie mają zapobiec najgroźniejszej kontuzji w postaci wypadnięcia dysku!


Odpowiedź czy ćwiczyć pas brzuszny i stosować stabilizację nasuwa się sama. Koniecznie, gdyż my triathloniści wykonujemy ćwiczenia obciążające pozycją kręgosłup lędźwiowy - przechylanie do przodu stojąc lub siedząc: bieg (dlatego w biegu trzeba pilnować „wypychania bioder” do przodu) i rower. No i jeszcze basen. Pas brzuszny jest bardzo istotny w utrzymywaniu prawidłowej pozycji w pływaniu kraulem. Najlepszym ćwiczeniem dla kręgosłupa jest pływanie grzbietem a fatalnym żabka!


Życzę Wam mnóstwo zabawy w biegu, na rowerze i w basenie.


Opublikowane w Kontuzje

Nie pisałem do tej pory osobistego reportażu czy felietonu. Jestem ekspertem medycznym portalu i uważam, że moim głównym zadaniem jest zwracanie uwagi społeczności triathlonowej na problemy medyczne. Poza tym jestem nauczycielem akademickim i kształcę przyszłych lekarzy. Dlatego ten felieton-relację potraktuję również w typowy dla siebie, trochę belferski sposób. Hawaje?! Jakie Hawaje?! Nie startowałem w Kona. Szkoda. Pewnie mało prawdopodobne, że wystartuję. No to jaki związek ma mój ostatni start w półmaratonie z kultowym miejscem dla większości triathletów na świecie? A ma! 

 

10 listopada wystartowałem w IX Międzynarodowym Kościańskim Półmaratonie im. Doktora Henryka Florkowskiego. Na start w tych zawodach namówili mnie lubińscy przyjaciele triathlonowi. To przez nich popełniłem 3 tygodnie wcześniej bieg na "dychę" (Bieg o Lampkę Górniczą w Lubinie), w którym (na wymagającej trasie, jak mówią miejscowi zawodnicy) uzyskałem czas 47:54. Po tym biegu byłem zadowolony, ale miałem pewien niedosyt. Łatwo dałem się więc namówić na start w półmaratonie. Chciałem w końcu sprawdzić swoje możliwości biegowe na dłuższym dystansie. Ja chciałem sprawdzić możliwości biegowe?! Co ja mówię? Do tej pory uważałem solowe popisy biegowe za nudne i nagle zasmakowałem w zawodach biegowych, od razu, po jednym starcie! Dlaczego? Bo jestem tej jesieni w tzw. gazie biegowym! We wrześniu coś zaskoczyło, „kliknęło“ w moim wiekowym organizmie i gwałtownie polubiłem bieganie. Wyprawa na zawody była krótka, ok. 1,5h jazdy samochodem, rozgrzewka i jestem na starcie. Ustawiam się za balonikiem na 1:45. Dlaczego? Bo tak sobie wymyśliłem, bo tak sprowokował mnie Marcin Stajszczyk, bo tak dopingował Arek Cichecki. Bo po prostu chciałem dobrze pobiec!

 

Start. Biegnę za pacemakerami, pilnuję ich pleców. Wiem, że nie mogę ich zgubić, bo wtedy mogą być kłopoty z nadrobieniem straconego dystansu. Pierwsza dycha bez sensacji, tempo 4.58/km, nic się nie dzieje. Kilkakrotnie mam chęć przyspieszyć, ale chłodzę głowę: "Słuchaj stary, spokojnie, nie wyrywaj się, jeszcze będzie czas" - powtarzam w myślach. Od tego momentu grupa na 1:45 sukcesywnie wyprzedza tych, którzy przeszarżowali z tempem. Około 14 kilometra czuję napięcie w mięśniach czworogłowych, ale wiem, że to już mnie nie zatrzyma. Ale, ale...kontroluję swojego Garmina i widzę, że średnie tempo pacemakerów spadło do 5min/km. To za wolno, żeby złamać 1:45, ale dalej biegnę wytrwale za ich plecami. Na 18-tym kilometrze prowadzący daje znać: "Hulaj dusza – piekła nie ma! Kto ma siły to do przodu!". No to ja mam i gonię do tego przodu, z satysfakcją wyprzedzając słabnących uczestników biegu. Biegnę mocno, tempo rośnie, średnie już 4.58. Wpadam na metę, jeden głębszy oddech (no może dwa), medal, sprawdzenie czasu - 1:44:47! Mam, złamałem 1:45! Bez sensancji, ściany i bólu. Tak naturalnie... 606 miejsce na blisko 1500 startujących osób. Herbata, banan i lecę truchtem do auta. Przebieram się, gratuluję Tomkowi i Roksanie z Lubina złamania 1:30 i wracam do domu. Półmaraton przechodzi do kolejnej (drugiej!) historii mojego biegania. Sprawna organizacja, szybka trasa, mnóstwo gorąco dopingujących kibiców. Dobrze zorganizowana impreza biegowa. Serdecznie polecam na bicie rekordów życiowych. No dobra, ale gdzie te Hawaje?!

 

 M__8510

 

One są w mojej głowie! To cały sezon triathlonowy 2013 z końcówką biegową „robią“ te Hawaje. A właściwie wszystko, co wydarzyło się od 2011 roku. To w wakacje tamtego roku, w sierpniu zacząłem biegać. Biegać?! Co ja mówię! Człapać! 4,3km „przebiegałem“ w tempie ...7.54/km!  Przebiegnięcie tego dystansu zabierało mi 34 minuty, po czym padałem na „twarz“, a uważałem się za wysportowanego gościa! A jak! Postawny (no bo 98kg to postawny, nieprawdaż?!), silny (wyciskający w seriach na ławce 100kg), wybiegany (trochę tenisa), wyjeżdżony (na wakacjach i w domu mtb, 20km w porywach), uprawiający regularnie sporty zimowe (2 tygodnie nart w roku). Czyli sprawny facet jak nie wiem co! I tego „wysportowanego“ gościa zdmuchnęło 4,3km. Gdyby nie moje źródło inpiracji – Julita, rzuciłbym to bieganko w diabły! A tak...biegałem, zahaczyłem o narodziny AT, zaprzyjaźniłem się z Łukaszem Grassem i wpadłem w triathlonowe „sidła“!

 

Zapisałem się na HIM 2012 Susz. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym na pierwszym spotkaniu ze swoim obecnym trenerem Maćkiem Chmurą nie zabawił się w dywagacje: jak szybko pokonam ten dystansik pół Ironmana? 5:30? A może szybciej? Nie zwróciłem uwagi na reakcję Maćka. Musiałem go mocno rozbawić! W tamtym okresie biegałem 15km tygodniowo. Zaczynałem też „karierę“ pływacką - w ciągu 50min robiłem na basenie trening na dystansie ...700m. Byłem dumny i zbudowany swoją znakomitą formą! Dzisiaj w tym czasie pokonuję na treningu 2-2,2km. Moje projekcje czasowe na „połówkę“ zostały dosłownie zmiecione już po miesiącu, a następne miesiące (w sumie pół roku celowych przygotowań) utwierdziły mnie w przekonaniu, jak trudną jest dyscyplina, którą postanowiłem się zająć. Dotrwałem (najbardziej właściwe określenie) do zawodów w Suszu. I pokonałem ten dystans w zdrowiu i szczęśliwy z przekroczenia mety po 6h i 21min. Byłem dumny! I jak myślicie, co było dalej?! Oczywiście „straciłem rozum“. Wymyśliłem następne zawody. 2 tygodnie później. Gdzie?! No jak gdzie?! W  miejscu, gdzie nawet pływanie jest „pod górkę“, czyli w Radkowie.

 

Sam pomysł ponownego startu w tak krótkim czasie po połówce był wtedy, ze względów fizjologicznych, delikatnie mówiąc niemądry. A wybór miejsca tragiczny! I jak się skończyło?! Ja, profesor, specjalista medycyny sportowej i innych nauk medycznych, ścigałem się na „maksa“! Tak się ścigałem, że zapomiałem ...pić! Kiedy mi się przypomniało, leżałem przy ścieżce biegowej (500m od startu biegu) z objawami niedokrwienia mózgowia! Nie będę się pastwił nad medycznymi aspektami pomocy. Objawy niedokrwienia minęły po nawodnieniu. Krótki szpital, wypis na własne żądanie nad ranem i...dzień później wsiadłem na trenażer. Choroba, ewidentna choroba triathlonowa. I tak mnie trzyma do dzisiaj. I właśnie sezon 2013 to moje Hawaje! Jedna olimpijka, dwie ¼, połówka, IronMan w Zurichu, zawody biegowe, ważę 18kg mniej, biegam, jeżdżę i pływam szybciej.

 

 

Nie będę pisał o czasach. Napiszę tylko, że to co się zdarzyło w ciągu ostatních 2 lat, było dla mnie jak lot w kosmos! Przebyłem lata świetlne, skok w nadprzestrzeń. Wróć! Ja cofnąłem się w czasie! Zdobyłem eliksir młodości! W wieku blisko 50 lat czuję się jak moi 23-letni studenci (albo i lepiej)! Triathlon zmienił mój styl i sposób życia. Obok kontaku ze wszystkimi wspaniałymi ludźmi: zawodnikami pro, amatorami, organizatorami, to jest największa wartość tego sportu. Jeśli ja, 50-latek (wiem Arku i Andrzeju Kozłowski, że zaraz napiszecie, że macie więcej lat), profesor medycyny, chirurg naczyniowy, mający tak jak WY „tysiące“ obowiązków zawodowych i rodzinnych, potrafiłem rozpocząć taką podróż (mam nadzieję, że niekończącą się podróż) to myślę, że każdy z zaczynających „zabawę‘ w ten sport, da radę podróżować razem ze mną i z innymi tri-zakręconymi! Nadchodzi sezon 2014. Będzie się działo...

 

A Hawaje? Dlaczego nie? Może za dziesięć lat. A w tym sezonie nie startuję już w zawodach. Zaraz, pomyliłem się! Mam jeszcze jeden start. Jeden z moich studentów (mam ich pod opieką 130), zaznaczam – tylko jeden, przyjął moje wyzwanie wspólnego startu. Wybrał pływanie na dystansie 3800m. Okazało się jednak, że kiedyś pływał... Będzie ciężko. Ale słowo się rzekło...

 

 

 

zdjecie

 

Profesor Artur Pupka to specjalista chirurgii naczyniowej, ogólnej, angiologii i transplantologii klinicznej, lekarz medycyny sportowej. Współpracuje z Akademią Triathlonu od początku istnienia portalu, wspierając nas wiedzą medyczną. Ukończył m.in. Ironman Zurich, Triathlon Susz, zawody triathlonowe na dystansie olimpijskim i 1/4 Ironmana. W przyszłym roku wystartuje w zawodach Half Ironman Majorka i Ironman Kopenhaga. 

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 23 września 2013 07:15

Urazy w triathlonie. Część I – uraz głowy.

50km rowerem mtb. To ostatnio mój ulubiony rodzaj aktywności rowerowej od zdobycia tytułu „człowieka z żelaza”. Wszystko szło dobrze, trochę mżawki, śliskie podłoże. Chwila nieuwagi i przednie koło traci kontakt z betonowymi płytami. Uderzam całym ciałem o chodnik i dosłownie walę w niego tyłem głowy. Ale żyje i jestem przytomny. Dlaczego?! Bo na głowie miałem „certyfikowany” kask rowerowy. Kask pękł, moja czaszka nie. 

 

Uraz jest to każde uszkodzenie tkanki, narządu lub większego obszaru ciała powstające wskutek miejscowego lub ogólnego zadziałania czynnika mechanicznego, termicznego, chemicznego, elektrycznego, jonizującego lub akustycznego. Urazy wielonarządowe to obrażenia wielonarządowe (uszkodzenie kilku narządów) lub skojarzone (obrażenia wywołane kilkoma rodzajami energii), które obejmują kilka okolic ciała. Do urazu może dojść w okolicznościach zadziałania element narządu ruchu dużej siła zewnętrznej wywołującej uszkodzenie oraz zdecydowane ograniczenie jego funkcji lub może być on wynikiem mikrourazów, tzn. powtarzającego się lub stałego działania czynnika urazowego o mniejszej intensywności. Należy również dodać, że czynniki takie jak: poziom sprawności, stan czynnościowy układu ruchu, przebyte wcześniej urazy, rodzaj aktywności, zmiany przeciążeniowe czy w końcu uwarunkowania osobnicze mają wpływ na ewentualne powstanie urazu. Uprawianie sportu, zarówno rekreacyjne jak i zawodnicze, niesie za sobą zwiększoną możliwość wystąpienia urazów.


Najgroźniejszym w skutkach urazem jest uraz głowy. Do takiego urazu dochodzi w triathlonie w czasie jazdy na rowerze i może być on przyczyną zgonu (G. Ptaszkiewicz, W. Majewski: Urazy w kolarstwie – opis przypadku i przegląd piśmienicwtwa, Ann Acad Med Stetinensis, 2010, 56, 3, 55-65). Spowodowany jest on zwykle brakiem kasku, pomimo że jego skuteczność w zapobieganiu śmiertelnym powikłaniom jest powszechnie znana i dowiedziona przez szereg badań. O ile w zawodach używanie kasku jest obwowiązkiem to na treningach nie każdy już tego standartu przestrzega. Urazy czaszkowo-mózgowe stanowią poważny problem w traumatologii sportowej, a zwłaszcza w kolarstwie, co spowodowane jest prędkością przemieszczania się oraz dużą energią towarzyszącą temu typowi urazów. Najczęstszy mechanizm urazu to uderzenie głową w twarde podłoże. W kolarstwie szosowym spotyka się także urazy głowy spowodowane kolizją z pojazdami mechanicznymi. Ważne jest to, czy rowerzysta uderza głową w szybę, czy w inny element pojazdu. Uderzenie rowerzysty o szybę przednią samochodu w czasie wypadku jest obecnie najczęstszym mechanizmem, w wyniku którego dochodzi do ciężkich urazów. Najczęściej spotykanym typem urazu czaszkowo-mózgowego w takich warunkach jest wstrząśnienie mózgu. Spotyka się również złamania kości mózgo- i twarzoczaszki. Złamanie podstawy czaszki jest często rokowniczo niepomyślne i wiąże się z dużą śmiertelnością.

 

test helmet

test wytrzymałości kasku rowerowego


Temat stosowania kasków ochronnych u rowerzystów jest w piśmiennictwie szeroko omawiany. W badaniach Kliniki Chirurgii Urazowej w Goepingen analizie poddano 76 wypadków rowerzystów, z których 63 (83%) nie używało kasku ochronnego, natomiast 13 (17%) używało (Kelsch G., Helber M.U., Ulrich C.: Schaedel-Hirn Trauma nach Fahr- radsturz – welchem einfluß hat der Schutzhelm. Unfallchirurg. 1996, 99 (3), 202–206). Uraz czaszkowo-mózgowy wystąpił u 33 (52%) pacjentów nieużywających kasku i u 5 (52%) w grupie używających kask. Ciężki uraz czaszkowo-mózgowy wystąpił u 24 (73%) spośród 33 rowerzystów, którzy nie nosili kasku. Patologiczny obraz encefalografii (EEG) zanotowano u 18 (55%) pacjentów tej grupy, a także 13 (39%) doznało złamania kości czaszki, u 4 (12%) wystąpiło krwawienie wewnątrzczaszkowe, u 3 (9%) obrzęk mózgu. U 2 z 5 pacjentów z drugiej grupy po urazie czaszkowo-mózgowym wystąpił patologiczny obraz EEG, nie było przypadków złamania czaszki, krwawienia śródczaszkowego ani obrzęku mózgu. Wszyscy pacjenci stosujący kaski przeżyli, natomiast zmarło 2 (3%) z grupy 63 pacjentów, którzy kasków nie stosowali. Ponadto pacjenci używający kasków w przeważającej części byli leczeni zachowawczo i ich czas pobytu w szpitalu był krótszy. Przytoczone dane liczbowe potwierdzają obserwacje innych autorów którzy zauważyli znaczne zmniejszenie obciążenia głowy poprzez absorpcję energii przez kask ochronny (Benz G., McIntosh A., Kallieris D., Daum R.: A biomechanical study of bicycle helmets’ effectiveness in childhood. eur j Pediatr Surg. 1993, 3 (5), 259–263). W metaanalizie przeprowadzonej przez Thompsona i wsp. potwierdzono, że kask przyczynia się do zmniejszenie ryzyka ciężkich urazów czaszkowo-mózgowych o 68–88% zarówno podczas kolizji z pojazdami mechanicznymi, jak i w urazach z innych powodów (Thompson D.C., Rivara F.P., Thompson R.: Helmets for preventing head and facial injuries in bicyclists. Nurse Times. 2001, 97 (43), 41). Z analizy wieku poszkodowanych wynika, że ze stosowania kasku rezygnują przede wszystkim rowerzyści w wieku 18–50 lat, a uściślając grupy to w wieku 11–19 lat i 30–39 lat. W dużym badaniu, obejmującym 2424 rowerzystów, respondenci bez kasku najczęściej stwierdzali, że kask jest niewygodny, irytujący, jest w nim gorąco, nie potrzebują go, bo jeżdżą bezpiecznie lub w ogóle nie mają kasku (Finnoff J.T., Laskowski E.R., Altman K.L., Diehl N.N.: Barriers to bicycle helmet use. Pediatrics. 2001, 108). W jeździe bez kasku większość z tych osób widziała tylko nieznaczne ryzyko urazu głowy.

 

Podczas jazdy na rowerze istnieje duże ryzyko urazów twarzy. Można to wytłumaczyć brakiem ochrony twarzy w konwencjonalnych kaskach ochronnych stosowanych przez rowerzystów. W badaniu porównującym ten typ urazów wśród kolarzy, piłkarzy i waterpolistów, wypadki na rowerze częściej powodują urazy twarzy oraz zębów, a także są powodem 16,85% wszystkich pobytów na oddziałach chirurgii szczękowo-twarzowej oraz chirurgii stomatologicznej. W badaniu przeprowadzonym w Niemczech, dotyczącym poszkodowanych kolarzy, których stan zdrowia wymagał udzielenia pomocy medycznej w klinice chirurgii szczękowo-twarzowej, 88 złamań u 78 pacjentów dotyczyło kości twarzy najczęściej w okolicy jarzmowej dziąseł i oczodołu; 1/3 z nich stanowiły złamania żuchwy i szczęki. Potwierdzają to również badania polskie (Niedzielska I., Łangowska‐Adamczyk H., Borgiel‐Marek H.: Obrażenia części twarzowej czaszki doznane w wypadkach rowerowych. Czas Stomatol. 2000, 53 (3), 181–187). Najczęściej wykonywanym zabiegiem chirurgicznym w przypadku urazu twarzy odniesionego podczas jazdy na rowerze jest leczenie złamania żuchwy. Coraz częściej zwracana jest także uwaga na urazy odniesione w kolarstwie górskim (urazy nosa, żuchwy i zębów), co również dotyczy osób uprawiających triathlon z racji treningów na MTB I zawodów z cyklu X-Terra.

 

W jednym z badań porównujących urazy twarzy kolarzy szosowych i górskich stwierdzono, że ciężkie urazy twarzy występowały 2-krotnie częściej u kolarzy górskich (Müller K.E., Persic R., Pohl Y., Krastl G., Filippi A.: dental injuries in mountain biking – a survey in Switzerland, Austria, Germany and italy. dent Traumatol. 2008, 24 (5), 522–527). W przeciwieństwie do złamań kości jarzmowych u kolarzy szosowych, u kolarzy górskich w 15% przypadków występowały złamania typu Le Forta I-III (oderwanie wyrostka zębodołowego i podniebienia od szczęki, oderwanie szczęki z uszkodzeniem oczodołów, oderwanie twarzoczaszki od podstawy czaszki ze złamaniem podstawy czaszki) – stąd wniosek dotyczący wprowadzenia w kolarstwie górskim kasków z ochroną twarzy oraz żuchwy.


W badaniu Müllera i wsp. (już wspominane badanie) obejmującym 423 kolarzy gór- skich tylko 4,4% nosiło kaski z ochroną twarzy i żuchwy, chociaż 72% o nich wiedziało. Oprócz zbliznowacenia i zniekształcenia twarzy jako następstwo urazu mogą nastąpić ciężkie powikłania, szczególnie w przypadku współistniejącego urazu głowy, gdzie mogą pojawić się deficyty neurologiczne. Resnick i Yates apelują też, aby podejść z rozwagą do stosowania kierownic roweru typu Lemond, stosowanych przez triathlonistów oraz kolarzy podczas jazdy na czas, gdyż predysponuje ona do urazów twarzy (Resnick M.P., Yates R.A.: Aerodynamic handlebars: riders arrive before bicycle (letter). jAMA. 1991, 24–31, 266 (4), 515). Kierownica z rączkami odstającymi do góry została wprowadzona przez 3-krotnego zwycięzcę Tour de France – Grega LeMonda w celu przyjmowania przez kolarza bardziej aerodynamicznej pozycji na rowerze. Częstym mechanizmem urazu zębów jest uderzenie twarzą w mostek kierownicy przy przyjmowaniu przez kolarza bardziej aerodynamicznej pozycji podczas zjazdu. Dzieje się tak wskutek najechania na przeszkodę lub nierówność podłoża i odbicia kierownicy do góry bezpośrednio w twarz, co prowadzi do złamania siekaczy.


Celem postępowania lekarskiego jest ustalenie następstw urazu głowy, wczesne wykrycie ewentualnych powikłań (np. powstanie krwiaka śródczaszkowego), leczenie i ewentualnie rehabilitacja, dobrane tak, aby możliwy był pełny powrót pacjenta do zdrowia. W przypadku części urazów głowy, zwykle tych z towarzyszącą utratą przytomności lub którymś z opisanych niepokojących objawów, konieczna jest obserwacja chorego w szpitalu, najczęściej w oddziale chirurgicznym lub neurologicznym. Do najważniejszych badań diagnostycznych w urazach głowy należą: tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny. W przypadku braku możliwości wykonania tych badań konieczne jest wykonanie klasycznego badania rentgenowskiego kości czaszki. Po dokładnym badaniu lekarskim i wykonaniu niezbędnych badań dodatkowych pacjenci z lżejszymi urazami głowy zwykle są wypisywani do domu. Wskazane jest, aby w takim przypadku pacjent przez następne 48-72 godziny pozostawał stale pod opieką odpowiedzialnej pełnoletniej osoby, która obserwować będzie, czy nie pojawią się ewentualne niepokojące objawy. Powikłaniem urazu głowy może być krwotok w miejscu stłuczenia mózgowia. Również złamanie kości czaszki powoduje krwawienie i powstawanie krwiaka uciskającego mózgowie. Do krwawienia dochodzi wskutek uszkodzenia naczyń krwionośnych. Mózg chroni czaszka, oraz opony mózgu: twardówka, pajęczynówka oraz opona miękka. W zależności od tego, które naczynia krwionośne zostały uszkodzone wskutek urazu oraz biorąc pod uwagę lokalizację krwawienia wyróżnia się krwiaki nadtwardówkowe (krew gromadzi się pomiędzy kością czaszki a oponą twardą), krwiaki podtwardówkowe (krew gromadzi się pomiędzy oponą twardą a tzw. pajęczynówką), krwawienia podpajęczynówkowe oraz śródmózgowe. Powstałe w wyniku krwawienia krwiaki śródczaszkowe mogą wystąpić nawet kilka dni po urazie głowy – występuje tzw. okres przejaśnienia po urazie. Powstałe krwiaki po rozpoznaniu wymagają pilnej lub nawet nagłej interwencji chirurgicznej.

 

Czas upływający od chwili urazu do podjęcia skutecznych działań chirurgicznych mających na celu likwidację skutków pierwotnych urazu oraz zapobiegających obrażeniom wtórnym nazwano „złotą godziną”. W okresie złotej godziny należy opanować najgroźniejsze stany zagrożenia życia: ostrą niewydolność oddechową i niewydolność krążenia w postaci wstrząsu hipowolemicznego z powodu krwotoku. Obecnie najczęściej stosowane są działania oparte na zasadach ATLS (Advanced Trauma Life Support- zaawansowane techniki podtrzymywania życia u chorych, którzy odnieśli obrażenia). Istnieją określone zasady wg ATLS postępowania na miejscu wypadku. Zasada scoop and run (łap i pędź): rana drążąca klatki piersiowej, chory w głębokim wstrząsie w odległości 2-3min od szpitala. Zasada stay and play (zostań i działaj) - airway- drogi oddechowe, breathing- wentylacja, circulation- krążenie, disability- ocena stanu świadomości, exposure- badanie chorego, zaopatrzyć rany, fractures- unieruchomić złamania. Uraz głowy stanowi jeden z najgroźniejszych stanów zagrożenia życia. Bardzo często obowiązuje zasada stay and play! Takie działanie może zawodnikowi uratować życie.


Moje życie uratował kask. Dojechałem do domu. W momencie odstawiania roweru odebrałem telefon od anestezjologa z Kliniki Chirurgii Dziecięcej z prośbą o natychmiastową pomoc. Do Kliniki dotarłem już samochodem. Udało się opanować zagrażający życiu krwotok pooperacyjny u 16-latka. Po powrocie do domu zrobiłem jeszcze 14-kilometrowy trening biegowy. Uszkodzony kask oglądam kilka razy dziennie…

 

 

zdjecie

 

Profesor Artur Pupka 

Specjalista chirurgii naczyniowej, ogólnej, angiologii i transplantologii klinicznej, lekarz medycyny sportowej. Ekspert medyczny Akademii Triathlonu. 

(Ironman Zuich 2013, Half Ironman Susz 2012, 2013)

Opublikowane w Okiem eksperta
środa, 31 lipca 2013 18:36

Pogadanka o IM Zurich.

IM Zurich 2013 za nami. To były ekstremalne zawody i jak pisano w szwajcarskiej prasie, tak trudnych warunków pogodowych nie było od 17 lat. Sam fakt, że organizatorzy zakazali pływania w piankach ze względu na zbyt wysoką temperaturę wody (około 27 stopni Celsjusza) przerażał już na początku - szczególnie tych, którzy mają kiepską technikę i liczyli na wsparcie neoprenowego kostiumu. Słabsi pływacy obawiali się również o bezpieczeństwo, wpuszczenie do wody w jednym momencie ponad 2,5 tysiąca zawodników nie dawało poczucia komfortu i bepiecznego przemieszczania się w jeziorze. Zresztą, jak możecie zauwazyć na zdjęciu i za chwilę na filmie, start pływania to była prawdziwa "pralka" i test na wytrwałość. Ale prawdziwym testem był wysiłek w temperaturze prawie 40 stopni Celsjusza. Żałuję, że nie było czasu porozmawiać z wieloma uczestnikami z Polski, którzy w tak dużej liczbie przyjechali do Zurichu. Każdy jednak szanował cenne minuty przed startem i przygotowywał się w spokoju, ale liczymy, że może niektórzy ze startujących nas czytają i zechcą opisać swoje doświadczenia. Jeżeli macie ochotę na przelanie swoich wrażeń na papier,  z miłą chęcią opublikujemy je na Akademii Triathlonu. Oto lista Polaków, którzy znaleźli się na liście startowej (kolejność alfabetyczna, jeżeli kogoś brakuje serdecznie przepraszamy i prosimy o sygnał, ale wydaje się, że uwzględniliśmy wszystkich) 

 

1. Piotr Bula 
2. Sebastian Czubala 
3. Łukasz Grass 
4. Rafał Grzanecki
5. Bartłomiej Herodecki 
6. Jerzy Horczyk 
7. Mateusz Jędruch
8. Bartosz Jezierski 
9. Leopold Kaftanski
10. Kamil Klamann 
11. Piotr Krupa - DNF
12. Olek Lakomski 
13. Rafal Lawski 
14. Paweł Lejk - DNS

15. Piotr Lepka
16. Jarosław Majchrzak - DNS
17. Wojtek Masalski - DNS
18. Paulina Matusewicz - DNS
19. Wojciech Mroczyński - DNS
20. Rafał Musial - DNS
21. Michał Naglowski 
22. Piotr Polakowski 
23. Artur Pupka
24. Filip Rybacki - DNS
25. Artur Rykala 
26. Ireneusz Szpot - DNS

27. Andrzej Świderski 
28. Rafał Tulwin
29. Mateusz Walczak
30. Łukasz Weigt 

 

Czasy poszczególnych zawodników można sprawdzić na oficjalnej stronie IRONMAN wpisując nazwisko w wyszukiwarkę. 

 

Organizatorzy już zapraszają na Ironman Zurich 2014 w przepięknym klipie video

 

 

Dzień po starcie razem z profesorem Arturem Pupką i Olkiem Łakomskim analizowaliśmy całe zawody. Przepraszamy za słabą ostrość nagrania w pierwszej części filmu, mamy jednak nadzieję, że niektóre z refleksji i uwag przydadzą się początkującym. W szczególności te dotyczące wspólnego startu z brzegu jeziora są istotne. 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka

Ironman Zurich. Trzydniowa impreza, w której na różnych dystansach startuje 5 tysięcy zawodników i zawodniczek. Zwieńczeniem święta triathlonu jest niedzielny wyścig na dystansie Ironman (3,8km pływania, 180km jazdy rowerem i 42km biegu). Organizatorzy już dawno nie musieli martwić się o bezpieczeństwo zawodników tak bardzo jak w tym roku. W historii Ironman Zurich jeszcze nie było tak ekstremalnych warunków pogodowych - woda w jeziorze ma 26 stopni Celsjusza. Temperatura powietrza w słońcu to prawie 40 stopni. Kluczem do wygrania tych zawodów, a przede wszystkim ich ukończenia, będzie odpowiednie nawadnianie i schładzanie ciała. Organizatorzy przygotowali 2 tysiące kilogramów lodu i 6 tysięcy porcji soli, co ma pomóc w walce z gorącem i odwodnieniem. W IM Zurich startują Polacy. Ich zmagania możecie śledzić na żywo na stronie www.ironman.com

 

Wśród startujących Polaków są również tacy, dla których jest to pierwszy Ironman, m.in. dla naszego eksperta profesora Artura Pupki. Trzymamy kciuki, bo zawody zapowiadają się bardzo trudne. Zdobyć miano Ironmana w takich warunkach, to będzie nie lada wyczyn! 

 

 

 

Oto krótki spacer po strefie zmian. 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka

O zawodach Elemental Triathlon Olsztyn, nad którymi Akademia Triathlonu miała patronat medialny, piszemy w różnych kontekstach. Dziś chcielibyśmy zaprezentować kolejne wywiady z uczestnikami zawodów, które jak na razie zbierają same pozytywne opinie zarówno zawodników jak i kibiców. Dopisała pogoda, atmosfera, kibice i zawodnicy - zarówno profesjonaliści jak i amatorzy. Wśród nich również dobrze znani Wam z felietonów i eksperckich artykułów: profesor Artur Pupka i Maciej Dowbor, dla których start w Olsztynie było oficjalnym rozpoczęciem sezonu startowego. Za chwilę usłyszycie, co powiedzieli tuż po przekroczeniu mety, wcześniej jednak podsumujmy jeszcze wyścig kobiet, wśród których triumfowała Paulina Kotfica. Oto kolejność na podium ze szczegółowym rozpisaniem czasów poszczególnych konkurencji: 

 

Kobiety:
1. Paulina Kotfica (POL) – 2:03:13 (18:27 – 1:03:37 – 39:44)
2. Magdalena Mielnik (POL) – 2:04:45 (18:20 – 1:03:38 – 41:18)
3. Hanna Matysiak (POL) – 2:07:46 (18:27 – 1:03:40 – 44:12)

 

Paulina Kotfica, która do tej pory startowała głównie za granicą, cieszyła się ze startu w Polsce i chwaliła organizację zawodów. 

 

 

Bardzo wysoko w swojej kategorii wiekowej i klasyfikacji generalnej uplasował się Maciej Dowbor. Biorąc pod uwagę kraksę rowerową, w której uczestniczył, wynik mógł być ciut lepszy. Mimo to, 5 miejsce w kategorii wiekowej i 26 Open to doskonały rezultat i prognostyk przed kolejnymi startami. Maciej znany jest z tego, że świetnie pływa. Udowodnił to w Olsztynie wychodząc z wody po pokonaniu 1500 metrów w 20 minut 51 sekund!! Prawie jak zawodowiec. W strefie zmian (T1) spędził 1min 26 sekund. Dystans 40km na rowerze pokonał w 1h 5min 43 sek. T2 to już szybka zmiana - 1 minuta! Bieg trochę słabiej - 10km w 48 minut 52 sek. Całość - 2:17:53. 

 

 

No i na koniec nasz ekspert medyczny - profesor Artur Pupka. Start w Olsztynie był etapem przygotowań do najważniejszych startów za granicą, czyli Ironman 70.3 w Rapperswil i Ironman Zurich! W rozmowie z Akademią Triathlonu profesor podkreśla zrealizowanie założeń taktycznych podczas startu w Elemental Triathlon Olsztyn - szczególnie rozłożenie tempa na biegu. A jakie czasy cząstkowe złożyły się na wynik 2:42:54 i 6 miejsce w kategorii wiekowej 45+ oraz 91 w open? Oto szczegóły (I gratulacje od AT. Przypomnijmy, że profesor rozpoczął treningi triathlonowe na kilka miesięcy przed zawodami Herbalife Triathlon Susz 2012). 

 

Pływanie = 27 min 56sek

T1 = 3min 33 sek (ogromne problemy ze zdjęciem pianki)

Rower = 1:14:21

T2 = 1min 59 sek 

Bieg = 55:05 

 

 

 Gratulacje raz jeszcze. W nastepnych dniach zaprezentujemy kolejne rozmowy i wrażenia ze startu w Elemental Triathlon Olsztyn. 

Opublikowane w Publicystyka
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 2

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test