mamut9 – historia sportowego życia – cz.1 od … żłobka i przedszkola

Dzisiaj cz.: 1-sza -  żłobek i przedszkole; Żłobek Przedszkole Rywalizacja

0

Uczony przez mojego  Tatę konsekwencji w planowaniu i działaniu. Czyli tego co dzisiaj  nazywamy siłą nawyku zamieszczam na AT kolejny wpis blogerski, opowiadający historię mojego sportowego życia.

Część 1-sza – żłobek i przedszkole;

Żłobek

Chodziłem, a właściwie to śpiącego, nieprzytomnego, zanosili mnie do niego o 5:30 rano Rodzice. Znam budynek w którym się on mieścił.  Nietsety nic poza jedną „fotą” w mózgu nie udało mi się z tego okresu (jeszcze?) odtworzyć.
Sport? Rywalizacja? Porażki? Osiągnięcia?

Przedszkole

okres, który wspominam do dzisiaj, to okres  beztroskiej zabawy. Zabawy i nieustannej aktywności ruchowej. To też pierwszy użytkowany sprzęt sportowy.

Hulajnoga

Była nim przedszkolna… hulajnoga.Już ponad pół wieku temu była w Polsce moda na hulajnogi.
Dzieciaki w PRL-u jeździły na hulajnogach.Z hamulcem tylnym nożnym, przednim szczękowym.
Każda hulajnoga posiadała nieodłączny atrybut młodego sportowca DZWONEK! Okreśłaliśmy jego dźwiękiem swoje miejsce pod Słońcem.
Te nasze hulajnogi z lat 60-ych, te wspólne przedszkolne, byłyby i dzisiaj na tzw.”wypasie”, piękne, zielone, niczym nie ustępowały tym z współczesnym Lime .

Wyobraźcie sobie: grupę około 20 dzieciaków,  4-5 latków, poruszającą się po kamiennogórskim miasteczkowym chodniku. Pędzących swymi zielonymi hulajnogami,
na wspólny spacero-wyścig, do ruin nieodległego od miasta Zamku Grodztwo.
Dystans od przedszkola do Zamku Grodztwo wynosił około 3 km.
Dla nas cztero, pięcio latków  był to całkiem spory dystans. Musieliśmy przecież dojechać  i wrócić.
Widok tej grupy przedszkolaków, pędzących na zielonych stworach był widokiem porównywalnym
do kolarskiego peletonu na miarę ówczesnego Wyścigu Pokoju.

Zdjęcia: nawet podobnej hulajnogi w czeluściach netu nie znalazłem. Pamiętam, że był one wyprodukowane w Czechosłowacji. Prawdopodobnie do przedszkola trafiły w ramach wymiany międzynarodowej.    Wymiany pomiędzy zakładami lniarskim LEN w Kamiennej Górze
(przedszkole dla dzieci pracowników to nie jest współczesny wynalazek firmy GOOGLE -:) ),
a zakładami  włókienniczymi w pobliskim (w kilometrach)Trutnovie.
W ówczesnej rzeczywistości tak odległym od Kamiennej Góry, że pierwszy raz do Czech
i do Trutnova trafiłem już pracując. Na Bożo Narodzeniowe zakupy w 1991 roku.
Kiedy to paszporty od kilku tygodni mieliśmy już w domach.
Jak widać sport i polityka zawsze się gdzieś próbują splatać, nawet w przedszkolu.

Rywalizacja::

najczęściej kto dłużej pojedzie na jednym odepchnięciu nogą, urozmaicana rywalizacją:
kto dalej prawą , kto lewą. To były dwie różne konkurencje.
Często wygrywałem, ale smak porażki też nie był mi wówczas obcy.
Medale, Puchary, Nagrody – nie to wówczas dla nas nie istniało. Najważniejsze była ta chwila uśmiechu i podziwu wspóltowarzyszy zabawy. Trwała zwykle przez krótki ulotny moment.  Do kolejnego wyścigu.  Wyścigu  który  za chwilę przegrywałeś z kolegą lub koleżanką. W tym wieku nie było jeszcze podziału na kategorie K i M istniało tylko Open.
Każdy z Nas bywał tym wygranym. Trzeba było tylko startować i próbować.
Nie poddawać się. Tak kształtowaliśmy w sobie hart ducha. Uczyliśmy się sportowej rywalizacji.

Rower

W przedszkolu stałem się szczęśliwym dzieckiem posiadającym pierwszy własny rower.
Był to polski rower dziecięcy ZZR. Model Żabka (Zdj. nr 1).
Tata był komunikacyjnie przymusowo zapalonym motocyklistą. Ja pasażerem kultowego polskiego motocykla WSK . https://pl.wikipedia.org/wiki/WSK_(motocykl)
Samodzielna jazda na dwukołowcu – to było marzenie! Ja to marzenie mogłem juz realizować.

Zdj. nr 1 Rower dziecięcy PRL – ZZR -Żabka ten model w tej konfiguracji był moim pierwszym rowerem
Zdj. nr 2  – Rower dziecięcy PRL – ZZR -Żabka kolr jak mojego

Rower był   koloru zielonego. Jak ten na zdjęciu nr 2. Konstrukcja to była stalowa rama. Wyposażenie stanowiło  skórzane siodełko, chwyty z biało-kremowej gumy, dzwonek, dwa hamulce szczękowe
z klamkami przy kierownicy(!). Natomiast najważniejszym na tym etapie rozwoju umiejętności sportowych, elementem wyposażenia roweru były tylne kółka – podporowe, dokręcane. Nie ma ich na fotografiach.

Potem Tata podniósł je zupełnie do góry. Ja zaś przekonany że są opuszczone czułem się bezpieczny. Jeździłem w podwórkowych rajdach jak szalony.  To piękny przykład sportowego „oszukiwania” mózgu. Mózg czasami nas mocno ogranicza.

Dzień składał się wówczas z wyczekiwanych, minimum dwóch, jednostek treningu hulajnogowo-rowerowego. Przeplatanego bieganiem, zabawą w berka oraz zabawami na przedszkolnej zjeżdżalni. Ćwiczeniami na  przyrządach gimnastycznych „made by rodzice”.
Czegóż to oni nie potrafili w swych zakładach pracy wyczarować dla swych pociech. Sprzęt bez certyfikatów CE. Robionych z głową. To było przecież bezpieczeństwo ich dzieci. Rodzice działali wspólnie. To czas kiedy wszystkie dzieci naprawde były nasze. Kiedy każdy Rodzic był wychowawcą.
Wówczas moje pokolenie uczyło sie Kreatywności. Obserwowaliśmy umiejętności stosowanie przez Rodziców różnorodnych rozwiązań. Przy ograniczonych, do bólu, możliwościach materialnych
i finansowych.

Kreatywność to cecha którą wyniosłem z ich obserwacji.
Jak często była to cecha przydatna w moim życiu zarówno zawodowym jak i prywatnym.
Przydaje się równieżą na scenach treningów sportowych jak i zawodów triathlonowych.

Na część 2-gą historii sportowego życia – szkoła podstawowa i liceum już dzisiaj Was serdecznie zapraszam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here