„Medal dla nietrenujących partnerów!” – felieton mkon’a

20
14

Grudzień. Niewątpliwie miesiąc na podsumowania. W tym (prawdopodobnie) ostatnim felietonie w tym roku chciałbym ponownie uciec od schematu i nie opisywać „naj” z obu stron triathlonowej skali. Chciałbym mianowicie opisać jedną osobę, bez której cały ten rok, ale i poprzednie lata, nie byłyby takie jakie były. Natchnieniem dla tego felietonu była sytuacja z jednej z niedziel, kiedy to ok. 17 oznajmiłem, że wychodzę na basen i wracam około 19.00 (basen daleko, a trening długi). Smutek jaki zobaczyłem w oczach małżonki spowodował, że na basen nie pojechałem (ja mkon!), a do domu wróciłem po 20 minutach z bukietem kwiatów. Oczywiście zaznaczam, że był to incydentalny przypadek i basen został odrobiony w ciągu tygodnia, ale ta sytuacja po raz kolejny (a może po raz pierwszy w felietonie) porusza temat „nietrenującego” partnera. Tego, ile musi znosić, jak się poświęcać, ile jeszcze ma cierpliwości dla mojego hobby.

To one/oni cierpliwie wyczekują aż skończymy trening, żeby potem łaskawie dołączyć do nich do posiłku. To dzięki nim pamiętamy o wszystkich obowiązkach, które zeszły na drugi plan, bo na pierwszym BPS, PKS i inne „HR maksy”. To w końcu one/oni czuwają nad tym, że jak się skończy ciuch to kolejny (czysty) czeka w szafie. Owszem – większość z nas mówi – robię to dla Ciebie, kochanie, ale założę się, że czasami te statuetki, medale, koszulki, a czasami tylko gloria i chwała z życiówki (lub i nie) zamieniłyby na 2 ekstra godziny z nami albo tylko ze sobą  (bez dzieci – one z nami). Zwykle ostatnim aktem tego „triathlonowego” partnerstwa jest wisienka na torcie – uczestnictwo w zawodach. Pomijam aspekt emocjonalny – o tym czytałem w jednym z wpisów żony triathlonisty. Nota bene – uwierzcie mi – tak samo boję się konsekwencji potrącenia przez samochód, jak moja żona. Zawody w wykonaniu partnerki/partnera, to już jest jazda po bandzie. A IRONMAN to już jest po prostu mistrzostwo świata – że wspomnę tylko Lenę – żonę Rafała Ruzika, która przez 12 godzin tachała – dosłownie – tachała – dwójkę berbeciów, w tym wózek sztuk raz. No i kto się bardziej namęczył? Stawiam, że Lena nie mniej niż Rafał… A ile jest takich Len? Ile takich zawodów?  

 

{gallery}nietrenujacy{/gallery}

I za to wszystko chciałbym wam Panie/Panowie serdecznie podziękować na koniec tego 2014 roku.  Za cierpliwość do nas, za znoszenie naszych fochów, za pocieszanie, motywowanie, czekanie a czasami poprawianie trenerów, jak Wam się plan nie podoba. Czy 2015 będzie inny? Pewnie nie, ale przynajmniej to, co mogę zrobić, to napisać – Dziękuję ci żono! Bez ciebie ten rok nie byłby taki, jaki był.

P.S. Celem tego felietonu nie jest usprawiedliwianie status quo. Czasami trzeba się dogadać. Czasami dogadać się nie można i trzeba ustąpić.
P.S. II. Jak to znosi moja żona? O tym pewnie w oddzielnym felietonie, jak da się namówić na napisanie takiego!
P.S. III. Że też jeszcze nikt z organizatorów nie pomyślał o medalach dla nietrenujących partnerów! Na Buratlonie 2015 będą na 100%!

20 KOMENTARZE

  1. Temat jak widzę ciekawy – dziękuję za odzew! Ode mnie jeszcze dwie informacje: zaczynamy dyskusję mailową w węższym gronie pn. „zajebiści triathloniści” czyli czy tri może być powodem rozwodu. Jak chcecie dołączyć piszcie na [email protected]
    Druga – na dobicie. Od lat kilku kupuję żonie co sobotę bukiet róż. Za to jaka jest (w tym pozwala na moje tri-wygłupy)!

  2. Trzeba zorganizować imprezę gdzie będzie T3 (tuż przed metą) i po medal finiszować będą nasze „połówki” z przekazanym przez nas numerem startowym…..

  3. Z całym szacunkiem do innych autorów felietonów, dawno nie przeczytałem nic tak ważnego. Abstrahując oczywiście od wstawania na poranny trening o 5, wszystko pozostałe jest ściśle związane z drugą połówką, od prania i jedzenia, po wsparcie na zawodach, nie mówiąc o szczęściu akceptacji. A pomysł drugiego medalu po ukończonych zawodach: genialny!

  4. Nie ukrywam, że Marcin S. zaskoczył mnie pozytywnie i napisał to o czym dokładnie pomyślałem a chyba przez jakąś głupią kurtuazję pominąłem. Jak to powiadają, każdy kij ma dwa końce a proca nawet trzy. ,,Koniec” pierwszy – super, że Mkon poruszył tą kwestię! Drugi – na robił nam przy tym trochę kreciej roboty (całe szczęście, że moja żona tego nie czyta -patrz uwagi Marcina S!) . Trzecie – a może Mkon coś nabroił i ekstra próbuje odkupić grzeszki …. :-)))

  5. Marcin, wielkie dzięki za ten tekst. Szczerze mówiąc od dawna myślałem żeby coś w tym temacie napisać. Ale dobrze się stało, że napisałeś. Z ust/pióra takiego GURU – to całkiem inna wymowa. A zatem podpisuje się na dwie ręce pod tym tekstem. Bez cierpliwości i wyrozumiałości naszych najbliższych nie byłoby godzin treningów, startów. Nie byłoby radości. Faktem, że wiele razy słyszałem jak to robimy/trenujemy/startujemy dla swoich bliskich. Bzdura totalna, my to robimy przede wszystkim dla siebie. A nasi najbliżsi robią to dla nas. Cierpliwe znoszą nasze nieobecności, dostosowują swój grafik do naszego czasu wolnego. Bez naszych bliskich nie było by tak ………………….
    pozdrawiam

  6. Nie wiem jak Wy ale jak ja wyjdę na trening i zostawię żonkę ze „smutkiem w oczach” to trening mi nie idzie, głowa zostaje domu i ciężko mi się skupić na zadaniu.
    Szkoda że podczas zawodów jest tak mało stref dla rodzin, może wtedy dzieci chętniej by jeździły z tatusiami na zawody?

  7. Nie wystarczy mkon’owi bycie idolem nas amatorow na triatlonowym dorobku, teraz postanowil skrasc serca naszych ukochanych. I to bez ostrzezenia!:))) Jaki bowiem bedzie efekt kiedy przypadkiem nasze małżonki (przepraszam za dyskryminacje malzonkow trenijacych pan) przeczytaja ten felieton? Otóż jak wiadomo pamięć kobiety w tych sprawach daleko nie sięga, maksymalnie tydzien wstecz w zwiazku z tym kazdy moze sie spodziewac pytan „a ty kiedy zrezygnowales dla mnie z treningu”, „a kiedy ty ostatni raz dales mi kwiaty”, nie radze sie tlumaczyc, to sa pytania retoryczne, ona nie oczekuje odpowiedzi, trzeba przyjac to na klate a na koncu, po kilkudziesieciu sekundach wymownego milczenia, poradzic sobie z jeszcze jedna trauma, kiedy zona koniec doda… a mkon jakos potrafi:)))
    Marcinie! Jak mogles?!;) Nastepnym razem szykujac taka niespodzianke uprzedz, zebysmy sie mogli przygotowac;)
    Ale najwazniejsze, ze mamy przy sobie kogos kto nas wspiera i czasem sprowadzi na ziemie jak za wysoko sie uniesiemy w naszych marzeniach!
    I na koniec poniewaz zblizaja sie swieta pamietajcie zeby nie bylo tak: Tata na treningu, mama na pilingu, oj bedzie wigilijka cala z czteringu:)))

  8. Fajny felieton!
    Niestety jak trenują dwie „połówki” do połówki też nie jest lekko. Żeby w dzień weekendowy zrobić dwa treningi, tylko się mijamy w wejściu. Są też inne niedogodności ale to szerszy temat!

  9. @Arek, staram się jak mogę. Nawet, a propos żon, to od mojej usłyszałem, że wspaniale potrafię dorobić filozofię do wyjścia na trening. A było to, po tygodniu odpuszczania treningów wieczornych z uwagi na przewodni temat felietonu. 🙂

  10. Za każdym mężczyzną odnoszącym sukcesy stoi jakaś kobieta, za każdym Ironmanem stoi Steelwoman!
    Podpisuję się pod tekstem Marcina bez wahania. Uderzył w sedno.

  11. 🙂 Swiete Słowa:):). Dopóki tylko biegałem to rodzina chętniej jechała ze mna do stolic europejskich albo NY. A teraz same mówią ze do Sierakowa czy Ślesina to im sie nie chce:):):). Ale z tymi kwiatami to masz racje. Chyba zbyt czesto zapatrzeni w naszą ” żelazność” zapominamy o naszych drugich połówkach:):). Nie kazdy musi miec albo rozumiec takiego zajoba jak nasz.

  12. Swietny tekst i troche mnie ubiegles bede musial wymyslec inny temat na felieton 🙂 wszystko to kwestia dogadania i kompromisu czasami lepiej odpuscic jeden trening zeby potem moc zrobic 10 innych 😉 Arek tez ma racje latwiej jest jak druga osoba tez trenuje ale ma to tez swoje minusy kazdy chce zrobic swoj trenig, Bogna juz cos o tym pisala 😉

  13. Święte słowa! Jakich usprawiedliwień byśmy nie szukali to te drugie połówki poświęcają się znacznie więcej niż my… My, jakby nie patrzeć w jakimś stopniu to próżne i egoistyczne istoty! Pewnie, idealnie jest zaszczepić i jak ta druga połówka też trenuje, wtedy szybciej zrozumie… Tylko kto wtedy będzie chałupę ogarniał? :-))) A tak serio kwiaty, medale tudzież inne precjoza bardzo wskazane… 🙂

  14. Polać mu… soku z buraków oczywiście. Dobrze gada! Dodałbym tylko jeszcze jedno. Trzeba sobie uzmysłowić, że nasza pasja może nigdy nie znaleźć akceptacji u partnera/partnerki. W takim przypadku ważne, aby szanować wzajemnie swój czas i NIGDY nie starać się na siłę namawiać drugiej osoby na „pokochanie” naszego hobby, a w domu zmieniać od czasu do czasu temat rozmowy…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here