brett sutton
Home Aktualności Newsy Artykuły w etykiet: ironman

Patrick Lange i Daniela Ryf wygrali Mistrzostwa Świata Ironman na Hawajach! Dla niemieckiego zawodnika jest to pierwsze zwycięstwo w tych zawodach, Daniela Ryf ze Szwajcarii triumfowała po raz trzeci z rzędu, a w wywiadzie, tuż po przekroczeniu mety, powiedziała, że były to jej najtrudniejsze zawody. Patrick Lange pobił dotychczasowy rekord Mistrzostw Świata Ironman Hawaii 8:03:56, należący do Craiga Alexandra z Australii.  "Crowie" wygrywał Mistrzostwo Świata na Hawajach 3-krotnie: 2008, 2009, 2011. Dla nas w Polsce oczywiście najważniejszą informacją jest zwycięstwo Marcina Koniecznego w kategorii 45-49 lat.

 

 

 

 

 

Tak przedstawia się pierwsza piątka tegorocznych MŚ Ironman Hawaii wśród mężczyzn:

 

1. Patrick Lange        8:01:40                
2. Lionel Sanders      8:04:07    strata: 2:27       
3. David McNamee    8:07:11    strata:  5:31        
4. Sebastian Kienle    8:09:59   strata:  8:19     
5. James Cunnama    8:11:24    strata: 9:44 

 

Na filmie zamieszczonym poniżej możecie zobaczyć ostatnie 25 minut wyścigu. To w jaki sposób Patrick Lange pokonuje maraton jest niesamowite. Zwróćcie też uwagę na technikę biegu Lionela Sandersa. Podczas czatu na Akademii Triathlonu rozmawialiśmy o tym, że jedzie na rowerze i biegnie... koszmarnie brzydko, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu drugiego miejsca. Na filmie poniżej widać, jak Sanders utyka na jedną nogę, ale generalnie jego technika biegu pozostawia wiele do życzenia. Sanders ma 28 lat i jest jednym z najmłodszych zawodników, który w Ironman Hawaii radzi sobie tak dobrze. Trzeba też wspomnieć, że ma za sobą mroczną przeszłość: kokaina, alkohol, próba samobójcza. Jednak siła woli i systematyczny trening wyciągnęły go z problemów. Najciekawszy jest fakt, że jeszcze 7 lat temu, Lionel nie potrafił pływać i nie posiadał roweru. O tym jak wygrywa na połówkach Ironman pisaliśmy w artykule:

Lionel Sander sensacją Ironman 70.3. 

 

 

Ostatnie 25 minut zawodów Ironman World Championship Hawaii

 

 

 

patric langerekord_trasy_IM

 

 

Tak przedstawia się pierwsza piątka kobiet MŚ Ironman Hawaii:

 

1. Daniela Ryf          8:50:47        

2. Lucy Charles        8:59:38      

3. Sarah Crowley     9:01:38     

4. Heather Jackson  9:02:29    

5. Kaisa Sali             9:04:40         

 

Wywiad Danieli Ryf dla magazynu Triathlete.com 

 

 

 

Oto, co o swoim zwycięstwie powiedział Patrick Lange w rozmowie z Triathlethe.com: 

 

 

Brawa należą się ustępującemu, dwukrotnemu Mistrzowi Świata! Jan Frodeno pokazał, co to znaczy walczyć do końca mimo problemów. Niemiecki zawodnik zmagał się z potwornym bólem i mimo kontucji ukończył zawody w czasie 9:15:44. Cierpiał podczas maratonu pokonując go w czasie 4:01:58. 

 

 

[ARTYKUŁ AKTUALIZOWANY. WIĘCEJ INFORMACJI NA BIEŻĄCO]


Opublikowane w Wydarzenia
czwartek, 12 października 2017 12:39

Tim Don potrącony przez auto, nie wystartuje w IM Kona

Aktualny rekordzista świata na dystansie Ironman, Tim Don został potrącony przez auto. Triathlonista oprócz wielu siniaków i zadrapań doznał pęknięcia kręgu szyjnego. Niestety nie zobaczymy Tima w sobotę na Mistrzostwach Świata Ironman. Zdarzenie miało miejsce podczas treningu rowerowego na drodze Queen K. Triathlonista wykonywał ostatnie sesje przed sobotnimi zawodami.

 

“Niestety dzisiejszego ranka zostałem potrącony przez samochód. Mam pęknięty kręg C2. Dobra wiadomość jest taka, że nie muszę przechodzić operacji. Jest też zła wiadomość, będę unieruchomiony w kołnierzu w najlepszym wypadku na 5-6 tygodni. ” powiedział Tim.

 

Tim Don w tym roku zajął trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w Chattanooga. Natomiast w maju, podczas Ironman Brasil poprawił rekord marki Ironman o ponad 4 minuty. Były to Mistrzostwa Ameryki Południowej we Florianopolis. Czas jaki osiągnął to 7:40:23. Poprzedni rekordowy wynik należał do Lionela Sandersa z Ironman Arizona. Wynik Tima Dona w tym momencie jest drugim wynikiem w historii triathlonu i ustępuje jedynie Janowi Frodeno 7:35:39, jednak ten został osiągnięty na Challenge Roth 2016.

 

Tim Don to bardzo utytułowany triathlonista ścigający się już od wielu lat na najwyższym poziomie. Jest czterokrotnym Mistrzem Świata ITU (junior triathlon 1998, duathlon 2002, aquathlon 2005, senior triathlon 2006). Trzy razy brał udział w igrzyskach olimpijskich. Cztery razy zdobył tytuł mistrza kraju. Tim po przejściu na długie dystanse w 2014 wielokrotnie wygrywał i stawał na podium ½ IM oraz pełnych dystansów.

 

Tim Don rekord 1.jpg

Fot. Ironman

Opublikowane w Wydarzenia

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady

Maciej Chmura to triathlonista, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z dystansem ironman, a już zdobył tytuł Mistrza Polski. Dokonał tego w najmocniej obsadzonych zawodach w historii krajowych mistrzostw. Niespełna dwa miesiące temu wygrał także Challenge Poznań. Zapraszam do przeczytania wywiadu, w którym dowiecie się między innymi jak Maciek trenuje, jak przebiegała rywalizacja podczas Mistrzostw Polski i jakie są jego dalsze plany na ten oraz nadchodzący sezon. 


Adrian Kapusta: Takiego ścigania na pełnym dystansie jeszcze w Polsce nie było. Aż siedmiu zawodników złamało 9 godzin, a jeszcze w ubiegłym roku nikomu to się nie udało. W tak doborowej stawce poradziłeś sobie najlepiej i zdobyłeś tytuł Mistrza Polski na dystansie ironman. Spodziewałeś się takiego wyścigu?

 

Maciej Chmura: Byłem pewien swojej dobrej dyspozycji i poprawienia ostatniego wyniku o 10-15 minut, ale nie dawała mi spokoju myśl, ile jest w stanie znieść mój organizm, gdy tempo zaczną dyktować rywale? Czy odpuszczę, bo za mocno a wysiłek długi, czy być może skontruję, myśląc, że jakoś to będzie? Tak więc przebieg MP w Borównie to była kwestia zmiennego tempa i kalkulacji, tak przynajmniej mi się zdaje.

Spodziewałem się nacisku ze strony grupy pościgowej oraz bezpośredniej rywalizacji na etapie kolarskim z paroma zawodnikami. Nie spodziewałem się jednak, że będę w stanie sobie z tym tak dobrze poradzić. Miałem szczęście z formą, bo trafiłem i konkurencja kolarska, od zawsze moja najsłabsza część, wyszła rewelacyjnie.

 

Adrian Kapusta: W ciągu paru miesięcy od Challenge Poznań poprawiłeś swoją życiówkę o ponad pół godziny. Czy wyeliminowałeś jakieś błędy?


Maciej Chmura: Tylko jeden: więcej jadłem. W Poznaniu to nie było moje 100%, bowiem na etapie kolarskim nie widziałem przed sobą nic poza wozem sędziowskim, a po 18 km biegu najzwyczajniej zwolniłem, kiedy zaczęło mnie odcinać przez niedojadanie. Świadomość sporej przewagi oraz wysokości wygranej najzwyczajniej w świecie nie mobilizowały. W Borównie to już trzeba było się po prostu ścigać.

 

Chmura wywiad 2.jpg

Fot. Paweł Naskrent / Maratomania.pl

 

Adrian Kapusta: Opowiedz o walce z Mikołajem Luftem na biegu.


Maciej Chmura: Bieg był ciekawy, 6 pętli po 7km, większość asfaltem, szybka trasa, pogoda też idealna. Ostatnie 60 km roweru już nie szaleliśmy, więc było z czego pobiec. Z Mikołajem znamy się już od 2006. Wiedzieliśmy, czego możemy się po sobie wzajemnie spodziewać. Pierwszą pętle lecieliśmy razem, równo, lekko. Na drugiej pętli Mikołaj odbiegł na kilka metrów. Z małej przewagi robiła się coraz większa i większa. Widziałem, jak biegnie, lekko biegł, ładnie. Stwierdziłem, że ma swój dzień, być może go postawi, a być może nie, a ja po prostu rozegram swój własny wyścig.
Na długim dystansie wiele rzeczy może się wydarzyć i na wszystko jest czas. Ja starałem się biec równo, ale w subiektywnym odczuciu było coraz mocniej. Po 21km luźnego biegu, przyspieszyłem. Wiedziałem, że mam spore rezerwy na drugą połowę. Przyspieszenie było złudne, bowiem tempo wyszło te same, co z początku biegu. Dało to jednak powodzenie, po 30 km byłem na prowadzeniu, a Mikołaj zwolnił. Ostatnią pętle już trzymałem przewagę, nogi miały już serdecznie dosyć tupania.

 

Adrian Kapusta: Ile wat na kilogram wykręciłeś podczas całej trasy kolarskiej?


Maciej Chmura: Nie wiem. Mikołaj przy 67 kg wykręcił 238W. Ja pojechałem 1’33” wolniej. Ważąc 65 kg dałoby to z 215W, względem masy ok. 3,3 W/kg. Nie pracuję na mocy.

 

Adrian Kapusta: Jeśli nie jechałeś na waty, to czym się kierowałeś?


Maciej Chmura: Samopoczuciem nogi oraz rozsądkiem. Generalnie pilnowałem, aby czuć pod nogą opór oraz trzymać optymalną kadencję. Poza tym patrzyłem, gdzie w którym momencie są rywale. Wskakując na rower byłem na prowadzeniu. Początek roweru poświęciłem na powiększanie przewagi. Po 20 km zwolniłem i jechałem swoje. Kwestią czasu było, zanim dojedzie mnie Mikołaj.
Po 60 km już nie byłem sam, wtedy zaczęło się czarowanie, taka zabawa w berka. Podobało mi się to. Oczywiście nogi nienawidziły za to Mikołaja, ale wyścig nabierał smaku. Po 120 km już jechaliśmy równo. Wtedy patrzyłem, jaką mamy przewagę nad resztą oraz co by tutaj dzisiaj pobiec?

 

Chmura wywiad 3.jpg

Fot.  GVT BMC / Szymon Gruchalski

 

Adrian Kapusta: Ewidentnie poziom polskich ironmanów poszedł do góry. Dystans ½ ironmana jest stosunkowo popularny u polskich PRO. Natomiast na dystansie pełnym sporadycznie ktoś wystartuje w kategorii PRO. Z drugiej strony startów na Ironmanie nie można zrobić zbyt wielu w ciągu sezonu. Czy zamierzasz próbować dalej swoich sił na Ironmanie?


Maciej Chmura: Poziom idzie do przodu, a raczej nadrabia zaległości. Na ½ z powodzeniem może wystartować każdy specjalista z dystansu olimpijskiego. Igrzyska są właśnie na tym dystansie, więc nic dziwnego że to Ci zawodnicy prezentują najwyższy poziom. Przy dystansie długim to już inna bajka. Trzeba rozwijać wytrzymałość kosztem szybkości, trzeba zmienić proporcje treningów kolarskich kosztem pływackich.
Jest tak, jak mówisz. Długich nie da rady zrobić zbyt wiele, jeśli ktoś celuje w dobre wyniki. Dlatego w kalendarzu długodystansowca pojawiają się zawody na dystansach krótszych. Sam się tego podjąłem w tym sezonie, startując w konkurencjach sprinterskich i olimpijskich, gdzie moje szanse były marne, oraz w długich, w których czuję się pewniej.
U mnie przejście na dystans długi to była konkretna decyzja. Kilkakrotnie zawiodłem się na ówczesnym funkcjonowaniu naszego związku sportowego, tych „układach i układzikach”. W połowie sezonu 2014 straciłem cierpliwość, a w kalendarzu imprez były tylko dystanse długie. Spróbowałem. Tak już zostało. I jest pięknie, zamierzam tu powalczyć.

 

Adrian Kapusta: Czy masz w planie zdobycie kwalifikacji na Ironman Kona?


Maciej Chmura: Tak. Chcę i potrafię. Celuję już w 2018. Trzeba jedynie zdobyć odpowiednią ilość punktów. Głównym przeciwnikiem są pieniądze, ale po tym sezonie jestem dobrej myśli.

Ile poświęcasz czasu na treningi w tygodniu?
Jesień i zima w Polsce to 23-26 godzin (zgrupowania klimatyczne 30-36), wiosną 26-30, latem 23-26 (w tygodniu startowym 19-21).
Chciałem więcej, ale zawsze coś staje na drodze: przeziębienie (często), antybiotyk (2-3x w roku), mrozy (2h roweru zimą to jak 5h latem, źle to znoszę), kontuzje (w tym roku 1x na 2 tygodnie), a latem starty.
Niby zimą trenażer ratuje sprawę, ale go nie znoszę, najwięcej 1 godz. 40 min. w tym roku. Dołożyłem siłownię więc, 3x w tygodniu, 60% na nogi, ale wyszło inaczej: nogi zostały, rozrosła się góra i 6 kg do przodu. Wizualnie OK, ale nie o to chodziło.

 

Chmura wywiad 5.jpg

Fot. GVT BMC / Szymon Gruchalski

 

Adrian Kapusta: Jakie metody stosujesz aby nie zamulić się dużą objętością i nie tracić prędkości?


Maciej Chmura: Myślę, że w pewnym stopniu trzeba się zamulić, jeśli myśli się o wysiłku 8-9-godzinnym. Na nic trening beztlenowy, jeśli dominująca część bodźców nie jest realizowana w warunkach tlenowych. Tak więc w treningu staram się wyważyć całość, aby proporcje się zgadzały.
Nie skupiam się na sumie tygodniowej, tylko pojedynczych bodźcach. W mezocyklu nakreślam rodzaj treningu i zadania główne, a cała reszta to dodatki, które robię lub nie. Zazwyczaj realizuję 5 mocnych treningów w tygodniu (3x rower, po 1x pływanie i bieganie). Dominuje metoda powtórzeniowa na niepełnych przerwach wypoczynkowych. Rzadko realizuję zadanie trwające powyżej 12 minut na rowerze. Mocnej jazdy na rowerze wolę zrobić 12 x 5 minut niż 60 minut. W tej kwestii czuwa Zbyszek Gucwa, który zna mój organizm antykolarza, zdaje to egzamin
Całość realizuję ze skrajności w skrajność. Czasem zrobię 15 km roweru, czasem 190. Pobiegam czasem 2 km, a innym razem 30, lub 2x dziennie i w sumie 45. Do wody wejdę na 800 m, a przy innej okazji na 6,5 km. Czyli generalnie na każde zamulenie odpowiadam odmuleniem. Dodatkowo bardzo rzadko trenuję na przeciążeniu. Pozwalam sobie na to tylko zimą, kiedy kilometry rządzą, a baza tlenowa ma trzymać przez całe lato.

 

Adrian Kapusta: Jak długo regenerujesz się po ironmanie zanim rozpoczniesz treningi na pełnych obrotach?


Maciej Chmura: 7-10 dni, ale robiłem dopiero 3 starty, mogłem popełniać błędy.

 

Adrian Kapusta: W takim razie gdzie kolejny start?


Maciej Chmura: Ironman Italy za 4 tygodnie, po drodze Mistrzostwa Polski na 1/2 w Malborku, potem już wakacje, czyli od października.

 

Adrian Kapusta: Życzę powodzenia!


Maciej Chmura: Dzięki!

 

Chmura wywiad 4.jpg

Fot. GVT BMC / Szymon Gruchalski

Opublikowane w Wywiady

Rekordzista świata w liczbie ukończonych Ironmanów to 66 letni John Wragg, z pochodzenia Kanadyjczyk, który ma na swoim koncie już 222 ukończonych Ironmanów. Triathlonista nie zamierza się zatrzymywać. Podczas ostatniego Ironman Frankfurt zajął 12 miejsce w kategorii M65-69, ale dzięki roll down zdobył slot na Ironman Kona. Szczęście uśmięchnęło się do Johna, w tym roku po raz kolejny wystartuje na Hawajach. Jest to z pewnością dla niego duże zaskoczenie, ponieważ w 2008 roku miał wypadek podczas treningu rowerowego. Uderzył w niego samochód. John ma wstawioną protezę biodra, przez co nie może biegać. Więc każdy maraton pokonuje szybkim marszem. Stąd też wynikają jego słabsze czasy w końcowych wynikach. 

 

John Wragg to prawdziwy pasjonata triathlonu. Jest bardzo zaangażowany we wspieranie lokalnego klubu i zawodników na wielu wyjazdach. Już dawno temu zaliczył wszystkie Ironmany na świecie. Jako pierwszy człowiek na świecie ukończył 100 tych wymagających triathlonów. Jego dwusetny Ironman zakończył się czasem 14:42:28 i miał miejsce w Cozumel. Jeśli tylko pojawia się gdzieś na świecie nowy wyścig, John Wragg wraz ze swoją żoną od razu się na niego zapisują. John na wszystkie starty jeździ wraz ze swoją żoną Elizabeth Model, o której pisaliśmy już wcześniej w artykule: Elizabeth Model ukończyła wszystkie Ironmany na świecie

To wszystko trwa od prawie 29 lat. Pierwszego Ironmana ukończył w Nowej Zelandii w 1988 roku. Tak mu się spodobało, że postanowił ukończyć wszystkie Ironmany, jakie były organizowane w 88 roku, a było ich zaledwie pięć: Nowa Zelandia, Japonia, Niemcy, Kanada i Mistrzostwa Świata na Hawajach. Ale to był dopiero początek. John zaliczał coraz więcej Ironmanów. W 2008 roku w Malezji uczcił swój setny wyścig. Dziś dla Johna nie jest problemem ukończyć 17 ironmanów w ciągu jednego roku. Jego najlepszy czas, jakim może się pochwalić, to 9 godzin i 56 minut uzyskany w 1993 roku w Niemczech.

 

John Wragg i Elizabeth Model.jpg

Na zdjęciu John Wragg wraz z Elizabeth Model. Fot. Ironman

Opublikowane w Wydarzenia

Challenge Roth to kultowy triathlon na dystansie ironman 3,8-180-42,2, który odbywa się nieprzerwanie od 1990 roku. Triathlon ten pod znanymi nam barwami Challenge Family organizowany jest od 14 lat, wcześniej był sygnowany logiem Ironman. Impreza cieszy się bardzo dużą popularnością, bo co roku do Roth zjeżdża się 2.500-3.500 triathlonistów z całego świata. Największym atutem jest klimat jaki tworzą kibice, a jest ich na trasie zawodów około 30 tysięcy + 7 tysięcy wolontariuszy. Roth to także miejsce gdzie są bite rekordy świata na dystansie ironman przez najlepszych triathlonistów PRO. W tym roku wartą uwagi zmianą była po raz pierwszy zmodyfikowana trasa biegowa, którą poprowadzono na dwóch pętlach. To rozwiązanie ma być bardziej widowiskowe dla kibiców jak i samych zawodników. Niestety w tym roku termin zawodów Challenge Roth pokrył się z Mistrzostwami Europy Ironman we Frankfurcie, co z pewnością podzieliło część zawodników.

 

Bart Aernouts BEL, wygrał tegoroczną edycję Challenge Roth, przezwyciężył także wysoką temperaturę powietrza i wilgotność. Triathlonista wyszedł z wody dopiero na 23 pozycji, lecz na rowerze zdołał wyprzedzić wielu zawodników i w strefie zmian T2 pojawił się już na piątej pozycji. Bart znany jest z bardzo szybkiego biegu. Wraz z Joe Skipper GBR narzucili od początku wysokie tempo. Na 26 kilometrze Bart wyszedł na prowadzenie. Na mecie jako jedyny zawodnik złamał barierę 8 godzin. Jego czas to 07:59:07. W tym sezonie to już kolejny sukces tego zawodnika, wcześniej wygrał Ironman Lanzarote. Bart Aernouts w ubiegłym roku na Mistrzostwach Świata Ironman Kona zajął 8 miejsce.

 

Szczęścia zabrakło Nilsowi Frommhold GER, zawodnik ten był liderem na trasie kolarskiej do 160 kilometra, do momentu kiedy zderzył się z dublowaną triathlonistką Age Group. Nils wyszedł z tego bez szwanku, lecz jego rower już nie nadawał się do dalszej jazdy.

 

Ciekawą postacią tych zawodów był Timo Bracht GER, który wybrał Challenge Roth jako zawody, po których zakończy swoją karierę profesjonalnego triathlonisty. Tego dnia zajął bardzo wysokie 4 miejsce z czasem 08:07:01. Timo niedawno skończył 41 lat i ma na swoim koncie wiele sukcesów, między innymi: 3 x Mistrz Europy Ironman, 9 zwycięstw Ironman czy 5 miejsce na Ironman Kona. Timo Bracht zwyciężył Challenge Roth w 2014 roku.

 

Challenge Roth Timo Bracht koniec kariery.jpg

Fot. TEAMCHALLENGE, Christoph Raithel

 

Wyścig kobiet wygrała niekwestionowana liderka Daniela Ryf SUI. Daniela przyjechała do Roth z planem pobicia rekordu świata na dystansie ironman, który od sześciu lat należy do Chrissi Wellington (8:18:13). Jednak warunki pogodowe nie pozwoliły na zbyt wiele. Wysoka temperatura, wilgotność powietrza oraz silny wiatr na rowerze spowodowały, że Daniela była w stanie osiągnąć czas 8:40:03. Było to drugie z rzędu zwycięstwo Danieli Ryf.

 

Challenge Roth podium kobiet.jpg

Fot. TEAMCHALLENGE, Christoph Raithel

 

Challenge Roth to także zawody cieszące się uznaniem u amatorów triathlonu. W tym roku zawody ukończyło 2.459 osób. Ostatnim zawodnikiem, który zamknął stawkę był najbardziej znany strażak w świecie triathlonu. Robert Verhelst, popularnie nazywany jest Fireman Rob. Pseudonim wziął się oczywiście z profesji jaką wykonuje. Jako zawodowy strażak nie rozstaje się ze swoim strojem podczas triathlonów. Cały osprzęt, długi strój, butla z tlenem, kask i inne przybory ważą około 23 kilogramów. Rob w takim kombinezonie pokonuje podczas ironmanów cały maraton. Wyścig w Roth Fireman Rob ukończył z czasem 16:45:12. Pisaliśmy wcześniej o tym triathloniście w artykule Fireman Rob pobił rekord Guinnessa w ukończonych Ironman 70.3

 

Challenge Roth Fire Man Rob.jpg

Fot. TEAMCHALLENGE, Christoph Raithel

 

25 Polaków ukończyło triathlon Challenge Roth. Wśród amatorów z najlepszym czasem zawody ukończył Kamil Nagórski 09:21:04, Kamil zajął 14 miejsce w swojej kategorii wiekowej M40-44. Bożena Jaskowska to jedyna Polka, która wzięła udział w tych zawodach, a jednocześnie zajęła najwyższe miejsce spośród wszystkich polskich triathlonistów. Czas Bożeny to 11:09:32, który dał jej 12 miejsce w kategorii F35-39.

 

Challenge Roth Kamil Nagórski 1.jpg

Fot. Facebook Kamil Nagórski

 

Wyniki Polaków z Challenge Roth:


M35-39
Marcin Krasoń 10:06:54 miejsce kat. 66
Łukasz Babczyński 10:59:38 miejsce kat. 201
Arek Poważyński 11:22:55 miejsce kat. 246
Dr Rafał Wilk 11:49:24 miejsce kat. 314
Szymon Bolek 12:22:16 miejsce kat. 358
Marcin Ussorowski 12:41:17 miejsce kat. 375

 

M40-44
Kamil Nagórski 09:21:04 miejsce kat. 14
Grzegorz Kielin 09:46:23 miejsce kat. 38
Jacek Marciniak 09:57:30 miejsce kat. 54
Przemek Manik 10:49:12 miejsce kat. 168
Paweł Nowak 10:51:11 miejsce kat. 174
Paweł Boroń 10:57:02 miejsce kat. 190
Tomasz Nowacki 10:57:23 miejsce kat. 191
Mikołaj Kałużny 11:32:50 miejsce kat. 282
Bartosz Wolny 12:14:32 miejsce kat. 368
Piotr Wilk 12:18:04 miejsce kat. 374
Wojciech Mościński 12:56:04 miejsce kat. 419
Marcin Poltrok 14:17:43 miejsce kat. 474

 

M45-49
Michał Danielewski 11:07:41 miejsce kat. 158
Dariusz Świderski 11:10:32 miejsce kat. 168
Piotr Sadowski 12:04:13 miejsce kat. 304
Dariusz Wilk 13:37:43 miejsce kat. 437

 

M50-54
Grzegorz Kowalski 11:19:50 miejsce kat. 89
Paweł Bugajny 12:57:22 miejsce kat. 294

 

F35-39
Bożena Jaskowska 11:09:32 miejsce kat. 12

 

Wyniki mężczyzn PRO:

1. Bart Aernouts (BEL) 7:59:07
2. Joe Skipper (GBR) 8:03:00
3. Maurice Clavel (GER) 8:04:53
4. Timo Bracht (GER) 8:11:34
5. Terenzo Bozzone (NZL) 8:11:34

 

Wyniki kobiet PRO:

1. Daniela Ryf (SUI) 8:40:03
2. Laura Siddall (GBR) 8:51:38
3. Lisa Roberts (USA) 8:57:14
4. Yvonne Van Vlerken (NED) 9:07:40
5. Corina Hengartner (SUI) 9:25:28



Challenge Family meta noc.jpg

 

Fot. TEAMCHALLENGE, Christoph Raithel

Opublikowane w Wydarzenia

Tegoroczna edycja Enea 5150 Warsaw została bardzo wysoko oceniona przez uczestników. Triathlon ponownie zagości na ulicach Warszawy 10 czerwca 2018 roku.

Ponad 96% uczestników tegorocznych zawodów Enea 5150 Warsaw poleciłoby start w naszej imprezie swoim znajomym. Bardzo nas to cieszy i mamy nadzieję, że 10 czerwca 2018 ponownie zobaczymy się na starcie – mówi Natalia Jędrzejczyk, rzecznik prasowy Enea 5150 Warsaw. - Staramy się, by z roku na rok zawody były ciekawsze zarówno dla samych zawodników, jak i ich rodzin oraz mieszkańców Warszawy. Na przyszłoroczną edycję szykujemy zmiany, które mamy nadzieję, sprawią, że zawody będą jeszcze bardziej atrakcyjne. Szczegóły ogłosimy na początku listopada wraz z otwarciem rejestracji – dodaje Natalia Jędrzejczyk.

 

5150 2018 2.png



Enea 5150 Warsaw to zawody organizowane na licencji World Triathlon Corporation, właściciela legendarnych zawodów IRONMAN. W zawodach udział wzięło prawie 1000 zawodników. Uczestnicy przepłynęli 1,5 km w Zalewie Zegrzyńskim, przejechali rowerami 40 kilometrów do centrum Warszawy i przebiegli 10 kilometrów trasą prowadzącą m.in. Krakowskim Przedmieściem, ulicą Karową, Browarną czy Moliera. Meta usytuowana była na Placu Teatralnym.

 

5150 2018 3.png


Jako pierwszy linię mety przekroczył Aliaksandr Vasilevich (BLR) z czasem 01:53:08. Wśród kobiet zwyciężyła reprezentantka Polski, Agnieszka Jerzyk (02:06:53). Wśród uczestników zawodów byli m. in. popularna aktorka Karolina Gorczyca, prezenter Maciej Dowbor oraz wiceprezydent m.st. Warszawy Michał Olszewski.

Partnerem strategicznym Enea 5150 Warsaw jest Miasto Stołeczne Warszawa.

Więcej informacji na www.5150warsaw.com oraz www.facebook.com/5150warsaw

 

5150 2018 4.png

Opublikowane w Wydarzenia

Challenge Geraardsbergen

Ewa Komander po intensywnych startach w kraju udała się do Belgii na Challenge Geraardsbergen. Zajęła tam wysokie 4 miejsce w kategorii PRO. Strata Ewy do zwyciężczyni Tiny Deckers BEL to 10 minut i 49 sekund. Była to inauguracyjna impreza na dystansie ½ ironman, której główną atrakcją był słynny z kolarskich wyścigów podjazd Muur (Ściana). Muur to podjazd długości 1,08 kilometra i średnim nachyleniu 9,1%. Maksymalne nachylenie osiąga aż 19,8 %. Największym utrudnieniem tego odcinka jest kostka brukowa. Nie jest to rzadki widok kiedy zawodnicy na tym etapie schodzą z roweru i pchają go pod górkę. Pucharki dla najlepszych zawodników przedstawiają kostkę brukową, o której zapewne wielu będzie długo pamiętało. Szczególnie drugi zawodnik Pieter Heemeryck BEL, który przegrał zawody właśnie na tym podjeździe. Jak sam powiedział po wyścigu: “Podczas drugiego podjazdu pod Muur musiałem zejść z roweru. Wtedy straciłem minutę z mojej trzyminutowej przewagi, a całe zawody przegrałem o 38 sekund.” Pieter przegrał z Kanadyjczykiem Trevorem Wurtele.

 

Ewa Komander Muur podjazd.jpg

Fot: Facebook Ewa Komander


Ironman Austria-Karnten

Olga Kowalska wystartowała po raz pierwszy na dystansie pełnego ironmana 3,8-180-42,2 w kategorii PRO. Triathlonistka wybrała na debiut Ironman Austria-Karnten. Olga zajęła siódme miejsce z czasem 9:59:26. Wynik ten wpisuje ją na listę najszybszych Polskich Ironwomen, jako trzecia Polka złamała barierę 10 godzin. Międzyczasy Olgi to: pływanie 01:03:18, rower 05:25:31 i bieg 03:24:10. 

 

Krótki komentarz Olgi Kowalskiej tuż po zawodach:
Pierwszy pełny dystans IM w kat. PRO kończę na 7 miejscu! IRONMAN Austria to świetne zawody, ze światową mocną obsadą, nie żałuję wyboru. Wynik również niczego sobie, sub 10h jest! 9:59:26
Dziękuję Ci Tomek.
Dziękuję: HUUB Polska, AirBike Wilanów, Nike+ Run Club, Compressport Polska, Klinika Rehabilitacji Sportowej Ortoreh, Raso za dołożenie cegiełki do mojego sukcesu!
I gratuluję podopiecznym Trinergy: 4 Panów na starcie i 4x sub 10h! Plus Basia ostro powalczyła.
Facebook Olga Kowalska

Ironman Austria zwyciężył Jan Frodeno. Jako jedyny zawodnik złamał barierę 8 godzin, lecz to nie był dzień na bicie rekordów. Jan miesiąc temu złapał wirus, który osłabił jego organizm. Do samego startu triathlonista nie był pewny swojej dyspozycji.

 

Olga Kowalska IM Klagenfurt scianka.jpg

Fot: Facebook Olga Kowalska


Austria eXtreme Triathlon

Tydzień wcześniej Jarosław Kocur wystartował w ekstremalnym triathlonie Austria eXtreme Triathlon na dystansie pełnego ironmana z 5.800 metrów przewyższenia (rower 3.900, bieg 1.900). Jarosław przez większą część wyścigu był na pozycji lidera. Wyszedł pierwszy z wody w czasie 55 minut. Przez kolejnych 187 kilometrów roweru nie oddał prowadzenia. Przegrał walkę o zwycięstwo dopiero podczas 44 kilometrowego biegu o 18 minut. Czas Jarosława Kocura na mecie to 12 godzin i 57 minut. Zawody zwyciężył Michael Strasser AUT.

 

Jarosław Kocur Austria eXtreme Triathlon.jpg

Fot: Austria eXtreme Triathlon


Age Group

Wśród amatorów podczas Ironman Austria, Antoni Grzanka zajął 2 miejsce w kategorii wiekowej M60-64.

Z kolei w Wielkiej Brytanii na Ironman 70.3 Edinburgh Adam Chmielowski stanął na trzecim miejscu podium w kategorii M40-44.

Opublikowane w Wydarzenia

Marek Musiał - triathlonista, lat 69 lat. Po raz kolejny zdobył slota na Hawaje i to nie byle gdzie, bo na Ironman Lanzarote. Na 10 startów w Ironmanie tylko dwa razy nie stał na podium, było to w debiucie i na mistrzostwach świata Kona. Prowadzi od 30 lat firmę zajmującą się renowacją i naprawą fortepianów. Co prawda jest już emerytem, ale w nieco mniejszym zakresie w dalszym ciągu pracuje. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Markiem, który jak sam mówi: “Uważam, że u ludzi po 50 powinno być obowiązkiem aby uprawiali jakiś sport. W tej chwili mam 69 lat, a czuję się jakbym miał 30.”

 

Adrian Kapusta: Witaj Marku, cieszę się, że mamy okazję porozmawiać po Twoim ostatnim sukcesie na Ironman Lanzarote, gdzie zwyciężyłeś swoją kategorię wiekową M65-69 i zdobyłeś slota na Hawaje. Gratuluję sukcesu.

 

Marek Musiał: Witam, dziękuję bardzo.

 

Ironman Lanzarote to trudne warunki atmosferyczne, trudna trasa - dlaczego akurat ten start?


Był to już mój czwarty start na Lanzarote. Wygrałem pierwsze dwa. W ubiegłym roku byłem drugi. Także już trzy razy zdołałem wygrać slota na Hawaje właśnie na tej wyspie. Wybieram ten start właśnie dlatego, że jest tam tak ciężko. Im jest ciężej, tym dla mnie lepiej. Jestem bardziej odporny na trudne warunki. Mieszkam koło Żywca, więc mam tutaj gdzie trenować po górach. Gdziekolwiek się nie ruszę mam tutaj same pagórki. Natomiast gorzej u mnie jest z płaskimi odcinkami.
Ironman Lanzarote to jest piękny wyścig. Bardzo ładny krajobrazowo. Piękna wyspa. Nie znam wszystkich Ironmanów, ale wydaje mi się i śmiem twierdzić, że to jest najpiękniejszy i zarazem najtrudniejszy triathlon jeśli chodzi o Ironmany. Jeśli porównać Hawaje do Lanzarote, to na Hawajach jest zdecydowanie mniej ładnie. Trasa rowerowa jest mniej ciekawa, bo tak naprawdę 90 kilometrów jedzie się w jedną stronę, a następnie wraca się tą samą drogą z powrotem. Natomiast tu na Lanzarote jedzie się dookoła wyspy, więc są najróżniejsze widoki. W związku z tym trasa się nie nudzi, jest urozmaicona i trudna technicznie. Na trasie jest mnóstwo bardzo stromych podjazdów, w dodatku pod wiatr. Trzeba mieć na to trochę siły. Należy pamiętać aby jeździć tam z głową, bo na trasie jest bardzo silny boczny wiatr przez, który można wypaść z trasy i poważnie się poturbować, a nawet zabić.

 

Czy miałeś w tym roku jakieś problemy techniczne na trasie rowerowej?


Tak miałem, zaraz na samym początku roweru urwał mi się Garmin. Miałem dość precyzyjnie opracowany plan techniczny jak przejechać część rowerową, a mianowicie miałem się sugerować pomiarem mocy. Po raz pierwszy miałem czujnik mocy, nigdy wcześniej w ten sposób nie startowałem. Często jazda na “czuja” jest nieadekwatna do tego co tak naprawdę dzieje się w rzeczywistości. Czasami człowiekowi wydaje się, że pędzi nie wiadomo jak, a tak naprawdę kręci zaledwie 100 watów. Jeszcze na prostej łatwiej to wyczuć, natomiast na Lanzarote ciągle jest góra - dół i można się w tym pogubić.
Kombinowałem jak najlepiej zamontować ten licznik. Bo nie ma tak naprawdę na to bardzo dobrych patentów. Kiedyś miałem go na kierownicy, a teraz mam w tym miejscu bidon i nie ma gdzie go umieścić. Najlepiej jakby można było go przymocować do bidonu. To byłoby najprostsze i licznik znajdował by się na wprost przed oczami. Sytuacja wyglądała tak, że kiedy urwał się Garmin złapałem go, ale nie miałem co z nim zrobić, bo nie miałem żadnych kieszeni w swoim stroju. Chciałem go włożyć do sakiewki na ramie roweru, ale się nie zmieścił. Myślę więc co tu z nim zrobić, przecież go nie wyrzucę! Zatrzymałem się i schowałem go pod krzakiem. Na szczęście następnego dnia znalazłem go w tym samym miejscu.

 

Byłeś gotowy na rower z pomiarem mocy, więc jak poradziłeś sobie w takiej sytuacji z jazdą “na czuja”?

 

Oddałem się żywiołowi walki. Z pewnym rozsądkiem, którym wyniosłem z poprzednich jazd rowerowych, że na rowerze nie można iść na całość. Nie można się ścigać z tymi co cię wyprzedzają. Jak widzę, że pod górkę ktoś mnie mija i stoi w korbach, to też tak mógłbym zrobić i też pojadę tak jak on. Ale trzeba mieć to w pamięci, że trzeba później z tego roweru zejść i jeszcze biec. Więc ci wszyscy co dali się podpuścić i ścigali się między sobą później na biegu padali. Trzeba mieć na tyle rozsądku aby pilnować swoich założeń, swojego tempa i nie patrzeć na przeciwników. Na rywali można się patrzeć dopiero na ostatnich pięciu kilometrach przed metą. Ściaganie się wcześniej nie ma sensu. Wiadomo ktoś może być bardzo dobry na rowerze, a jest słaby na bieganiu. Wszystko się klaruje dopiero na ostatnich kilometrach.

 

Słyszałem, że po pierwszej wygranej na Lanzarote przegapiłeś odbiór slota na Hawaje?

 

Na pierwszym wyścigu na Lanzarote miałem pewną przygodę. Po wygranej myślałem, że sloty są rozdawane jak to zwykle bywa na pożegnalnej kolacji. Natomiast na Lanzarote rozdawanie slotów zrobili o 11 rano następnego dnia, a dekorację zawodników oddzielnie wieczorem. Ponieważ mieszkałem około 30 kilometrów od tego miejsca, nie miałem jak dojechać. Uszło mojej uwadze, że mam pojawić się gdzieś o 11 rano. Jak wiadomo jeśli ciebie nie ma osobiście, nie dostajesz przepustki. Czytają twoje nazwisko trzy razy i koniec, slot przechodzi na kolejnego zawodnika. Jestem już wieczorem na rozdaniu nagród, staję na podium, otrzymuje pucharek i pytam: - “A gdzie slot?” Słysze odpowiedź. - "Jaki slot? Sloty były rozdawane rano.” No i łzy w oczach. Oczywiście wszystkim już się pochwaliłem, że lecę na Hawaje, a tu guzik, okazuje się, że nigdzie nie jadę. To co ja tam przeżywałem to była tragedia. Na szczęście organizator stanął na wysokości zadania i powiedział, że dostanę VIPowski pakiet na kolejne zawody, czyli nie musiałem płacić wpisowego.

 

Marek Musiał 1.jpg

 

Za drugim razem już udało się wygrać i odebrać przepustkę na Hawaje. Opowiedz, jak ci poszło na mistrzostwach świata?

 

To był zupełnie inny wyścig. Tam jest bardzo ciasno. Organizacyjnie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W Kona jest około 7 tysięcy wolontariuszy na 2,5 tysiąca zawodników. Każdy ma coś do powiedzenia, wszystkie przepisy są bardzo przestrzegane. Zaczęło się u mnie od takiego problemu, że kupiłem sobie strój triathlonowy z firmy Orca, który nazywał się właśnie Kona. W takim samym stroju poprzednie zawody na Hawajach wygrał Sebastian Kienle. Więc kupiłem sobie taki sam strój. Stawiam się na wyznaczonym miejscu o 5 rano gdzie malowane są numery, a pan mi mówi, że niestety ten strój ma rękawki, a on musi mi namalować numer na ramieniu. Dowiedziałem się, że nie mogę wystartować w tym stroju. Za chwilę jest start, a ja nie mam w czym wystartować! Więc zdjąłem ten strój do połowy i kazałem sobie namalować numer. Idę dalej i nie wiem co mam zrobić. Jak ja w nim popłynę, czy da się go jakoś zawinąć? Idę dalej. Aż tu nagle ktoś krzyczy: “Hej Marek, jak leci?: Nie znam faceta. No i mówię mu, że nie mogę startować ponieważ nie dopuścili mojego stroju, który sobie kupiłem specjalnie na tą okazję. - "Wiesz co? Ja tutaj mam zapasowy. Jak chcesz to ci pożyczę." W rezultacie otrzymałem strój, w którym wystartowałem.

 

Kto by pomyślał, że na drugim końcu świata spotka Cię taka historia.

 

No właśnie, ale takich numerów jest pełno. W międzyczasie jak przebierałem się właśnie w ten strój, to zgubiłem okularki. Podszedłem do organizatora, a on mi dał swoje. Bałem się, że będą parować, więc zacząłem jeszcze raz szukać i w jakimś worku znalazłem swoje. Takich nerwowych sytuacji jest cała masa przed startem. Można się w tym naprawdę pogubić. W takiej sytuacji wypadałoby być skoncentrowanym. A tu pełno spraw, tu worek, tam pobiegnij, tu z kolei robi się zamieszanie i naprawdę trzeba wielu startów aby człowiek poczuł się w tym pewnie.
Bardzo ważne są warunki atmosferyczne. Dokładnie nie wiadomo co będzie w ciągu dnia. Człowiek wkłada do worka rzeczy cieplejsze i zimniejsze. Później człowiek staje przed tym workiem i nie może się zdecydować co wybrać. Ja osobiście zawsze stawiam na komfort. Były wyścigi, w których kompletnie się przebierałem czyli zrzucałem całkiem strój pływacki i ubierałem rowerowy, a następnie ubierałem osobny strój na bieg. Czasami lepiej poświęcić te parę minut i stosownie się ubrać niż zmarznąć na rowerze i jechać skostniałym. My właśnie cały czas się sugerujemy startami olimpijskimi. Widzimy jak ci zawodnicy pędzą przez strefy zmian gdzie w ciągu sekundy zmieniają buty. Tam to ma znaczenie. Natomiast Ironman to zupełnie inny wyścig. Przykładowo jak jadę około 7 godzin po górach, to czy ja będę się 3 minuty krócej przebierał i na przykład nie ubiorę skarpetek albo je źle ubiorę to będzie później pukotowało. Nie wyobrażam sobie pedałować przez 7 godzin z piaskiem w bucie. Widziałem nawet jak czołowi zawodnicy spokojnie sobie wiążą buty aby dobrze leżały na maratonie. Zmęczenie, które się nawarstwia plus taki dyskomfort potrafi siąść człowiekowi na psychikę i po prostu się odpuszcza w pewnym momencie. Trzeba sobie dokładnie rozeznać na jakim dystansie się startuje i dobrać sposób przebierania procentowo do długości dystansu. Przegrałem kiedyś swój pierwszy wyścig Ironman w Regensburgu. Byłem czwarty, a mogłem być trzeci. Płynąłem, jechałem i biegłem szybciej od rywala, a przegrałem tylko dlatego, że wolniej się przebierałem. Wtedy przegrałem o 9 sekund. Ale prawdopodobnie gdyby nie ten komfort, który zyskałem przebierając się, przegrałbym o znacznie więcej, mogłoby to być nie 9 sekund, a 9 minut.

 

Marek Musiał 2.jpg

Fot. Facebook Marek Musiał

 

Nie każdy może sobie pozwolić na tak wymagające starty w tej kategorii wiekowej. Czy wywodzisz się z jakiejś dyscypliny sportowej?

 

Treningi, które teraz wykonuję to już nie jest rekreacja, ale wywodzę się z tej gałęzi rekreacyjnej. Zawsze lubiłem różne dyscypliny sportowe, ale wszystkie traktowałem bardzo rekreacyjnie. Nie było nigdy takich treningów. Teraz zaczynam być “wyczynowcem” pod okiem trenerów.

 

W jakim wieku zacząłeś trening nakierowany na rywalizację?


Zacząłem od rywalizacji w bieganiu, później było MTB. Samo bieganie zacząłem 10 lat temu. Wtedy też wystartowałem w pierwszych zawodach biegowych pod moim blokiem. Fajne zrobiło się to w sporcie, że stał się dostępny dla wszystkich, a nie tylko dla młodych ludzi zrzeszonych w klubach. W tej chwili trzeba by było dać nagrodę Nobla temu, kto wymyślił kategorie wiekowe. To jest genialna sprawa, ponieważ mam się z kim ścigać. Mam swoją grupę, z którą mogę się porównać. Inaczej człowiek byłby zawieszony w próżni i traciłby motywację do treningów. Nawet mogę być ostatni ogółem, ale w dalszym ciągu mam możliwość stanąć na podium w mojej kategorii wiekowej. Trzeba wziąć pod uwagę, iż wielu moich rówieśników nie jest w stanie nawet podjąć się takiego startu w zawodach.

 

Z wiekiem jest trudniej?


Wcale nie jest trudniej. Wcześniej mi było ciężej. Mój sport zaczął się od tego, że widziałem jak młodzież biegała u mnie pod blokiem i powiedziałem, że też z nimi raz pobiegnę. Przebiegłem 4 kilometry i myślałem, że dostanę zawału serca. Byłem cały czerwony, nie mogłem złapać oddechu. Wtedy zauważyłem, że coś się ze mną dzieje. Zawsze uważałem, że jestem wysportowany i mogę wszystko zrobić. To był moment kiedy postanowiłem się za siebie zabrać.

 

Kiedy zaczął się triathlon?

 

Triathlon zaczął się pięć lat temu.

 

Co było inspiracją do rozpoczęcia przygotowań pod triathlon?


Pewnego razu znajomi pokazali mi na basenie: - “O, zobacz ten facet jest triathlonistą.” No i zacząłem z nim rozmawiać o co w tym chodzi. To był Jerzy Szyller (rocznik 1949). Stary wyjadacz, który ma na swoim koncie ponad sześćdziesiąt wyścigów. Zaczął mi o tym triathlonie opowiadać. Dobra, okazało się, że biegam, jeżdżę na rowerze, co prawda MTB ale to wystarczy się przesiąść i zostało pływanie. Moje pływanie wyglądało tak, że jak byłem nad jeziorem to pluskałem się 50 metrów w jedną, w drugą i na brzeg. Do tej dyscypliny musiałem solidnie się przyłożyć. W dalszym ciągu najgorzej mi to idzie. Tu jednak trzeba zacząć wcześnie, żeby dobrze technicznie i szybko pływać. Sam w młodości dużo jeździłem na nartach i teraz mogę to robić z zamkniętymi oczami, w tym sporcie doskonale czuję ciało. Natomiast z pływaniem już tak nie jest. Niestety pływam książkowo, to tak jakby robota nakręcić. Ruszam ręką, nogą tak jak mi każą, ale tego nie czuję. Zawsze mam najgorszy wynik na pływaniu i dopiero odrabiam na rowerze i biegu.

 

Marek Musiał 3.jpg

Fot. Facebook Marek Musiał

 

Ile godzin w tygodniu średnio zajmuje trening?

 

Teraz przeznaczam około 3-4 godzin dziennie na treningi. W tej chwili nie kombinuję. Wcześniej robiłem to na wyczucie. Od zawodów do zawodów. Natomiast teraz przygotowuję się pod kątem Kony. Po Lanzarote miałem miesiąc zaplanowanego odpoczynku i przez cztery miesiące szykuję się na Hawaje. Pewnie dojdzie do 6-7 godzin treningów dziennie. Polegam w zupełności na wytycznych trenera Tomasza Kowalskiego.

 

Czy wykonujesz ćwiczenia siłowe?

 

Siłówkę trenuję w zimie głównie przed sezonem. Zauważyłem, że po trzech tygodniach bez treningów siłowych czuję się jakbym nie trenował rok. Także ta siła bardzo szybko u mnie spada. Ćwiczenia siłowe muszę kontynuować cały czas. Z wiekiem rośnie wytrzymałość ale siła maleje.

 

W tym roku startujesz jeszcze w kategorii 65-69, ale za roku już wskakujesz do kategorii wyższej, czyli teoretycznie powinno być łatwiej. Będziesz najmłodszy w kategorii 70-74 i będzie mniej konkurentów.

 

Tak, w tym roku jadę na Hawaje jeszcze w kategorii 65-69, jeszcze raz rozeznać teren, sprawdzić kilka założeń startowych, bo pierwszy start był kompletnie w amoku. Pogubiłem się, rower pojechałem za szybko. Teraz będę chciał tego uniknąć. Trzymać nerwy na wodzy przez cały czas współzawodnictwa i jechać zgodnie z założeniami.

 

W przyszłym roku ponownie Lanzarote?


Tak, bo to mi najlepiej idzie. Po za tym bardzo lubię tam być i spędzać czas na tej wyspie. Tam człowiek czuje się trochę tak jak na księżycu, albo w miejscu gdzie dopiero rodzi się życie. To jest coś więcej niż przyjemność.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę jak najwięcej sukcesów oraz wymarzonego tytułu Mistrza Świata kategorii wiekowej M70-74.


Dziękuję bardzo.

Opublikowane w Wywiady

Już w najbliższą niedzielę odbędzie się druga edycja Enea 5150 Warsaw - prestiżowych zawodów, organizowanych na licencji World Triathlon Corporation. Do stolicy przyjadą miłośnicy triathlonu z ponad 20 krajów świata, by zmierzyć się z dystansem olimpijskim. Do pokonania będą mieli 1,5 km pływania, 40 km jazdy na rowerze i 10 km biegu. Na linii startu stanie ponad 1000 zawodników.


Część pływacka zostanie rozegrana nad Zalewem Zegrzyńskim. Następnie uczestnicy zawodów przejadą rowerami do centrum Warszawy. Na placu Teatralnym zamienią rowery na buty biegowe, a ostatni etap rywalizacji odbędzie się w pięknej scenerii Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Karowej. Meta, jak przed rokiem, przy Teatrze Wielkim – Operze Narodowej.
Na liście startowej znajduje się blisko 1100 zawodników, z ponad 20 krajów.

 

5150 info 1.png

Fot: Renata Kaznowska, zastępca prezydent m. st. Warszawy


- Bardzo nas cieszy wzrost frekwencji w porównaniu do zeszłego roku. Zawody Enea 5150 Warsaw spotkały się z entuzjazmem nie tylko wśród warszawskich zawodników, ale także sportowców z innych miast i z zagranicy – mówi Michał Drelich, dyrektor zawodów. - Na liście startowej w tym roku również nie zabraknie znanych nazwisk. Kibice będą mogli dopingować Pawła Korzeniowskiego, Karolinę Gorczycę, Piotra Długosielskiego i Beatę Sadowską – dodaje.

 

5150 info 2.png

Fot: Janusz Samel, Renata Kaznowska, Michał Drelich


Enea 5150 Warsaw to nie tylko indywidualny wyścig dorosłych. To także rywalizacja dzieci oraz zmagania 3-osobowych sztafet. W sobotę, 10 czerwca, swoich sił spróbują najmłodsi miłośnicy sportu w ramach IRONKIDS Warsaw. Zależnie od wieku uczestnicy do pokonania będą mieli od 100 do 400 metrów pływania w Zalewie Zegrzyńskim oraz 0,5 do 2 km biegu.
W niedzielnym wyścigu sztafetowym wystąpią m.in. oficjele miasta stołecznego Warszawy, które jest partnerem strategicznym zawodów. 1500m w Zalewie Zegrzyńskim przepłynie Janusz Samel, dyrektor Biura Sportu i Rekreacji Urzędu m.st. Warszawy. 40 kilometrów trasy kolarskiej pokona zastępca prezydent m.st. Warszawy, Michał Olszewski. 10 km biegu przypadło zastępcy dyrektora Biura Sportu i Rekreacji Urzędu m.st. Warszawy, Marcinowi Kraszewskiemu.

 

5150 info 3.png

Fot: Piotr Długosielski, Karolina Gorczyca, Paweł Korzeniowski


– Enea 5150 Warsaw ponownie gości w Warszawie. Bardzo się z tego cieszymy i mamy nadzieję, że organizatorzy tej imprezy również w kolejnych latach nie zapomną o naszym mieście – mówi Renata Kaznowska, zastępca prezydent m.st. Warszawy. – W tym roku chcieliśmy dać również sportowy wyraz naszego zaangażowania w to wydarzenie. Przed naszymi reprezentantami wyzwanie na miarę igrzysk olimpijskich. Jestem jednak przekonana, że wspólnie dadzą radę osiągnąć naprawdę dobry rezultat – dodaje.


W drugiej edycji Enea 5150 Warsaw wystartuje nie tylko rekordowa liczba amatorów, ale także liczna grupa polskich i zagranicznych zawodników elity sportowej. Wśród nich będzie między innymi trzykrotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich Filip Ospaly, (CZE) a także ubiegłoroczna zwyciężczyni warszawskiej imprezy – Paulina Kotfica (POL).

 

5150 info 4.png

Fot: Paulina Kotfica, zawodniczka elity


- Cieszę się, ze po raz kolejny mogę wystartować w Enea 5150 Warsaw, zwłaszcza że jest to jedna z dwóch największych imprez triathlonowych w Polsce i to w samym centrum stolicy. Będą to inne zawody niż w zeszłym roku, zapowiada się mocna obsada dziewczyn. Dam z siebie wszystko, bo chcę wypaść jak najlepiej – mówi Paulina Kotfica. - Niestety w tym roku, ze względu na wojskowe Mistrzostwa Świata, nie będę mogła wystartować w Gdyni. Dlatego tym bardziej chcę się pokazać w Warszawie z jak najlepszej strony – wyjaśnia.
Start Enea 5150 Warsaw już 11 czerwca o godzinie 9.00. Zachęcamy do kibicowania w centrum Warszawy. Zawody będzie można także śledzić „na żywo” w internecie na TriathlonPoland.tv oraz na dedykowanym kanale VOD w telewizji Vectra.


Więcej informacji na www.5150warsaw.com


Partnerem strategicznym zawodów Enea 5150 Warsaw jest Miasto Stołeczne Warszaw

Opublikowane w Wydarzenia
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 24

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test