brett sutton
Home Aktualności Newsy Artykuły w etykiet: maraton

Minęło już ponad 50 lat od czasu kiedy Bobbi Gibb i Kathrine Switzer podjęły decyzję aby przełamać stereotypy na temat kobiet i przebiec maraton. W tamtym czasie w USA królował Boston Marathon. Pierwsza edycja odbyła się 19 kwietnia 1897 – inspiracją był pierwszy nowożytny bieg maratoński rozegrany podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich 1896 w Grecji. Jest to najstarszy corocznie organizowany bieg tego typu na świecie. Odbywa się zawsze w święto Patriots’ Day (trzeci poniedziałek kwietnia). Ubiegły poniedziałek był wyjątkowy dla Kathrine Switzer ponieważ pojawiła się ponownie na starcie tego maratonu. Była to 50 rocznica pierwszego biegu kobiety z oficjalnym numerem startowym 261. Nie był to legalny start i nie obyło się bez przepychanek. Kathrine zapisała się na zawody w 1967 roku używając inicjałów swojego imienia. Organizatorzy nie podejrzewali, że to może być kobieta. Kathie pobiegła wraz ze swoim trenerem Arnim Briggs oraz z chłopakiem Tomem Millerem. Taka obstawa okazała się bardzo pomocna. Na siódmym kilometrze maratonu dyrektor zawodów Jock Semple próbował zatrzymać Kathrine Switzer i odebrać jej numer startowy. Twierdził, że wyścig jest tylko dla mężczyzn i kobiety nie mogą brać udziału. W tamtych latach Amatorska Unia Sportowców zabraniała kobietom startu w maratonach. Dobrze zbudowany chłopak Kathie bez problemu poradził sobie z odepchnięciem dyrektora zawodów. Dzięki temu Kathie Switzer była pierwszą kobietą, która ukończyła wyścig z numerem startowym w czasie 4 godz. 40 min. Po Bostonie kariera biegaczki nabrała rozpędu, wygrała w 1974 roku New York City Marathon. Została prawnikiem i specjalizowała się w prawach kobiet w sporcie. W 2017 roku przebiegła ponownie Boston Marathon w zbliżonym czasie do debiutu - 4:44:31. Biegaczka biegła z tym samym numerem 261.

 

Boston Marathon switzer-and-semple.jpg

 Kathrine Switzer atakowana przez dyrektora zawodów


Często pomijana jest historia innej zawodniczki Bobbi Gibb, która już rok wcześniej podjęła się przebiegnięcia maratonu w Bostonie. W 1964 roku Bobbi zobaczyła po raz pierwszy Boston Marathon w telewizji. Dwa lata przygotowywała się do tego wydarzenia. Trenowała przemierzając USA swoim VANem. W 1966 roku próbowała zapisać się na wymarzone zawody. Dostała list zwrotny z odpowiedzią, że “Kobiety nie są w stanie fizycznie przebiec dystansu maratonu. Patrząc na przepisy kobiety nie mogą startować w zawodach biegowych dłuższych niż 1,5 mili (2,4 km).” Bobbi Gibb nie zniechęciła się tą odpowiedzią. Trenowała zawzięcie i była przygotowana nawet na dłuższy o połowę dystans od maratonu. W dniu zawodów Bobbi ukryła się w krzakach nieopodal startu, aby uniknąć aresztowania przez policję. Jak tylko biegacze ruszyli, Bobbi wtopiła się w tłum. Komentatorzy momentami częściej wspominali o kobiecie na trasie niż o liderach wyścigu. Bobbi Gibb ukończyła maraton z sukcesem, pokonując więcej niż połowę mężczyzn w czasie 3 godz. 21 min. Niestety nie było jej na liście startowej ani nie posiadała numeru startowego.


Aktualnie w Bostonie kobiety stanowią około 45% uczestników.

 

Boston Marathon Bobbi Gibb.jpg

Bobbie Gibb

Opublikowane w Wydarzenia
środa, 11 stycznia 2017 09:34

TOP 5 najzimniejszych zawodów na świecie

Lubisz trenować w niskich temperaturach? Nie straszne ci mrozy poniżej -20 stopni? Sprawdź TOP 5 wyścigów w ekstremalnie zimnych i trudnych warunkach.

 

Yukon Arctic Ultra

 

“Najzimniejszy i najcięższy ultra na świecie.”

Yukon to jedno z najdzikszych i oddalonych miejsc na świecie. W północno-wschodniej części Kanady gdzie mróz sięga -30 stopni odbywa się kilkudniowy wyścig, który można przebyć pieszo, rowerem MTB lub na nartach biegowych. Zawodnicy mają do wyboru kilka dystansów: maraton, 160 km, 320 km, 480 km i najdłuższy prawie 700 km. Pokonanie najdłuższego dystansu zajmuje około 10 dni. Trasa jest oznakowana, ale ciężkie warunki pogodowe, brak dróg, świeży śnieg i silny wiatr sprawiają, że czasami ciężko jest podążać odpowiednią ścieżką, więc GPS i kompas mogą uratować życie. W ubiegłym roku pierwszego dnia zawodów temperatura spadła do -37 stopni, a w nocy do - 45. Kilku Polaków próbowało wystartować w tym ultramaratonie, lecz żaden jeszcze nie ukończył.

 

 TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie1

 

North Pole Marathon

 

Na biegunie północnym odbywa się maraton określany mianem najzimniejszego na świecie. Odbywa się w temperaturze średnio -25 - -45 stopni, a silny wiatr powoduje, że temperatura odczuwalna sięga -60 stopni. Na biegunie północnym nie ma lądu, zawodnicy biegną po śniegu, który leży na warstwie lodu. Trasa jest tak poprowadzona, aby omijać pęknięcia w lodzie. Jakby było mało wrażeń. Uczestnicy są narażeni na ataki niedźwiedzi polarnych. Obsługa zawodów pilnuje maratończyków z ostrą bronią i gdy pojawi się zagrożenie odpędza niedźwiedzie.

 

 TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie2

 

Antarctic Ice Marathon & 100 km

 

Jeżeli chciałbyś zdobyć koronę ziemi w maratonach, to jest obowiązkowy punkt. Maraton na biegunie południowym. Temperatura w okolicach -20 stopni może nie jest ekstremalnie niska, lecz silny wiatr katabatyczny, który obniża temperaturę odczuwalną potrafi utrudnić bieg. Na biegunie południowym biega się po płaskowyżu, na wysokości około 2800 m n.p.m., ale ciśnienie powietrza jest na ziemi tym niższe, im bliżej bieguna, więc czujemy się tu jak w Alpach na 3500 m n.p.m. Zawodnicy po wylądowaniu na Antarktydzie przechodzą aklimatyzację. Do wyboru mamy jeszcze równolegle odbywający się bieg na 100 km. Słońce o tej porze roku praktycznie nie zachodzi, więc bieg wydaje się trwać w nieskończoność.

 

 TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie3

 

Siberian Ice Marathon

Największy maraton z najniższą temperaturą. Na linii startu pojawia się co roku około 1000 zawodników z całego świata. W ubiegłym roku temperatura podczas startu spadła do -32 stopni. Aby przygotować się do takich warunków, zawodnicy z innych krajów trenują w wielkich chłodniach przemysłowych, biegając po hali wokół regałów lub ustawiając bieżnię mechaniczną w takim miejscu.

 

 TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie4

 

Tak wygląda prawidłowy trening do ekstremalnie zimnych zawodów.

 

TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie7

 

Mongolia Genghis Khan Ice Marathon

Jeżeli nie do Rosji to można polecieć do Mongolii. Zawody bardziej kameralne, lecz temperatura w ubiegłym roku była jeszcze niższa, na starcie było -34, a miejscami spadała do -40 stopni. Zawody poprowadzone są wzdłuż rzeki, także na oblodzone odcinki przydadzą się buty z metalowymi kolcami. Klimatu dodaje obsługa zawodów, która porusza się na trasie zawodów psimi zaprzęgami.

 

TOP5NajzimniejszychZawodowNaSwiecie6

 

W Polsce też mamy zawody przeprowadzane w wyjątkowo zimnych okolicznościach. Są to np. Mistrzostwa Polski w pływaniu zimowym w wodach otwartych, na których pływa się bez pianek po wyciętym w tafli lodu prostokącie, na dystansie 1 km. Inną propozycją może być Zimowy Ultramaraton Karkonoski na dystansie 53 km, z trasą poprowadzoną granią Karkonoszy, przebiegającą przez Śnieżkę, warunki pogodowe mogą być bardzo ciężkie.

Opublikowane w Wydarzenia
poniedziałek, 07 listopada 2016 17:11

Gwen Jorgensen odpuszcza starty. Powód? Rodzina

Gwen Jorgensen ukończyła maraton w Nowym Jorku zajmując 14 miejsce z czasem 2:41:01 (3:49 min/km). Gwen w wywiadzie po maratonie powiedziała, że jest trochę zawiedziona swoim biegiem. Ostatnie kilometry było jej bardzo ciężko biec i zwolniła tempo. Jak sama przyznaje, nie przygotowała się odpowiednio do tych zawodów, bo miała zbyt mało czasu. Treningi maratońskie rozpoczęła niecałe trzy miesiące wcześniej, a w międzyczasie brała udział w dwóch ważnych dla niej triathlonach. Dodała także, że jeżeli wystartowałaby w przyszłości ponownie, to zmieniłaby swoje treningi i skupiłaby się jedynie na bieganiu.
Nawiązując do długich dystansów Gwen Jorgensen nie planuje żadnych startów w Ironmanie.

 

Bieg w maratonie traktuje jedynie jako dobrą zabawę i nowe doświadczenie. Wraz z mężem Patrickiem Lemieux planują powiększyć rodzinę, a dopiero po okresie macierzyństwa Gwen chce spróbować obronić tytuł złotej medalistki Igrzysk Olimpijskich w Tokio 2020. Rok po igrzyskach to najlepszy czas na urodzenie dziecka. Nicola Spirig może być tego przykładem. Dowodem na to jest zdobyty srebrny medal w triathlonie na IO w Rio 2016.

 

Ponad 50.000 biegaczy z całego świata wzięło udział w 46 TCS New York Marathon. Jest to największy maraton na świecie. Średni czas ukończenia maratonu to 4:38:27. Trasa w Nowym Jorku prowadzi przez pięć głównych okręgów: Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan. Bieg odbywa się corocznie w pierwszą niedzielę listopada od 1970 roku, z wyjątkiem 2012 r. kiedy maraton został odwołany ze względu na huragan Sandy. Start i meta znajdują się w dwóch różnych miejscach. Zawodnicy startują na State Island a finiszują w Central Park.

 

GwenJorgensenPoMaratonieNiePlanujeStartuWIronmanie1

Fot. Twitter Gwen Jorgensen

 

Czasy odcinków Gwen Jorgensen:
Pierwsze 10 km - 36:05
Drugie 10 km - 35:33
Trzecie 10 km - 38:36
Czwarte 10 km - 40:55

 

Wyniki kobiet
1. Mary Keitany (KEN) 2:24:26
2. Sally Kipyego (KEN) 2:28:01
3. Molly Huddle (USA) 2:28:13
4. Joyce Chepkirui (KEN) 2:29:08
5. Diane Nukuri (BDI) 2:33:04
6. Aselefech Mergia (ETH) 2:33:28
7. Lanni Merchant (CAD) 2:33:50
8. Neely Gracey (USA) 2:34:55
9. Sara Hall (USA) 2:36:12
10. Ayantu Dakebo Hailemaryam (ETH) 2:37:07

 

14. Gwen Jorgensen (USA) 2:41:01


Wyniki mężczyzn
1. Ghirman Ghebreslassie (ERI) 2:07:51
2. Lucas Rotich (KEN) 2:08:53
3. Abdi Abdirahman (USA) 2:11:23
4. Hiroyuki Yamamoto (JPN) 2:11:49
5. Shadrack Biwott (USA) 2:12:01
6. Tadesse Yae Dabi (ETH) 2:13:06
7. Moses Kipsiro (UGA) 2:14:18
8. Tyler Pennel (USA) 2:15:09
9. Ben Payne (USA) 2:15:46
10. Patrick Smyth (USA) 2:16:34

Opublikowane w Wydarzenia
czwartek, 25 sierpnia 2016 14:08

Gwen Jorgensen zadebiutuje w maratonie

Gwen Jorgensen po zdobyciu złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Rio postanowiła pobiec TCS New York City Marathon 06.11.2016. Będzie to jej debiut na dystansie maratonu.

 

“Ten rok był dla mnie niesamowity. Zastanawiałam się jakie wyzwanie mogłabym sobie postawić, nic lepszego nie mogłam wymyślić, niż pobiec pierwszy maraton. Triathlon zawsze będzie moją pierwszą miłością, ale już nie mogę się doczekać maratonu i nie wyobrażam sobie innego miejsca na debiut niż Nowy Jork.” - powiedziała Gwen.

 

W 2014 roku Gwen wygrała imprezę towarzyszącą New York City Marathon na 5 km. Jej rekord z ubiegłego roku na 10 km to 32:12. Ten czas teoretycznie pozwoli jej złamać 2:30:00, jeżeli zdąży się odpowiednio przygotować. Czas zwyciężczyni z ubiegłego roku Mary Keitany (KEN) to 2:24:25. Gwen na ten sezon ma jeszcze w planach start w Wielkim Finale WTS w Cozumel 17 września, a także w Island Hous Invitational Triathlon na Bahamach 28-30 października.

 

Jest to największy maraton na świecie. W 2015 roku zawody ukończyło 49 595 osób. Trasa maratonu w Nowym Jorku prowadzi przez pięć głównych okręgów: Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan. Bieg odbywa się corocznie od 1970 roku.

 

GwenJorgensenZadebiutujeWMaratonie2

Opublikowane w Ludzie

W jednej z koncepcji zarządzania, którą „sprzedajemy” na prowadzonych przez nas szkoleniach jest typ pracownika, którego nazywamy kompetentnym, ale ostrożnym praktykiem. To taki osobnik, który wie jak, ale nie za bardzo w siebie wierzy. Porównujemy to często do dzieciaka, który chcąc nauczyć się jeździć na rowerze na dwóch kółkach potrzebuje rodzica, który trzyma kijek wetknięty miedzy ramę i pomaga mu złapać równowagę. Kiedy się przewraca? W większości wtedy, kiedy widzi, że rodzic go nie asekuruje. I tak się trochę czuję przez niedzielnym startem. Niby wiem, ze jestem przygotowany, niby wiem, że nic więcej zrobić nie mogłem (bo wykonałem 100% planu treningowego), niby wiem, że ten plan był dobry (gwarantuje go zestaw trenerski Kowalski-Rostkowski). Ale wątpliwości mam. Co więcej! Te wątpliwości przeradzają się w przerażającą przedstartową sr*czkę. Złapałem się na tym, że chcę/chciałem popełnić wszystkie błędy, o których przestrzegałem w swoich felietonach. Ale po kolei.

 

Najpierw źródło. Półmaraton Warszawski nie poszedł mi tak, jak pójść powinien. Stąd przerażenie wynikające z tego, że nie wszystko idzie jak iść powinno. Jak dołożę sobie myślenie typu: ledwie dobiegłem 21km w 1:14’22 to jak mam ubiec kolejne 21? Kolejny pretekst do tego myślenia dał mi zeszłotygodniowy trening 2x10km. Druga dycha w tempie startowym. Wcale nie było łatwo ani z zapasem. Jak pobiec to x4? Niewyobrażalne. No to zaczęły się pomysły na ułatwianie/ulepszanie lub co gorsza czarowanie.

 

Najpierw złapałem się na tym, że staram się zaczarować rzeczywistość fetyszami. Z jakiego bidona powinienem korzystać? Czy jak piłem z czerwonego przez zawodami to szło mi dobrze, czy raczej nie realizowałem celu? A jak jest z rutyną przedstartową typu fryzjer. Mam tak, że przed ważnym startem idę do fryzjera. Ale zawsze robię to w sobotę. Tym razem musze być rano o 11.00 w W-wie, więc nie mogę iść w sobotę. Panika… Ja pierdziele. Stary a głupi. Nawiasem mówiąc – zapraszam na gofry MOCY MKON’a na expo Orlen Maraton.

 

Potem zaczęła się jazda z cudami odżywczymi. Jeden blog, drugi, a może jednak spróbować diety sztokholmskiej (kilka razy próbowałem – na mnie nie działa). Ale jadę… co mam do stracenia. Po pierwszym dniu odstawienia węglowodanów Ewa kopnęła mnie w dupę i otrzeźwiła. Fajnie mieć taką Ewę ;)

Potem poszło mi w tematy triathlonowe. Co z tego, że wiosna pod znakiem biegania, a cel triathlonowy to perspektywa dopiero październikowa. Nie idzie w bieganiu trzeba kompensować pływaniem i rowerem. Piotrek Rostkowski mówi: najlepiej jakbyś w ostatnich 10 dniach do maratonu nic nie pływał i nic nie jeździł. A u mnie myślenie typu: sezon rowerowy zmarnowany. Idę pokręcić. Albo takie myśli: "Nie dość, że nic nie biegam, to jeszcze będę pływał jak siekiera". No paranoja kompletna.

 

Ostatnim bezsensem, jaki chcę wspomnieć jest „próbowanie się”. To już bezsens nad bezsensy. Oczywiście nie dałem się ponieść temu idiotyzmowi, ale przeszła mi przez głowę taka myśl. Odwołali ci szkolenie. 3 dni luzu akurat przed maratonem – machnij sobie sprawdzian na 400. Będzie ślad w triathlonie korespondencyjnym. Wprawdzie nie pływasz, ale przynajmniej coś zrobisz. Zobaczymy, czy pikawa dobrze działa. Szok. Niby jestem dojrzałym zawodnikiem, a takie bzdury przychodzą mi do głowy i co najgorsze jestem KROK od ich realizacji…Zero logiki.

 

Prawda. Nadmiar wolnego czasu. To wszystko nie pomaga. Ale rowery już poczyszczone, garaż sprzątnięty. Do drewna się nie dotykam, bo ostatnio (dzień przez PWM) przerzuciłem 5m3 więc teraz nie ma niebezpieczeństwa. Na szczęście mam mądrego trenera. Pisze do mnie: "Wszystko zależy od diety, nastawienia i wypoczynku. Nie kombinuj".

 

No to nie kombinuję. Co ma być, to będzie. Nie ma co wierzyć w cuda. Trzeba wierzyć w siebie. Cel minimum: życiówka (sub 2:34), cel maksimum sub 2:30. #niemaniemogę

Opublikowane w Felietony

Do księgarń trafia właśnie książka "Maraton Zaawansowany" autorstwa Pete Pfitzingera i Scotta Douglasa. Tytuł ten jest jednym tchem wymieniany razem z "Bieganiem metodą Danielsa". To właśnie te dwie książki stanowią kanon wśród technicznych i specjalistycznych podręczników dotyczących biegania.


O ile "Bieganie metodą Dnialesa" jest poświęcone bieganiu w ogóle, to nowa publikacja Innych Spacerów koncentruje się wyłącznie na dystansie maratonu. O poziomie książki niech świadczą zawarte w niej plany treningowe. Choć są na różnych poziomach zaawansowania, to najłatwiejszy z nich może stanowić poważne wyzwanie nawet dla osób, które mają już za sobą kilka maratonów. Najłatwiejszy plan treningowy zaczyna się od około 60 kilometrów tygodniowo i dobija do 90 kilometrów.


Ale plany treningowe stanowią niewielką część całej publikacji. Pfitzinger i Douglas w kilku obszernych rozdziałach przyglądają się takim zagadnieniom jak odżywianie i nawadnianie (w trakcie przygotowania i w dniu zawodów), fizjologii maratońskiej i powiązanymi z nią środkami treningowymi (intensywności biegów). Poświęcają cały rozdział na omówienie przygotowań do dwóch i więcej maratonów w krótkim odstępie czasowym. Szczegółowo omawiają również najlepsze strategie na bieg.


Kim są autorzy?
Pete Pfitzinger uczestniczył w maratonach olimpijskich w latach 1984 i 1988, oba kończąc jako najlepszy Amerykanin. Z rekordem życiowym w maratonie wynoszącym 2:11:43 Pfitzinger został dwukrotnym zwycięzcą maratonu w San Francisco i zajął trzecie miejsce w maratonie nowojorskim. Był szefem Nowozelandzkiej Akademii Sportowej w Auckland. W latach 1997‒2007 był publicystą „Running Times”.

 

Scott Douglas jest pisarzem freelancerem oraz wydawcą od 15 lat zajmującym się profesjonalnie dziennikarstwem związanym z bieganiem. Były wydawca „Running Times”, obecnie regularnie pisuje dla „Runner’s World” i „Running Times”. Jest współautorem czterech książek o bieganiu.

 

Książka dostępna jest w księgarniach stacjonarnych i internetowych, jak i na stronie wydawcy Inne Spacery. Akademia Triathlonu objęła ten tytuł patronatem medialnym.

 


 

Podwójne odpuszczenie
Pete Pfitzinger


"W czasie mojej kariery maratońskiej rozpocząłem 18 maratonów i ukończyłem 16, z czego 8 było wygranych. Dwukrotnie sobie odpuściłem – raz z powodu kontuzji, a raz przez własną głupotę. Obie imprezy wydarzyły się w 1986 roku.
Rezygnacja spowodowana głupotą miała miejsce podczas maratonu w Bostonie. Był to pierwszy zawodowy maraton bostoński, odbywający się w otoczce szaleństwa mediów i z nagrodami pieniężnymi. Zignorowałem mój plan biegu oparty na równych połówkach i za wcześnie dałem się ponieść. Przez pierwszych 16 kilometrów kilkakrotnie wymieniałem się na prowadzeniu z Gregiem Meyerem. Kiedy tylko odbierał mi prowadzenie, starałem się je odzyskać.
Owa strategia była zbyt agresywna na tak wczesnym etapie maratonu. W tym czasie Rob de Castella, który wtedy wygrał, spokojnie biegł za nami, pewnie naśmiewając się w duchu z braku cierpliwości dwóch Amerykańców. Na 19. kilometrze mój oddech wypadł ze zwykłego rytmu, nogi dostały niezły łomot, a i wnętrzności stopniowo miały się coraz gorzej.
Na kolejnym kilometrze odpadłem od grupy prowadzącej w biegu i zacząłem odczuwać zesztywnienie mięśni. Wiedząc, że za wcześnie ruszyłem do ostrej walki, zszedłem z trasy tuż za znakiem oznaczającym połowę dystansu i skląłem się w duchu. Dobrze zapamiętałem tę lekcję i nigdy więcej nie popełniłem takiego błędu. Zwróć uwagę, że głupota nie została wymieniona wśród uzasadnionych przyczyn zejścia z trasy maratonu.
Jedynym pozytywnym aspektem tej całej sytuacji było to, że już po tygodniu byłem w pełni zregenerowany. Kilka tygodni później wykorzystałem swoją formę i frustrację do pobicia rekordu na 10 kilometrów, kiedy udało mi się pokonać ten dystans w czasie 28:41, a już w lipcu odkupiłem swoje winy w maratonie w San Francisco, przebiegając go w 2:13:29.
Drugi raz zszedłem z trasy maratonu Twin Cities, będącego jednocześnie eliminacjami do mistrzostw świata, wypadających w kolejnym roku. Rozpocząłem bieg z naciągniętymi mięśniami kulszowo-goleniowymi, czego nabawiłem się parę tygodni wcześniej, zbyt intensywnie rozciągając się po treningu na bieżni. Na początku było nieźle, ale mięśnie stopniowo sztywniały przy plus czterech stopniach i mżawce. Na 32. kilometrze biegłem na tyłach prowadzącej grupy, gdy nadwerężone mięśnie kompletnie odmówiły posłuszeństwa. Nie byłem w stanie zrobić kolejnego kroku. Po przekuśtykaniu kolejnego kilometra z ulgą przyjąłem podwózkę na metę. Ta rezygnacja z biegu była łatwiejsza, bo decyzja nie była ode mnie zależna.
Po tak frustrującym roku w maratonie byłem zdeterminowany do jak najszybszego zaliczenia porządnego biegu. Mój fizjoterapeuta powiedział, że mięśnie nie są zbyt mocno uszkodzone i że za jakieś 10 dni będę pewnie w stanie normalnie biegać. Dzięki właściwym masażom udało się pokonać kontuzję i zdecydowałem, że pobiegnę w maratonie w Nowym Jorku – zaledwie trzy tygodnie po Twin Cities. Biegłem zachowawczo i stopniowo wyszedłem z trzydziestego miejsca w połowie dystansu na dziewiąte na mecie z czasem 2:14:09. To był rok dobrze zapamiętanych lekcji."

Opublikowane w Biblioteka triathlonisty
poniedziałek, 29 września 2014 07:31

Puchar Świata w Turcji i Ironman na Majorce. Wyniki

W weekend mogliśmy emocjonować się nie tylko biegiem maratońskim w Warszawie i Berlinie, wspaniałym rekordem świata na dystansie 42km 195m, ustanowionym przez Dennisa Kimetto (2:02:57); kibicowaliśmy nie tylko mistrzowi świata w kolarstwie zawodowym Michałowi Kwiatkowskiemu, ale z uwagą przyglądaliśmy się na wyczynom polskich triathlonistów - tych zawodowo zajmujących się sportem, jak i amatorsko startujących w Ironmanie.  Zacznijmy od podsumowania startu Polaków w Pucharze Świata w Turcji (Alanya). Jeszcze dzień przed zawodami nie było pewne, czy wystartuje nasza najlepsza zawodniczka Maria Cześnik (AdgarFit Pro Team), zmagająca się ze skutkami niedawnej kontuzji. Ostatecznie Maria zrezygnowała ze startu. Do rywalizacji przystąpiły więc dwie zawodniczki z Polski: Hanna Matysiak (AdgarFit Pro Team) i Magdalena Mielnik (Warmińsko-Mazurski Klub Sportowy, nie ukończyła rywalizacji). Start odbywał się w dość trudnych warunkach atmosferycznych, ponieważ dwie godziny przed zawodami zerwała się burza, było bardzo wietrznie, nawierzchnia bardzo mokra. Również warunki do pływania nie były w pełni komfortowe - spore falowanie, ale temperatura wody około 28 stopni Celsjusza (pływanie bez pianek). Poniżej wyniki pierwszej trójki zawodniczek w porównaniu z występem Polek i filmowy skrót rywalizacji. 

 

PosFirst NameLast NameCountryTimeSwimT1BikeT2Run
1 Maaike Caelers NED 01:59:31 00:21:17 00:00:58 01:03:15 00:00:42 00:33:22
2 Vendula Frintova CZE 02:00:01 00:20:29 00:00:57 01:04:01 00:00:40 00:33:55
3 Yuliya Yelistratova UKR 02:00:02 00:21:21 00:00:59 01:03:12 00:00:40 00:33:51
45 Hanna Matysiak POL 02:19:00 00:22:20 00:01:00 01:12:31 00:00:39

00:42:32

DNF Magdalena Mielnik POL DNF 00:21:28 00:01:02 00:00:00 00:00:00 00:00:00

 

 

 

 

Rywalizacja mężczyzn

 

Startowało dwóch Polaków: Mateusz Kaźmierczak (AdgarFit Pro Team) i Mateusz Rak (Tri Rumia). Do udanych startów można zaliczyć występ Mateusza Kaźmierczaka, który na swoim profilu FB napisał:

 

"Ze startu jestem bardzo zadowolony. Plywanie w moim wykonaniu w końcu ruszyło do przodu. Na rowerze w pierwszej grupie, no i bieg najlepszy w tym sezonie. Nic dodać nic ująć!" 

 

 

mati turcja1

 

 

 

 

Mateusz Rak, mimo doskonałego pływania, miał niestety kraksę rowerową spowodowaną przez jednego z zawodników i niestety ukończył zawody dopiero na 48 miejscu. Oto wyniki pierwszej trójki w porównaniu do rezultatów Polaków i filmowy skrót rywalizacji. 

 

PosFirst NameLast NameCountryTimeSwimT1BikeT2Run
1 Sven Riederer SUI 01:45:57 00:19:16 00:00:50 00:55:36 00:00:38 00:29:39
2 Alessandro Fabian ITA 01:46:03 00:19:12 00:00:52 00:55:38 00:00:35 00:29:48
3 David Castro Fajardo ESP 01:46:11 00:19:12 00:00:53 00:55:40 00:00:36 00:29:51
24 Mateusz Kazmierczak POL 01:47:45 00:19:32 00:00:51 00:55:26 00:00:38 00:31:20
48 Mateusz Rak POL 01:52:25 00:19:16 00:00:56 00:58:26 00:00:38 00:33:11

 

 

 

 

 IRONMAN MALLORCA 

 

W sobotę na hiszpańskiej wyspie Majorka kilka tysięcy zawodników zmierzyło się z dystansem Ironman. Startowało 22 Polaków w tym m.in. Filip Przymusiński (jeden z najlepszych polskich zawodników startujących na dystansie olimpijskim, sprint i "połówce"), dla którego był to pierwszy start na dystansie 226km. Filip zaczął zawody bardzo dobrze, wychodząc z wody na 3 pozycji w swojej kategorii, na rowerze utrzymywał bardzo dobre tempo kończąc rywalizację na 12 miejscu. Problemy na biegu spowodowały, że całą rywalizację Filip ukończył z czasem 10h 11 minut 58 sek. Do 20km Filip utrzymywał wysokie tempo biegu, ale od połowy dystansu zawodnika UAM Poznań dopadły kłopoty żołądkowe, co zadecydowało o słabym wyniku biegu. 

 

Wspaniałym rezultatem i miejscem w klasyfikacji generalnej popisał się Bogumił Głuszkowski z Poznania - zawodnik, który przed laty był jednym z najlepszych polskich zawodników na długich dystansach, jak widać wciąż prezentuje wysoką formę, startując w rywalizacji grup wiekowych. W swojej był trzeci, zdobywając przepustkę na MŚ na Hawaje, a w klasyfikacji generalnej zajął 30 miejsce! 

 

Poniżej najlepsi zawodnicy i pierwsza trójka Polaków. 

 

Don, Tim GBR 1 1 00:45:25 04:51:21 02:52:07 08:34:02
Fidalgo, Miguel Angel ESP 2 2 00:45:36 04:58:45 02:49:01 08:38:08
Aigroz, Mike SUI 3 3 00:45:31 04:51:06 02:59:26 08:40:29
Gluszkowski, Bogumil POL 3 30 00:56:43 04:57:44 03:13:37 09:14:17
Domagała, Tomasz POL 7 48 00:52:24 05:01:10 03:23:03 09:23:03
Szumiec, Lukasz POL 45 203 01:03:55 05:36:22 03:11:26 09:59:12

Wyniki pozostałych Polaków: 

 

 

Przymusinski, Filip POL 52 264 00:49:04 05:11:40 04:05:06 10:11:58
Biskupski, Mariusz POL 48 266 00:58:31 05:23:31 03:40:22 10:12:05
KOMASA, RYSZARD POL 133 704 01:02:08 05:45:51 04:17:51 11:15:42
Sobucki, Jacek POL 134 706 01:06:27 05:50:46 04:10:16 11:16:00
Brzeski, Tomasz POL 57 289 01:03:30 05:22:09 03:42:16 10:16:28
Szpot, Ireneusz POL 39 737 01:16:37 06:02:21 03:50:09 11:19:51
Piosik, Emil POL 16 814 01:09:42 05:56:38 04:09:34 11:28:49
Jagolicz, Damian POL 74 816 01:12:12 06:06:16 04:00:48 11:29:07
Traczyk, Oskar POL 20 874 00:58:23 06:11:10 04:15:11 11:35:34
Fudalej, Piotr POL 155 897 00:59:19 05:55:42 04:29:42 11:38:06
Kulaga, Bartlomiej POL 207 951 00:51:12 05:58:21 04:38:38 11:42:59
Szustorowski, Rafal POL 225 1193 01:11:24 05:40:34 05:16:27 12:15:01
Putowski, Maciej POL 108 1275 01:09:45 06:38:08 04:26:52 12:26:33
Klawiter, Mateusz POL 223 1380 01:25:20 06:08:13 04:58:05 12:40:38
Jankowiak, Krzysztof POL 306 1599 01:18:22 06:14:32 05:32:57 13:24:17
Kruczynski, Wojciech POL 320 1598 01:16:11 06:32:11 05:24:26 13:24:17
Kamiński, Paweł POL 343 1750 01:32:17 07:04:46 05:07:23 13:59:40
Opublikowane w Wydarzenia

Jazda na rowerze, pływanie i bieganie to trzy najpopularniejsze dyscypliny sportowe uprawiane przez Polaków. Statystyki pokazują również, że systematycznie wzrasta liczba osób startujących w różnego rodzaju zawodach.


Jak wynika z badań Centrum Badania Opinii Społecznej, z jednośladu korzysta 51% naszych rodaków, pływanie to domena 28% naszego społeczeństwa, natomiast co piąty Polak deklaruje bieganie i jogging jako swoją ulubioną i uprawianą dyscyplinę sportu. Posiadając taką wiedzę, naturalną koleją rzeczy staje się zorganizowanie wydarzenia, dzięki któremu w jednym czasie i miejscu będzie można zobaczyć ofertę największych firm i producentów oferujących bogaty asortyment sportowy. Odpowiedzią na rosnące zainteresowanie tematyką sportu są organizowane już po raz trzeci przez Międzynarodowe Targi Poznańskie Targi Sportowe POZNAŃ SPORT FAIR, które odbędą się w dniach 10-12 października 2014 r. Od samego początku towarzyszą one jednej


z największych Polskich imprez biegowych, jakim jest Poznań Maraton im. Macieja Frankiewicza. Jak co roku start i meta maratonu przebiega przez tereny MTP, co czyni Targi Sportowe doskonałym jego uzupełnieniem. Od pierwszej edycji organizatorzy współpracują również z Poznańskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji co sprawia, że pozycja POZNAŃ SPORT FAIR jest coraz silniejsza i pozytywnie wpływa na rozwój branży sportowej.


poznan sport fair logoMiniona edycja PSF to ponad 60 wystawców. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku drużyna POZNAŃ SPORT FAIR znacznie się powiększy. Podobnie jak w roku ubiegłym będzie można obejrzeć, a także zakupić odzież biegową, książki poświęcone tematyce sportu, odżywki i suplementy diety oraz rowery. W tym roku zakres prezentowanej oferty został poszerzony o akcesoria innych dyscyplin sportowych, gdyż jak pokazało ubiegłoroczne wydarzenie, PSF odwiedziła rzesza pasjonatów sportów, nie tylko biegowych. Na gości będą czekać także producenci oferujący sprzęt i odzież do sportów zespołowych, rakietowych, outdoorowych, indoorowych, zimowych i wielu innych. Ponadto Targi to czas i miejsce spotkań z osobami, które o sporcie wiedzą prawie wszystko. Podpowiedzą między innymi jaką dietę stosować, jak opracować odpowiedni dla swoich możliwości plan treningowy i jaki klub sportowy wybrać. PSF to również atrakcje dla najmłodszych: gry, zabawy i zdrowa sportowa rywalizacja. Dodatkową atrakcją będą również warsztaty przygotowane przez przedstawicieli trzech największych poznańskich uczelni Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Uniwersytetu Ekonomicznego i Politechniki Poznańskiej z zakresu szeroko pojętego marketingu sportowego, funkcjonalności stron internetowych i wsparciu sprzedaży.


Gorąco zapraszamy do odwiedzenia POZNAŃ SPORT FAIR i czynnego dopingowania maratończyków.

Nie przegap!
Wstęp na Poznań Sport Fair jest wolny.

 

Akademia Triathlonu jest patronem medialnym wydarzenia i będzie obecna na targach. Zapraszamy na nasze stoisko!

 

1393633 677515828934760 1091386069 n

Opublikowane w Wydarzenia
piątek, 11 kwietnia 2014 09:22

Przed nami biegowy weekend!

W niedzielę w Warszawie oraz w Łodzi odbędą się maratony, a w wielu miastach Polski biegi na krótszych dystansach. Fani intensywnego wysiłku oraz mocnych wrażeń będą rywalizować ze sobą na trasie ekstremalnego biegu Runmageddon, którego pierwsza edycja odbędzie się w niedzielę na Torze Służewiec.  Koniec marca i kwiecień tradycyjnie oznacza początek biegowego sezonu w Polsce. Dla triathlonistów to dobra okazja do sprawdzenia formy biegowej.


Tegoroczna, czwarta edycja Łódź Maraton o Zdrowie upłynie pod znakiem pojedynku między Karoliną Jarzyńską, rekordzistką Polski w półmaratonie i na dystansie 10km i Tsehaye Desalegn, dziewiątą zawodniczką Mistrzostw Świata w półmaratonie. Zapowiada się szybki bieg, w elicie mężczyzn jest aż 5 zawodników legitymujących się rekordem życiowym poniżej 2 godzin i 10 minut. Kibice na trasie szczególnie gorąco będą kibicować reprezentantom Polski – Yaredowi Shegumo i Marcinowi Chabowskiemu.

 

„W gronie faworytów do zwycięstwa wymieniłbym m.in. Belachewa Amete z Etiopii, ubiegłorocznego zwycięzce naszych zawodów oraz Stephena Kibiwota z Kenii, który legitymuje się najlepszym rekordem życiowym (2:07:54). Rok temu był drugi i wraca, jak zapowiada, po zwycięstwo. Marcin i Yared deklarują, że są w życiowej formie i będą walczyć o czołowe lokaty.” – mówi Zbigniew Nadolski, dyrektor sportowy Łódź Maratonu Dbam o Zdrowie.

 

Niewykluczone, że właśnie podczas niedzielnej imprezy padnie nowy rekord Polski w maratonie. Łódź Maraton Dbam o Zdrowie uznawany jest bowiem za jeden z najszybszych maratonów w Polsce ze względu na szybką, płaska trasę.  Maratonowi będzie towarzyszył bieg na 10km – ALE 10K Run. Na liście startowej łódzkich zawodów jest już prawie 6000 nazwisk z ponad 30 krajów świata.

 

OWM 210413 fot.D.Kramski LIVE 0001  90B0607 0W Warszawie odbędzie się druga edycja ORLEN Warsaw Marathon. Zawody zostaną rozegrane w randze  84. Mistrzostw Polski w Maratonie Mężczyzn. Bieg na 10 kilometrów to dodatkowa, druga konkurencja sportowa w ramach tej imprezy. W programie niedzielnego wydarzenia znajduje się również Marszobieg, którego trasa liczyć będzie 4,6 km. Na starcie ORLEN Warsaw Marathon w grupie Elite wystąpią nie tylko biegacze afrykańscy, tacy jak Tadese Tola (rekord 02:04:49) czy Levy Matebo Omari (rekord 02:05:16), ale także reprezentanci Polski z Henrykiem Szostem, Arturem Kozłowskim, Mariuszem Giżyńskim i Błażejem Brzezińskim na czele.

 

Wśród kobiet o zwycięstwo walczyć będą m.in. Etiopka Askale Magarsa Tafa z rekordem 02:21:31 oraz Kenijka Rebecca Chesire mająca na koncie wynik 02:27:52. Organizatorzy ORLEN Warsaw Marathon spodziewają się, że we wszystkich 3 konkurencjach weźmie udział łącznie ponad 10 000 osób

 

EDIT: 5812 finisherów na dystansie maratonu, 8812 osób ukończyło bieg na 10 km. W sobotnim biegu charytatywnym na dystansie 4,6km, według szacunków organizatora, wzięło udział około 11 tysięcy osób. 

 

„Cieszę się, że będę mógł stanąć na starcie ORLEN Warsaw Marathon po raz drugi, tym bardziej, że w poprzedniej edycji pokonała mnie kontuzja. Jestem mocno zmotywowany, aby tym razem pokazać się z jak najlepszej strony. Liczę, że pozostali pasjonaci biegania, którzy  pojawią się na starcie 13 kwietnia, również dadzą z siebie wszystko!” – powiedział Henryk Szost.

 

„Koniec świata….nudnych biegów!” to hasło promujące pierwszą edycję Runmageddonu, ekstremalnego biegu z przeszkodami, który w niedzielę odbędzie się na terenie warszawskiego Toru Służewiec. Listy uczestników szybko zapełniły się zawodnikami, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności w starciu z ponad 30 przeszkodami, takimi jak m.in. ściany, liny, trawersy, pajęczyny linowe czy zasieki. Wśród ponad 900 osób, które znajdują się na liście startowej Runmageddon najwięcej jest członków klubów Cross Fit i Boot Camp z całej Polski. W imprezie wezmą udział również biegacze, triathloniści i amatorzy sportów walki oraz kilkuset niezrzeszonych zawodników, którzy zgłosili się indywidualnie.


 PIO4666„Mimo, że w tym samym czasie w Polsce równolegle odbywają się dwa maratony oraz kilka innych biegów ulicznych nasz bieg cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Pokazuje to, że jest w naszym kraju zapotrzebowanie na biegi ekstremalne, podczas których można zmierzyć się z własnymi słabościami.” – powiedział Jaro Bieniecki, dyrektor Runmageddonu.

 

Organizatorzy zapewniają, że bieg będzie bardzo widowiskowy. Jeśli ktoś jest ciekawy, jak wygląda taki ekstremalny bieg może uczestniczyć w imprezie jako kibic. Bilet wstępu na zawody kosztuje 5 zł, a całkowity dochód z ich sprzedaży zostanie przekazany na zakup konia do zajęć hipoterapeutycznych dla dzieci i młodzieży z Centrum Rehabilitacji, Edukacji i Opieki TPD „Helenów”.  

 

 

A jak wyglądają Wasze plany startowe na nadchodzący weekend? Gdzie startujecie? Zapraszamy do dyskusji!

Opublikowane w Wydarzenia
piątek, 18 października 2013 18:21

Czy 8.5 metra na dystansie maratonu to dużo?

Najprostsza odpowiedź - „To zależy” jest na pewno prawdziwa. Bo czym innym jest te niespełna 9 metrów dla biegnącego na pełnej prędkości zawodnika, „połykającego” metr za metrem, a czym innym może być dla kogoś, kto pada z wycieńczenia tuż przed metą i siłą woli, na czworaka, próbuje pokonać ostatnie metry i ukończyć wyścig. W październikową niedzielę tego roku, tuż przed metą maratonu w Poznaniu, miałem się okazję przekonać, ile to jest dla mnie. W tym momencie cofnę się do początku zawodów i powiem parę słów o przebiegu rywalizacji. 

 

Zacząłem bardzo spokojnie, pierwszy kilometr o 3 sekundy wolniej od planowanego tempa maratonu, które miało mi dać na mecie 20 sekund zapasu do wymarzonego wyniku. Wszystkie moje dotychczasowe najlepsze biegi maratońskie zrealizowałem biegnąc tzw. "negative split", czyli drugą połowę szybciej niż pierwszą i z takim nastawieniem stawałem na starcie maratonu w Poznaniu. Kolejne kilka kilometrów miało więc być w podobnym tempie, bądź minimalnie szybszym. Wynikało to z konfiguracji trasy w Poznaniu. Wiedziałem, że na pierwszej połowie nie mogę "stracić" za dużo cennych sekund, ponieważ druga połowa biegu to kilka podbiegów w tym ten największy na 35 kilometrze. W związku z taką konfiguracją trasy, w naturalny sposób zwiększenie intensywności biegu w drugiej części, nie musiało się wiązać z rzeczywistym przyspieszeniem. Po 3 kilometrach średnie tempo było idealne z zaplanowanym, więc uznałem, że mała grupka, która się utworzyła biegnie równym tempem na taki wynik jak ja.

 

To był pierwszy mój błąd tego dnia na trasie. Uśpiłem swoją czujność i zadowolony, że tak lekko i przyjemnie mi się biegnie, pokonywałem dalej trasę. Kolejny kilometr sporo wolniej, ale przy pagórkowatej trasie to przecież może się zdarzyć, następny tylko trochę za wolno, ale nie jest źle. Jednak kiedy po 6 km zorientowałem się, że mam już 30 sek. straty do zakładanego tempa, to przestało być śmiesznie. Rzuciłem krótko do sąsiada, że musimy lecieć, bo zaraz stracimy tyle, że nie da się tego nadrobić. Polecieliśmy we czterech, a reszta grupy przez chwilę biegła za nami. W ten sposób dałem się jak dziecko zwieść biegaczom, którzy na starcie rzucają się na nieosiągalne dla siebie tempo i przez pierwsze kilometry rwą do przodu tylko po to, żeby później z każdym metrem zwalniać. To jednak jest maraton i nie było mowy o szybkim odrabianiu strat. Kolejny kilometr szybciej, a ponieważ czuć lekki wiatr, rzucam hasło żebyśmy biegli gęsiego i co kilkaset metrów się zmieniali.

 

Prowadzę kolejny kilometr i ponieważ ostatnie 2 były lekko z górki, udaje się odrobić 10 sekund. Zmieniamy się na prowadzeniu, jest dalej z górki, ale kolega pociągnął zdecydowanie za mocno i cały kilometr wyszedł szybciej o 11 sek. Zwracam uwagę że nie możemy tak biec, bo się spalimy, kolejna zmiana i następny kilometr wychodzi tragicznie - 20 sek. w plecy. Totalny bezsens. Zamiast wykorzystać współpracę, marnujemy nasz potencjał szarpiąc tempo i tracąc kolejne sekundy. Od tej chwili biegnę dużo uważniej, i jak czuję, że tempo spada to podciągam, na szczęście to już ten etap, że zaczynamy czuć przebiegnięte kilometry i nie ma bezsensownego przyspieszania, kolejne kilometry do półmetka w równym dobrym tempie i udaje się odrobić kilka sekund straty. Czuję się świetnie i zaczynam myśleć o przyspieszeniu, tym bardziej, że druga część to przecież mocne podbiegi, i trzeba zacząć odrabiać straty.

 

Zaczynamy biec delikatnie mocniej, ale cały czas spokojnie. Pojawiają się kolejne podbiegi, które spowalniają tempo, ale zgodnie z zapowiedziami jednego z kolegów z Poznania, to nic w porównaniu z podbiegiem na 35 km, więc oszczędzamy siły. Odcinek między 20 a 30 km równiutko zgodnie docelowym tempem, mimo, że biegniemy szybciej. Biegnie nas teraz już tylko dwóch, ale kolega nie czuje się już w ogóle na siłach prowadzić. Mimo to cały czas coraz szybciej - cały czas w głowie ten 35 km - i przed podbiegiem mamy już tylko 7 sek. straty. Podbieg, to tak naprawdę 3 km mocno pofalowane i pod górę, więc w sumie dodatkowo 36 sekund w plecy. Ale są siły, więc na płaskim i z górki nogi kręcą mocno i sumarycznie odcinek między 30, a 40 km przebiegnięty szybciej od planu o 12 sek. Biegnę już sam i nawet nie wiem od kiedy, ale wszystko gra. Wiem już, że spokojnie zmieszczę się w zaplanowanym czasie. Teraz już tylko z górki i po płaskim... Czy aby na pewno? Na 41 kilometrze spotykam Piotrka, kolegę z którym kiedyś razem wzięliśmy udział w Rajdzie Przygodowym. Biegnie ze mną 100 metrów i w tym czasie mnie dobija. Mówi że jest jeszcze jeden mocny podbieg.

 

JAKI K...A PODBIEG?!?! Mam w głowie mętlik. Oglądając profil trasy, nie zwróciłem na niego uwagi, czas mam wyliczony prawie co do sekundy, a tu jeszcze jakiś ostry podbieg? Przecież ja już biegnę na maksa, jak mam jeszcze przyspieszyć? Pod górkę? Jak zobaczyłem to wzniesienie, to nogi się pode mną ugięły (o to akurat nie było trudno, bo były już miękkie :) ). Pionowa ściana z kostki brukowej i ostre darcie do góry? Jedyne co mi przelatywało przez głowę, że to już koniec, że nie ma szansy, żebym zdążył, że ta górka mnie pokonała, że w ostatniej chwili wydarła mi moje zwycięstwo, dlaczego o niej nie wiedziałem, dlaczego nie zwróciłem uwagi na tak ważną rzecz? Ale nie mogłem się poddać i walczyłem do końca. Niewiele pamiętam z tego podbiegu i ostatnich kilkuset metrów. To był naprawdę bieg niemal na maksa, a ostatnie 200 metrów jeszcze przyspieszyłem.

 

DSC06330

 

Nie widziałem i nie słyszałem nic i nikogo oprócz zegara na mecie, który im szybciej biegłem, tym szybciej zmieniał wyświetlane sekundy i mimo, że to elektroniczny zegar, dałbym sobie rękę uciąć, że z każdą zmieniającą się cyfrą słyszałem jego uderzenia. W tym momencie na całym świecie były tylko moje kroki i upływające sekundy oraz myśl - zdążę, nie zdążę? Biegłem na pełnej prędkości w kierunku mety maratonu i każdy krok zbliżał mnie do nowej wartościowej życiówki, ale magia liczb sprawiała, że chciałem z całej siły, żeby wynik był poniżej okrągłej liczby. Właśnie, gdy byłem 8,5 metra przed metą, zobaczyłem jak zegar zmienił wyświetlaną na sekundniku wartość z 59 na 00. Na metę wpadłem z wynikiem 2:40:01.

Stanąłem pod bramą i… poczułem ogromne szczęście. Udało się! Przecież osiągnąłem upragniony cel. Przebiegłem maraton w 2:40! Jeszcze tylko się odwróciłem i ukłonem podziękowałem publiczności za doping, który na pewno mi pomógł na ostatnich metrach. Starałem się za wszelką cenę nie myśleć o tym, że się nie udało, bo przecież się udało. To sukces! Znowu udało mi się przebiec drugą połowę maratonu szybciej niż pierwszą. W zasadzie pierwszy raz w życiu miałem taką sytuację, że odrobinę nie zrealizowałem zamierzenia, ale czy na pewno? Ta różnica, to średnio pięć setnych sekundy na kilometr. Każdy, nawet ten kto padł na mecie, jest w stanie przebiec cały dystans o 2 sekundy szybciej. Teraz trzeba celebrować radość.

 

DSC06348

 

Tak, to jest ten moment. Cieszyć się z rodziną czekającą na mecie, podzielić się radością z redaktorem z TV, który mnie złapał tuż za metą i chce kilka słów komentarza na gorąco. Teraz już cały świat jest w różowych barwach, mimo że niebo zasnute jest szarymi chmurami. Zrealizowałem ważny cel i teraz będę mógł trochę odpocząć, no może jeszcze za chwilę, bo skoro forma jest, to jeszcze trzeba pobiec mocno 10 km na Biegu Niepodległości. Ale już zdecydowanie będzie można zejść z objętością i wrócić znowu na basen i na rower :) !

 

Ale przede wszystkim muszę się uczyć na własnych błędach. Nigdy więcej lekceważenia profilu trasy, jeśli chcę biec na wynik. Byłem świetnie przygotowany i wiem, że nawet na tej trasie byłem w stanie pobiec trochę szybciej, więc niepotrzebnie chciałem pokonać dystans ze zbyt małym zapasem czasu. Po drugie, w sprawie tempa ufać tylko sobie, bo wychodzi mi to całkiem nieźle. Uczymy się całe życie, ale ważne, żeby w kolejnych startach z błędów wyciągać wnioski i ich nie powtarzać!

Do zobaczenia na trasach zawodów triathlonowych i biegowych.

 

DSC06344


Piotrek Szrajner

Opublikowane w Publicystyka
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 2

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test