brett sutton
Home Aktualności Newsy Artykuły w etykiet: Rafał Herman

Łukasz Kalaszczyński zajął 3 miejsce podczas Ironman 70.3 Ruegen z czasem 3:51:08. Jest to wynik na światowym poziomie biorąc pod uwagę stawkę zawodników, z którymi musiał rywalizować. Łukasz wyprzedził takich triathlonistów jak Timo Bracht DEU czy Nils Frommhold DEU. Z każdą konkurencją nasz reprezentant piął się w górę. Po pływaniu miał 2 minuty straty do pierwszego zawodnika wychodząc z wody na 19 pozycji. Następnie Łukasz zanotował 9 czas roweru, który przesunął go w górę w klasyfikacji. Bieg tutaj miał największe znaczenie, półmaraton pokonany w 1 godz. 14 min. zapewnił jemu miejsce na podium. Po wyścigu Łukasz nie krył wielkiej radości z osiągniętego sukcesu. Nic dziwnego, na taki wynik u mężczyzn długo musieliśmy czekać w międzynarodowych zawodach pod szyldem Ironmana. Oprócz Łukasza Kalaszczyńskiego startowali także w kategorii PRO Marcin Ławicki, Mateusz Kaźmierczak, Filip Przymusiński i Krzysztof Augustyniak. Wyniki można znaleźć na dole artykułu.

 

IM 70.3 Ruegen podium.jpg

Łukasz Kalaszczyński na podium. Fot. Facebook Łukasz Kalaszczyński

 

Wśród amatorów mieliśmy także dwa podia. Swoją kategorię K30-34 wygrała Anna Lechowicz, a Rafał Herman zajął trzecie miejsce w M40-44.

 

Zawody wygrał Patrick Lange DEU, który od samego początku zdominował ten wyścig. Jego niesamowite umiejętności biegowe zapewniły jemu ponad 6 minutową przewagę nad drugim zawodnikiem na mecie. Jeszcze bardziej imponujące jest to, że Patrick zwolnił na ostatnich kilometrach biegu aby czerpać radość z trasy i zwycięstwa. Był to świetny zwiastun tego czego możemy spodziewać się w tym roku na Hawajach. Przypomnę, że Patrick od ubiegłego roku jest rekordzistą trasy biegowej Ironman Kona. Podobnie najlepsza triathlonistka tych zawodów Anja Beranek DEU także może myśleć o walce o najwyższe miejsca podczas Mistrzostw Świata Ironman.

 

Komentarz Łukasza Kalaszczyńskiego:
“Ostatnie dni są szalone, a ja uwielbiam to uczucie. Tydzień temu Mistrzostwo Polski w Malborku, a wczoraj trzecie miejsce i wymarzone podium IRONMAN 70.3 Ruegen!!!! I jeszcze ten czas… 3:51:08. A najlepsze jest to, że wiem, że jestem w stanie poprawić ten wynik.
Dziękuję Czarek Figurski - Trenerze, bez Ciebie to byłoby niemożliwe. Za tydzień „pchamy” Czarka w walce o slota na Hawaje podczas Ironman Rimini! Trzymajcie za Niego kciuki.
Dziękuję ekipie Klinika Rehabilitacji Sportowej Ortoreh, a przede wszystkim Andrzej Piotrowski, Mateusz Filipiak za perfekcyjne dbanie o moje ciało.
Dziękuję Triathlon Serwis MAZDA Bołtowicz - dzięki Wam czuję się jak PRO!
Dziękuję całemu teamowi GVT BMC Triathlon Team BMC Switzerland za wsparcie i wyposażenie mnie w najszybszy i najlepszy sprzęt!
Dziękuję naszym partnerom: Butik Optique, ZONE3 Polska, Sportmania, HIGH5 - Żywność funkcjonalna dla sportowców, Nike+ Run Club!
Bardzo, bardzo dziękuję Wam. Za doping i za wsparcie, dzięki któremu dużo łatwiej znosić trudy treningu. Dziękuję, że jesteście ze mną. Wierzcie lub nie, ale na metę każdych zawodów wbiegamy razem. … Jak już ochłonę, napiszę relację z wczorajszych zawodów. Teraz czas na zasłużony odpoczynek.”
Facebook Łukasz Kalaszczyński

 

IM 70.3 Ruegen ekipa.jpg

Na zdjęciu od lewej Marcin Ławicki, Mateusz Kaźmierczak i Krzysztof Augustyniak. Fot. Facebook Marcin Ławicki

 

Wyniki mężczyzn PRO:

1. Patrick Lange GER 3:43:46
2. Franz Löschke GER 3:49:48
3. Łukasz Kalaszczyński POL 3:51:08


14. Marcin Ławicki POL 04:00:58
16. Mateusz Kaźmierczak POL 04:04:19
22. Filip Przymusiński POL 04:13:50
23. Krzysztof Augustyniak POL 04:29:10

 

Wyniki kobiet PRO

1. Anja Beranek GER 4:16:37
2. Daniela Sämmler GER 4:19:41
3. Sara Svensk SWE 4:25:59

 

Age Group

K30-34
1 Anna Lechowicz 04:25:30


M40-44
3. Rafał Herman 04:25:30

 

Link do pełnych wyników:
http://ironman-results.r.mikatiming.de/2017/ruegen/

Opublikowane w Wydarzenia

Za każdym razem kiedy zmagam się z falami, kiedy zaginam się na rowerze, kiedy biegnę, kiedy wreszcie padam wycieńczony na mecie, zastanawiam się po co to wszystko. Po co się tyle męczyć, tyle poświęcać? Za każdym razem, już na mecie znajduję tą samą odpowiedź. Wysiłek to sens życia, to atawistyczny powrót do korzeni, to zrobienie czegoś co od tysiącleci (no, może poza jazdą na rowerze) robili nasi przodkowie.


To atawizm, który następnego dnia pozwala poczuć się jak zadowolone z wyczerpującego polowania zwierzę, które odsypia w legowisku wysiłek poprzedniego dnia, ciesząc się smakiem zdobyczy. Kiedy dam sobie w kość, zdobędę to czego chciałem, wszystko jest inne. Można zasłużenie odpocząć, pojeść… A posiłek smakuje wtedy inaczej, wino smakuje inaczej, inaczej smakuje życie. To jest właśnie odpowiedź na pytanie po co to wszystko.

 

Rafał Herman Italy 1.jpeg

Fot. Rafał Herman


Ostatnio czułem się tak po zawodach Ironman 70.3 Italy w Pescarze. Refleksja po zawodach – my, Europejczycy, jesteśmy jednak nieco przewrażliwieni. Z uwagi na dużą falę na Adriatyku, organizatorzy zdecydowali się na skrócenie trasy do 1 300 m. Co prawda połowę z tej pętli ciężko byłoby nazwać pływaniem, było to bardziej skakanie przez fale, ale w momencie gdy fala była boczna, pływało się całkiem miło. Nie zmienia to faktu, że w takiej np. Afryce zapewne nikt by się nie przejął, fala jak fala. Tutaj – szef Ironman Europe opowiadał, że przed zawodami codziennie zaraz po obudzeniu patrzył na Adriatyk, który odwzajemniał spojrzenie kołysząc się niemrawo i spokojnie. W dniu zawodów natomiast uznał, że starczy tego dobrego.
No i się zaczęło – panika, skracanie trasy. A moim zdaniem trzeba było właśnie zostać przy pierwotnych planach i dać zawodnikom się wykazać. Zamiast tego dostaliśmy skróconą trasę, a w nagrodę – wydłużoną do 94 km trasę rowerową, która wysiłek na autostradzie wynagradzała pięknymi widokami na ośnieżone szczyty. Jedyne co pozostało bez zmian to bieganie, klasyczny półmaraton malowniczą trasą wzdłuż promenady przez piękny most, potem dookoła parkowego jeziora, na koniec zaś droga szutrowa i znów asfalt i promenada. Podbiegi na most były wymagające, ale odwdzięczały się pięknym widokiem na plażę.

 

Rafał Herman Italy 2.jpeg

Fot. Rafał Herman


Pogoda nie rozpieszczała - 28, może 27 stopni. Niby bryza pomagała, osłabiając wrażenie patelni, ale słońce jednak robiło swoje. Na strefach tylko gdzieniegdzie zachował się skarb w postaci zimnej coli, większość płynów była ciepła jak herbata. Nie zmienia to faktu, że Ironman 70.3 Italy w Pescarze mogę każdemu polecić. Choć zawody potraktowałem treningowo, 4 miejsce w kategorii i 35 w open uważam za dobry wynik. Bieganie potraktowałem zachowawczo, wg planu treningowego ustalonego z trenerem, jednak wciąż w tempie Ironmana. Zmiany diety pokazały, że idziemy w dobrym kierunku, po ostatnich perypetiach wiem już, co mogę jeść, a czego powinienem unikać. Dałem też szansę butom ON Running Cloudflow z nowymi sznurówkami i mogę śmiało powiedzieć, że sprawdziły się w boju, dają radę nawet w ciepłych warunkach. Wiem już teraz dlaczego Tim Don pobiegł tak szybko w Brazylii pobijając rekord świata w Ironman.

 

Rafał Herman Italy 3.jpeg

Fot. Rafał Herman


Wynik zawdzięczam również żonie, która pilnowała mnie w strefach, krzycząc „NIE ZAMULAJ!” – wiedząc, że potrafię tam spędzić więcej czasu niż powinienem. Trenowaliśmy jednak również i ten aspekt, z zakładaniem podkolanówek, które planuję mieć na sobie na Hawajach.


Dla czytelnika, który zastanawia się nad wzięciem udziału w przyszłorocznej edycji mam kilka rad. Przede wszystkim, niezależnie od zawodów, nie zapomnij odwiedzić lokalnych knajpek, żeby spróbować owoców morza. W każdym miejscu były świeże, dobrze podane kraby, krewetki, mule, ostrygi. Czy surowe, czy gotowane, smakują niesamowicie i pomagają w regeneracji. Postaraj się jednak zapewnić sobie apartament blisko miejsca startu, poruszanie się wąskimi włoskimi uliczkami czy też zatłoczoną autostradą nie należy do najszybszych.
Na koniec uwaga ogólna – to, co jest oczywiste przed zawodami, w dniu zawodów oczywiste być przestaje. Kolega, z którym dzieliliśmy dom przygotował sobie dzień wcześniej bidony, schłodził je w lodówce i zapomniał je ze sobą zabrać. Na szczęście jego małżonka zorganizowała na miejscu nowe bidony i napełniła je izotonikiem kupionym na ekspo. Nie zmienia to faktu, że tzw. check-lista przed wejściem na start to nawyk, który zawsze działa i pomaga zapobiec podobnym przeoczeniom.

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 03 kwietnia 2017 13:08

Ironman RPA triumfują Hoffman i Ryf - wyniki Polaków

Mistrzostwa Kontynentalne Afryki czyli Ironman South Africa to triathlon, na który przylatują zawodowcy i amatorzy z całego świata. Ci pierwsi rywalizują o wysokie nagrody pieniężne i cenne punkty, dzięki którym zapewniają sobie start na Hawajach, ci drudzy podobnie, są skuszeni większą ilością slotów na Ironman Kona. Ben Hoffman (USA) zdołał obronić tytuł mistrza z ubiegłego roku. Przez cały wyścig Ironmana deptał mu po piętach Nils Frommhold (GER). Triathloniści wyszli niemal równo z wody, przez 180 kilometrów na rowerze jechali takim samym tempem, dopiero na końcówce maratonu Ben Hoffman był w stanie wrzucić wyższy bieg i odstawić Nilsa Frommholda na 50 sekund. Obydwaj zawodnicy złamali barierę 8 godzin. Trzeci na mecie był David McNamee (GBR) ze stratą 9 minut. David to zawodnik, który wygrał zawody Challenge Poznań w ubiegłym roku na dystansie połowy ironmana. Chyba nikt nie dawał szans na zwycięstwo innej triathlonistce jak Danieli Ryf (SUI). To był dobry dzień dla Danieli, miała najszybsze czasy każdej dyscypliny. Pewnie wygrała zatrzymując zegar z czasem 8:47:02.

 

Pierwsza trójka mężczyzn PRO

1. Ben Hoffman USA - 07:58:40

2. Nils Frommhold GER - 07:59:30

3. David McNamee GBR - 08:07:31

 

Pierwsza trójka kobiet PRO

1. Daniela Ryf SUI - 08:47:02

2. Kaisa Lehtonen FIN - 08:52:26

3. Susie Cheetham GBR - 09:04:49

 

W Ironmanie wzięło udział 16 Polaków. Najszybsi z nich to Rafał Herman 09:29:58 i Alicja Medak 10:57:35. Dzięki zajęciu wysokich miejsc w kategoriach wiekowych Rafał (6 miejsce) i Alicja (4 miejsce) zdobyli sloty na Ironman Kona! Alicja była jedyną kobietą z Polski.

 

IM RPA Rafał Herman slot.jpgIM RPA Alicja Medak slot.jpg

fot. Facebook Alicja Rafał Medak - u góry Rafał Herman, na dole Alicja Medak odbierają sloty na Kona


Poniżej krótka relacja Łukasza Grassa

 

 

IM RPA Łukasz Grass Facebook.jpg

 

Wyniki Polaków (Przy niektórych zawodnikach brakuje zajętego miejsca, organizator jeszcze nie zdążył wszystkich sklasyfikować. Artykuł będzie aktualizowany).


M30-34
Janusz Szymczak - Kat. 49, Open 310 Czas 10:40:05

 

M35-39
Bartosz Matczak - Czas 11:30:25
Marcin Nowacki - Czas 12:42:44

 

M40-44
Rafał Herman - Kat. 6, Open 62, Czas 09:29:58
Marcin Waniewski - Kat. 24, Open 121, Czas 09:49:42
Radek Pawłowski - Kat. 28, Open 133, Czas 09:52:58
Piotr Buła - Kat. 33, Open 162, Czas 09:59:54
Piotr Gąsiorowski - Kat. 39, Open 193, Czas 10:10:50
Dariusz Dąbrowski - Kat. 42, Open 212, Czas 10:15:32
Aleksander Łakomski - Czas 10:53:27
Łukasz Grass - Czas 12:25:26

 

M45-49
Rafał Medak - Kat. 17, Open 166, Czas 10:00:58
Robert Wodyński - Kat. 36, Open 298, Czas 10:36:34

 

M50-54
Witold Chorazik - Czas 12:14:11
Aleksander Sachanbiński - Czas 12:25:52

 

K40-44
Alicja Medak - Kat. 4 Czas 10:57:35

Opublikowane w Wydarzenia

Mistrzostwa Polski Afryki – edycja lutowa właśnie dobiegła końca. Obstawialiście, ile kilometrów (łącznie) przejadą Panowie na treningach. Z informacji jakie otrzymałem wychodzi na to, że cyferki wyszły zacne. A jeden zawodnik to chyba na rowerze również spał. W przypadku Rafała oraz Radka zaokrągliłem podane przez nich wyniki do pełnej godziny (w górę). Przypominamy ekipę "Afrykanerów" w tej zabawie: Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Rafał Herman. No i mamy „obstawiacza”, który wstrzelił się w wynik. Michał Sowa obstawił, że Panowie przejadą razem 179 godzin i proszę: oto wyniki szczegółowe:

 

 

 Radek   47  
 Olek   23
 Łukasz   25 
 Marcin   50
 Rafał  34
 179 

 

 

Gratulujemy wygranemu i prosimy o kontakt z MKONem mailem ([email protected]) lub poprzez profil na FB. On skontaktuje Ciebie z Krystynem Lipiarskim z firmy WERTYKAL – sponsora edycji lutowej.

A skoro o sponsorach, to informujemy Państwa, że sponsorem edycji marcowej została firma New Balance, która ufunduje buty sportowe dla osoby, która najtrafniej obstawi LICZBĘ KILOMETRÓW, jaką Panowie wybiegają w sumie w marcu.

 

nb nagroda

 

Przypominamy zasady zabawy:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  3. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  4. 2 kwietnia podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nabiegają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. 16 marca na FB ukaże się wydarzenie, gdzie Panowie (podobnie jak w edycji styczniowej i lutowej) będą sprzedawali kilka „tajemnic” swojego treningu biegowego.

Pozdrowienia

MKON 

Opublikowane w Publicystyka

MistrzostwaPolskiAfryki – edycja rower - zakończy się dziś o północy. Chętni jeszcze tylko przez kilka godzin mogą obstawiać wynik, jaki osiągną "Afrykanerzy" w zabawie wymyślonej przez Marcina mkona Koniecznego. W styczniu zakończyła się edycja: pływanie. Przypomnijmy wyniki uzyskane przez 5 zawodników. Na podstawie przesłanych danych liczba „wypływanych” kilometrów była następująca:

 

 

 

 

 

 Łukasz Grass  35km 
 Marcin Waniewski   53km 
 Rafał Herman   59,1km 
 Olek Łakomski   38,5km 
 Radek Pawłowski   40,38km 
  All   225,98km 

 

Najbliższy wynikowi rzeczywistemu był ostawiający o pseudonimie RIQQON. Prosimy o napisanie maila do przedstawiciela HUUB w Polsce – Macieja Żywka: [email protected] – pacta sunt servanta – okularki ALTAIR polecą do Ciebie!

 

Ale pływanie w Ironmanie (które jak wiadomo, jest przereklamowane), to śmiem twierdzić najmniej ważna część zawodów. Rower – to jest dopiero coś. Wiem, że niektórzy Panowie w ciepłym (Wania), niektórzy Panowie w jeszcze cieplejszym (bo bez wentylatora) cisną kilometry i godziny aż miło. 

W lutym obstawiamy liczbę GODZIN spędzonych na rowerze. Przypominam zasady:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę GODZIN (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 marca podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nakręcą” 1000h. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

 

Partnerem edycji lutowej jest firma WERTYKAL z Zabierzowa, która zwycięzcy funduje rękawki rowerowe (do indywidualnego ustalenia czy letnie czy zimowe).

 

logo wertykal_kopia

 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. Jeszcze tylko dziś możecie obstawić wynik, a od jutra panowie zaczną "rywalizować" w bieganiu. 

MKON

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 12 grudnia 2016 21:48

Mistrzostwa Polski M40 w Afryce! mkon ma "pomysła"

Uwielbiam czelendże zwane również zakładami. Co więcej, uwielbiam te sytuacje tworzyć. Okazja związana z Mistrzostwami Afryki, czyli Ironman South Africa i baaaaardzo duża reprezentacja moich znajomych z kategorii M-40 to doskonała okazja na super zabawę. O co chodzi?

 

Otóż razem z ochotnikami, którzy zdecydowali się wystartować w kwietniowych zawodach na południu Afryki, chciałbym zaprosić czytelników Akademii Triathlonu na Mistrzostwa Polski Afryki ;), czyli czelendż, w którym śledzić będziemy wybraną przeze mnie grupę. Kto to jest? Ojciec Dyrektor AT Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Piotr Gąsiorowski i Rafał Herman. Wszyscy w jednej kategorii, wszyscy walczą o sloty na MŚ Hawaje 2017. Slotów jest osiem, więc niby 3 więcej niż Panów, ale pewnie i kandydatów będzie więcej ☺

 

Na czym polegać będzie zabawa i jak w niej wziąć udział?

Czelendż podzieliłem na 3 etapy: pływacki, rowerowy i biegowy. W każdy etapie prosić będę  zawodników o podanie (ostatniego dnia miesiąca) swojego łącznego czasu godzin spędzonych na treningu w danej dyscyplinie. Czytelników Akademii, którzy będą chcieli się bawić, zapraszam do obstawiania tej wartości. Osoba, która zgadnie - zgarnia nagrodę jaką funduję ja lub współpracujący ze mną sponsorzy. 

 

Udział w zabawie uwarunkowany jest opłatą startową. Jak w każdych zawodach? Jaką? Najprostszą – wystarczy wpłacić swój 1% podatku na jakąkolwiek organizację pożytku publicznego. Obstawiać można tylko raz – wpisując komentarz pod artykułem opublikowanym z tej okazji. Na początku każdego miesiąca, oddzielnym artykułem, będziemy dawać sygnał na obstawianie liczby przepłyniętych, przejechanych lub przebiegniętych kilometrów. Na początku kolejnego miesiąca opublikuję wyniki, jakie podadzą nam Panowie i wskażemy do kogo leci nagroda.

 

Zaczynamy od stycznia, gdzie obstawiamy pływanie, w lutym - rower a w marcu wiadomo - bieganie. 

 

Tak więc Panowie do roboty, a my będziemy Wam kibicować już w fazie przygotowań do zawodów, które już... 2 kwietnia w Port Elizabeth w RPA! 

 

10469226 10152729494619459_9089547557295796118_n

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 10 października 2016 19:09

"Trening na samopoczucie" - Rafał Herman

Dużo się ostatnio mówi w środowisku triathlonistów o tzw. treningu na samopoczucie. Postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji, ale robię to, jak to ja, dopiero po sprawdzeniu efektów na własnej skórze. W sierpniu miałem okazję uczestniczyć w obozie treningowym w St. Moritz pod auspicjami trisutto.com Organizator, Brett Sutton, wtłoczył mi do głowy, że najważniejsze jest czucie własnego organizmu na treningu.

 

Mogę śmiało powiedzieć – trafiłem do niego w samą porę. Ostatni sezon, podczas którego cisnąłem się bez litości, sprawił, że się przegrzałem. Treningi, owszem, były, ale zacząłem się przyłapywać na tym, że patrzę na nie jak na obowiązek do odklepania. Efekty jak to efekty, również były, ale zorientowałem się, że gdzieś po drodze, na nie wiem już którym okrążeniu, od twarzy odlepił mi się uśmiech, i został gdzieś w przydrożnym rowie. Brett Sutton przed tym właśnie przestrzega. Dzięki niemu przestałem się zmuszać do wysiłku, który nie sprawiał mi frajdy. Nie idę teraz na trening, który muszę wykonać. Idę dopiero wtedy, kiedy naprawdę – NAPRAWDĘ – czuję, że mam na niego ochotę. I nie chodzi tu o ochotę na nie wiadomo jak odległe w czasie sukcesy na zawodach, mistrzostwa na Hawajach… tylko o ochotę tu i teraz.

 

Jak to działa? Przyznam, że przez chwilę (no dobra, przez pół roku) trenowałem stosunkowo niewiele. Ktoś mógłby powiedzieć, że zmarnowany czas… ale potem, powoli, małymi kroczkami coś znowu ruszyło. Wcześniej zamiatałem samopoczucie pod dywan, ale teraz wiem, że jak wychodzisz na trening i już po drodze się zastanawiasz, czy to 10 x 1km mocnym tempem to będzie bardzo dziś bolało, czy może trochę mniej, to w zasadzie boli już teraz. A na treningu – boli jeszcze bardziej. Jeśli natomiast wychodzisz, bo chcesz, bo ciało prosi o trochę ruchu, z pełną świadomością, że jak się będzie fajnie ćwiczyło, to można pocisnąć, a jak będzie niefajnie, to można odpuścić… Tak, właśnie to powiedziałem. Odpuścić. 

 

Brett Sutton powtarza, że trzeba mieć odwagę, żeby odpuszczać trening. Jeśli ćwiczymy samą siłą woli, bo trzeba, bo zawody, bo mistrzostwa, bo czasy… to każdy pęknie. Nie ma pytania, czy, tylko kiedy. A owe "kiedy" nastąpi w momencie, gdy treningi staną się wyłącznie obowiązkiem. Przykrym w dodatku i niechcianym. A przecież nie o to chodzi!

 

Po obozie, za każdym razem jak wychodziłem na trening, to się okazywało, że po 3 km relatywnie lekkiego biegu zaczynałem się cieszyć. Było fajnie. Zaczynałem się więc sam zastanawiać, co na przykład będzie po trzech osiemsetkach. Poszła pierwsza, jest ok. Druga, szybciej, ale bez spinki, jakby co, to skończę i pójdę do domu. Trzecia, piąta, ósma… I co? I czasy zgodne z założeniem, i uśmiech na twarzy. Właśnie ten, co tyle czasu w rowie ostatnio przeleżał. Ten, który widziałem u mistrzyni świata Nataschy Badmann (50 lat, i cały czas startuje, w tym roku na Hawajach jako PRO) Właśnie ten uśmiech. Bo trening był bez pistoletu (startowego) przy głowie, bo był ze świadomością, że jeśli by tak było, że dopadła mnie bezsenność, czy w pracy dużo się dzieje, to mogę odpuścić. Bo taki trening nic nie da. Że jak się źle czuję, to nie pobiegnę 10 km po 4:15/km. A nawet jak pobiegnę, to koszt będzie nieproporcjonalnie duży, bo wypalę zapasy frajdy.

 

Z drugiej jednak strony, jak czuję, że się dobrze biegnie, że lecę po 4:00/km, to wtedy nie ma przebacz. Wtedy właśnie ma być, ile fabryka dała - "bloody fast", bo mózg nie jest obciążony, psychika działa jak dopalacz, a nie jak kula u nogi, a świat sam się do Ciebie uśmiecha. Właśnie, psychika. Swego czasu pod wpływam Jerzego Skarżyńskiego odpuściłem trenowanie z muzyką. Wszak Jerzy twierdził, że nie ma muzyki na treningu, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, a muzyka przeszkadza i odwraca uwagę od treningu. Jednak po obozie na nowo otworzyłem się na muzykę. Moja nowa zabawka, słuchawki Creative Outlier Sports, 15 gramów czystej przyjemności sączy w moje uszy dźwięk z lekko podbitym basem, a przy tym nie czuć ich w ogóle w uszach. Kiedy mam na treningu robić drugi zakres, to odpowiedni dobór beatu sprawia, że nawet nie muszę patrzeć na zegarek.

 

Czyli, Jerzy Jerzym, a Wam dobrze radzę – jeśli odpuściliście muzykę, wróćcie do słuchania. To tylko potęguje przyjemność z treningu, a tym samym wzmaga chęci na dalszy wysiłek następnego dnia. Tyle ode mnie na dziś. A Wy, zamiast teoretyzować czytając ten tekst, wykorzystajcie zawarte w nim wnioski na swoim treningu. I dajcie znać, na przykład na fejsie, jak idzie. A przede wszystkim, zaczynajcie powoli, nie nastawiajcie się na to, że będzie ciężko i miejcie odwagę odpuścić jeśli tego potrzebujecie. Podziękowania dla trisutto.com, Brett Sutton, Rafał Medak.

Opublikowane w Felietony

Powoli, acz nieubłaganie, zbliża się Sylwester. Pomijając przekręcenie cyferki na liczniku lat, dzień ten tradycyjnie zmusza do przemyśleń i rachunków sumienia. A ponieważ kto żyw składa z tej okazji sobie i światu przeróżne obietnice, uznałem, że nie mogę być wyjątkiem. Nie będę specjalnie oryginalny – moje postanowienie noworoczne, podobnie jak masa innych postanowień, ma związek z odżywianiem i utrzymywaniem prawidłowej masy ciała. Chcę jednak pokusić się na oryginalność w innym zakresie: zamierzam swoje postanowienie ocalić od zapomnienia po tygodniu czy dwóch. Jak zaraz zobaczycie, jedno wiąże się z drugim. 

 

Dla sportowca temat dostarczania organizmowi właściwego paliwa jest szczególnie ważny, dlatego dużo czytam na ten temat. Wiele lasów zostało mocno przetrzebionych, żeby wydrukować wszystkie publikacje o zdrowym odżywianiu, szkoda by więc było, żeby się zmarnowały. Nie zmienia to faktu, że jeśli zacząć głębiej drążyć literaturę przedmiotu, okazuje się, że ilu autorów tyle teorii, tyleż badań teorie te uzasadniających, a ich zalecenia nierzadko są ze sobą sprzeczne. Innymi słowy – wygląda na to, że jednocześnie wiemy dużo i nie wiemy nic. Jeśli więc nie mamy czasu na spędzenie kilku lat w aulach uniwersyteckich, robiąc fakultety z biologii i dietetyki, pozostaje nam tylko metoda prób i błędów, w zależności od tego, który autor wyda nam się akurat bardziej przekonujący.

 

Osobiście w ramach takich eksperymentów mam zamiar zwiększyć ilość spożywanych tłuszczy. Nie przesłyszeliście się – zwiększyć. W czasach antytłuszczowej krucjaty, kiedy każdy powtarza jak mantrę, że chce się tłuszczu pozbyć, brzmi to jak herezja, ale do wysiłku długodystansowego, a taki właśnie jest triathlon na dystansie Ironman, tłuszcz jest po prostu potrzebny jako bardzo wydajne paliwo. Oczywiście, co za dużo, to niezdrowo i lepiej nie popadać w skrajności. A w te, jak przekonał się pewnie każdy, kto robi postanowienia noworoczne, popaść dość łatwo. Masa ludzi w styczniu przestaje jeść cokolwiek, co podejrzewa o zawieranie choćby ćwierć kalorii nadmiarowej energii i katuje się dzień w dzień na siłowniach, bieżniach i basenach… tylko po to, by w lutym wrócić do dawnego, leniwego trybu życia, tyle że z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. I tu pojawia się kluczowe słowo: motywacja.

 

Każdy powie, że przecież jest zmotywowany. Chudniemy, żeby ładniej wyglądać. Chudniemy, żeby być zdrowymi. Sam chudnę, żeby być szybszym. Same doskonałe powody!  Gdyby jednak było tak łatwo, świat byłby pełen szczupłych ludzi. A kiedy ostatnio sprawdzałem – nie był. Jak więc wytrwać w postanowieniach i nie dać się zniechęcić? Ja właśnie znalazłem nowe źródło inspiracji, którym chciałbym się z Wami podzielić. Książka, którą ostatnio przeczytałem – "Grain Brain" Davida Perlmuttera i Kristin Loberg – dała mi do myślenia, że niezależnie od wszystkich wątpliwości, w pewnych okolicznościach rozmiar ma jednak znaczenie. Dokładniej rzecz biorąc, rozmiar hipokampu, który odpowiada w mózgu za zapamiętywanie informacji – im większy tym lepsza pamięć (i vice versa).  Pomyślisz: my tu o tłuszczu mieliśmy rozmawiać, a ten z hipokampem wyskakuje, co ma jedno z drugim wspólnego? Otóż okazuje się, że ma. Autorzy książki przeprowadzili badania, w których zestawili obwód w talii (czyli po ludzku: rozmiar brzucha), ilość insuliny i cukru w osoczu oraz osobnicze cechy mózgu. Okazało się, że istnieje niemożliwa do zignorowania zależność statystyczna pomiędzy sprawnością naszego mózgu a rozmiarem brzucha. Niestety, zależność ta nie napawa optymizmem – im większy mięsień piwny, tym mniejszy hipokamp i na odwrót (być może tłumaczy to, czemu z kolejnymi latami i kilogramami coraz łatwiej idzie nam zapominanie o postanowieniach noworocznych).

 

Jak zaznaczyłem na wstępie, ja o swoich postanowieniach nie mam jednak zamiaru zapomnieć, a teza postawiona w książce dała mi do myślenia. Jest to dla mnie naprawdę doskonały motywator, żeby zwracać uwagę na to, co jem. Zdecydowanie wolę mniej, bo wtedy moja głowa będzie działać sprawniej.Ponieważ jednak, jak wszyscy wiemy, łaska motywacji na pstrym koniu jeździ, jeśli macie swoje sposoby na jej podtrzymanie, podzielcie się nimi – wszak dużo łatwiej jest, gdy motywujemy się nawzajem! 

Opublikowane w Felietony

Chcę się z Wami podzielić przemyśleniami, które regularnie nasuwają mi się podczas luźnych wybiegań, w okresie kiedy wszędzie dookoła widać choinki, Mikołajów, gwiazdki i inne bożonarodzeniowe symbole. Jako ludzie dorośli, mniej lub bardziej świadomie, zdajemy sobie sprawę, że niezależnie od świąt jako takich, cała otoczka ma nas skłonić do zostawienia w sklepach jak największej ilości pieniędzy. Oczywiście, święta to święta - tradycja, u gruntu religijna, ale przecież i coraz bardziej świecka. Komu grudzień nie kojarzy się z prezentami, niech pierwszy podniesie rękę. 

 

Dorosły widzi to wszystko, wzdycha, ale się nie buntuje. Przystraja choinkę, przygotowuje tradycyjne dania, zaprasza rodzinę, bo pamięta, że jego rodzice też tak robili. Ale czy ktoś z nas zatrzyma się na chwilę, żeby przypomnieć sobie, jak ten konkretny czas w roku odbierał, kiedy był dużo młodszy? Przyjaciel powiedział mi ostatnio, że jego zdaniem jestem jak dziecko. Kto inny może by się obraził, ale ja lubię szukać podstaw dla informacji, które przesyła mi świat. W tym przypadku, po namyśle, zgadzam się w stu procentach. 

 

Pamiętacie może, jak w czasach dzieciństwa każdy nowy dzień niósł coś nowego, a sen miał służyć tylko temu, by przeczekać ten mało ciekawy okres między zachodem a wschodem Słońca? Ja nie pamiętałem, ale dzięki uwadze znajomego przypomniałem to sobie. Pamiętam w szczególności dzień przed zawodami puszczania latawców, w których brałem udział. Pamiętam, jak leżąc w łóżku, chciałem jak najszybciej zasnąć, bo sen ma magiczną zdolność przyspieszania czasu. Wiedziałem, że kiedy się obudzę, oczekiwane zawody będą na wyciągnięcie ręki, a każda chwila snu skróci okres oczekiwania. Dziś, obserwując ludzi Dorosłych (przez duże D!), odpowiedzialnych i biorących wszystko na poważnie, mam poważne wątpliwości, czy tak rozumiana dorosłość nie jest aby trochę przereklamowana. Dorosłość taka nie lubi poranków. Dorosły poranek to moment, gdy wstając z łóżka zaczyna się planowanie, jak przeżyć kolejny dzień, jak przebrnąć przez nawał obowiązków i jak dotrwać do wieczora - bo to wieczór jest teraz fajny. Można usiąść, kieliszek wina zastąpić kolejnym kieliszkiem i wreszcie poczuć się lepiej. Praca i codzienne obowiązki służą Dorosłym głównie do tego, by dotrwać do upragnionego wieczora, po którym czeka ich kolejny zmęczony poranek. Jeśli więc na tym ma polegać dorosłość, to ja, czterdziestolatek, uprzejmie za nią dziękuję. 

 

Żona powiedziała mi kiedyś, że na kilka dni przed zawodami triathlonowymi zaczynam się zachowywać jak szczeniak przed zabawą. Wiem, że zawsze nie mogę się doczekać startu – który jest dla mnie przede wszystkim dobrą zabawą – i to najwyraźniej wpływa na moje zachowanie. Ale czy to powód do wstydu? Moim zdaniem nie. Kładąc się spać przed zawodami mniej lub bardziej świadomie cofam się w czasie, by jak kiedyś, myśląc o swoim latawcu, poganiać sen, by przyszedł i przeniósł mnie w czasie do upragnionego momentu. Nie musi to być jakiś specjalnie uroczysty, czy wymarzony moment. Zasypiające „dziecko” marzy o kolejnym dniu, nawet jeśli ma on zawierać tylko (a właściwie aż!) ponowne spotkanie z kolegami na torze kolarskim i dobrą zabawę. Bo moim zdaniem życie powinno być przede wszystkim dobrą zabawą, której definicję każdy wyznaczy we własnym zakresie. Jeśli więc czujesz, że Dorosłe poranki są dla Ciebie najgorszym okresem dnia, spróbuj wykorzystać zbliżające się święta do zmiany nastawienia. Bo nie wierzę, że tylko ja zasypiając w przededniu Wigilii poganiałem snem czas, by jak najszybciej przeniósł mnie do wyczekanego momentu pysznej kolacji i upragnionych prezentów.

 

Opublikowane w Felietony
wtorek, 17 listopada 2015 10:59

Ironman Polish Team...knujemy dalej

Ironman Polish Team, to projekt, który zrodził się w głowie Rafała Hermana z PowerSales. Znamy się z Rafałem od ponad 4 lat, kiedy to tuż po starcie Akademii Triathlonu w sieci, szukałem kontaktów do Polaków startujących na Hawajach. Nie pamiętam już w jaki sposób nawiązaliśmy kontakt, ale udało nam się porozmawiać przez Skype, kiedy Rafał był na swoim pierwszym Ironmanie na Hawajach. Zrobilśmy kilka wywiadów i później już ruszyło. Kiedy dwa miesiące temu Rafał zaproponował zaangażowanie się w projekt Ironman Polish Team nie miałem wątpliwości, że będzie to cenna inicjatywa, tym bardziej, że cele są ambitne. Będzie jeszcze okazja o tym napisać. Na razie trwają prace koncepcyjne nad rozbudowaniem projektu, a to, co skromnyni środkami udało się już zrobić, cieszy. Po raz pierwszy Akademia Triathlonu mogła relacjonować Mistrzostwa Świata w Kona, będąc na miejscu. Z bliska przyglądaliśmy się walce najlepszych, a także naszych zawodników amatorów. Na sobotnią Galę razem z Robertem Janowskim z White Magic przygotowaliśmy krótki film, z naszego pobytu, ale to jest wersja...demo :-). Powstanie jeszcze pełna, długa wersja, podsumowująca start Polaków. A na rozbudzenie wyobraźni i apetytu proponujemy  dawkę energii w formie 12-minutowego filmu. 

 

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 3

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test