Opaski Compressport R2 (Race & Recovery) – test

3

Tuż przed maratonem warszawskim trafiły do mnie do testów opaski kompresyjne dobrze znanej firmy Compressport. Dwa tygodnie wcześniej poprawiłem swój rekord życiowy na dystansie 42,195m we Wrocławiu (3:08:56) więc wiedziałem, że zarówno maraton w Poznaniu, jak i (nieplanowany wcześniej) w Warszawie mogę pobiec tylko jako pacemaker (3:31). Ten plan zakładał, że będę potrzebował szybkiej regeneracji, co zapewni mi możliwość przebiegnięcia dwóch maratonów w spokojnym tempie, ale z zastrzeżeniem, że między nimi nie będzie taryfy ulgowej w treningach. Po prostu chciałem obydwa dystanse potraktować jako długie niedzielne wybiegania.

Byłem bardyo ciekaw tych opasek, gdyż nie było to moje pierwsze spotkanie z kompresją – posiadam już opaski pewnej mało znanej firmy (koszt 30% ceny opasek renomowanych firm, za to z ładnym napisem IRONMAN ;)). Chciałem poznać różnicę i dowiedzieć się, czy w taki sprzęt warto inwestować.
Już na etapie doboru rozmiaru i koloru opaski Compressport okazały swoją wyższość. Do wyboru dostałem aż 4 różne rozmiary oraz 10 kolorów od standardowych czerni i bieli po wszystkie kolory tęczy. Po trudnej decyzji odnośnie koloru i dobraniu odpowiedniego rozmiaru (mierzymy łydkę w najgrubszym miejscu) otrzymałem małe płaskie pudełeczko. W środku były oczywiście opaski oraz krótka informacja handlowa na temat produktu.

blekit r2pomarancz r2zielen r2czerwony r2nieb r2fiolet r2

 

Same opaski zachwyciły mnie swoim wykonaniem oraz gęstym lekko połyskliwym materiałem. Tkanina, z której zostały wykonane opaski Compressport, wydała mi się relatywnie mało rozciągliwa w porównaniu z tańszą konkurencją i może na tym polega ich przewaga? Samo zakładanie poszło bez problemów.

Czas na test właściwy – oczywiście pobiegłem w nich krótkie rozbieganie, aby sprawdzić czy dobrze się trzymają. To co lubię w kompresji, to uczucie pewnej stabilizacji mięśni łydki podczas biegu i to uczucie odnalazłem w moich nowych opaskach. Następnego dnia ruszyłem na trasę Maratonu Warszawskiego jako osobisty pacemaker pewnej debiutantki. Sam bieg sprawił mi wielką frajdę i po dobiegnięciu do mety miałem poczucie, że owszem czuję zmęczenie i pewnie jak zwykle przy takim dystansie obtarłem sobie stopę albo dwie, ale łydki miałem w bardzo dobrym stanie – bez skurczów czy też bolesnego zmęczenia, mimo przebiegnięcia całego dystansu techniką z przedniej części stopy.

Następne dwa tygodnie biegałem w kompresji (zazwyczaj tak robię, że tydzień przed i tydzień po starcie oszczędzam ciało) i przyszedł czas na kolejny maraton – tym razem w Poznaniu – gdzie miałem poprowadzić brata na czas 3:30, co dla mnie oznaczało kolejne długie wybieganie na granicy pierwszego zakresu. Jeszcze w przeddzień biegu zrobiłem trening podbiegowy, więc na starcie miałem poczucie niepełnego wypoczynku. Dałem radę ale tym razem nie był to tak łatwy bieg. Pomimo niemal identycznego jak w Warszawie tempa organizm potrzebował odpoczynku i żadna kompresja nie mogłaby tego zmienić chociaż na pewno pomogła w regeneracji.

{gallery}compressport_rucinski{/gallery}
Podsumowując moje doświadczenia, opaski na łydkę Compressport R2 są godne polecenia. Naprawdę dobrze trzymają się nogi, stabilizują mięśnie oraz poprawiają ich ukrwienie. Dobrze sprawdzają się w czasie biegu czy w trakcie jazdy na rowerze, jak również jako opaski regeneracyjne po wysiłku. Jednak jak każde wspomaganie muszą być używane mądrze i z umiarem bo magii nie ma!

Po kilkudniowym odpoczynku wróciłem do treningów biegowych, ale już bez kompresji i stało się to, o czym mówiło kilka osób – miałem odczucie, że kompresja spowodowała pewnego rodzaju rozleniwienie moich mięśni i nawet przy słabszych treningach zaobserwowałem pojawianie się kurczy łydek, których praktycznie nigdy wcześniej nie miewałem.

3 KOMENTARZE

  1. Opaski kompresyjne Compressportu R2 dedykowane są zdecydowanie do uprawiania sportu. I zalecane są do używania w trakcie aktywności gdy mięśnie pracują. Nazwa Race & Recovery odnośi się do tzw. „aktywnej regeneracji” podczas gdy właśnie jesteśmy w ruchu by zapewniały wsparcie. Tak jak napisałeś mięśnie łydki zachowują się inaczej przy wysiłku i chodzi tu o aktywne wspieranie pracy.
    Do pasywnej regeneracji zalecane są pełne skarpety kompresyjne ze stopniową kompresją (większa przy kostce mniejsza przy łydce) Opaski Compressportu mają ucisk progresywny (również stopniowy) ale zupełnie jak w Twoich BV inaczej ukierunkowany, który sprawdza się idealnie podczas ruchu a nie spoczynku. Aczkolwiek przyznaję, że nazwa może być myląca po części stąd też wyjaśnienia:)
    Pozdrawiamy

  2. Bardzo fajnie opisane aczkolwiek mam jedno zastrzeżenie do tych opasek, mianowicie zastanawia mnie jak jeden produkt może być jednocześnie Race i Recovery. Według mnie łydka zachowuje się zupełnie inaczej w spoczynku a zupełnie inaczej w trakcie aktywności (biorąc pod uwagę chociażby samo krążenie). Do mnie to nie przemawia. ja postawiłem na francuskie BV Sport, które są dedykowane wyłącznie do aktywności i są świetne, a jak się trochę odkuje finansowo to dokupię sobie skrpety regeneracyjne, które mają inny ucisk zaprojektowany właśnie pod regenerację.

  3. Ja swój debiut z kompresją zaliczyłem w Suszu i byłem nią zachwycony. Po kilku treningach, też zauważyłem to „rozleniwienie” łydki, dlatego uznałem, że z opasek korzystam tylko na zawodach. Teraz rozważam jeszcze czy na długich wybieganiach nie było by warto skorzystać.
    Czy jest ktoś bardziej doświadczony i podpowie jak korzystać z nich najefektywniej?
    Ewentualnie jeszcze wypowie się o korzystaniu z kompresji ud i rąk. Nie jestem zwolennikiem wyciskania ile tylko można z dodatkowego wspomagania, ale widząc wielu ludzi startujących w pełnym rynsztunku często zastanawiało minie: Czy taka kompresja na rękach daje cokolwiek podczas jazdy na rowerze lub biegu?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here